Księga Zaświata/Posłowie

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
<<< Dane tekstu >>>
Autor Bô Yin Râ
Tytuł Księga Zaświata
Wydawca Księgarnia Ludwika Fiszera
Data wydania 1923
Druk Zakłady Graficzne Grapowa i Mazurkiewicza
Miejsce wyd. Łódź
Tłumacz Marceli Tarnowski
Tytuł orygin. Das Buch vom Jenseits
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
Posłowie.

W tej „Księdze Zaświata“, jak i w swej „Księdze Boga żywego“, ukazałem w dokładny sposób drogę, którą iść winien każdy, kto w głębi serca poważnie pragnie odnaleźć w sobie swoją naturę duchową.
Wykazałem, co winien czynić, a czego zaniechać człowiek, wkraczający na tę drogę.
A mimo to ciągle jeszcze jestem zapytywany: „Cóż mamy czynić? — Jak mamy zacząć?“
Chcianoby, jak widzę z wszystkich tych pytań, otrzymać szczegółowy przepis do jakowychś „praktyk“, które, spełniane mniej lub więcej mechanicznie, winny zawieść do celu.
Dzieje się tu ze mną, jak z niejednym lekarzem, co tylko najprostsze środki każe stosować i zyskuje jeno niezadowolenie chorego, bowiem nie przepisał „recepty“.
Pytający są to przeważnie ludzie, którzy na drodze swego poszukiwania popadli w labirynt literatury teozoficznej i okultystycznej, a teraz oto dzięki swemu zdrowemu instynktowi duchowemu wydostali się zeń.
Ale dla nikogo z nich nie pozostała wędrówka przez ten labirynt zupełnie bez śladów.
Po pierwsze ugruntowała się w nich pewność, iż poza temi wszystkiemi naukami musi być jednakże ukryta jakowaś prawda. —
Następnie w wielu powstało przeczucie, iż istnieć musi gdzieś podobne do „Mahâtma“ teozoficznych „Bractwo“ pewnych niezwykłych ludzi, od którego rzekomi twórcy nowej „teozofji“ są wprawdzie bardzo dalecy, którego jednak kredyty w krajach Wschodu w zręczny sposób sobie zdobyli, aby przez nie równie naiwnych jak zaufanych nazbyt w swych zdolnościach krytycznych Europejczyków i zeuropeizowanych Hindusów zdobyć dla swej nauki. —
Po trzecie wyciągnęli prawie wszyscy ze swej wędrówki wniosek, że trzeba tylko znajomości pewnej trzymanej w tajemnicy, ale bez wątpienia niezwykle mistycznej techniki, aby z człowieka dnia powszedniego przedzierzgnąć się w „widzącego wyższego rzędu“, we „wtajemniczonego“, ba! w „mistrza“. —
O ile słuszne są pierwsze dwa przypuszczenia, o tyle fałszywe jest ostatnie mniemanie. —
Ale szarlatani bez sumień i zręczni łowcy dusz wyzyskali je i dali uczniom swym w tajemniczem pouczeniu rozmaite mniej lub więcej podejrzane wskazania, a uczniowie ich tem mocniej wierzą w swe przypuszczenia, gdy spostrzegają, iż stosując się do tych wskazówek, osiągają istotnie wyniki, o których powszechna mądrość szkolarska Zachodu mimo wszelkich badań psychologicznych marzyć nie może. —
Uczniom takich — często bardzo podejrzanych — „tajemnych nauczycieli“ łatwo jest odpierać nowoczesną krytykę naukową, bowiem widzą z każdego słowa uczonych krytyków, że czynią oni zupełnie bez pojęcia doświadczenia w dziedzinie, która ukazuje jedno fata morgana za drugiem i prowadzi tak pewnego siebie badacza w coraz głębszy błąd, im bardziej wierzy, iż rozwiązał zagadkę, o którą idzie. — —
Próby nowoczesnych psychologów przewartościowania pewnych tak zwanych „nadzmysłowych“ zjawisk, powitałbym raczej życzliwie, gdyby ze swych istotnie słusznych odkryć nie usiłowali wyciągnąć tak fałszywych, bo z uprzedzenia czynionych wniosków, dzięki którym potem ich bezsprzecznie słuszne wyniki tak zupełnie bezskutecznemi się stają dla niekrytycznej i otumanionej duchowo gminy wyznawców nowoczesnych łapaczy dusz. —
— Dla człowieka przenikliwego winno być zdawna rzeczą jasną, że łatwo byłoby mi podać „metody rozwoju nadzmysłowego“, których rezultaty nawet dla najlepszych uczniów tak zwanych „tajemnych nauczycieli“ oraz dla nich samych byłyby wysoce zdumiewające i które nawet najrozsądniejszej i najdoświadczeńszej współczesnej naukowej krytyce psychologicznej mogłyby niejedną dać radę.
