Kraków w r. 1794
| Dane tekstu | ||
| Autor | ||
| Tytuł | Kraków w r. 1794 | |
| Wydawca | X. Floryan, Prowincyał OO. Kapucynów | |
| Data wyd. | 1894 | |
| Druk | Drukarnia „Czasu” Fr. Kluczyckiego | |
| Miejsce wyd. | Kraków | |
| Źródło | Skany na Commons | |
| Inne | Pobierz jako: EPUB | |
|
| ||
| Indeks stron | ||
|
KRAKÓW w roku 1794
przez
X. Wacława, Kapucyna
W KRAKOWIE,
W DRUKARNI «CZASU» FR. KLUCZYCKIEGO I SPÓŁKI
pod zarządem Jósefa Łakocińskiego.
1894.
KRAKÓW w r. 1794
przez
X. Wacława. Kapucyna.
W KRAKOWIE,
W DRUKARNI «CZASU» FR. KLUCZYCKIEGO I SP.
pod zarządem Józefa Łakocińskiego.
1894. Dochód przeznaczony na przyozdobienie kaplicy
Najśw. Maryi Panny Loretańskiej przy kościele OO. Kapucynów,
w której na obronę Ojczyzny poświęcono szable
KOŚCIUSZCE.
NAKŁADEM X. FLORYANA, PROWINCYAŁA OO. KAPUCYNÓW.
|

Roku 1787 tylko 9.449 liczył Kraków mieszkańców, a w kilka lat potem, po drugim zaborze kraju, gdy był tylko miastem pogranicznem, mianowicie w roku 1794, było już tylko 5.396 w całym Krakowie mieszkańców. Wiele bardzo domów zamkniętych.
stało pustkami; po ulicach, na Rynku, trawa rosła i bydełko swobodnie się pasło; niedostatek, a nawet i ubóstwo wciskało się i do wielu nawet pańskich domów. Zdarzało się, jak przejeżdżająca przez Kraków kasztelanowa Kamińska pisze, że na całym Rynku krakowskim ani jednego nie widać było człowieka (Katarzyna z Potockich Kossakowska).
Taki był w roku 1794 stan Krakowa nad wyraz smutny, i był pod pewnym względem obrazem całej Polski nieszczęśliwej, plądrowanej, znieważanej bezkarnie przez Moskali. Biedna jednak nieszczęśliwa Polska posiadała w swym opłakanym stanie skarb wielki, niewyczerpany — nadzieję! A ci, co nie utracili w swej niedoli nadziei w lepszą przyszłość, nieszczęśliwymi przecie uważać się nie powinni.
Wprawdzie gwiazdka ta nadziei, ilekroć zajaśniała nad Polską, zaraz w ślad za tem chmurami piorunowemi była zakryta i ilekroć Polska, jakby wyspa na morzu wulkanami wydźwigniętą zostawała, nowe podziemne wulkany znowu ją w głębokościach morza nieszczęść zanurzały. Z tem wszystkiem nadzieja, jako wynik logiczny przeszłości, jako skutek przyczyny, tkwi zawsze w głębi serc polskich, a tę przeszłość Kraków w łonie swojem nosi i budzi nadzieję. Jakoż w r. 1794 wzrok całej Polski zwrócony był na Kraków. I Kraków w tym roku pamiętnym, ostatnim Rzeczypospolitej, znowu chociaż na chwilę stał się moralną stolicą idei polskiej i jej odrodzenia — nadzieją!
Z dzisiejszego Krakowa trudno nawet utworzyć sobie obraz dawnego. Szczególniej z zewnątrz wspaniałą i malowniczą Kraków: miał postać. Wokoło otoczony wysokim murem ze strzelnicami, z gankami; w wielu miejscach palisadami wzmocniony. W przedmurzu głębokie fossy obmurowane, w nich płynęła Rudawa aż do Stradomia. Ośm bram wieżowych ze zwodzonemi mostami; 38 baszt okrągłych, półokrągłych, różnobocznych, każda różnym kształtem, z różnem u góry zakończeniem ozdobna, dachówką czerwoną pokryte.
Trzy baterye przedmurowe (Rondle). Przedmieścia otaczały polowe fortyfikacye. Wszystko to przez Kościuszkę przyprowadzone do porządku zostało. Nad wzmocnieniem samego Zamku codziennie po 300 ludzi pracowało.
Lecz przypatrzmy się mieszkańcom Krakowa w tym roku, a przynajmniej znaczniejszym, co skupiali w sobie życie polityczne i stali tam na czele.
Kasztelanem krakowskim, pierwszym senatorem Rzeczypospolitej od roku 1782 był książę Antoni Jabłonowski. Był to człowiek bardzo poczciwy; jako wojewoda poznański należał do Barskiej Konfederacyi i nawet raz od jeneralności posłował do Wiednia.
Szczerze przyjazny Konstytucyi 3-go maja z wielką uroczystością przyjął prawo miejskie w Międzyrzeczu, dobrach swoich na pograniczu Brandeburskiem.
Wojewodą krakowskim był Piotr Małachowski (od r. 1784), syn Adama, starosty oświęcimskiego, który od r. 1755 aż do konwokacyi z kolei na sejmach podnosił laskę marszałkowską, ożeniony w powtórnem małżeństwie z Teklą Wodzicką, córką Eliasza, starosty krakowskiego, wielkiej zacności i słynnej z dobroczynności. Wprawdzie przyjął wojewoda z senatu delegacyę do spisku Targowickiego, lecz uczynił to raczej ze słabości charakteru, a nie z przychylności do tego spisku.
Biskupem krakowskim w tym czasie, ostatnim z tytułem księcia, był Turski Feliks (od r. 1791), miał postać wspaniałą tych starych wiekopomnych biskupów krakowskich, oblicze piękne i miłe, patryota zacny. Przedtem jako prezes trybunału, jako administrator archidyecezyi Gnieźnieńskiej (po śmierci Łubieńskiego); następnie na sejmach jako biskup przemyski, chełmski i w końcu krakowski, zawsze czynny i zacnie czynny; walczył wiele i cierpiał wiele. Na sejmie 3 maja czytał rotę przysięgi, na którą Stanisław August Ojczyźnie przysięgał — słowem, był jedną z najwybitniejszych i najzacniejszych osobistości w ostatnich czasach. Z tem wszystkiem ani on, ani Małachowski wojewoda, ani Jabłonowski kasztelan, ani Eliasz Wodzicki starosta krakowski[1] nie mieli odwagi stanąć przy Kościuszee — i niestety, usunęli się z Krakowa pomimo, że w tym Krakowie.
piastowali najwyższe godności[2].
Jeden tylko Wodzicki Józef, jenerał, zacnością, prawością, niepospolitemi zdolnościami i wyższem wykształceniem, miłością Ojczyzny i poświęceniem się dla niej w całopalnej ofierze nad wszystkimi górował, i on to głównie przygotował krakowskie powstanie. Dla widzenia się i ułożenia z nim przyszłego powstania, przyjeżdżał Kościuszko z Lipska do Wiatowic (koło Gdowa)[3]. Syn Piotra, kasztelana sądeckiego, wiernego stronnika króla Leszczyńskiego, wnuk Wawrzyńca, podczaszego warszawskiego, walczącego z Janem III pod Wiedniem (pomnik jego w kościele Najśw. Panny Maryi), towarzysz Kościuszki w kadeckim korpusie; był następnie w wojsku francuskiem, a potem w saskiem służąc w artyleryi, wprawiał się do spraw wojennych; powróciwszy do kraju został szefem pułku królewicza Ksawerego i otrzymał stopień jenerała-majora i został szefem pułku imienia Wodzickich. Kiedy w Grodnie zredukowano część znaczną wojska polskiego, uratował swój pułk od zniesienia, wydalonych kilkuset żołnierzy i oficerów w dobrach swoich przechował, utrzymując ich z wielkim uszczerbkiem swojego majątku, nawet długi zaciągając. Gdy z powodu otwierających się ran w nogach nie mógł towarzyszyć Kościuszce pod Racławice, kazał doktorowi wojskowemu Birnbaumowi leczyć siebie gwałtownie, chociaż wedle zdania tego doktora mógł to przypłacić kalectwem na całe życie; chwiejący się na nogach poszedł pod Szczekociny, gdzie się spełniła nad nim smutna przepowiednia biskupa Sołtyka, pierwsza kula urwała mu głowę. Synowiec jego Stanisław, późniejszy prezes Rzeczypospolitej krakowskiej, wystawił mu w kościele Kapucynów krakowskich piękny pomnik z następnym napisem:
Józef. Wodzicki.
