Księga dżungli (Birkenmajer)/Śpiew zwierząt obozowych na wojskowym przeglądzie

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Rudyard Kipling
Tytuł Śpiew zwierząt obozowych na wojskowym przeglądzie
Pochodzenie Księga dżungli
Data wydania 1931
Wydawnictwo Wydawnictwo Polskie R. Wegnera
Druk Concordia Sp. Akc.
Miejsce wyd. Poznań
Tłumacz Józef Birkenmajer
Tytuł orygin. The Jungle Book
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
ŚPIEW ZWIERZĄT OBOZOWYCH
NA WOJSKOWYM PRZEGLĄDZIE.
SŁONIE CIĄGNĄCE ARMATĘ.

Myśmy Aleksandrowi przed laty użyczyły
Zręczności swej i sprytu, herkulesowej siły;
Zgięłyśmy kark w niewoli (po dziś dzień w niej się płaszczy!)
Z drogi, hej z drogi! Bo dziesięć stóp
czterdziestofuntówkę taszczy!


WOŁY CIĄGNĄCE ARMATĘ.

Te gruboskórne bohatery nie lubią wąchać prochu,
A gdy armatni pocisk gwiźnie, cofają się w popłochu!
Wtedy my-y działać zaczynamy, wprzęgamy się do jaszczy —
Z drogi, hej z drogi! Dwadzieścia jarzm
czterdziestofuntówkę taszczy!


KONIE KAWALERYJSKIE.

Oj, niemasz to (klnę się na honor mój koński!)
Jak koncert muzyki huzarskiej, dragońskiej!
Lecz milej niż „Powrót!“, niż „Wodopój!“ brzmi
Pobudka do kłusa — marsz „Bonnie Dundee“!

Więc niech nie dosiada nas gamoń lub kuchta,
Lecz dzielni lansjerzy niech na nas mkną truchta!
Koń w konia jak cacko, uprząż pięknie lśni —
Jak strzała mknie szwadron w takt „Bonnie Dundee“!


MUŁY Z BATERJI GÓRSKIEJ.

Choć perć nam przesłaniają piargi, lecą z pod nóg kamienie,
Jednakże my bez słowa skargi kroczymy niestrudzenie!
Bo my, druhowie, potrafimy wedrzeć i wspiąć się wszędzie —
A rozkosz stać na górskiej turni... gdy cało się przybędzie!

Bóg zapłać tym sierżantom łebskim, co drogę nam torują,
A marny los mulnikom kiepskim, co juki źle ładują!
Bo my, druhowie, potrafimy wedrzeć i wspiąć się wszędzie,
A miło stać na górskiej turni... gdy cało się przybędzie!


WIELBŁĄDY KOMISARJACKIE.

Nie dano orkiestry oddziałom wielbłądzim.
Choć szłoby się przy niej wyborrnie,
Więc my sobie same muzykę urządzim,
Bo nasze szyje są jako waltorrnie,
(R-tatatà! włochate waltornie!):
Dość! dość! psia — kość!
Dość tych utrrapień i bied!
Już komuś los pomógł — bo z grzbietu spadł tłomok...


Och, gdybyż to był mój grzbiet!
Hej, czeka nas postój — więc kości rozprrostuj,
Nim służba gościniec wymiecie...
Och! Wrr! Uff! Brr!
Już ktoś ma ten tłomok na grzbiecie!


WSZYSTKIE ZWIERZĘTA RAZEM.

Jesteśmy dziećmi obozowisk!
Służymy — w miarę swych stanowisk: —
Dźwigamy juki, worki, paki,
Jarzma, chomąty i kulbaki.

Winie się pochód nasz, oj winie,
Jak sznur splątany po równinie;
Snuje się, toczy ciżba rojna,
Choć tak daleko jeszcze wojna!

A cisi ludzie, którzy zboku
Wśród pyłu kroczą, z smętkiem w oku,
Nie mówią, czemu codzień społem
Maszerujemy wciąż z mozołem...

Jesteśmy dziećmi obozowisk!
Służymy — w miarą swych stanowisk: —
Dźwigamy juki, worki, paki,
Jarzma, chomąty i kulbaki.


KONIEC


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Rudyard Kipling i tłumacza: Józef Birkenmajer.