Ks. Konstanty Damroth/IV

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Emil Szramek
Tytuł Ks. Konstanty Damroth
Podtytuł (Czesław Lubiński)
Wieszcz śląski
Życiorys w 25 rocznicę zgonu jego
Data wydania 1920
Wydawnictwo Tow. Oświaty na Śląsku im. św. Jacka
Druk Karol Miarka
Miejsce wyd. Opole
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
Szramek - Ks. Konstanty Damroth grafika 2.jpg
IV.

W Pilchowicach nasz poeta spokojnie mógł się zanurzyć w wspomnieniach lat minionych i odświeżyć uczucia, jakie serce jego kiedykolwiek były zapełniały. Przeglądał też, przerabiał i uzupełniał wiersze z młodych lat. A równocześnie z pilną uwagą śledził postępy budzącej się samowiedzy Górnoślązaków. Nadchodziły wybory do parlamentu z roku 1893. Wtedy to lud, trzymając się coprawda jeszcze w ramach organizacji centrowej, stanowczo upominał się o szczeropolskich posłów. Urzędowe Centrum we Wrocławiu a niestety i wielka część kleru namiętnie zwalczali te wartościowe odruchy ludu polskiego. Zapalczywe walki wyborcze około kandydatur majora Szmuli, Radwańskiego, Roboty, Strzody były wyrazem głęboko już sięgającego rozłamu między ludem a polityczną opiekunką jego, partią centrową. Ks. Damroth odrazu stanął po stronie ludu i niezmiernie się cieszył, że ten lud nareszcie nabiera odwagi i śmiałości narodowej. W radosnem uniesieniu napisał wtedy śliczny wiersz „Pieśń sierota“:

Ot — minęła zima długa,
Która ludek nasz strudziła;
Dziś ten lud oświaty struga
Z wiekowego snu zbudziła.
Jak się z wiosną budzą gaje,
Świeży liść i wiatr szeleści,

Tak śród ludu szmer powstaje,
który nową wiosnę wieści,
Wiosnę ludu, czynu, słowa:
Weź znów lutnię — precz z skargami,
A na Śląsku zabrzmi nowa
Pieśń radosna, bo Bóg z nami!

„W cichej celi klasztornej, pochylony cierpieniem, spogląda po ziemi swej wieszcz narodowy. Spogląda, jak lud jego zrywa się do walki i do pokazania przed światem, że żyje i żyć chce. Od lat wyczekiwał tego znaku żywotności ludu i doczekał się. Pierś schorzała przepełnia się uczuciem błogiem, myśl ulata w minione dni młodości, wspomina ideały wiosny życia i z drżącej lutni płynie ku zwycięskiemu ludowi pieśń o „wiośnie ludu...“[1]
W pierwszych szeregach walczących o słuszne prawa Polaków zawsze stawał, choć ukryty pod pseudonimem, ks. Damroth; w gazetach polskich a czasem i niemieckich umieszczał liczne artykuły o sprawach politycznych, narodowych lub szkolnych. Młodym redaktorom „Katolika“ i „Gazety Opolskiej“ szczerym był doradcą i przyjacielem; dodawał otuchy i zalecał hasło „cunctando procedere“, to znaczy ostrożnie postępować naprzód. Oto jego słowa:

„Winszuję prawdziwie świetnego zwycięstwa w polemice. tymczasem, nie przez wzgląd na przeciwnika, ale przez wzgląd na swój własny interes, będzie dobrze schować miecz do pochwy, gdyż żadna polemika, zwłaszcza w naszych stosunkach, nie wydaje rezultatów dodatnich. Dla nas jedyny sposób, cunctando procedere w słowach, żądaniach i czynach, aby nie przeholować, liczby nieprzyjaciół nie pomnożyć, a życzliwych lub trwożliwych nie zrazić...“ (List do Bronisława Koraszewskiego, redaktora „Gazety Opolskiej“ z dnia 5 kwietnia 1893 r.)