Jeden . z pięciu. Braci .
Synów. Piotra . i Konstancyi . Dembińskich .
Usługom . Woyskowym . poświęcony .
Przez . Stopnie . Generał . Major .
Komendant . Miasta . Krakowa .
J. Szef . Regimentu . od Jego . jmienia . nazwanego .
W Potrzebie . Rzeczypospolitey .
Przeciw . woyskom . Rossyiskim .i Pruskim .
Na . Czele . Swego . Regimentu .
Dnia . 6go Czerwca . R. 1794 .
Na . Polach . Szczekocińskich .
Od . kuli . Harmatney . poległ .
Jako .za . życia . w tey . Świątyni . Ślubował .
Uratować . Oyczyznę . albo . przy . Jey . Obronie . zginąć .
Tak przy .tey . samey . Świątyni .
Pamiątkę . Jego . zeyścia .
J prośba o pomoc . dla . Jego . Duszy .
Od . smutnych . Braci . zostawia się .
W tym czasie, to jest w r. 1794, przejeżdzali do Kościuszki przez Kraków i bawili w nim przez czas jakiś jenerałowie ks. Józef Poniatowski, Wielhorski, Bronikowski.
Przybył do Krakowa i Stanisław Sołtyk, jeden z najwymowniejszych i najzacniejszych posłów na sejm 3 maja, ożeniony z Sapieżanką, córką kanclerza lit. i pomimo listu króla pruskiego doń pisanego z groźbą, że jeśli nie opuści niezwłocznie Krakowa, dobra mu zostaną w Poznańskiem skonfiskowane, pozostał w Krakowie, biorąc czynny udział w sprawie narodowej[4].
Bawił w tym roku w Krakowie i przezacny Tadeusz Czacki i wraz z matką swej żony, Urszulą z Morsztynów Dembińską, ofiarował na powstanie 7 koni z uprzężą dla artyleryi, za co później wydany został przez Katarzynę II rozkaz zabrania na skarb dóbr jego Ostroga i Brusiłowa, a Porycka wzięcie w sekwestr. Czacki po upadku powstania jeździł do Petersburga dla odzyskania tych dóbr. Katarzyna II ciekawa była widzieć Czackiego i kazała go sobie przedstawić i złagodziła pierwszy ukaz tem, że zwracała mu Poryck, lecz nakazała go w przeciągu dwóch lat sprzedać, a samemu ustąpić z kraju.
Cesarz Paweł atoli wstąpiwszy na tron, zniósł to rozporządzenie Katarzyny.
Był także w tym czasie w Krakowie jako profesor Akademii Jan Śniadecki i był członkiem wyznaczonej przez Kościuszkę komisyi porządkowej. To było powodem, że po upadku Krakowa zmuszony był schronić się do Galicyi do Żywca, szukając pociechy w naukach, i tam nakreślił pierwszy rys dzieła o Geografii fizycznej ziemi.
Duchowieństwo wówczas w Krakowie było bardzo liczne, lecz już nie miało dawnego znaczenia, zwłaszcza kapituła katedralna, w której rej wodzili niesumienni bracia Olechowscy. Postępek haniebny kapituły z biskupem Sołtykiem i sprzeczki o pieniądze z biskupem Turskim zdyskredytowały całkiem ten senat duchowieństwa krakowskiego, który rządził się wówczas zasadą, że Pecunia primum quaerenda est, virtus post nummos. Jakoż z małym bardzo wyjątkiem zacniejszych, wynieśli się prałaci i kanonicy z Krakowa cichaczem jeden po drugim do Galicyi i w większej liczbie przesiadywali w Tyńcu[5]. Tylko uczony, pobożny i wielki miłośnik Ojczyzny prałat Wacław Sierakowski, synowiec znakomitego arcybiskupa lwowskiego Wacława Hieronima, syn Romana, chorążego krakowskiego i Sierakowskiej, strażnikównej koronnej, tłumacz żywotów Świętych Massiniego w 13 tomach, znawca muzyki niepośledni, którego w bytność swoją w Krakowie w jego mieszkaniu odwiedzał Stanisław August, nie opuścił Krakowa. Owszem zebrawszy na zamku luźnych ludzi i nauczywszy ich robić ładunki, przyrządzał takowe w znacznej ilości i posyłał Kościuszce do obozu pod Bosutowem. On to za poradą kanonika Pruskiego skłonił brata swego kanonika Sebastyana, kustosza koronnego, że wydobył ze skarbca insygnia koronne i takowe przez świątobliwego O. Kajetana, gwardyana Kapucynów, 25 kwietnia t. r. przesłał do Podkamienia do klasztoru Dominikanów biskupowi Cieciszowskiemu do przechowania (przewiezione do Lucka następnie do Włodzimierza, tam w klasztorze Kapucynów do r. 1842 zostawały w ukryciu)[6].
Drugim był dostojny biskup-archiprezbyter Najśw. Panny Maryi Leonard Kielczewski, przyjaciel Kościuszki w czasie jego pierwszej bytności w Krakowie, który na potrzeby Ojczyzny złożył w ofierze 1653 grzywien srebra i 2.700 dukatów.
Z pań główną rolę w owym czasie odgrywała pani Urszula z Morsztynów Dembińska, starościna olbromska. Była to niewiasta niepospolitego rozumu, nauki jak na swój czas ogromnej i nieugiętej siły woli. Trzęsła województwami Krakowskiem i Sandomierskiem w imieniu Stanisława Augusta,
którego była poufałą przyjaciółką. Wszystkie wybory urzędników, deputatów i posłów działy się pod jej wpływem; wspaniale przyjmowała wszystkich w Proszowicach. Niska, rysów twarzy nieco surowych, wzbudzała uszanowanie, a niekiedy bojaźń. Uległa wszakże w końcu wpływom jenerała Wodzickiego, który był jej męża Franciszka siostrzeńcem i stała się gorącą patryotką i szczerze sprzyjała Kościuszce, który ją odwiedzał i za jej pośrednictwem przesyłał swoje rozporządzenia do Poznania i W arszawy. (Urodzona 1746 r., 1762 r. za mąż wyszła, a 1825 r. 7 Stycznia umarła i pochowana w Szczekocinach)[7].
Inną zupełnie była ordynatowa Mieroszewska, żona jenerała, urodzona Łętowska. Świątobliwa, dobroczynna, z przekonania najlepsza Polka. O ile wszyscy bali się starościny olbromskiej, o tyle czcili, kochali i uwielbiali panią jenerałową. Majętna także bardzo, lecz jej majątek był jakby własnością ubogich. Niestety umarła z wielkim żalem wszystkich przed powstaniem, w Mysłowicach z wielką uroczystością pochowana 31 stycznia u Reformatów. (Wiele szczegółów pięknych z jej życia zapisała kronika Reformatów. O. Aidan, Kapucyn, był jej spowiednikiem).
O innych paniach w Krakowie w tym czasie nie wiele możnaby powiedzieć. Pomimo odezwy Kościuszki wyłącznie do nich, i nie wątpię, szczerej ich życzliwości dla sprawy narodowej, więcej panie brały udziału w Konfederacyi Barskiej i w czasie wielkiego sejmu, nizli w Kościuszki powstaniu. W spisie ofiar dla Ojczyzny nie masz od żadnej pani z Krakowa znaczniejszego datku. Ale to nietylko w Krakowie lecz i w Warszawie, gdzie składki zbierała pani Mokronowska. Jedna tylko marszałkowa (?) księżna Radziwiłłowa ofiarowała znaczniejszą sumę 3.600 grzywien srebra.[8] Śliczna jednak była odezwa Kościuszki do niewiast polskich i sądzę, że każda Polka powinnaby ją umieć na pamięć, i w tej myśli, chociaż tę jednę z wielu odezw Kościuszki tu przytoczymy.
