Kronika Akasha/I

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Rudolf Steiner
Tytuł Kronika Akasha
Podtytuł Wtajemniczenie w Odwieczną Pamięć Wszechświata
Data wydania 1915
Wydawnictwo Gebethner i Wolff
Drukarz Drukarnia Zrzeszenia Samorządów Powiatowych
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Jan Rundbaken
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron

I. NASI PRZODKOWIE ATLANTYCCY.

„Nasi przodkowie atlantyccy różnili się znacznie bardziej od współczesnego człowieka, niż to może sobie ktoś wyobrazić, kto ograniczył swoją znajomość rzeczy wyłącznie do świata zmysłów. Ta odrębność dotyczyła nietylko wyglądu zewnętrznego, ale i zdolności duchowych. Ich poznanie, jak również sztuka techniczna i cała kultura były czemś innem, niż to, co wykazuje dzisiejszy stan rzeczy. Kiedy wracamy do pierwszych czasów atlantyckiej ludzkości, stwierdzamy jej zupełnie różną od naszej zdolność duchową. Ci pierwsi atlantyjczycy nie posiadali wcale logicznego rozsądku, ani rachunkowej kombinacji, na którychto polega wszystko, cokolwiek dziś się wytwarza. Posiadali za to wysoce rozwiniętą pamięć. Pamięć była najwybitniejszą ich zdolnością duchową. Oni — naprzykład — nie liczyli tak, jak my to czynimy, że przyswajamy sobie pewne prawidła, które stosujemy następnie. „Tabliczka mnożenia” była zupełnie nieznaną w tych pierwszych czasach atlantyckich. Nikt nie wtłaczał im tego do rozsądku, że trzy razy cztery czyni dwanaście. Kiedy atlantyjczyk miał wykonać jaki rachunek, orjentował się w ten sposób, że uprzytamniał sobie (poprzednie) podobne albo identyczne wypadki. Przypominał sobie, jak to było w poprzednich wypadkach. Należy przytem wniknąć, że za każdym razem, kiedy wykształca się w jakiejś istocie nowa zdolność, dawna traci na sile i ostrości. Dzisiejszy człowiek góruje nad atlantyjczykiem logicznym rozsądkiem, zdolnością obliczania. Dlatego przygasła jego pamięć. Ludzie myślą teraz pojęciami: atlantyjczyk myślał obrazami. I kiedy wynurzał się obraz przed jego duszą, przypominał sobie wiele innych, podobnych (obrazów), które już kiedyś przeżył. Tem się kierował w swoich sądach. Stąd też odbywała się wówczas wszelka nauka inaczej, niż to ma miejsce później. Nie było tego w planie, aby zaopatrywać dziecko w pewne reguły, ćwiczyć jego rozsądek. Przedstawiano mu raczej życie w poglądowych obrazach (które miał spamiętać), aby kiedyś mógł sobie możliwie wiele przypomnieć, kiedy nadarzy mu się sposobność działania w tych czy innych warunkach. Kiedy dziecko wyrosło i weszło w życie, mogło przypomnieć sobie w każdej okazji, że coś podobnego widziało już kiedyś, podczas swej nauki. Najlepiej się orjentowało w wypadkach, podobnych do niegdyś widzianych. W zupełnie nowych warunkach atlantyjczyk zawsze bywał wystawiony na próbę, kiedy wiele pod tym względem oszczędzone zostało współczesnemu człowiekowi, jako zaopatrzonemu w pewne reguły. Może on je stosować łatwo również w tych wypadkach, jakich dotąd jeszcze nie spotykał. Tamten system wychowania nadawał całemu życiu cechę pewnej jednostajności. W ciągu bardzo długich okresów czasu prowadzono rzeczy zupełnie jednakowo. Wierność pamięci nie pozwalała na coś podobnego, jak chyżość naszego postępu, choćby w jaknajmniejszym stopniu. Robiono to tylko, co dawniej (zawsze) „widziano”. Nie wymyślano nic: przypominano sobie. Nie ten był autorytetem, kto wiele się nauczył, ale kto wiele przeżył i stąd wiele mógł pamiętać. W epoce atlantyckiej było niemożliwością, aby ktokolwiek — przed dojściem do pewnego wieku — mógł decydować w jakichś ważnych okolicznościach. Ten tylko posiadał zaufanie, kto mógł spoglądać wstecz na długotrwałe doświadczenie (swojego życia).