Ciągle a ciągle aż do ostatnich miesięcy swego życia, myślał i marzył o O’Connelu śląskim. Zamierzał przerobić swój życiorys tego patrjoty irlandzkiego z „Gazety Toruńskiej“ i na nowo wydać dla Ślązaków. Autor biografji ks. Damrotha w „Świetle“ bytomskiem (1895, nr. 7/8) — prawdopodobnie ks. Radziejewski — taką opisał nam scenę: „Pewnego wieczora w lecie rozmawiał piszący te słowa z ks. Damrothem o O’Connelu. Staliśmy przy oknie, z którego widać było łany i lasy pilchowskie. Słońce zniżało się ku zachodowi. Ks. Damroth wpatrzył się w to słońce i rzekł. „Kiedyż to przepiękne słońce oświeci nasz Śląsk w szczęśliwszej doli? Brak nam takiego O’Connela; od lat wyczekuję go a westchnieniem. Może Bóg łaskawy da Śląskowi kiedyś takiego męża i oby go dał jak najprędzej! W młodzieży przyszłość narodu; z niej musi wyjść O’Connel śląski...“ Obaj mieliśmy łzy w oczach, a po chwili dodał ks. Damroth: „Bóg czuwał nad nami dotąd, Bóg będzie czuwał dalej. Niech żywi nie tracą nadziei...“ Biograf dodaje. „Młodzieży polska na Śląsku, myśl o tych słowach zgasłego poety i pracuj z całych sił, aby z pomiędzy ciebie wyrosł O’Connel śląski!“

„Jak zwycięzców obsypują kwiatami, tak wieszcz narodowy podał ludowi swemu krótko po walce kwiaty swego ducha i serca“. W roku 1893 wydał bowiem ks. Konstanty dwa tomiki poezyj pod tytułem „Z niwy śląskiej“[2], „Z „Wianka“ wydanego w roku 1867, urosł wielki wieniec, bo poeta przez całe życie nie wypuścił lutni z ręki, lecz ciągle dodawał po kwiatku do wieńca“[3]. Na wstępie pod adresem kolegów takie wyraża życzenie:

Niech przypomną wam to świeże
Kwiaty hasło śląskiej ziemi,
Że przy ojców mowie, wierze
Aż do zgonu stać będziemy.

Niech przypomną prawdę starą
Że nie cudem, ale trudem,
Miarą, wiarą i ofiarą
Zostaniemy wolnym ludem.

Wierszem „Nasz oręż“ podaje Ślązakom praktyczny program pracy, aby przyszłość lepszą, zbudować i utrwalić:

Nam twierdzami dziś warsztaty,
Dwory, szkoły i pracownie.

Nam wojęnną sztuką — praca,
Bronią — wiedza lub narzędzie;
Co kto umie, to połaca,
Byle robić — zawsze — wszędzie.

Naszą bronią — słowo dzielne,
Prawem i męstwem natchnione;
Bronią — pieśni nieśmiertelne,
Bo nadzieją namaszczone.

Naszą bronią — pacierz rzewny,
korny, zbożny, pełen skruchy;
A że szczery, skutku pewny,
Przeto pełen też otuchy.

Naszem hasłem: Bóg i wiara!
Naszem godłem: miłość, zgoda!
Naszą siłą: to ofiara!
A wygraną: to swoboda!

Pod takiemi znaki wrogów
Zwyciężymy i wyprzemy
Daleko z ojczystych progów,
Lecz oręża nie złożymy!

Bo choć wroga zewnętrznego
Z kraju swego wypędzimy,
Dopiero gdy domowego
Zniszczym, przyszłość utrwalimy.


A tym wrogiem — to próżniactwo
I wygódki niepochlebne,
Niedołęstwo i partactwo
l potrzeby niepotrzebne.

Ks. Damroth czuł, że siły jego się wyczerpują i że już niedługo tu pożyje; ale umysłowo pracował do samego końca. Porę tygodni przed śmiercią odwiedziło go dwóch młodych księży, którzy o politycznych sprawach chcieli z nim pomówić. „Centrum niemieckie“, tak się wtedy wyraził, „stało się macochą dla polskiego ludu i nie ma wyrozumienia dla jego dążności polsko-narodowej. Wy bracia młodzi gotujcie się na dalsze prześladowania. Na miejscu przestarzałego Centrum młoda generacja musi wziąść w ręce swoje obronę ludu naszego. Smutno, że nawet księża nie chcą zrozumieć tych nowych prądów i swoją opozycją zniechęcają do siebie lud wierny. Jednemu z takich duszpasterzy, który z resztą przez całą walkę kulturną był szczerym obrońcą ludu (ks. E.), zwróciłem uwagę na błąd, który popełnia zwalczając razem z niemiecką „Schl. Volksztg.“ zdrowy ruch narodowy i pisałem mu jako dobremu przyjecielowi:

Es tut mir lang schon weh’,
Dass ich Dich in der Geseltschaft seh’.

No ale trudno, starzy księża nie mogą się tak prędko otrząść z przestarzałych formułek politycznych. Do was, bracia młodzi, należy przyszłość“. Tu zwrócił uwagę na wiersz w „Gazecie Opolskiej“ leżącej przed nim na stole a zatytułowany „Uczucia przed zimą“. Dziwnie harmonizowały te wiersze z ponurością dnia śnieżystego i z beznadziejnością stanu zdrowia ks. Damrotha.