Tadeusz Kościuszko, naczelnik najwyższy siły zbrojnej narodowej, do kobiet polskich. Ozdobo rodzaju ludzkiego! płci piękna! Cierpię szczerze na widok niespokojnej twej troskliwości o los śmiałego przedsięwzięcia, które ku oswobodzeniu Ojczyzny przedsiębiorą Polacy! Łzy wasze, które wam ta troskliwość serc czułych wyciska, przejmują serce rodaka waszego, ogólnemu szczęściu poświęcającego się, rozkoszą. Pozwólcie mi podać wam współ-obywatelki moją myśl, w której się znajdzie i dogodzenie czułości waszej i dogodzenie potrzebie publicznej. Taki jest los ludzkości uciemiężonej, iż ani praw swoich utrzymać, ani ich inaczej odzyskać nie może, jak tylko największą ofiarą, poświęcając się zupełnie za sprawę wolności.
Bracia, synowie, mężowie wasi uzbrajają się do walki. Krew nasza musi wasze zapewnić szczęście. Kobiety! niech onej wylew wasze wstrzymują starania! raczcie, proszę was o to na miłość ludzkości, robić szarpie i bandaże dla rannych. Ofiara ta rąk pięknych ulży cierpieniom zranionych i męstwo same zachęci.
Dano w głównej naszej kwaterze w Krakowie d. 24 marca 1794 r.
Tem większe odezwa ta do kobiet ma znaczenie, że właśnie sam Kościuszko ją układał, gdy inne jego odezwy, nie ma pewności, żeby przezeń były pisane.
Mówiąc o paniach w tym roku w Krakowie, niepodobna nie wspomnieć o pogrzebie Julii z książąt Lubomirskich hrabiny Potockiej zmarłej 26 sierpnia 1794 r., żony znanego uczonego Jana Potockiego, posła na sejm konstytucyjny, kapitana inżynierów w wojnie z Moskwą 1792 r.[9]. Rzecz osobliwa, że dwóch najuczeńszych w Polsce autorów Jan Potocki i Tadeusz Czacki, mieli za żony najpiękniejsze w Polsce osoby. Pani Janowa, hrabina Julia, uważaną była wówczas za najpiękniejszą nietylko w Polsce lecz i za granicą. Przejeżdżający w r. 1792 przez Warszawę z Petersburga surowy spostrzegacz Fryderyk Szulz, w wydanym następnie opisie Warszawy i jej towarzystwa (Polska w r.
1793 str. 165) unosi się nad „niezrównanym wdziękiem“ Julii Potockiej. Szczególniejsze okoliczności dotyczące tego pogrzebu, opisane w pamiętnikach księcia Eustachego Sanguszki i hr. Stanisława Wodzickiego, niezupełnie zgadzają się. Dodatki Wodzickiego nieprawdziwe. Fakt, że przybył do Krakowa Sanguszko w czasie pogrzebu, że po złożeniu trumny do grobów w katedrze wszedł do grobów, rzecz prawdziwa (że ułatwił mu to kanonik Sołtyk, tego żaden nie wspomina), lecz żeby otwierał trumnę, rzecz całkiem zmyślona, jak również i to, że tam w grobach prawie całą dobę zostawał. Mamy pewne podstawy zaprzeczenia temu i przy tej sposobności to czynimy, zwłaszcza, że dotąd nikt tego nie uczynił, a to się przecie ze wszech miar należało, nietylko ze względu na Sanguszkę i Potocką, lecz nadewszystko ze względu na prawdę[10].
W końcu wypada wspomnieć choć słówkiem o ówczesnym Krakowa burmistrzu Lichockim (nomen omen). Figura dziwnie komiczna w dramacie najwznioślejszym.
Przed Konstytucyą 3 maja, burmistrzem krakowskim był Maciej Bayer[11]. Po ogłoszeniu nowego prawa dla miast, zamiast burmistrza Bayera, obrany został prezydentem Franciszek hrabia Wielopolski, margrabia Myszkowski, ordynat,[12] a wice-prezydentem Michał Wohlman. Obiór ten nastąpił 1792 r. 14 kwietnia, lecz urzędowanie nowo-obranych trwało tylko przez kilka miesięcy. Wskutek nakazu spisku Targowickiego dawny stan rzeczy powrócił i znowu na urząd burmistrza 1792 r. 12 września wrócił Bayer i był burmistrzem do 4 marca 1794 r. W tym dniu nastąpił nowy obiór. Bayer ustąpił, a obrany został przedtem radny pan Filip Lichocki, doktor obojga praw. Obiór ten Lichockiego nastąpił wskutek wpływów Łykoszyna, komendanta moskiewskiego, z którym Lichocki zostawał w poufałych stosunkach i co mu surowo wymawiał jenerał Wodzicki. Obiór ten Lichockiemu bardzo pochlebiał, kontent był z tego bardzo. Jakoż zaraz urządził swoim kosztem wystawny obiad u Kapucynów 12 marca i na ten obiad zaprosił tegoż Łykoszyna i drugiego pułkownika moskiewskiego, surrogata kapituły ks. Minockiego wraz z dwoma kanonikami (niewymieniono którymi), wszystkich nowo-obranych radnych, palestrę, wszystkich urzędników magistratu, Universi Scabini, Plebei etc., tak, że cały refektarz zapełniony został gośćmi w około stołów w pośrodku przez całą długość refektarza ustawionych i nie wszyscy nawet mogli się zmieścić.
Tryumfowal pan burmistrz Lichocki, którego pijąc zdrowie, życzono mu dla dobra stolicy najdłuższych lat na urzędzie. Niestety, nie długo tym urzędem się cieszył, bo wszystkiego tylko 20 dni. Ostatni raz prezydował w magistracie 24 marca. Miejsce jego zastąpil Wohlman, ten, co był wice-prezydentem za prezydenctwa margrabiego Myszkowskiego. Po wejściu Prusaków do Krakowa, Wohlman podał się za chorego i obrany znów został 18 czerwca 1794 r. Bayer, którego najczęściej zastępował wice-burmistrz Jan Calczeński. Lichocki zaś ukrywszy u przeora u św. Tomasza swoje kosztowności, wyniósł się do Karlsbadu i powrócił do Krakowa i zasiada jako radny dopiero 14 października t. r. W roku zaś 1796 stycznia 1 ponownie został obrany burmistrzem i następnie wchodzących Austryaków witał panegiryczną mową w łacińskim języku. Mamyż dodawać, że ta wstrętna figura mieszkała na Grodzkiej ulicy, gdzie dziś dom Szwarca. Brat jego rodzony Karol inaczej postąpił, nie uchodził za granicę jak pan Filip, lecz wstąpiwszy do wojska dosłużył się stopnia kapitana, w wielu bitwach ranny, z ran życie zacne w Krakowie zakończył.[13]
Wspomnieć tu jeszcze należy o buchalterze handlu Laszkiewiczów Manderle, o Piotrze Bernier, który był uprzednio kamerdynerem, a później komisarzem margrabstwa Myszkowskich, o radnym miasta Dzianocie, Mączyńskim Wojciechu mającym sklep wina, o zacnym rektorze Akademii Józefie Szablu (1790-1797), o jenerale Taszyckim, Ślaskim jenerale, Kaczanowskim podpułkowniku, przez którego jenerał Działyński znosił się z jeneralem Wodzickim, o Stefanie Dembowskim, kasztelanie Czechowskim. Ci wszyscy i wielu innych wzięło najczynniejszy udział w przygotowaniu Krakowa do nastąpić mającego powstania.
Kapelanem przy Kościuszce był ks. Bachowski Marcin i ks. Ksawery Kapucyn, o zatrzymanie którego przy sobie pisał sam Kościuszko własnoręcznie do Gwardyana krakowskiego O. Kajetana, który, jak niżej zobaczymy, poświęcał w Lorecie szable Kościuszce i Wodzickiemu. Drugi Kapucyn O. Aidan, pobożny lecz nader delikatny, życiem obozowem utrudzony, powrócił przestraszony z obozu, dostał konwulsyj i długo potem cierpiał na tę chorobę.