Powyższe nie dotyczy wtajemniczonych i ich szkół. Gdyż wyprzedzają oni stopień rozwoju swojej epoki. O przyjęciu do takiej szkoły decyduje nie wiek, ale ta okoliczność, czy (kandydat) osiągnął w dawniejszych wcieleniach zdolność do przyjęcia wyższej mądrości. Zaufanie, jakiem darzono wtajemniczonych i ich towarzyszy w epoce atlantyckiej, nie polegało na zasobie ich osobistego doświadczenia, ale na dawności ich mądrości. U wtajemniczonego osobowość traciła znaczenie. Oddał się był całkowicie służbie wiecznej mądrości. Dla tego nie dotyczy go również charakterystyka jakiegokolwiek okresu czasu.
O ile zatem atlantyjczycy (mianowicie dawniejsi) nie posiadali jeszcze logicznej siły myślenia, posiadali natomiast — w związku ze swoją wysoce rozwiniętą siłą pamięci — coś, co nadawało całej ich działalności szczególny charakter. Z istotą jednej ludzkiej siły łączą się zawsze inne. Pamięć znajduje się bliżej — niż siła rozsądku — głębszych podłoży natury ludzkiej, też w związku z nią rozwinęły się inne siły, podobne bardziej do owych podrzędnych istot natury, niż do sił teraźniejszych popędów ludzkich. Stąd mogli atlantyjczycy tem władać, co nazywamy siłą życia. Jak dziś wydobywamy z węgla kamiennego siłę ciepła, która przemienia się w siłę ciepła w naszych środkach komunikacji, podobnie posługiwali się atlantyjczycy siłą nasienną żyjących istot. Powyższe można sobie wyobrazić w sposób następujący. Zastanówmy się nad ziarnem zboża. W niem drzemie pewna siła. Siła ta sprawia, że źdźbło kiełkuje z nasienia. Przyroda potrafi budzić tę siłę, spoczywającą w ziarnie. Zaś współczesny człowiek nie potrafi tego uczynić własną wolą. Musi ziarno w ziemi posadzić, a rozbudzenie pozostawia siłom przyrody. Atlantyjczyk porafił co innego. Wiedział, jak postąpić, aby zbiorową siłę pewnej masy ziaren przemienić w siłę techniczną — podobnie, jak współczesny człowiek potrafi przemienić w taką siłę — siłę cieplną pewnej masy węgla kamiennego.. W epoce atlantyckiej hodowano rośliny nietylko po to, aby je użyć na pokarm, ale żeby drzemiące w nich siły zastosować do lokomocji i przemysłu. Kiedy my posiadamy urządzenia dla przetwarzania drzemiącej w węglu kamiennym siły na siłę poruszającą w naszych lokomotywach, tedy atlantyjczycy posiadali urządzenia, które — można powiedzieć — ogrzewali za pomocą ziarn roślinnych i gdzie przetwarzała się siła życia na siłę, dającą się technicznie stosować. W ten sposób poruszały się pojazdy atlantyjczyków, unoszące się na niewielkiej wysokości nad ziemią. Poruszały się one na wysokości mniejszej od wysokości gór atlantyckich i posiadały urządzenia sterowe, za pomocą których wznosić się mogły ponad te góry.
Trzeba sobie wyobrazić, że z biegiem czasu uległy wielkiej zmianie wszystkie warunki na ziemi. Wspomniane pojazdy atlantyjczyków nie dałyby się zupełnie w naszych czasach zastosować. Ponieważ możność ich zastosowania polegała na tem, że ówczesna atmosfera ziemi była bardziej zgęszczona, niż obecna. Czy tak wielka gęstość powietrza odpowiada pojęciom nauki współczesnej, to nas nie powinno tu zajmować. Wiedza i myślenie logiczne, jako takie nie mogą nigdy rozstrzygać o tem, co jest możliwe, a co nie. Ich zadaniem jest wyjaśnić to, co ustala doświadczenie i obserwacja. A dla okultystycznego doświadczenia również pewną rzeczą jest omawiana gęstość powietrza, jak jakikolwiekbądź współczesny dany zmysłowy fakt. Również pewnym jest fakt, nieznany współczesnej fizyce i chemji, że woda na całej ziemi była znacznie bardziej rozrzedzona wówczas, niż obecnie. A dzięki temu rozrzedzeniu posługiwano się wodą przy stosowaniu siły nasiennej do celów technicznych, co dziś byłoby niemożliwością. Dawniejszy kunsztowny sposób przestał być możliwym, skutkiem zgęszczania wody. Z powyższego już widać dostatecznie, że cywilizacja epoki atlantyckiej różniła się zasadniczo od naszej. I stąd rozumie się następnie, że również natury fizyczne atlantyjczyka i współczesnego człowieka były zupełnie różne. Zupełnie inaczej eksploatował wodę atlantyjczyk z pomocą siły życia, tkwiącej w jego własnem ciele fizycznem. A przeto atlantyjczyk mógł własnowolnie używać swoich sił fizycznych; zupełnie inaczej, niż człowiek współczesny. Można powiedzieć, że posiadał środki potęgowania w sobie sił fizycznych, kiedy potrzebował ich do pracy. Daje to właśnie wyobrażenie o atlantyjczykach, kiedy ma się na uwadze, że posiadali również zupełnie inne, niż człowiek współczesny, pojęcie o zmęczeniu i zużyciu sił.
