Kronika Jana z Czarnkowa/O śmierci Jana, arcybiskupa gnieźnieńskiego

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Jan z Czarnkowa
Tytuł Kronika Jana z Czarnkowa
Podtytuł archidyakona gnieźnieńskiego podkanclerzego królestwa polskiego (1370-1384).
Data wydania 1905
Wydawnictwo E. Wende i Sp.
Drukarz Jan Cotty
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Józef Żerbiłło
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
58. O śmierci Jana, arcybiskupa gnieźnieńskiego.

Ten czcigodny ojciec Jan nazywał się poprzednio Janusz Suchywilk, był z domu Grzymalitów, rodem Sandomierzanim. O nim była wzmianka wyżej[1]. Był on najpierw z prowizyi arcybiskupa gnieźnieńskiego, Jarosława, proboszczem gnieźnieńskim; następnie, gdy wskutek śmierci pana Zbyszka, kanclerza, opróżnił się dekanat krakowski, został kanclerzem królewskiego dworu krakowskiego oraz dziekanem, bo chociaż ksiądz Bodzanta, biskup krakowski, już był na ten dekanat pana Ottona Lisowicza wyznaczył, jednakże ów Otto, zmuszony przez króla polskiego Kazimierza, zamienił dekanat z Januszem Suchywilkiem na probostwo gnieźnieńskie. Zostawszy tym sposobem dziekanem i kanclerzem krakowskim, Janusz Suchywilk zasiadł w najwyższej radzie królewskiej. W owym czasie miano go za najmędrszego[2] między panami polskiemi, i zdawało się, że on to przy pomocy rad swoich rządził królem Kazimierzem. Lecz wyniesiony na godność arcybiskupią zapomniał wszelkiej rozwagi i ostrożności: często się gniewem unosił; pozbywszy się wstydu, słabość i chwiejność charakteru w słowach i czynach wykazywał. Zdarzało się bowiem bardzo często, że zwoławszy kapitułę, po dojrzałej i wszechstronnej z braćmi swoimi naradzie, rzecz pewną ostatecznie postanowił, obiecując być niewzruszonym w obronie praw kościoła lub też w jakiejkolwiek innej sprawie; tymczasem zaledwie się tylko bracia z kapituły od niego oddalili, a ktokolwiek ze świeckich podszepnął mu coś wręcz przeciwnego, niezwłocznie zmieniał zdanie i postępował ze szkodą kościoła. Nieraz go też względem tej chwiejności niektórzy z kapituły przestrzegali i łagodnie upominali; wtedy mówił, że żałuje, iż to uczynił i więcej tego czynić nie będzie, atoli przyrzeczenia tego nigdy nie dotrzymywał. Czując w końcu upadek sił i powodowany doczesną miłością do swoich synowców i krewnych, na których prawie cały dochód swojego kościoła obracał, oraz pragnąc, aby po jego śmierci otrzymali oni pozostałe dobra, oddalił wszystkich przełożonych i prokuratorów grodów kościelnych i oddał zarząd tych grodów swoim synowcom. Pamięci dobrych czynów żadnej po sobie nie zostawił, chyba, że naprawił kościół gnieźnieński i dał sklepienie nad jego główną nawą i jednem skrzydłem; na urządzenie tego sklepienia i dachu, które zresztą zostało niedokończonem, ofiarował kościołowi dziewięćdziesiąt kóp. Oprócz tego sporządził dla gnieźnieńskiego kościoła jeden ornat pontyfikalny. Do duchowieństwa żywił arcybiskup Jan nienawiść, świeckim zaś zawsze, w czem tylko mógł, starał się dogodzić; księży często sadzał do ciemnicy, nicponiami i rozpustnikami ich nazywając. — Umarł tegoż roku w sobotę, w wigilję Wielkiejnocy po zmierzchu, 5-go kwietnia, na dworze arcybiskupim w Żninie. Skarbiec jego, wszystkie pozostałości, tudzież sprzęty pałacowe zagarnęli synowcowie jego w całości, nic prawie nie pozostawiając. — Pochowano go w najbliższą środę po śmierci[3], w Gnieźnie, w chórze większego kościoła, pod nagrobkiem kamiennym, który sam kazał we Flandryi bardzo kosztownie i okazale sporządzić[4]. Dusza jego, jeżeli będzie taka wola boska, niech spoczywa w pokoju. — Za życia swego uciemiężał on wszelkiemi sposobami duchowieństwo swego kościoła i dyecezyi i w niczem go nie bronił, znosząc cierpliwie niezmierne podatki i łupiestwa; kościół zaś swój gnieźnieński pozostawił w ciężkiem utrapieniu. Na drugi bowiem dzień Wielkiejnocy[5], Ziemowit, syn Ziemowita, książę mazowiecki, — którego ojciec częste z tym arcybiskupem miewał zatargi, — posłyszawszy o jego śmierci, obległ w najbliższy Paschy wtorek[6] zamek Łowicz. Kapituła gnieźnieńska wysłała do niego czcigodnego Andrzeja, biskupa