Milczeniem pominąć nie można ks. Dziewońskiego, bo o nim wszyscy piszący o tym roku 1794 wspominają. Był on poprzednio przy Banku pobożnym pomocnikiem pisarza i po wyjściu Moskali z Krakowa utrzymywał listowne stosunki z oficerem moskiewskim Parczewskim, porucznikiem dragonów, za którego spodziewał się wydać swoją siostrę, i w tych listach miał donosić o wypadkach zaszłych w Krakowie i o obozie pod Bosutowem(?). A gdy tę korespondencyę przejęto, po zdjęciu sakry w kaplicy kościoła Najśw. Panny Maryi prywatnie (kto mianowicie zdejmował sakrę? nie wymieniono w notatkach, które z tego czasu posiadamy), został ścięty na rynku przy kamienicy Szarej 31 maja. Czy istotnie był zdrajcą, za jakiego został podany? trudno z pewnością powiedzieć, ponieważ prócz ogólnego oskarżenia, że donosił co się wówczas działo w Krakowie, w żadnem z tego czasu piśmie nie przytoczono dosłownie jego listu. Mógł w tych listach wyrazić swoją sympatyę dla Moskali, wyjścia których musiał żałować, bo przez to zrywał się uprojektowany ślub jego siostry z Parczewskim, ale żeby był wyraźnym szpiegiem, za jakiego był poczytany, można powątpiewać. Jakoż, gdy go ścinano, zebrany lud przyjął to źle i wołał: „litości, litości“. Że była wtedy u niektórych chętka do ścinania i wieszania, wypadki warszawskie dowiodły, a jeszcze i przed temi wypadkami, że do nich zmierzano świadczy, że pod kościołem Kapucynów siadywał jakiś stary żebrak i gilotyną ścinał głowy lalkom, kto wié, może i ścięcie Dziewońskiego nastąpiło nie wskutek głównie jego winy, lecz celem przygotowania umysłów pospólstwa do teroryzmu. To jedno, cośmy wyżej powiedzieli, że chociaż w gazetach warszawskich i krakowskich wówczas wydawanych obszernie o nim rozpisano, a jednak nie przytoczono dosłownie przejętego jego listu, zda się potwierdzać powyższy nasz domysł, że Dziewoński nie musiał być zwyczajnym szpiegiem[14].
Czy terroryzm był wówczas potrzebny dla rozbudzenia patryotycznego zapału w narodzie? Niezawodnie, że nie. Ze wszystkich z tego czasu pism pozostałych widoczne, że powstanie Kościuszki rozbudziło w narodzie do najwyższego stopnia uczucia patryotyczne, i tylko należało umiejętnie zorganizować pałający poświęceniem naród. Wieszanie, scinanie, rozbudzone krwiożercze instynkta, nie idealizują tych, którzy wieszają, ścinają i sztyletują, lecz poniżają, degradują i w drapieżne przeistaczają zwierzęta. Że te krwiożercze instynkta zwierzęce w zarodku okiełzane zostały, zawdzięcza Polska Kościuszce, który uosobił w sobie całą najpiękniejszą, najwznioślejszą przeszłość Polski; przeto nad schodzącą do grobu Ojczyzną naszą, jako gwiazdka nadziei świetlana, cudownie piękna, zaświecił, i świeci i jaśnieje dotąd niepłonną nadzieją, bo cnotą, bo zacnością, prawdą i wiarą. Jakoż dopokąd Polska będzie zacną, cnotliwą, nieskalaną, wierzącą — zginąć nie może. Ach! bo Bóg jest i na świecie sprawiedliwość nie jest czczym wyrazem!
Że napad sąsiednich państw był ostateczną przyczyną upadku bytu politycznego Polski, że trzem tym potężnym państwom Polska osamotniona i opuszczona przez Europę (dla której dawniej była przedmurzem) oprzeć się nie była w stanie, rzecz jasna, lecz niemniej rzecz oczywista, że ubezwładnienie Polski, zapewniające łatwy nabytek, wywołało ten napad. Ubezwładnienie więc Polski było główną jej upadku przyczyną, a było nieodzownem następstwem zupełnego jej rozstroju i bezprzykładnej w historyi dezorganizacyi, tak politycznej, społecznej, jak ekonomicznej, wynikłej z szerzącej się z góry demoralizacyi, jako skutek upadku ducha narodowego i utraty cnót staropolskich. Prawość charakterów, sumienne wypełnianie obowiązków, czystość obyczajów, sprawiedliwość bezwzględna, praca i poświęcenie się dla ogólnego dobra, rozumny i jasny pogląd na rzeczy, będące cechą i wyrazem ducha narodowego starożytnych Polaków, w sferach, które ostatniemi czasy stały u steru spraw publicznych, niemal całkiem zniknęły. Natomiast pycha u jednych, u drugich upośledzające służalstwo, rozprzężenie obyczajów, ujawnione w rozwodach tak licznych, że i zliczyć ich trudno, brak zasad religijnych obok pozornej religijności, lekceważenie obyczajów, niesumienność, we wszystkiem chaos i ogólne bankructwo, pieniactwo i opilstwo, chciwość dla marnotrawstwa i życia nad możność wystawnego, a ztąd przedajność a więc i zależność, jak rak toczący, zniszczyły organizm Polski i ubezwładniły ją najzupełniej. Straszne nieszczęść gromy obudziły Polskę z uśpienia i zaślepienia, ale niestety wobec już zawisłej nad Polską nawałnicy i wyciągniętych na łup szponów zbyt zapóźno. Ratunku nie było i na razie być nie mogło, bo nie było komu ratować. Masa ludu była to tabula rasa bez poczucia nawet swego czlowieczeństwa, a cóż dopiero patryotyzmu. Tylko mała garstka była prawdziwych i prawych Polaków, i ci woleli zginąć w rozpaczliwej walce, niźli przeżyć Ojczyznę i swym przykładem dalsze pokolenia pobudzić do walki. Rozpoczęła się więc walka wiekowa na życie lub śmierć, i rozpoczęła się właśnie roku 1794 w Krakowie.
Kraków był kolebką dawnej wielkości, a teraz stał się kolebką nowego życia Polski. Powstanie bowiem krakowskie Kościuszki nie było końcem Polski (finis Poloniae), lecz owszem początkiem odrodzenia przez ofiarę i poświęcenie się, przez udział pierwszy raz ludu polskiego we wspólnej Polski obronie, wlewając w naród cały i w następne pokolenia miłość Ojczyzny i życiodawczą wiarę. I nie płonna była ta wiara! Z powstania Kościuszki powstały legiony. Kościuszkę w niewoli zastępuje Dąbrowski i tak dalej po dziś dzień. I któż zliczy te miliony Polaków, którzy w ślad za tem za Polskę życie poświęcili na polach bitew, w więzieniach, w torturach, na szubienicach, na wygnaniu, w Syberyi, w niewoli, w biedzie, za miłość Ojczyzny wyzuci ze sposobu do życia. I któż zliczy tych wszystkich znakomitych Polaków, którzy w genialnych swych dziełach idee Polski wznieśli na wyżyny dostojności, jakiej przedtem przez cały czas swojej niepodległości Polska nigdy nie była dosięgła. Była więc Polska, kiedy byli jej obrońcy i wieńczyli ją chwalą. I nie zginęła i nie zginie, dopokąd gwiazdka nadziei w sercach polskich świecić będzie i ofiar za Polskę starczyć będzie!
Na pozór zdawałoby się, że w tym kierunku odradzającej się Ojczyzny więcej poezyi niźli rozsądku, lecz to mogłoby mieć miejsce tylko wtedy, gdybyśmy zaprzeczyli potędze duchowej wpływu na sprawy ludzkie i ludzi przeistoczyli w bezmyślne zwierzęta, które przemoc ujarzmia ostatecznie. Właśnie osłabienie potęgi duchowej w Polsce i stan upośledzający ludu wiejskiego były pierwszą przyczyną upadku Polski.
Bądź co bądź krzyżowe, ofiarne były dalsze losy Polski. Wielka epoka wielkiego męczeństwa, męczeństwa całego narodu. I przyszłą jej drogę cierniami zasłaną, sama zda się natura zapowiadała w przeddzień do 1794 roku. Zaćmienie słońca obrączkowe 5 września 1793 r. i wślad za tem 8 grudnia trzęsienie ziemi (niezwykłe w Polsce). Wreszcie przez całą zimę z 1793 na 1794 nieustanne deszcze i ulewy (sanny przez całą zimę nie było), jakby samo niebo płakało nad mającem nastąpić Polski męczeństwem, bezprzykładnem w historyi świata.