Osiedla w czasach atlantyckich — jak to wynika z całego poprzedniego opisu — posiadały zupełnie inny charakter, niż współczesne miasta. W takiem osiedlu wszystko znajdowało się raczej jeszcze w związku z przyrodą. Słaby tego obraz przedstawia następujące: W pierwszych czasach atlantyckich — nieco w połowie trzeciej podrasy[1] — osiedle podobne było do ogrodu, gdzie domy urządzano z drzew, splątanych ze sobą sztucznie gałęziami. Wytwory ręki ludzkiej w onym czasie jakby wyrastały z przyrody. I człowiek sam czuł się jaknajzupełniej pokrewnym przyrodzie. Przeto zgoła innym, niż w dobie obecnej, był jego zmysł społeczny. Bo przyroda jest wspólna wszystkim ludziom.
Co zbudował atlantyjczyk na podłożu przyrody, to uważał za dobro wspólne równie naturalnie, jak dzisiejszy człowiek uważa za swoje dobro prywatne, co wypracował swoim (własnym) dowcipem i rozsądkiem”.
„Kto oswoi się z myślą, że atlantyjczycy byli wyposażeni w takie siły duchowe i fizyczne, jak wyżej opisano, może również rozumieć, że w tych dawnych czasach wygląd ludzkości słabo tylko przypomina to, do czego dziś przywykło. I nietylko człowiek, ale również otaczająca go przyroda zmieniła się ogromnie z biegiem czasu. Zmieniły się rośliny i formy zwierzęce. Wogóle cała ziemska przyroda uległa przemianie. Niegdyś zamieszkane okolice ziemi zniknęły; inne — powstały. Poprzednicy atlantyjczyków zamieszkiwali zaginioną część lądu, leżącego przeważnie na południe od dzisiejszej Azji. W pismach teozoficznych nazywają ich lemuryjczykami. Po przejściu przez różne stadja rozwoju, większość tych lemurejczyków uległa upadkowi. Stali się oni uwstecznionymi ludźmi, których potomkowie dziś jeszcze zamieszkują niektóre części ziemi, jako t. zw. dzikie ludy. Mała tylko cząstka lemuryjskiej ludzkości była zdolną do dalszego rozwoju. Od nich pochodzą atlantyjczycy. Coś podobnego powtórzyło się później. Większość ludzkości atlantyckiej upadła i z małej jej cząstki powstali t. zw. arjowie, do których należy nasza współczesna kultura. Lemuryjczycy, atlantyjczycy i arjowie, zgodnie z nomenklaturą wiedzy tajemnej, stanowią zasadnicze rasy ludzkości. Ponieważ dwie takie rasy zasadnicze poprzedzały lemurejczyków, a dwie nastąpią po arjach (aryjczykach) w przyszłości, tedy otrzymamy wogóle siedem (ras zasadniczych albo głównych). Zawsze powstaje jedna z drugiej w sposób scharakteryzowany już uprzednio, gdzie mowa o lemuryjczykach, atlantyjczykach i arjach. Każda rasa zasadnicza posiada inne, niż poprzednia, własności fizyczne i duchowe. Kiedy naprzykład za atlantyjczyków doprowadzono pamięć i wszystko, co ma z nią związek, do szczególnego rozwoju, tedy zadaniem aryjczyków jest rozwój siły myślenia wraz z tem, co do niej należy.