Może miałoby to tę dobrą stronę, że wówczas psychologja współczesna poznałaby zasadniczy błąd swojej tak bardzo cenionej metody doświadczalnej i na nowych drogach doszła do wyników, nie podlegających zgoła zarzutom.
Niestety, nie mogę, jakkolwiekbym tego pragnął osobiście, wyświadczyć nauce tej przysługi, gdyż po pierwsze idzie ona tu po drogach granicznych, dla prawnego przekroczenia których potrzeba więcej, niż tylko zapału w badaniach, a dalej, ponieważ jestem, jak każdy z mych Braci, skrępowany obowiązkiem nieodsłaniania wiadomych sobie metod poza naszym kręgiem.
Nie mam chyba potrzeby zaznaczać, że idzie tu zgoła o co innego, niż rozmaite „metody Hata-Yogi“ i uskuteczniane z ich pomocą sztuczki fakirów, o których obwieszcza cała obszerna, choć często bardzo wątpliwa literatura.
Ale gdybym nawet nie był na żaden sposób zobowiązany, jednakże nie ogłosiłbym tych metod, gdyż wiem, jakie straszne nieszczęście mogłoby z tego wyniknąć w ręku ludzi samolubnych, a nie nęci mnie bynajmniej los Prometeusza, w który bym musiał popaść, gdybym się chciał stać istotnym sprawcą takiego nieszczęścia...
Do osiągnięcia duchowego połączenia z Praświatłem, do przebudzenia się człowieka duchowego z jego snu, do tego, co wiedza dostojna zwie „ponownem narodzeniem“, nie są te metody ani potrzebne, ani pożyteczne.
Jak wszystkie umiejętności, oparte na możliwości stosowania wyższych, powszechnie nieznanych sił psychofizycznych, nie mają one nic wspólnego z przebudzeniem wiecznego ducha ludzkiego. —
To, co wymagane jest do osiągnięcia tego „przebudzenia“, to w pierwszym rzędzie wytrwałe zachowane nastawienie wszelkiego myślenia, czucia i chcenia na ten godny pożądania cel.
Człowiek cały musi się pierwej o własnych siłach stopniowo przetworzyć, zanim będzie mu mogła być udzielona duchowa pomoc na jego drodze. —
Mało albo i nic to nie pomoże podejmować od czasu do czasu to nastawienie, podobnie jak pobożniś jakiegokolwiek wyznania co siedem dni jeden dzień swemu Bogu poświęca.