Kiedy w Mińsku na Litwie wydane zostało drugiego zaboru kraju ogłoszenie pod nazwą Plakat (dziwnego użyto wyrazu jakby plakat pogrzebowy), pani Tyszkiewiczowa Maryanna, starościna wielotycka przeczytawszy ten plakat zaczęła rzewnie płakać, i z żalu po utracie Ojczyzny serce jej pękło. Przed chwilą tyle uniesień, tyle nadziei przez ustanowienie Konstytucyi 3 maja i zaprowadzenie porządku, a tu naraz straszna zmiana: Targowica, haniebny Sejm Grodzieński tamże z Moskalami bale, rozbiór drugi kraju, zniesienie wojska i odebranie mu krzyżów nagrody za waleczność, zmuszanie do przejścia w służbę moskiewską, poniżanie, znęcanie się, posunięta do najwyższego stopnia arogancya, rabunki przez zalewające Polskę wojsko moskiewskie, pożary, morderstwa! Rozpacz ogarnęła wszystkich, każdy chwytał za broń, chociaż nie wiedział, co ma czynić. Pierwsi, co zaczęli czynić przygotowania do powstania, byli: Działyński[15] i Wodzicki w Krakowie, Jasiński (wysłany do Wilna), Jasiński h. Rawicz, Litwin, Profesor korpusu kadeckiego w Warszawie, odznaczył się w bitwach pod Zielińcami i Dubienką, Generał, wypędził Moskali z Wilna i powiesić kazał herszta Targowickiego Szymona Kossakowskiego. Generał Chomiński zazdrościł mu znaczenia i wyjednał od Kościuszki, że go zastąpił na Litwie Wielohorski. Jasiński zaś w obronie Pragi poległ. Zajączek, Madaliński, obożny Karol Prozor na Polisiu mozyrskiem, Giedroić (na Żmudzi), Niesiołowski (w Nowogrodzkiem), Gliszczyński w Wielkopolsce. Działyński przybył do Krakowa do Wodzickiego, a następnie przez Dubno, Berdyczów, Trojanów (należący do żony jego z Woroniczów) do Chojnik w Mozyrskiem do obożnego Prozora. W tym przejeżdzie
wszedł w bliższe porozumienie z Oskierką Rafalem, strażnikiem lit., Michałem Pawszą, Niemiryczem Adamem, sędzią Andrzejem Dubrawskim, Bohuszem, właścicielem Uszomierza, brygadyerem Kopciem, Kajetanem Proskurą, biskupem-sufraganem Pałuckim, następnie przez Grodno powrócił do Warszawy, gdzie niedługo zabawiwszy znowu przez Kraków po naradzie z Wodzickim powrócił na Ukrainę w zamiarze wywołania tam powstania, gdy w Krakowie się rozpocznie. Niestety, ks. kanonik Kulikowski, wtajemniczony do spisku, z przestrachu wszystko i wszystkich wydał[16]. Moskale zaraz związkowych pochwytali, Działyńskiego uciekającego na granicy ujął Marczenko, ożeniony z księżniczką Szujską. Działyński Ignacy ur. 1754. Poseł Dobrzyński na Sejm Wielki. Jenerał Major w Dywizyi Wielkopolskiej, Szef pułku imienia Działyńskich. R. 1791 darował Rzeczypospolitej cztery działa z uprzężą i amunicyą. Wysłany na Sybir, do Berezowa, przez Pawła powrócony, roku 1798 (?) umarł w Żytomierzu. Ożeniony z Woroniczówną miał syna Zygmunta oż. z kolei z dwiema siostrami Anielą i Emilia Wodzickiemi. Ochocki podaje, że Działyński był jeszcze w Warszawie do przybycia Kościuszki, i dopiero potem ruszył na Ukrainę, ale Ochocki plącze się i sam z sobą nie zgadza się. Jeden tylko Prozor potrafił przedostać się do Warszawy, i tam, gdy wzywany Kościuszko od przyjęcia naczelnictwa się wymawiał, obrano go za naczelnika powstania.



Jakie było wówczas ogólne usposobienie, jakim duchem byli ożywieni w tym dniu na wieki pamiętnym dla Krakowa, wszystko, coby można o tem powiedzieć, tak nas nie objaśni, jak sam akt powstania, odczytany wówezas na Rynku. Oto z niego wyjątek, chociaż wyjątek, ale zawierający w sobie treść całego aktu.
„Wiadomy jest światu stan teraźniejszy nieszczęśliwej Polski... Przytłoczeni ogromem nieszczęść, znękani bardziej zdradą, niżeli mocą oręża nieprzyjacielskiego, zostający bez najmniejszej krajowego rządu opieki, postradawszy Ojczyznę, a z nią używanie najświętszych praw wolności, bezpieczeństwa, własności, tak osób jako i majątków naszych, zdradzeni i naigrawani od jednych, opuszczeni od drugich rządów; my Polacy, obywatele, mieszkańcy województwa krakowskiego, poświęcając Ojczyźnie życie nasze, jako jedyne dobro, którego nam jeszcze tyrania wydrzeć nie chciała, idziemy do tych ostatnich i gwałtownych środków, które nam rozpacz obywatelska podaje. Mając więc niezłomne przedsięwzięcie zginąć i zagrzebać
się w ruinach własnego kraju, albo oswobodzić ziemię ojczystą od drapieżnej przemocy i haniebnego jarzma, oświadczamy w obliczu całego rodzaju ludzkiego, a mianowicie przed wami narody, u których wolność jest wyżej ceniona nad wszystkie dobra świata, iż używając niezaprzeczonego prawa odporu przeciwko tyranii i zbrojnej przemocy, wszyscy w duchu rodackim (sic), obywatelskim i braterskim łączymy w jedno siły nasze,... i zaręczamy sobie wszyscy nawzajem nieoszczędzać wszelkich ofiar i sposobów, jakich tylko święta miłość wolności dostarczyć zdoła ludziom, powstającym w rozpaczy na jej obronę...“
Akt ten przetłumaczono na obce języki i umieszczono w gazetach zagranicznych; przesłano urzędownie do Szwecyi, Danii, Francyi, Anglii, a także przesłano do Stolicy Apostolskiej, a oraz trzem sąsiednim dworom (czytaj o tem w Mercure de France 1794 r.).
Potem udał się Kościuszko na ratusz, gdzie podpisywano ten akt, a magistrat wykonał przysięgę.
Wszyscy piszący o wypadkach dnia tego w Krakowie, a także i Bąkowski dodają, że w ślad za tem udał się Kościuszko do kościoła Panny Maryi, mylą się, bo dopiero, jak zaraz zobaczymy, następnego dnia, 25-go marca to uczynił[21].
Natomiast tegoż dnia wydane zostały odezwy:
1) Względem urządzenia i opatrzenia siły zbrojnej.
2) Do wojska polskiego i litewskiego (prześliczna odezwa wzruszająca głębie duszy).
3) Do obywateli.
„Współ-obywatele! wzywany po tylekroć od was do ratowania kochanej Ojczyzny, stawam na czele podług waszej woli. Lecz nie potrafię skruszyć obelżywego jarzma niewoli, jeżeli od was jak najprędszego i najdzielniejszego wsparcia nie znajdę. Wspomagajcież mnie więc całą siłą waszą i spieszcie się pod chorągwie Ojczyzny...“
4) Do Duchowieństwa.
„...nie nagląc was do żadnych przysiąg, pokładam w cnocie waszej zupełną ufność, iż nikomu do ratunku Ojczyzny wyprzedzić się nie dacie, od nikogo zachęcenia potrzebować nie będziecie, ale owszem, każdemu... przykładem staniecie...“
5) Do kobiet polskich.
Po ogłoszeniu tych odezw, tegoż dnia ustanowił Kościuszko komisyę porządkową dla województwa krakowskiego, którą składali:
1) Dembowski Stefan, kasztelan czechowski (od 1774 r.) starosta płocki. Człowiek bardzo zacny, patryota oświecony, żonę miał Tarłównę, zasad starożytnych, surowych, był synem Antoniego Dembowskiego, który po śmierci żony swojej z Rupniewskich wstąpił do stanu duchownego i był biskupem kujawskim (Kitowicz źle o nim mówi, ale najniesłuszniej). Był bardzo czynny w Krakowie i gorliwie spełniał obowiązki w tej komisyi, której prezydował. Mieszkał w domu, dziś pałac XX. Lubomirskich na ulicy św. Jana, który do niego należał.[22]
2) Dembiński Ignacy, chorąży krakowski, poseł na sejm wielki, ojciec Henryka generała. Portret jego na nadgrobku w kościele Kapucynów, wielkiej prawości i dzielności. Katarzyna II., kazała go pochwycić, gdy jednak przybyły oddział moskiewski w tym celu do majętności jego Góry, nie znalazł go; spalili dom, wszelkie zabudowania i kościół do szczętu, proboszcza Borzęckiego batożyli. Ciekawa ilustracya niszczenia moskiewskiego. Była tam jedyna studnia przeszło 100 łokci głęboka, Moskale spuścili się do dna, żeby cembrzynę od dołu spalić i po spaleniu zupełnem cembrzyny, ziemią studnię zarzucili[23]. 3) Jordan Józef. 4) Slaski Andrzej.