Każda rasa zasadnicza sama również musi przejść przez różne stadja. A tych znowu jest zawsze siedem. W początkach epoki, która należy do pewnej rasy zasadniczej, spotykamy jej główne cechy jakby jeszcze w stanie młodocianym, które zwolna dojrzewają, aby kiedyś znowu zmarnieć. Stąd rozpada się ludzkość pewnej rasy zasadniczej na siedem podras. Błędem byłoby jednak mniemać, że pewna pod-rasa znika z chwilą, gdy inna powstaje. Długo trwa jeszcze każda, kiedy już obok niej nowa się rozwija. Stąd na ziemi żyją obok siebie ludy, które wykazują różne stopnie rozwoju.
Pierwsza podrasa atlantycka powstała z daleko posuniętej i zdolnej do dalszego postępu pewnej części lemuryjczyków. U tych ostatnich zaznaczył się dar pamięci dopiero w najpierwszych jej stadjach i już u schyłku rozwoju tej rasy. Wystawmy sobie, że lemuryjczyk mógł wprawdzie formować sobie wyobrażenia o tem, co przeżył; nie mógł jednak zachować tych wyobrażeń. Zaraz zapomniał, co sobie wyobraził. Że jednak znajdował się na pewnym stopniu kultury, że posiadał np. narzędzia pracy, że coś budował i t. d. — wszystko to zawdzięczał nie swojej własnej zdolności (kojarzenia) wyobrażeń, ale tkwiącej w nim sile duchowej, która — rzec można — była instynktowną. Był to jednak instynkt innego rodzaju, niż współczesny instynkt u zwierząt.
W pismach teozoficznych pierwsza podrasa nosi nazwę: Rmoahals. Pamięć tej rasy wypełniają przedewszystkiem żywe wrażenia zmysłowe. Barwy, które oko oglądało, dźwięki, które ucho słyszało, długo jeszcze pozostawały — czynne — w ich duszy. Wyraziło się to w uczuciach, które rozwinęli w sobie Rmoahalsowie, a których nie znali jeszcze ich lemuryjscy poprzednicy. Do uczuć tych należy naprzykład przywiązywanie do przeżytej przeszłości.
Od rozwoju pamięci zależy również rozwój mowy. Dopóki człowiek nie posiadał jeszcze pamięci minionych rzeczy, nie mógł również dzielić się z kimkolwiek swojemi przeżyciami za pomocą mowy. A ponieważ w ostatniej epoce lemuryjskiej powstał pierwszy zaród pamięci, zatem mogła powstać wówczas również zdolność nazywania rzeczy widzianych i słyszanych. Tylko ludzie, posiadający zdolność pomięci, wiedzą wogóle, co począć z imieniem, nadanem pewnej rzeczy. Zatem w epoce atlantyckiej poczyna się rozwój mowy. A wraz z mową wytworzyła się łączność pomiędzy duszą ludzką a rzeczami poza człowiekiem. Tworzył on sobie słowo — dźwięk i to słowo — dźwięk dotyczyło przedmiotów świata zewnętrznego. Również poczęła się nowa łączność pomiędzy człowiekiem a człowiekiem przez udzielanie się za pomocą mowy. Wprawdzie u Rmoahalsów miało wszystko to jeszcze pierwotną formę, odróżniało ich jednak znaczenie od lemuryjskich przodków.
Siły duszy owych pierwszych atlantyjczyków miały w sobie coś pokrewnego z siłami przyrody. Ci ludzie byli bardziej blizcy jeszcze otaczającej ich istocie przyrody, niż ich następcy. Ponieważ siły ich duszy były bardziej siłami przyrody, niż u ludzi obecnych. Również słowa-dźwięki, wydawane przez nich, posiadały coś z potęgi przyrodzonej.. Nietylko nazywali rzeczy, ale w ich słowach tkwiła władza nad rzeczami, jak również nad bliźnimi-ludźmi. Słowo Rmoahalsów posiadało prócz znaczenia, jeszcze siłę. Kiedy mówi się o czarodziejskiej mocy słów, posiada to daleko większą rzeczywistość w stosunku do ludzi ówczesnych, niż obecnych. Kiedy człowiek u Rmoahalsów wymawiał słowo, wywierało ono podobną moc, jak i sam przedmiot, przez nie określany. Wyrażało się to w ten sposób, że słowa w tym czasie posiadały siłę leczniczą, wywoływały rośnięcie roślin, mogły poskromić srogość zwierzęcą i wogóle powodowały podobne działania. Wszystko to traciło coraz bardziej i bardziej na sile u późniejszych podras atlantyckich. Powiedzieć można, że z przyrody wyrosła pełnia sił — ginęła powoli. Rmoahalsowie odczuwali tę pełnię sił całkowicie jako dar potężnej przyrody — i ten ich stosunek do przyrody miał religijny charakter. Szczególniej mowa uważana była przez nich za coś świętego. A nadużycie pewnych głosek, w których tkwiła znaczna władza, było wśród nich niemożliwością. Każdy człowiek czuł, że takie nadużycie musiałoby go przyprawić o olbrzymią szkodę. Czar tego rodzaju słów odwróciłby się; słowo właściwie użyte powodowało błogosławieństwo, stosowane zuchwale, stałoby się czemś niszczącem dla samego inicjatora. W pewnej niewinności swoich uczuć Rmoahalsowie przypisywali swoją moc działającej w nich boskiej przyrodzie raczej, niż samym sobie.