cereteńskiego, sufragana, z zapytaniem, z jakiego powodu oblega ten zamek, oraz z prośbą, aby odeń odstąpił. Ziemowit odpowiedział, że obległ zamek dla dwóch przyczyn: najprzód, że, jak twierdził, w obec wakującego tronu gnieźnieńskiego on, aż do wyboru nowego biskupa, ma prawo trzymać zamek Łowicz; następnie, że tym zamkiem rządził Dzierżko, kasztelan gnieźnieński, którego książe mienił być swoim wrogiem; gdyby zaś ktokolwiek z kapituły rządził zamkiem, onby go nie oblegał. Kiedy następnie 16-go kwietnia kapituła wybrała kanonicznie w kościele gnieźnieńskim Dobrogosta, doktora dekretaliów, dziekana krakowskiego i kantora gnieźnieńskiego, posłała ona wespół ze swoim elektem do wspomnianego księcia, który Łowicza oblegać nie zaniechał, wielebnych ojców Bronisława, kanclerza gnieźnieńskiego, i Bogusława, scholastyka łęczyckiego i kanonika gnieźnieńskiego, jakoteż walecznych rycerzy: Sędziwoja z Kazimierza, Jana z Czarnkowa, sędziego poznańskiego[7], kasztelana nakielskiego, i Oszepa z Grodziska. Książę poselstwa wysłuchał i, uczyniwszy niezmierne szkody w okręgu łowickim, od zamku odstąpił, pod tym jedakże warunkiem, że zamek będzie rządzony przez któregokolwiek z kanoników. Więc też kiedy kasztelan gnieźnieński zrzekł się zamku, kapituła oddała go w zarząd owemu Bogusławowi, scholastykowi; tytułem zaś wynagrodzenia za szkody, rozdano mieszkańcom zamku, którzy będąc oblężeni mężnie się przed wojskiem książęcem bronili, około dwóchset grzywien groszy[8]. Dwóch z nich było zabitych; księciu zaś zabito ulubionego jego sługę Mikołaja, zwanego Wydżga, człowieka ogromnej siły, oraz wielu innych, nad czem książę i całe jego wojsko wielce bolało. Wzmiankowani sędzia poznański i kasztelan nakielski, razem z Piotrem ze Żnina, kanonikiem gnieźnieńskim, po otrzymaniu napowrót zamku, udali się dalej do Węgier, do króla polskiego i węgierskiego, w celu przedstawienia mu wyboru Dobrogosta i uproszenia zgody jego na ten wybór. Król pan całe trzy dni nie chciał ich przed swoje oblicze dopuścić; kiedy zaś nareszcie pozwolił im stanąć przed sobą i wysłuchał ich poselstwa, nie tylko nie chciał się zgodzić na tego elekta, lecz oświadczył, że przeciwnie, zamiast popierać tę elekcyę, będzie jej przeszkadzał; niezwłocznie też rozesłał listy do panów różnych ziem, jednych prosząc, innym rozkazując, aby obydwóch wzmiankowanych elektów, gnieźnieńskiego i poznańskiego, gdyby który z nich na ich ziemię wstąpił, zatrzymali i uwięzili. — Dowiedziawszy się we Wrocławiu o tej dla nich tak nieprzyjaznej woli króla, obaj ci elekci, pokładając wielką nadzieję w miłosierdziu boskiem i w potędze swoich przyjaciół, przedsięwzięli podróż do Rzymu. Lecz gdy przybyli do Trewizy, władze miejskie, z rozkazu króla Ludwika, zatrzymały elekta gnieźnieńskiego, elekt zaś poznański tudzież osoby należące do orszaku byli wolno puszczeni. Stało się to z powodu, że Władysław, książę opolski, wieluński i kujawski, wyprawił był listy tak swoje jak i króla pana do papieża, prosząc o wyniesienie na biskupstwo poznańskie syna brata swego, Bolesława, księcia opolskiego, proboszcza Ś. Marcina na Spiżu, młodzieńca, znajdującego się jeszcze natenczas na naukach w Bononii; otóż książę ten oznajmił królowi, że synowiec jego prosił, aby elekt poznański mógł wolno, nie uwięziony, jechać do kuryi rzymskiej, ażeby przyjaciele jego nie przypisywali księciu, że to on zarządził to uwięzienie, w celu tem łatwiejszego wyniesienia przez papieża na biskupstwo swego synowca. Wszystko to tak się też, niestety, i stało, — zapewne za grzechy całego ludu i duchowieństwa prowincyi gnieźnieńskiej. Albowiem w tym czasie, kiedy elekt gnieźnieński był więziony w Trewizie, elekt zaś poznański jeszcze nie był przybył do dworu rzymskiego, papież, na prośby króla pana i księcia, pośpieszył 9-go czerwca wynieść na arcybiskupstwo gnieźnieńskie Bodzantę, prokuratora królewskiego w ziemiach krakowskiej i sandomierskiej[9], a na biskupstwo poznańskie syna owego księcia Bolesława[10] — ku wielkim zamieszkom w narodzie polskim i na wielkie spustoszenie królestwa, jeżeli Bóg w tym razie inaczej nie zrządzi.