5) Mieroszewski Stanisław. 6) Linowski Wojciech. 7) Bernier Piotr, komisarz dóbr margrabiego Wielopolskiego, wielki patryota. 8) Ks. Bogucki Józef. 9) Ks. Sołtyk Teodor, kan. kr. 10) Ks.
Łancucki Wincenty, później infułat, kan. kr., rektor uniwer. 11) Śniadecki Jan (mieszkał w domu, dziś Janigi, na rynku 1. 41). 12) Schaidt Franciszek. 13) Radwański Feliks, profesor uniw., później senator rz. kr. (mieszkał razem ze Śniadeckim). 14) Czech Józef, Prof. Dr. w Akad. krak. 15) Sołtykowicz Józef, znakomity profesor uniw. 16) Dembowski Sebastyan, poseł pow. Skalbm. 17) Dembowski Teodor. 18) Męciszewski Kasper, prokurator przysięgły prawa magdeb., ojciec znanych Filipa, pułkownika
1831 i Hilarego, publicysty. 19) Klose Fryderyk i 20) Przanowski Ludwik.
Po wydaniu tych odezw, wysłał z depeszami Józefa Wodzickiego do Poznania i przyjmował Kościuszko z ofiarą przybyłych Galarników, serdecznie ich uściskał, poczem przeniósł się na mieszkanie do kamienicy Szarej, a pod wieczór poszedł do klasztoru św. Jana odwiedzić dawną swą znajomą zakonnicę, a teraz przełożoną Magdalene Grastilankę, znaną w calem mieście jako opiekunkę sierót, i prosił ją o macierzyskie błogosławieństwo. Matka Magdalena zaprowadziła Kościuszkę do kościoła, zapaliła przed wielkim oltarzem świece, odsłoniła cudowny obraz Matki Bożej tam umieszczony i powiedziała: Niech cię sama Matka Boża błogosławi.
Na drugi dzień, to jest 25 marca (we wtorek) święto Zwiastowania Najśw. Maryi Panny, Kościuszko w licznem otoczeniu poszedł do kościoła Najśw. Panny, gdzie już były zebrane wszystkie najznaczniejsze osobistości, weszło i wojsko. Mszę św. uroczystą odprawił jeden z kanoników katedralnych (który? nie wymieniono w zapiskach). Po Mszy św. Kościuszko wszedł na balustrade przed Najśw. Sakramentem i ztamtąd powtórzył przysięgę, którą dnia poprzedniego uczynił był na rynku, oświadczając, że życie swoje poświęci w obronie ojczyzny, i najwyższej władzy sobie udzielonej na niczyją krzywdę nie użyje.
Pierwszym krokiem Kościuszki na zewnątrz było oświadczenie w liście dnia 24 marca do Webera, komendanta w Galicyi z uprzejmością dla Austryi. Krok ten ganiony przez gorętszych patryotów, był jednak dowodem wielkiej jego przezorności.[24] Kościuszko nie poprzestał na tym liście i 20 kwietnia wydał list okólny do komisyi porządkowych i do wojska względem zachowania się przyjacielskiego z granicami, „Państwa Cesarza Imci Rzymskiego“. W ślad za tem poczynione były różne rozporządzenia co do zachowania się ogólnego. Główne atoli staranie obrócił na urządzenie siły zbrojnej. W tym celu ściągał z okolicy rozproszone drobne oddziały, zachęcał lud do ujęcia za broń, podał mu do rąk kosy i piki, ćwiczył nieustannie w obrotach wojennych, a zgromadziwszy tym sposobem w krótkim czasie, bo w ciągu jednego tygodnia, choć nie liczny, ale najlepszym duchem ożywiony oddział zbrojny, zamianowawszy komendantem Krakowa Wodzickiego, wyruszył 1 kwietnia w pole; doszła go bowiem wiadomość, że Madaliński, ścigany przez Moskali, dąży do Krakowa w celu połączenia się z nim. Jakoż tegoż dnia pod Luboszycą, dwie mile od Krakowa połączyła się z Kościuszką brygada Madalińskiego, a także i brygada Walewskiego, której dowódzeą był wice-brygadier Manget.
Drugiego dnia stanął Kościuszko pod Koniuszą, gdzie mu przybyło 300 wieśniaków w kosy uzbrojonych, do których następnie wciąż przybywało, tak, że zebrało się przeszło 2.000 wieśniaków uzbrojonych w większej części w kosy, reszta tylko w piki.[25] Dnia 4 kwietnia w piątek wedle ówczesnego kalendarza święto św. Izydora i przypadające na ten dzień nabożeństwo do Serca Jezusowego, zbliżył się do Racławic przy drodze wiodącej ze Słomnik do Działoszyc.
Wiele zwycięztw znakomitych otrzymali Polacy, wiele miejsc wsławili czynami sławnemi, ale ze wszystkich największej doniosłości — są Racławice. Po bitwie pod Wiedniem upłynął wiek cały, nawet przeszło, wiek upośledzenia i poniżenia godności narodowej. Jedna tylko konfederacya barska była tchnieniem ducha polskiego. Sejm wielki ustanowił wiekopomną Konstytucyę 3-go Maja, ale dla ustalenia jej nie zdobył się na czyn orężny. Zdradliwe, zabójcze jak morowa zaraza szerzyło się mniemanie, że Polacy nie są w stanie wydźwignąć się z toni. Brak ufności w swe siły niedopuszczał oparcia się na sobie i zdobycia się na wysiłek. Bitwa Racławicka nie tylko była większem orężnem zwycięztwem nad nieprzyjacielem, lecz zarazem, co najważniejsza, była moralnem zwycięztwem Polaków nad samymi Polakami, zwycięztwem odwagi nad zwątpieniem; dodała otuchy, wznieciła zapał, wlała w serce polskie nadzieje. Wieśniacy uzbrojeni w kosy, okazali Polsce, że mogą być bohaterami, jeśli należycie użyci zostaną i umiejętnie pokierowani. Kościuszko ten nowy skarb siły wydobył z głębi Polski, jakby z podziemi i jako nowy, czynny żywioł wprowadził do sprawy polskiej. Wiele a może nawet najwięcej na włościan rachował; jakoż ze szczególną troskliwością zajął się ludem. Po Kazimierzu Wielkim, tym królu chłopków, on najbardziej usilował otoczyć włościan opieką; chciał ich użyć dla ratunku Polski i jednocześnie przez to samo uzacnić. Jakoż zaraz po bitwie Racławickiej przywdział sukmanę włościańską, z jednej miski z nimi jadał, często poufale rozmawiał z nimi, starał się rozbudzić w nich patryotyzm. Dwóch Głowackiego i Świstackiego na polu bitwy mianował chorążymi. Dawał w nadgrodę męztwa pierścień, na którym były wyryte dwie kosy[26].
Bitwa racławicka trwała od 3-ciej do 8-mej wieczorem, jak wiadomo 4 kwietnia, a już zrana 5-go (sobota) przez zbiegów z pola bitwy przyszła do Krakowa wiadomość o zupełnej porażce i o tem, że Moskale spieszą do Krakowa. Wskutek tego przerażenie nastąpiło straszne; wielu pouciekało zaraz do Galicyi. Po południu atoli wysłany od Kościuszki Wojciech Mączyński przywiózł radosną wiadomość zwycięztwa. Lecz oto są słowa samego Mączyńskiego:
...Kiedy po zniesieniu frontu nieprzyjacielskiego, nasz oddział stanął opodal zdobytej bateryi, nadjechał właśnie Kościuszko i zatrzymał się przed naszą kompanią.
„Próżnobym się silił, abym wypowiedział te uczucia, te wrażenia, jakie w tej chwili na widok Naczelnika naszego obudziły się we mnie. Widziałem w nim bowiem nie człowieka, ale jakąś istotę wyższą, która jednem słowem, samem ukazaniem się, darzyła każdego czystą i wzniosłą duszą i tchnęła w nią namiętność poświęcenia się za kraj i braci.