To ulega już zmianie w rasie drugiej pod-rasy (u t. zw. ludów Tlavatli). Ludzie tej rasy zaczęli już odczuwać swoją osobistą wartość. Oile ktoś chciałby wówczas uznania dla swoich minionych czynów, musiał wykazać — przez nowe czyny — że posiada jeszcze dawną moc. Musiał przez nowe dzieła dawne niejako zbudzić w pamięci. Co kiedyś uczynił, to nie miało jeszcze samo przez się znaczenia. Dopiero druga podrasa liczy się o tyle z osobistym charakterem człowieka, że jego minione życie ma na względzie przy ocenie tego charakteru.
Dalszem następstwem władzy pamięci we współżyciu ludzkiem był ten fakt, że wytworzyły się grupy ludzkie, złączone wspomnieniem wspólnych czynów. Uprzednio — takie tworzenie się grup, zależało zupełnie od sił natury, od wspólności pochodzenia. Własnym duchem człowiek nie przyczyniał się jeszcze pod żadnym względem do tego, co przyroda z niego czyniła. Teraz pewne gromady ludzi przyciągała do siebie, potężniała osobistość — dla wspólnych poczynań, a pamięć o wspólnym czynie tworzyła grupę społeczną.
Ten rodzaj społecznego współżycia zaznaczył się ściśle dopiero w trzeciej podrasie (u Tolteków). Dopiero ludzie z tej rasy ugruntowali to, co nazwać można gminą, pierwszym rodzajem państwowego ukształtowania. Kierownictwo, zarząd tej gminy przechodzi z przodków na potomków. Co dawniej trwało tylko w pamięci innych ludzi, teraz przekazywał ojciec synowi. Całe pokolenia miały nie zapominać o dziełach przodków. Jeszcze potomkowie cenili to, co przodek ich uczynił. Tylko trzeba sobie to uprzytomnić, że w onych czasach ludzie rzeczywiście posiadali siłę przekazywania potomkom swoich talentów. Przecież na tem polegało wychowanie, że przedstawiano życie w poglądowych obrazach. A wpływ tej metody wychowania polegał na osobistej mocy, wychodzącej od wychowawcy. Nie ćwiczył on siły rozsądku, ale uzdolnienia instyktowego rodzaju. Taki system wychowawczy w większości wypadków rzeczywiście przenosił uzdolnienia ojca na syna. W tych warunkach osobiste doświadczenia za czasów trzeciej podrasy nabierały coraz większego znaczenia. Pewna grupa udzielając się w celu założenia nowej gminy, zachowuje pamięć przeżyć z dawnej widowni. Ale w tem wspomnieniu tkwi coś, co uważa za nieodpowiednie dla siebie, w czem się czuje nie dobrze i co stara się zastąpić czemś nowem. W ten sposób przy każdem nowem formowaniu się gminy polepszały się warunki. Naturalnie, że ulepszenia znajdowały naśladowców. Oto fakty, za sprawą których powstały za czasów trzeciej podrasy owe kwitnące gminy, opisywane w literaturze teozoficznej. A dokonywane osobiste doświadczenia znajdowały poparcie u wtajemniczonych w wiekuiste prawa duchowego rozwoju. Potężni władcy sami otrzymywali wtajemniczenie, w którem ich osobista dzielność znajdowała całkowite oparcie. Osobista dzielności człowieka — uzdalniała go z czasem do otrzymania wtajemniczenia. Najpierw miał siły swoje wzwyż rozwinąć, aby następnie udzielono mu z wyżyn oświecenia. Tak powstali wtajemniczeni — królowie i kierownicy ludów atlantyckich. Wielkim był zakres ich mocy i wielką była cześć, jaką im oddawano.