Przeraźliwie na zagrodzie
Kracze szare stado wron,
Stygnie życie już w przyrodzie,
Już się zbliża blady zgon. —

Ach przyrodo, tobie jeszcze
Zwierzam się dziś z bolem mym,
Wszak i tobie zimne dreszcze
Mrożą piersi lodem swym.

„My starzy, kończył, musimy ustąpić, — lampka życia mego dogorywa, — dni moje policzone. Krakanie wron zwiastuje mi śmiać. Wy zaś bracia młodzi, nie zważajcie na krakanie politycznych kruków i wron, choć was zadrasną mściwemi szponami, one przed wiosną się zbliżającą pierzchnąć muszą, zima minie, wiosna wróci. Pracujcie dla ludu, a nastają lepsze dni“. Długo tak rozmawiali. Często musiał przerywać rozmowę, bo mu co chwila zabrakło w piersiach tchu. Mimo to nie chciał gości puścić, widocznie było, że pragnął w nich wlać swego ducha i swoją wiarę w lepszą przyszłość.
Wierszyki ks. Damrotha z ostanich miesięcy przedstawiają poniekąd rzewne pożegnanie się autora ze światem. U wrót wieczności „stary pieśniarz“ Bogu odnawia swoje śluby.

Z życia mało się ostało
Nad kolce cierpienia,
W oczach łzy, na ustach modły
A w sercu wspomnienia.

Jeden tylko bez uszczerbku
Klejnot przechowałem:
Miłość, jaką tobie, Panie,
Ongi ślubowałem.

Pierwsze dumki były tejże
Miłości posiewem
W wiośnie życia, niechaj będą
I łabędziem śpiewem.


Ciebie kochać, tobie śpiewać
Poty nie przestanę,
Dopóki się z moją lubą
Lutnią nie rozstanę.

Tak rozstanę, by zamienić
Ziemsko-smętne pienia
Na wesołe, wiecznie trwałe
Hymny uwielbienia.

Po Bogu najwięcej kocha Najśw. Pannę Marję:

Jejbym tysiąc lutni oddał,
Tysiąc lat jej śpiewał,
Pewny, iżby Bóg się na mnie
O to nie pogniewał.

Z rzeczy doczesnych najbardziej zajmowała go Polska, o której oswobodzenie wciąż się modlił. Dziękował Bogu, że się nie wynarodowił:

Żem się zdołał oprzeć prądom
Lub nie osiadł na mieliźnie
Żem ojczystej mowie, sprawie
Wiernym został na obczyźnie,

Że różowo patrząc na świat
Nie zwątpiłem o ludzkości;
W cuda wierząc nie zwątpiłem
O mej ojczyzny przyszłości.

Jak gorąco kochał Polskę, dowodem następujący wiersz:

Ziemio polska, ziemio święta,
Ojców krwią i znojem
Użyźniona, poświęcona
I ja dzieckiem twojem!

Ja twym synem: włos mój siwy
Ręka moja drżąca,
Wszakże lutnia moja jeszcze
Krzepka i gorąca.

Więc ci dalej nucić będę
jako w życia wiośnie;

Co do śpiewu sił nie stanie,
Dołączę żałośnie.

Toć i krew nam nie pomogła
Przelana w stu bitwach:
Może będą łzy mocniejsze
Wylane w modlitwach.

Czego mieczem nie osięgli
Waleczni mocarze.
Może pieśnią swą wyżebrzą
Pobożni pieśniarze.

Przyjm więc, Panie, prośby nasze:
Ukróć doświadczenia
Długie chwile, potem przyspiesz
Godzinę zbawienia.

By i ja się raz pokrzepił
U wolności zdroju,
Poczem, Panie, puść starego
Pieśniarza w pokoju.

Niestety nie dożył przełomu dziejowego, który Polskę z grobu wskrzesił. Ale umierał z tą nadzieją, że Polska zmartwychwstanie i nawet nad Śląskiem zaś rządy obejmie. Wieże piastowskie na Śląsku utwierdzały go w tej wierze zawsze na nowo.

Bo stare te baszty przypominają
Nietylko chwile nam wieku złotego;
Lecz i nadziei wygasnąć nie dają,
Że godło Piastów zaświeci z tych wieży
Znów i nad Śląskiem zaświta swoboda
Gdy anioł swe skrzydła rozszerzy,
I będzie jeden pasterz, jedna trzoda.