'szej ojczyźnie, przyjął tę wiadomość ze łzami radości, a zawoławszy padnijmy na kolana, obywatele i módlmy się, zamienił rynek w uroczystą świątynię, zalaną klęczącym ludem, popadłym w to zachwycenie, w którem miłosierdziem i łaskawością Boga przejęte serce człowieka, stawia go przed Jego wszechmocnem obliczem“.
Po modlitwie na rynku poszli wszyscy w ślad za sędziwym kasztelanem do kościoła Najśw. Panny Maryi i tam w uroczystem podniesieniu ducha odśpiewano: Te Deum laudamus.
Dnia 7 kwietnia (poniedziałek) jako trofea zwycięztwa pod Racławicami, prowadzone były przez rynek zdobyte 12 armat, chorągwie, broń, wieziony był ranny pułkownik i szło 70 Moskali wziętych do niewoli. Był to, niestety, ostatni dzień tryumfu w Krakowie!
Po otrzymanem zwycięztwie, po ustąpieniu Moskali opuścił Kościuszko Racławice o północy i cofnął się za Dłubnie do Bosutowa, gdzie stanął 6 kwietnia i zatoczył obóz, obwiódłszy go wałami, na których ustawiono armaty.
Tu wezwał Kościuszko księży z Krakowa i wojsko odprawiło spowiedź wielkanocną i uroczyście przyjmowało Komunię świętą (tu obchodziło wielkanoc 20 kwietnia). Ztąd pisał Kościuszko do gwardyana krakowskiego kapucyna, prosząc o pozwolenie O. Ksaweremu pozostania nadal przy wojsku w charakterze kapelana. Bosutów milę od Krakowa odległy po prawej stronie drogi wiodącej do Michałowic. Kościuszko miał tu mieszkać we dworze. W ogrodzie tam najodleglej w rogu stoją trzy wielkie dęby, pod któremi stoi ławeczka, zkąd widok na Kraków. Tam miał siadywać Kościuszko i plany układać. Na jednym z tych dębów kapitan Molski, adjutant Kościuszki, miał wyryć krzyż, dziś w połowie zarosły. Ku południowi jest mogiła, gdzie mieli być pochowani zmarli z ran odniesionych wojskowi. Na pagórku ku wschodowi znać jeszcze ślady bateryi.
W Bosutowie zostawał Kościuszko od 9 do 24 kwietnia, starając się pomnożyć swoje siły, lecz pomimo największej usilności tylko do 7 tysięcy wojsko swoje doprowadził. Nakazane 19 kwietnia pospolite ruszenie, które wedle obliczenia powinno było 16.000 uzbrojonych dostarczyć, zaledwo tylko 2.000 ściągnęło.
Dnia 25 kwietnia (piątek) wystąpił Kościuszko z Bosutowa i tegoż dnia w Igołomii otrzymał przywiezioną z Warszawy przez pułkownika Sokolnickiego wiadomość o wypędzeniu 17-18 kwietnia Moskali z Warszawy. Warszawę uprzedziło powstanie na Żmudzi w Szawlach 16 kwietnia, a nastąpiło 22-23 oczyszczenie Wilna przez Jasińskiego — od tej szarańczy.
Dnia 3 maja był Kościuszko w Wiślicy a 5 stanął pod Polańcem kolo Staszowa.
W Połańcu Kościuszko w umocowanem stanowisku odpierał napady Denisowa, który opasał obóz swemi wojskami i niedopuszczał komunikacyi, paląc wsie okoliczne. Kiedy zaś Denisów 28 maja odstąpił i udał się na pogranicze Szląska, o czem na drugi dzień dowiedziano się w obozie, Kościuszko zaraz (29, 30 maja) opuścił Połaniec i ruszył w ślad za Denisowym. Z Warszawy Mokronowski dążył dla wzmocnienia Kościuszki i był już pod Rawą. Nadszedł nadto i Grochowski z za Wisły (którą przebył pod Raszkowem) i mając około 5.000 wojska połączył się z Kościuszką pod Jędrzejowem. Przybył nadto i jenerał Wodzicki z Krakowa, pragnąc koniecznie walczyć za ojczyznę, chociaż Kościuszko żądał, żeby nie opuszczał Krakowa, spodziewając się, że w razie napadu Wodzicki jako zdolny jenerał i gorący patryota potrafi też go obronić. W Jędrzejowie dopedził Kościuszko Denisowa, który atoli zaraz począł odstępować. Udawszy się w ślad za nim Kościuszko, stoczył bitwę pod Szczekocinami (Denisów miał 10 tysięcy, a Kościuszko 13 t.). Ale tu najniespodziewaniej nadbiegli Prusacy, z pomocą Moskalom wbrew oświad czeniu się podpisanemu przez Buchholtza a przesłanemu Kościuszce przez Ignacego Potockiego, że się zachowają w tej wojnie neutralnie.
Zrazu Moskale przełamani ustępowali, ale wsparci przez Prusaków zmusili Kościuszkę do odstąpienia. Kościuszko w największym porządku i groźnie (jak mówi Paszkowski) odstąpił i przez Małogoszczę, Kielce (8-10 czerwea), Radom, Gołków przybył do Warszawy, którą w ślad zatem połączeni Moskale z Prusakami ze swym królem oblegli.
Tymczasem w Krakowie po wyjściu do obozu jenerała Wodzickiego, niedoświadczony Wieniawski przybyły z Ignacym Potockim z. Drezdna, za poradą Zajączka mianowany komendantem miasta; zrazu zajął się szczerze umocnieniem jego. Mieszczanie ochoczo wzięli się do sypania okopów, ćwiczyli się nieustanie w musztrach i gotowi byli do obrony Krakowa. Kościuszko zostawił w Krakowie 1.200 wojska, jazdy 200, milicyi miejskiej 500; o trzy mile stał obóz kantonistów pieszych i konnych. Wszystkich wojsk razem z uzbrojonymi mieszczanami było koło 7.000. Gdyby dzielny jenerał Wodzicki, jak tego żądał Kościuszko, pozostał był komendantem w Krakowie, zważywszy na zapał, jakim byli wszyscy ożywieni, wnosić należałoby, żeby Prusacy nie dostali Krakowa. Tem bardziej, że Prusaków pod Krakowem było wszystkiego niespełna 3.000 i pierwszy ich napad został mężnie odparty. Prusacy już 15 maja jeszcze przed bitwą szczekocińską kusili się o Kraków (wtenczas jeszcze jeneral Wodzicki był w Krakowie) widząc wszakże czujną obronę, odstąpić musieli, pędzeni aż do Michałowic przez ochotników.
Teraz inaczej się stało, zwłaszcza, że komendant Wieniawski całkiem stracił głowę, i nie wiedział sam, co ma czynić. Kiedy 14 czerwca podeszli Prusacy, uderzono we wszystkie dzwony. Wojsko i uzbrojeni mieszczanie rzucili się na wały i raźno cały dzień i noc następną, nieustępując odpierali napad. Gdy jednak Wieniawski, niespodziewając się obronić, udał się był na Podgórze do Austryaków i chciał im Kraków poddać i umawiał się z nimi w tym celu, a zastępujący jego miejsce podpułkownik Kalk równie jak i Wieniawski nie mógł się zdobyć na odwagę — rzeczy stały najgorzej, mieszczanie zaczęli upadać na duchu. Gdy zaś Wieniawski następnie zaczął z Prusakami traktować i do stojących na wałach przemawiać, że nie ma żadnej nadziei obrony, żeby każdy jak może się ratował, zdemoralizowani w ten sposób, i nie mając nikogo, ktoby obroną kierował, jeden po drugim zaczęli z wałów ustępować.
Trwoga i rozpacz ogarnęła wszystkich. Najwinniejszy Wieniawski, że nie próbował nawet się bronić, winna niemniej i komisya porządkowa (z 20 członków tylko 7 było obecnych), że widząc upadek na duchu komendanta, Wieniawskiego i jego zastępcy Kalka, nie powierzyła obrony komu innemu.