Każda minuta dalszego życia, każda czynność codzienna, każda powstająca myśl, każde pragnienie i każdy odruch woli musi stale pozostawać pod kształtującym wpływem tego nastawienia, jeśli człowiek, który wkroczył raz na drogę do światła, dojść chce do rzeczywistych, a nie urojonych wyników. — — —
„Praktyki“, jakieby można perjodycznie stosować, mogłyby w najlepszym razie polegać na powtarzanem pogłębionem odczuwaniu tego nastawienia. —
Wszystko, co można w tym względzie polecić, ma tylko ten jeden cel, aby to nowe nastawienie wszelkiego myślenia i działania wbić w świadomość, iżby nie mogło ono już ani na chwilę być zapomniane lub pozostawać nieodczuwane. —
Jeśli jednak to nastawienie zostanie istotnie trwale stworzone, tak iż wpłynie czynnie na całe życie dnia powszedniego, a wreszcie przeniknie je zupełnie, wówczas — bez względu na to, jakiemi środkami pomocniczemi, odpowiadającemi właściwościom indywidualnym, to osiągnięto, — przyjdzie wkrótce wszystko inne — „samo przez się“, t. j. bez naszego świadomego współdziałania. —
Gdy tylko porozumienie stanie się możliwe, otrzyma Poszukujący duchową pomoc tych, którzy już znaleźli i oto nie znają godniejszego obowiązku, jak pomagać tym, co dostępni są ich pomocy.
Poszukujący staje się wówczas jakoby aparatem odbiorczym pewnego rodzaju duchowych promieni, które dla badań naukowych muszą wiecznie pozostać nieznanemi i niedosiężonemi. Wszystko, co może być kiedykolwiek o tych promieniach powiedziane, to conajwyżej stwierdzenie ich istnienia. Umykają się one jednak wszelkiemu badaniu naukowemu i definicji, bowiem królestwo czystego ducha pojąć można tylko przez dostrzeganie, a nie podlega ono, jak czynności psycho-fizyczne, jakimkolwiek wyjaśnieniom, dającym się ująć w słowa.
Niech się jednak nikomu nie zdaje, że można się przez kiwnięcie palcem stać takim „aparatem odbiorczym“. —
Nawet najintensywniejsza wola nie może tu sprawić niczego. Przeciwnie! Przeszkadza ona tylko, bowiem hamuje „proces krystalizacji“ sił, które winny się skupić w nowym, zupełnie dla woli niedosięgłym ośrodku sił. —
Im konsekwentniej uprawiane jest owo zalecane tu ciągle „nastawienie“ całego człowieka w jego życiu codziennem, tem rychlej osiągnąć można chwilę, w której Poszukujący znajdzie się w odczuwalnym kontakcie ze swymi duchowymi pomocnikami. —
Jedynie praktyczne postępowanie Poszukującego w jego życiu codziennem jest miarodajne, a nie stosowanie lub niestosowanie „praktyk“ jakiegokolwiek rodzaju, które mogą mieć znaczenie wyłącznie, jako ciągłe odnawianie i pogłębianie raz powziętego postanowienia.
Gdy Poszukujący znalazł się już w kontakcie ze swymi duchowymi pomocnikami, wówczas następuje nasamprzód rodzaj „próby“ wchodzących pod rozwagę sił jego i stosownie do jej wyniku skierowany zostaje nań wpływ duchowy, począwszy od prostego, nieosobowego wzmocnienia jego własnych sił, aż do przewodu osobistego, który może wreszcie dojść do zupełnego duchowego stopienia się z przewodnikiem, żyjącym może w innej części świata, tak że uczeń nie jest już nadal pouczany pojęciowo, lecz współprzeżywa jako rzekomo własne przeżycie wszystko, co dzieje się w duchu (ale nie w świadomości mózgowej!) jego mistrza. — — —
Ponieważ zaś „mistrz“ ten dla swojej indywidualności dawno zdobył już zjednoczenie z Praświatłem, przeżywa oto uczeń jego to połączenie po raz pierwszy w duchowem stopieniu się z duchem indywidualnym mistrza. — —
Powoli dojrzeje on do samodzielnego przeżywania zjednoczenia się z Praświatłem.