Ks. Damroth gdziekolwiek na Śląsku rzucił okiem, wszędzie widział niezatarte ślady polskości. Wszakże góry, rzeki, osady już w nazwach swoich na słowiańską wskazują przeszłość. Niemieckie „Riesengebirge“ nazywa się po polsku Karkonosze. Tym górom czyni zarzut nasz wieszcz:

Karkonosze śląskie, góry prastare,
Oj niegdyś nasze słowiańskie, prześliczne;
Czemuście, czemu złamały nam wiarę,
Hej, dziś germańsko-kosmopolityczne?

Aby wykazać dokumentnie, że Śląsk to ziemia rdzennie polska, ks. Damroth dokładnie badał nazwy miejscowości śląskich. Wynik tych studiów ogłosił drukiem pod tytułem „Die älteren Ortsnamen Schlesiens, ihre Entstehung und Bedutung“. (Beuthen O/S. Verlag von Felix Kasprzyk. 1896). Ledwie połowa arkuszy była wydrukowana, gdy śmierć wytrąciła autorowi pióro z ręki. Wydawnictwa dopilnował potem ks. prob. Gregor.
Podobnie ks. Konstanty nie doczekał się wyjścia religijnego dziełka, którego rękopis, zupełnie wykończony, nosił tytuł „Iskry Ignacjańskie“ a które po śmierci jego wyszło nakładem „Katolika“ w Bytomiu jako „Pobożne rozmyślania na każdy dzień roku“.

∗                ∗

Ks. Damroth umarł na suchoty we wtorek, dnia 5 marca 1895 r., rano o godzinie trzeciej. Zaopatrzony św. sakramentami, skonał na ręku kochającej siostry, która najczulszą opieką go otaczała. Ledwie był zamknął oczy do snu wiecznego, gdy kanarek w jego pokoju ślicznie zaczął śpiewać, aż się wszyscy zadziwili.
Pogrzeb odbył się w Pilchowicach w sobotę. Ze wszystkich stron przybyli znajomi, przyjaciele i wielbiciele cnót, talentu i zasług nieboszczyka; tylko księży było zadziwiająco mało, bo ledwie dwadzieścia. „Die Geistlichkeit hat völlig versagt — Duchowieństwo zawiodło zupełnie“, takie było ogólne wrażenie. Widocznie młodsi księża bali się pokazać na pogrzebie polskiego konfratra. Zato lud górnośląski złożył dowód, że miłością za miłość płacić umie, bo stawił się tłumnie, mimo niewygodnego położenia Pilchowic, mimo złych dróg i wielkich śniegów. Był też dosyć znaczny zastęp inteligencji polskiej. Zdumieli urzędnicy pruscy na widok tak licznie zebranego polskiego ludu, i dopiero teraz rząd się dowiedział, ze ś. p. ks. Damroth to — Czesław Lubiński. Zakłopotał się na tę wieść p. Sternaux, dyrektor seminarjum pilchowskiego i, jakby się czegoś bojąc, powiedział do pewnego braciszka: „Wir müssen ihn unbedingt deutsch beerdigen“. I odbyło się wszystko po niemiecku. Pogrzeb prowadził ks. prob. Olbrich z Dębie pod Opolem; on też nad grobem przemówił po niemiecku. Nawiązał do zdania nieboszczyka, że rozum bez serca, to słońce północy, przy którem zimno; serce bez rozumu, to słońce południa, przy którem się spalić można; zaś rozum i serce, to słońce strefy umiarkowanej, przy którego cieple dobrze się żyje. Wysławiał potem ks. Damrotha jako wzorowego sługę Bożego. „Znałem wielu kapłanów“, mówił dosłownie, „lecz pobożniejszego i zacniejszego od nieboszczyka nie znałem“. Następnie podnosił zasługi zmarłego na polu pracy zawodowej i naukowej. Odsłonił wreszcie tajemnicę pseudonimu, starannie strzeżoną zawsze przez nieboszczyka. Dodał bowiem, że pod przybranem nazwiskiem Czesława Lubińskiego wydał miłe poezje polskie dla ludu, który kochał szczerze. Na słowa: oto w tym otwartym grobie spoczywa słynny poeta górnośląski Czesław Lubiński, — obaj przedstawiciele pruskiej władzy szkolnej, tajny radca dr. Montag i radca regencyjny Kupfer, ostentacyjnie opuścili miejsce pogrzebowe.
Na końcu ks. Olbrich dziękował krewnym, pomiędzy któremi wiekiem pochylona postać tajnego radcy regencyjnego ks. Jüttnera szczególny budziła szacunek, dalej radcom szkolnym, kolegom, uczniom i Braciom Miłosiernym, zwłaszcza Eulogjuszowi i Hieronimowi, którzy nieboszczyka z wielkiem poświęceniem pielęgnowali. Nastąpiła niemiecka modlitwa i niemiecka pieśń seminarzystów.
Potem powstała wielka cisza i oczekiwanie: to lud polski czekał na spełnienie ostatniej woli zmarłego wieszcza swego, który życzył sobie przecież polskiej modlitwy i polskiej pieśni.