O wszystkich złych skutkach, które, jak się obawiamy, z tej pośpiesznej prowizyi powstaną, napisze jeżeli będzie chciała potomność nasza, nam jednak nie należy przemilczeć o wielkiej szkodzie, która się kościołowi, z woli mocnego Boga, po śmierci arcybiskupa Jana stała. Jeszcze bowiem poprzednio, bez wiedzy i woli kapituły, oddał on zamek Uniejów Piotrowi, a zamek Opatów Mikołajowi, synom brata swego Cztana; i chociaż po śmierci jego przyrzekli oni pod słowem zamki te bez żadnych sporów i wybiegów w oznaczonym terminie zwrócić kapitule, jednakże teraz oddania ich odmówili, czyniąc wiele szkód i krzywd ubogim ludziom kościoła gnieźnieńskiego, w powiecie tych zamków mieszkającym. Za te zajęcia i napady, Jan archidyakon i Bronisław kanclerz, administratorowie spraw świeckich i duchownych arcybiskupstwa, rzucili na nich na mocy statutów prowincyonalnych ekskomunikę i publicznie kazali o tem ogłosić, w zajętych zaś miejscowościach zarządzili ustanowienie interdyktu kościelnego. Następnie kapituła gnieźnieńska wysłała tegoż Bronisława, kanclerza, i Jana z Trlanga, archidyakona kruszwickiego, do Węgier, do króla pana, ze skargą na tych zaborców, oraz z uniewinnieniem siebie i swego elekta z niektórych zarzutów, uczynionych im fałszywie przed królem przez zawistnych ludzi. Doniesiono bowiem królowi, jako rzecz pewną, że niby Ziemowit, książę mazowiecki, niezwłocznie po elekcyi Dobrogosta, pełen radości od zamku (Łowicza) odstąpił, ponieważ ten Dobrogost obiecał mu, iż, jako arcybiskup, ukoronuje go po śmierci króla (Ludwika), na króla polskiego[11]. Z tego powodu radzono królowi, aby owego elekta gnieźnieńskiego nie dopuścił do Rzymu, co też on uczynił, rozkazawszy zatrzymać go w Trewizie, nie ruszając jednak rzeczy jego ani towarzyszących mu osób. Po kilku tygodniach Dobrogost uciekł z więzienia i na święto Wniebowzięcia N. P. Maryi[12] przybył do zamku Łowicza, w nadziei, że kapituła pozwoli mu, jako obranemu arcybiskupowi, tam pozostać. Jednakże zmuszono go do opuszczenia zamku, i ani cała kapituła, ani żaden z jej członków do niego przyjść nie chcieli. Wtedy udał się do Gniezna i prosił kapitułę, aby mu wyznaczyła na utrzymanie zamek Łowicz lub Kamień; prośby tej wszakże nie uwzględniono, gdyż pragnął rzeczy niemożebnej.
Zważmy więc, że od pierwszego dnia grudnia przeszłego (roku) do piątego dnia miesiąca kwietnia, opróżniły się z powodu śmierci pasterzy cztery stolice biskupie, mianowicie: gnieźnieńska, poznańska, krakowska i płocka. Piąta zaś, wrocławska, wakowała już siódmy rok.


Przypisy

  1. Patrz rozdz. 7, 18, 39, 56.
  2. Był Janusz doktorem dekretaljów.
  3. 9 kwietnia 1382 r.
  4. Długosz 373.
  5. 7 kwietnia 1382 r.
  6. 8 kwietnia 1382 r.
  7. Sędzią poznańskim w r. 1382 był Jan Sędziwój z Czarnkowa (rozdział 41), kasztelanem nakielskim — Sędziwój Świdwa, do którego należał Kazimierz (rozdział 116). Do niego więc trzeba odnieść tytuł kasztelana. Porównaj tutaj.
  8. Długosz 374, 375.
  9. Bulla Urbana VI, wynosząca Bodzantę na arcybiskupstwo gnieźnieńskie, rzeczywiście wydana w Rzymie 9 czerwca 1382 roku. (Kod. dyp. Wp. III, 1800).
  10. Jan, zwany Kropidło, w roku 1384 przeniesiony na biskupstwo wrocławskie (Długosz 421).
  11. Długosz 367.
  12. 15 sierpnia 1382 r.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Jan z Czarnkowa i tłumacza: Józef Żerbiłło.