Kronika Jana z Czarnkowa/O napadzie Bartosza na zamek kaliski

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Jan z Czarnkowa
Tytuł Kronika Jana z Czarnkowa
Podtytuł archidyakona gnieźnieńskiego podkanclerzego królestwa polskiego (1370-1384).
Data wydania 1905
Wydawnictwo E. Wende i Sp.
Drukarz Jan Cotty
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Józef Żerbiłło
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron

65. O napadzie Bartosza na zamek kaliski.

Po tych wypadkach, wzmiankowany pan Bartosz, idąc z Mazowsza z zamiarem opanowania zamku kaliskiego, podszedł do niego z ludźmi Ziemowita, księcia mazowieckiego; w nocy z piątku na sobotę, w wigilię Ś. Tomasza Apostoła[1], niektórzy z jego ludzi, przystawiwszy drabiny, zaczęli wchodzić na mury, jakiś zaś majster rzemieślnik[2] świdrem zrobił otwór w bramie, która prowadziła z zamku w stronę młyna, a następnie zaczął przepiłowywać piłą, podziurawioną w wielu miejscach i w różnych kierunkach furtę tej bramy, chcąc w niej zrobić otwór do wejścia. Lecz że z Boskiego zrządzenia księżyc świecił tej nocy bardzo jasno, musiał więc Bartosz czekać jego zachodu, ażeby mieć cień pod zamkiem. Tymczasem, gdy tamten majster zaczął, jak powiedziano, piłą koło furty pracować, piekarz zamkowy, wypadkowo przechodząc tamtędy z siekierą dla narąbania drew do pieczenia chleba, usłyszał zgrzyt piły i, ostrożnie podszedłszy, ujrzał ją poruszaną tam i napowrót ręką pracującego majstra; więc podniósłszy swoją siekierę, zgiął tę piłę. Majster, nie mogąc jej wyciągnąć, rzekł do otaczających: „Nie wiem, co się stało z piłą, że nie mogę jej wyciągnąć“; ci zaś mówili: „spiesz się z robotą, bo już dnieje.“ Co usłyszawszy, ów piekarz zaczął wołać: „nieprzyjaciel! nieprzyjaciel!“ Na ten krzyk, zbudzeni mieszkańcy zamku porwali broń i rzucili się odpędzać nieprzyjaciela, lecz ten uszedł tak prędko, że żadnej mu straty zrządzić nie zdołali[3].
Tego samego dnia[4], wzmiankowany pan Bartosz ze Złotej, widząc, że nie będzie mógł opanować zamku kaliskiego, powziął myśl zdobycia innych miejsc warownych i zaraz z wielką zuchwałością odebrał Koźminiec, swoją własną warownię, którą niedawno przedtem był utracił; następnie ruszył do Chodcza, obwarował częstokołem dom, który zmarły król Kazimierz zaczął był murować i, zostawiwszy w nim część swoich ludzi, przeszedł przez most na rzece Prośnie, przez siebie umyślnie w tym celu zbudowany, i udał się do Koźmina, w zamiarze odzyskania miasta tego i zamku. Gdy jednak dopiąć tego nie mógł z powodu dzielnej obrony osadzonych w tym zamku przez Domarata zbrojnych ludzi, cofnął się do pewnej warowni, zwanej Parsk, własności niejakiego Michałka Tomaszowica, dziedzica z Ostroweczna, którą więcej niż przez ośm dni oblegał, — a to z powodu, że ów Michałko był stronnikiem Domarata. Trwało to oblężenie dotąd, aż Michałko, nie mogąc się dłużej opierać, Domarata opuścił i przeszedł na stronę ziemian[5].


Przypisy

  1. z 19 na 20 grudnia 1382 r.
  2. artifex.
  3. Długosz 391.
  4. 20 grudnia 1382.
  5. Długosz 391.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Jan z Czarnkowa i tłumacza: Józef Żerbiłło.