Gdy raz umrę, życzę sobie:
Aby stanął przy mym grobie
Choćby jeden, nawrócony
Słowem mojem; z drugiej strony
Jeden, co za mą przemową
Duszę swą zachował zdrową;
Wkoło ludek nasz serdeczny
Westchnął za mój spokój wieczny;
Dziatek polskich zaś drużyna
Śpiewała: Salve regina!

Jeden z Braci Miłosiernych szepnął ks. Olbrichowi coś do ucha. Nato tenże dosłownie tak się odezwał po polsku:
„Widzę, że też tu są tacy, co mówią po polsku. To pięknie, żeście tu przyszli. Był to ksiądz bardzo nauczony (!), to też zmówmy za niego „Ojczenasz“ i „Zdrowaś“ po polsku“.
Na tem skończył się pogrzeb.
Po opisie pogrzebu ks. Damrotha „Katolik“ (1895, nr. 32) taką umieścił uwagę:
„Wobec świeżego grobu wielkiego miłośnika Boga i ludzi, którego życie było ciągłym dowodem miłości bliźniego, nie użyjemy słów słusznego oburzenia, ale nie możemy nie wyrazić publicznie wielkiego żalu własnego i obecnych polskich wiernych, że się nie stało zadość życzeniu nieboszczyka. Żal ten odbije się echem na całym polskim Śląsku, bo jeżeli przy czyim grobie pieśń polska była na miejscu, to właśnie przy grobie tego, który był największym pieśniarzem polskim na Górnym Śląsku. Radcom i dygnitarzom świeckim, tam obecnym, polska pieśń nie byłaby ucha obraziła, a choćby i tak było, to niechby poznali, że nie tylko królewskiego urzędnika chowaliśmy, ale księdza i poetę polskiego...
Wszystkim dziękowano za udział w pogrzebie od radców zacząwszy aż do uczniów seminaryjum. Tylko lud polski nie usłyszał ani jednego słowa podziękowania. Snać myślano, że temu ludowi własne jego serce powie: Bóg zapłać! Pociesz się ludu polski; choć przy pogrzebie byłeś ostatni, — za życia byłeś przezacnemu księdzu po Bogu najbliższy. To serce, któreśmy z ciałem tam pogrzebali, gdy jeszcze biło, przedewszystkiem dla ciebie biło. Kiedy kilka dni przed śmiercią proszono nieboszczyka o modlitwę przed tronem Najwyższego, podniósł ręce w górę, przycisnął je do serca i rzekł: „Będę się gorąco modlić za wszystkich Polaków“. Pociesz się ludu polski i otrzyj łzy żalu, bo przed tronem Najwyższego masz jednego orędownika więcej“[4].
Lepiej zastosowano się do życzeń nieboszczyka sto mil od nas, tam na ziemi kaszubskiej. W Starej Kiszewie pod Kościerzyną odbyło się bowiem za duszę długoletniego dyrektora żałobne nabożeństwo z polskim śpiewem.

∗                ∗

Ciało ks. Damrotha pochowano po niemiecku ze względu na urząd, jaki za życia był piastował; ale ducha jego ani królewsko-pruski urząd, który mimo to z wszelką sumiennością sprawował, ani żadne sztuczki germanizacyjne zniemczyć nie zdołały. Dał nam przykład, jak w życiu stosować należy słowa św. Pawła:

„Ducha nie gaście!“


Szramek - Ks. Konstanty Damroth grafika 3.jpg



Przypisy

  1. „Światło“ 1895. str. 124.
  2. Bytom, nakładem „Katolika“.
  3. „Światło“ 1895, str. 124.
  4. Jeżeli p. Grzywacz w „Sztandarze Polskim“ (1920, nr. 59) twierdzi, że przy pogrzebie ks. Damrotha odśpiewano po polsku „Witaj, królowo nieba!“ — więc uczyniono zadość życzeniu nieboszczyka, — to tylko złudzeniem może być i omyłką. Oburzenie gazet polskich, których redaktorzy osobiście brali udział w pogrzebie, byłoby w takim razie wprost niemożliwe.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Emil Szramek.