Gdy wreszcie osiągnie cel, zdobędzie nietylko pełną świadomość własnej duchowej i po wieki niezniszczalnej indywidualności, ale jednocześnie świadomość wszystkich indywidualności ducha, które kiedykolwiek były przez jakiegoś ducha ludzkiego osiągnięte. — —
Czuje się on stopiony ze wszystkiem w nową powszechną świadomość, wcielona w którą spoczywa własna jego indywidualna świadomość. Lecz w żadnym razie nie jest ona w niej „roztopiona“, bowiem wiecznie będzie, stanowiąc w sobie całość, żyła w tem stopieniu, przenikając inne indywidualności i wzajem przez nie przenikana, przyczem żadna z tych indywidualności ducha nie utraci przeto swego określonego własnego istnienia. — — —
Niema dla nikogo bezwzględnej pewności co do trwania świadomości ludzkiej i jej organów poza śmierć fizyczną, jeno dla tych nielicznych, co osiągnęli wskazany tu cel, który osiągnąć może każdy człowiek w pomyślnych okolicznościach.
Wszelkie inne przekonania o tem oparte są na domysłach, na wmówionej wierze lub na oznajmieniach tych, co cel ten osiągnąć zdołali.
Prawdziwe oznajmienia tych, co istotnie, a nietylko we własnem wyobrażeniu, cel ten osiągnęli, łatwo jest krytyce bezstronnej i nie zaślepionej przez uprzedzenia odróżnić od fantastycznych tworów błędnych marzycieli i uzdolnionych poetycko fantastów. U wszystkich ludów znaleźć można o nich świadectwa. Szata, w której takie oznajmienia występują, skrojona może być wedle mody swego czasu i powszechnej wiary jego ludzi, ale kto głębiej rzecz ujmuje, ten pod wszystkiemi temi szatami dorozumie się zawsze tylko człowieka i   najgłębszego przeżycia człowieczego: zjednoczenia się z duchem, źródłem wszelkiego bytu w wieczności i wszelkiego istnienia w czasie i przestrzeni. — — —
Kto raz zrozumiał, czego żąda odeń ta droga wyżyn, którą usiłuję w swych pismach ukazać, i dokąd go ona przy małem nawet przysposobieniu, już tu, w tem życiu ziemskiem może zaprowadzić, ten nie będzie mnie pytał, co ma „czynić“ i nie będzie oczekiwał jako odpowiedzi na to przepisu jakichś „praktyk“, jakiegoś trainingu. — —
Zrozumie on, że idzie tu o coś nieskończenie wyższego, niźli najcudowniejsza moc bajecznyoh fakirów indyjskich, o coś nieskończenie wyższego, niż najbardziej zdumiewające zjawiskach natury nadzmysłowej, o których opowiadają mu książki pisarzy okultystycznych oraz nowych „teozofów“ i „antropozofów“. — — —
Aczkolwiek, aby być chociaż przez niektórych zrozumianym, zmuszony jestem trzymać się znanej już i częściowo przez pisma teozofów rozpowszechnionej na Zachodzie terminologji wschodniej, to jednak myślący głębiej pojmie odrazu, iż w pismach moich mowa jest o czemś, co dotąd można było w literaturze Zachodu odnaleźć jeno w skażonej formie i pozornie tylko poruszające ten sam przedmiot. —
Atoli, jeśli nawet, jako uczony orjentalista, zna wszystkie dostępne teksty Wschodu, napróżno szukać w nich będzie czegoś więcej, jak tylko przesłoniętych wskazań.
Nauka, której jestem głosicielem, była tylko nadzwyczaj rzadko i zawsze jedynie w urywkach zapisywana. Rękopisy, w których jest ona zawarta, nigdy nie są dostępne dla niepowołanych.
Tylko ten, kto na prostej drodze duchowej doszedł już do ich prawd, może ewentualnie otrzymać o nich dodatkowo wieść. —
Doniedawna przestrzegali ci nieliczni, co umieją żyć i nauczać wedle tej nauki, prastarych praw, które bezwarunkowo zabraniały jawnego przekazywania nawet tych niewielu wyjaśnień, do udzielenia których ja zostałem powołany.