Ale fakt ten był również dowodem zaniku i upadku. Wykształcenie siły pamięci doprowadziło do pełni sił osobowości. Tą swoją pełnią sił chciał człowiek zaważyć (na szali wypadków). Im większą stawała się jego moc, tem bardziej chciał ją wykorzystać dla siebie. Rozwinięta ambicja przeszła w sobkostwo. Za tem poszło nadużycie sił. Kiedy się pomyśli, wiele mogli (uczynić) atlantyjczycy, władnąc siłą życia, zrozumie się również, jak potężne skutki musiały wywołać podobne nadużycia. Szeroką władzę nad przyrodą podporządkowano osobistej miłości własnej.
Powyższe zarysowuje się w całej pełni za czasów czwartej pod-rasy (pra-Turańczyków). Należący do tej rasy posiadali umiejętność władania wzmiankowanemi siłami i używali je niejednokrotnie w celu zaspokojenia swoich kapryśnych żądz i życzeń. W ten sposób użyte siły niweczyły się jednak następnie w swych skutkach. Jakoby nogi jakiegoś człowieka samowolnie poruszały się naprzód, kiedy górna jego połowa chce się cofnąć wstecz.
Dla powściągnięcia tego działania u człowieka poczęła się wytwarzać siła wyższa. Była to siła myśli. Logiczne myślenie działało powstrzymująco na egoistyczne osobiste pożądania. Początków tego logicznego myślenia należy szukać w piątej pod-rasie (u pra-Semitów). Ludzie poczęli porównywać różne przeżycia, a przeto wyszli poza samą tylko pamięć przeszłości. Rozwijała się siła sądzenia. I zgodnie z tą siłą sądzenia porządkowano chęci, pożądania. Poczęto liczyć, kombinować. Uczono się pracować myślą. O ile przedtem oddawano się każdej chęci, obecnie pytano naprzód myśli, czy tę chęć potwierdza. O ile ludzie czwartej pod-rasy w celu zadowolenia siebie rozpętywali dziko swoje żądze, tedy w okresie piątej zaczęli słuchać wewnętrznego głosu. A ten głos wewnętrzny oddziaływa hamująco na żądze, choćby nawet nie mógł zniweczyć uroszczeń egocentrycznej osobowości.
Piąta pod-rasa przenosi pobudki do czynu do wewnątrz człowieka. Wewnątrz siebie usposabia się człowiek do tego, co ma czynić lub zaniechać. Ale co uzyskano w ten sposób od wewnątrz przez siłę myślenia, okupiono utratą panowania nad zewnętrznemi mocami przyrody. Za pomocą kombinującego myślenia można opanować tylko siły świata mineralnego, nie zaś siłę życia. Zatem piąta pod-rasa rozwinęła myśl kosztem władzy nad siłą życia. Ale właśnie przez to wytworzyła się zaródź dalszego rozwoju człowieka. Usuniętym został wpływ osobowości i choćby jaknajwiększej miłości własnej, a nawet sobkowstwa. Samo myślenie, całkowicie wewnątrz pracujące, nie mogło nadal narzucać bezpośrednio przyrodzie rozkazów, nie mogło powodować takich niszczących skutków, jakie sprawiały nadużywane siły dawniejsze. Z pośród tej piątej pod-rasy wybrano najbardziej uzdolnioną część, która przeżyła upadek czwartej zasadniczej i utworzyła zaródź piątej rasy (zasadniczej) aryjskiej. Zadaniem tej ostatniej stał się doskonały wyrób siły myślenia wraz z tem, co do tego należy.
