Lubiła kwiatki Karolcia bardzo. Zawsze nosiła je z sobą,
Bo czyż są takie dzieci co gardzą Cudną przyrody ozdobą?
I miała także różne doniczki Na oknie swojéj komnaty,
A w nich hortensye, lilije, gwoździczki I maki barwne w szkarłaty.
Lecz nadewszystkie kwiatki co miała, Nad krasę skarbów swych całą,
Jedną szczególnie różę kochała, Królowe kwiatów wspaniałą.
Była to róża śliczna i rzadka, Stulistny wieniec ją składał:
Słowem takiego jak ona kwiatka Nie każdy ogród posiadał.
Pewnego razu Karolcia mała Stanęła we drzwiach wesoło,
Lecz gdy na lube kwiatki spojrzała, Rozpacz zmroczyła jéj czoło;
Jak nie rozpaczać, powiedzcie sami, Kiedy pieszczotka kochana,
Ów krzaczek róży wraz z kwiateczkami Legła wpół, wiatrem złamana.
Zdradliwy wicher okno otworzył, Wionął na piękną różyczkę,
Na ziemię słaby krzaczek położył, Potrzaskał w cząstki doniczkę.
Płakała Linka, widział łzy Władek, I mówił do swéj siostrzyczki:
„Czasami bywa taki wypadek Że się zrastają różyczki.”
Ona tymczasem łezki wciąż roni, Bo ciężki trapi ją smutek...
Przeszła godzina, on wrócił do niéj: „Patrz, zobacz pracy méj skutek.
Skleiłem krzaczek, łodyga cała Rośnie w doniczce z swym kwiatem.”
A choć dziewczynka wierzyć nie chciała, Poszła na górę za bratem.
Patrzy, o dziwy — róża jéj rośnie Z ponętną krasy ułudą,
Więc uśmiechnięta krzyknie radośnie: „Braciszku drogi — to cudo!”
Ale zebrawszy myśli po trosze Rzecze: „braciszku jedyny,
Tyś za swe skrzętnie zebrane grosze Kupił różyczkę dla Liny.”
I na jéj licach rumieniec błogi Zachwytem szczęścia promieni:
„Jakżeś ty dobry braciszku drogi, Jak siostra serce twe ceni!”
A Ojciec powie: „błogosławieństwo Nieba wśród progów téj chatki,
Gdzie się tak czule kocha rodzeństwo, Gdzie się miłują tak dziatki!”