Dopiero pewien rodzaj „reformy“ praw, którym podlega Zjednoczenie, dokonany przez najwyższe moce hierarchji, której najniższy stopień stanowią nieliczni członkowie Zjednoczenia na tej planecie, mógł zaprowadzić w tem jakieś zmiany.
Nauka, którą wolno mi tu było w możliwie zrozumiałej formie objawić ludziom kultury zachodniej, musi być traktowana sama w sobie, aczkolwiek, aby się stać zrozumialszą, posługuje się w swej wędrówce po świecie, nakazanej przez Zjednoczenie Świecących praświatła i ich zwierzchność, staremi, znanemi szatami. —
Kto chce ją pojąć, musi się wyzbyć mniemania, jakoby szło tu o nową gałąź teozoficznych nauk o wierze, albo o zjednywanie stronników jakiemuś systemowi filozofji orjentalnej.
Kto chce znaleźć ślady tej nauki w świecie, temu ukażą się one w najczystszej postaci we wcześniejszym okresie starożytnego kultu misterjów.
Do dobrych uszu mówią ciągle głosy wszystkich stuleci wyraźną mową, i nie trzeba wiele trudu, aby stwierdzić, iż praźródło tej nauki aż do najnowszych czasów wszędy było czynne, tworząc prawdziwe źródło inspiracyjne wszelkiego zjednoczenia ludzi, któremu jako cel najdostojniejszy przyświecało osiągnięcie najwyższej godności ludzkiej. — —
Wiele możnaby tu jeszcze powiedzieć, o czem przedwcześnie mówić nie wolno, bowiem musi to być odnalezione przez tych samych, kogo dotyczy...
Kto jednak chce wiecznie zbierać owoce, rosnące w ogrodzie tej nauki, ten musi całe swe życie uczynić nieustannem „ćwiczeniem“.
Nowe życie, które chce znaleźć, jest już zawarte w jego życiu codziennem, ale on go jeszcze nie widzi.
Nie ma on potrzeby uczyć się u „tajemnych nauczycieli“ wątpliwych praktyk specjalnych, bowiem jego życie codzienne jest samo jedyną skuteczną „praktyką“ ponad praktyki, którą wieczyste Praświatło nakazało mu uprawiać. —
W swem życiu codziennem, w najprostszej postaci, bez jakichkolwiek gestów tajemniczych, znajdzie on swe dokonanie, ale nigdy nie w „szkołach egzotycznych“ i w pysznych kołach rzekomo „wiedzących“, którym nieświadomość ich każe grać rolę „nauczycieli“, i dla których prosić trzeba li tylko o przebaczenie, bowiem nie wiedzą oni, co czynią. — — — —
Dokonanie duchowe wymaga człowieka całego.
Ciało“ i „dusza“ w dążeniu swem nigdy nie powinny być odczuwane w wyodrębnieniu. —
Niema nic cielesnego, czegoby nie można zarazem uważać za duchowe. — —
Ci, co wzgardzają ciałem, a jednak mają nadzieję osiągnąć królestwo ducha, znajdą miast niego nowe tylko królestwo złudzenia...
Od ciała atoli wymagane jest, aby się nauczyło wierzyć we własne JA. —
JA jest czystem źródłem sił duchowych, ciało zaś jest naczyniem do czerpania i wydobywania tych sił.
W JA odnajdziemy siebie samych. —
W JA odnajdziemy wszechobejmującego, wiecznego ducha. —
W JA tylko odnajdziesz swego „Boga żywego“. — — —
„Nie przez rozum i zasobną uczoność w piśmie“ osiągnąć można najwyższe, co ludzie mogą osiągnąć. —
Dokonanie jest czynem życia, a nie pracą ostrego myślenia. — —
„Zaiste, istnieje coś, co osiągnąć można tylko rozumem...
To trzeba wiedzieć! —
Potem jednak wznosi się mędrzec ponad wiedzę, aż się nauczy myśleć, jako myślą dzieci“. — — —

Bô Yin Râ.




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Joseph Anton Schneiderfranken i tłumacza: Marceli Tarnowski.