Ludzie szóstej pod-rasy (akadyjczycy) posunęli siłę myślenia dalej, niż piąta pod-rasa. Odróżniali się tem od t. zw. pra-semitów, że stosowali wzmiankowaną zdolność w szerszym zakresie, niż tamci. Powiedziano wyżej, iż kształtująca się siła myśli nie pozwalała uroszczeniom samowolnej osobowości powodować pustoszących działań, możliwych u ras poprzednich, chociaż tem samem nie niweczono tych uroszczeń. Na razie pra-semici regulowali warunki swego osobistego bytu zależnie od tego, jak to im poddawała siła myśli. Na miejsce nagich żądz i zachcianek wstępuje mądrość[2]. Pojawiają się inne stosunki życiowe. O ile minione rasy skłaniały się do uznawania przywódców tych, czyje czyny upamiętniły się głęboko, czyje życie obfitowało we wspomnienia, obecnie przyznawano tę rolę mądrym (przemyślnym). I o ile dawniej miarodajnem było to, co przetrwało w dobrem wspomnieniu, obecnie uważano to za najlepsze, co ostało się — jako takie — wobec myśli. Pod wpływem pamięci przytrzymywano się dawniej pewnej rzeczy tak długo, zanim nie okazała się niewystarczającą, a wtedy przenikano ją czemś nowem, co miało zaradzić brakowi. A pod wpływem siły myślenia rozwinęła się skłonność do poszukiwania nowości i pragnienie zmiany. Każdy chciał to zrealizować, co nasuwała mu jego przemyślność. Stąd poczęły się za piątej pod-rasy — niespokojne (nieustalone) stany i doprowadziły — za szóstej pod-rasy do tego, że odczuto potrzebę podporządkowania samowolnej myśli poszczególnych jednostek ogólnym prawom. Świetność państw trzeciej pod-rasy stąd pochodziła, że wspólność wspomnień powodowała porządek i harmonję. Za szóstej — sprawowano porządek przy pomocy przemyślanych praw. W tej właśnie szóstej pod-rasie należy szukać początku prawnych i prawodawczych porządków. W epoce trzeciej pod-rasy wydzielała się tylko wtedy pewna grupa ludzka, kiedy została już niejako wypartą z dawnej wspólnoty; ponieważ przestawała się czuć dobrze w stanie rzeczy, podtrzymywanym przez wspomnienia. Zupełnie inną była istota tego procesu za szóstej (pod-rasy). Kombinująca siła myśli poszukiwała nowości jako takiej, pobudzała do przedsięwzięć i nowych urządzeń. Dlatego akadyjczycy byli przedsiębiorczym, ochoczym ludem, zdolnym do kolonizacji. Szczególniej handel dawał karm młodzieńczym, kiełkującym siłom myśli i sądzenia.
Podobnież ukształcała się siła myślenia za siódmej pod-rasy (mongolskiej). Ale przetrwały w niej cechy dawniejszych pod-ras, a mianowicie czwartej, w daleko mocniejszym stopniu, niż w piątej i szóstej. Pozostała ona wierną zmysłowi pamięci. A przeto przyszła do przekonania, jakoby to, co najdawniejsze, było również najmędrszem i mogło ostać się najlepiej wobec siły myśli. Ludzie tej rasy również utracili władzę nad siłą życia, ale rozwinięta wnich siła myśli sama posiadała w sobie coś z żywiołowej natury siły życia. Choć utracili moc nad życiem, nigdy jednak bezpośredniej, naiwnej w to wiary. Ta moc stała się ich bogiem, w jej imię czynili wszystko, co uważali za słuszne. Przeto wydawali się sąsiednim ludom jakby nawiedzonymi od tej tajemnej siły, oddawali się jej w ślepej ufności. Ich potomkowie w Azji i w niektórych krajach europejskich wykazywali i jeszcze wykazują wiele z tej właściwości.
Zaszczepiona w ludziach siła myślenia dopiero wtedy mogła dojść do swojej zupełnej wartości, kiedy w piątej rasie zasadniczej otrzymała nową do tego podnietę. Czwarta (rasa) — mogła tylko posługiwać się nią w tem wszystkiem, co już zapoczątkował (uprzednio) dar pamięci. Dopiero piąta osiągnęła takie formy życia, których właściwym narzędziem jest zdolność myślenia.


Przypisy

  1. W dalszym ciągu wykładu podany jest dokładny opis podziałów czasu i odnośnych nazw. Tymczasem zaznacza się, że okres trwania całkowitej epoki ziemskiej (trwanie planety) dzieli się na siedem takich epok, jak atlantycka, zwanych rasami głównemi, z których każda dzieli się na siedem pod-ras, jakby współczesnych kultur — takich, jak staro-indyjska, staro-perska i t. d.
  2. w znaczeniu przemyślności (Klugheit).


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Rudolf Steiner i tłumacza: Jan Rundbaken.