Kapitan Waligórski, rotmistrz Kazimierz Cieński, wymieniani jako ludzie odważni, inaczejby snadź postąpili. Oczywiście, że takie łatwe zajęcie Krakowa było nad spodziewanie samych Prusaków, i że umiejętna i odważna obrona ocaliłaby Kraków. Jeden tylko Manderle, buchalter Laszkiewiczów dzielnie się znalazł. W ogólnem tem przewodników zamieszaniu, zebrawszy podobnych sobie odważnych mieszczan, udał się na zamek, tam się zatarasował i z dwóch działek, które wprowadził, nieustannie strzelał do Prusaków. Jakoż Prusacy sami zaproponowali mu honorową kapitulacyę. Musiał ją przyjąć, ale wedle umowy wyszedł z bronią przy odgłosie bębnów. Prusacy ze zdumieniem ujrzeli przed sobą kilkudziesięciu źle uzbrojonych mieszczan, którzy jednak potrafili byli oprzeć się regularnemu wojsku.
Po bitwie szczekocińskiej Kościuszko[27] polecił był Zajączkowi, który stał w Warce (ustąpiwszy po bitwie pod Chełmem), żeby się zbliżył do Krakowa. Zajączek postąpił był na trakt krakowski i w Gołkowie stoczył dość pomyślnie bitwę z następującym Denisowem, ale zamiast ku Krakowu zwrócił się do Warszawy. Złożony sąd wojenny uznał Wieniawskiego komendanta i Kalka, podpułkownika winnymi w niedopełnieniu należycie swoich obowiązków i skazał ich na śmierć, i portrety ich na szubienicy zawiesił[28].
Upadek Krakowa był klęską niepowetowaną, ze względu na znaczenie, jaki był zajął w tem powstaniu. Uczuł to mocno Kościuszko i w odezwie z Przybyszowa d. 24 czerwca, zakończył: „Kraków stał się łupem zdrady... ponieśliśmy stratę, lecz... obywatele! pamiętajcie, że pierwszą jest człowieka wolnego ecotą nie rozpaczać o losie ojczyzny“...
Wojsko, mężni mieszczanie krakowscy, nawet kosynierzy, będąc opuszczeni przez dowódzców przedostali się przez Galicyę do Kościuszki do Warszawy i dzielnie się odznaczyli podczas jej oblężenia. Mączyński Wojciech, ów podporucznik, co to pierwszy przyniósł był wiadomość o zwycięztwie pod Racławicami, późniejszy pułkownik, komendant milicyi krakowskiej, Gordon Karol (krakowianin), o którym Dąbrowski w raporcie do Kościuszki powiada: „Nie znajduję dosyć pochwał dla pułku 9-go piechoty pod walecznym Gordonem, który chociaż tak ciężko był zraniony, że mówić nie mógł, przecież pulku nie odstąpił“ i inni, nie mogąc swego miasta rodzinnego bronić, bronili i krew przelewali za Warszawę. Batalion kosynierów krakowskich męztwem swem zwracał na siebie uwagę, i 16 lipca pod Mokotowem poświęcono uroczyście dla nich chorągiew, dar piękny pani Platerowej, wojewodzinej brzesko-litewskiej. Pamiętna ta chorągiew na tle karmazynowem, wyszyty miała snop zboża, przez który na krzyż przechodziły kosa i pika, na wierzchu wieńczyła go czapka krakowska, a do koła obejmował wieniec laurowy z napisem: „żywią i bronią“. Wspomnieliśmy wyżej o krakowskim włościaninie Michale Wiszniewskim, w artyleryi, któremu Kościuszko dał w nadgrodę pierścień z dwoma na krzyż wyrytemi kosami. Sam Kościuszko zawsze chodził w sukmanie i nosił krakowską czapkę czerwoną.
Weszli Prusacy do Krakowa, ale Kraków niemal zupełnie znaleźli wyludniony; kto tylko mógł, uciekał na Podgórze, obawiając się rabunku i morderstw. Dowódzca pruski jeździł na Podgórze, wzywał mieszkańców Krakowa do powrotu, solennie oświadczając i na swój honor zaręczając, że nikomu najmniejsza krzywda się nie stanie. Zaręczeniu temu nie wszyscy dowierzali, wszakże pomału jedni po drugich zaczęli powracać.
Zaraz potem przyniesiono do Krakowa rannych Polaków, wziętych na polu bitwy z pod Szczekocin. Było tych rannych przeszło 500. Poumieszczano ich w klasztorach do wyleczenia, a później wyprowadzono do fortecy w Kozlu, zmuszając do wstąpienia do wojska pruskiego.
Nakazano niezwłocznie broń i wszelki rynsztunek wojenny złożyć, a potem rewidowano (2 lipca) wszystkie domy, klasztory i kościoły. U Kapucynów na drugi dzień ponowili rewizyę, jeszcze ściślejszą, otwierano teraz groby, zaglądano do trumien, słowem przetrzęsiono cały klasztor. Ze sposobu rewizyi, w jaki się odbywała, można było poznać, że nie tyle broni, ile czegoś innego szukali, ale nie znaleźli, czego szukali, bo nic nie wzięli. Lecz czegóż szukali?
Z tego czasu pozostały bardzo ciekawe pamiętniki Ksawerego Kratzera, kantora katedralnego, który miał mieszkanie w zamku i naocznym był świadkiem rabunku skarbca.
Korzystał z nich profesor Lepkowski (Z Przeszłości Szkice) i Lucyan Siemieński, u którego te pamiętniki zostały i później już nie mogły być odszukane, gdzieś muszą być przecie. Ten Kratzer opisuje zrabowanie skarbca przez Prusaków, którym wskazał go niejaki Z... wysłużony kapitan artyleryi, będący w tym czasie magazynierem w Zamku. Klucze od skarbca miał kustosz X. Sebastyan Sierakowski. Podczas najścia Szwedów skarbiec był wywieziony i oddany w dozór X. Jerzemu Lubomirskiemu. Czemu teraz nie został ukryty, a tylko część, mianowicie Insygnia zostały do przechowania przesłane biskupowi Cieciszowskiemu? tem bardziej, że po klęsce pod Szczekocinami wiadomo było o wysłaniu zaraz oddziału Prusaków do zajęcia Krakowa. Jeśli część wywieziono, snadź przypuszczali niebezpieczeństwo. Otóż ten magazynier, kapitan inżynierów, udał się do komisarza pruskiego Hoyma i obiecał mu wskazać miejsee, w którem złożony jest skarbiec, jeśli za to otrzyma wynadgrodzenie. Hoym przystał. Jakoz dany został panu Z. obowiązek w Częstochowie z pensyą 180 talarów. Chcąc zabranie skarbea ukryć przed wiedzą miasta, obawiając się z tego powodu wzburzenia, posłano do Wrocławia po ślusarza do otworzenia zamków. Przybyły jednak ślusarz nie mógł osobliwego zamku żadnym wytrychem otworzyć. Jenerał pruski Rutz chciał armatę zatoczyć i strzałem drzwi rozbić, ale murgrabia zamku Kowalski zrobił uwagę, że sklepienie może się zawalić od strzału; wezwany tedy ślusarz krakowski Franciszek Weis, obejrzawszy zamek i drzwi, osądził, że nie ma innego sposobu, tylko trzeba spodni węgar wybić, tak, aby się tam człowiek mógł przecisnąć i rygle z wnętrza zasunięte otworzyć. Wyrąbano więc próg kamienny, otworem wpełzł majster, krzyżowe rygle odsunął i drzwi otworzył. Oddalono przytomnych, a tylko komisarz Hoym, jenerał Rutz, sekretarz Lang i murgrabia Kowalski weszli do sklepu. Wzięto zamknięte i zapieczętowane puzdro i karetą gubernatora do jego mieszkania odwieziono. Kiedy wychodzono ze skarbca, na dziedzińcu czekający pan Z. oświadczył gubernatorowi, że i w pokojach królewskich są kosztowności. Odebrano tedy Kowalskiemu klucze od pokojów królewskich, z poleceniem, aby nigdzie się nie oddalał do ich w dniu jutrzejszym powrotu na Zamek. Nazajutrz zrana przybyli ci sami to jest Hoym, Rutz, Lang i jeszcze major Mask, koméndant Zamku. Wezwano nadto i innych wojskowych i każdy z nich brał, co się komu podobało. Grabież była zupełna. Nie dosyć, że zabrano, czy też chwytano różne sprzęty, ale nawet obicia, opony, meble. W ślad zatem pozwolono i żołnierzom przyjść i rabować. Wyrywano piękną posadzkę, drzwi w fasony cięte, okna, słowem najmniejszej rzeczy nie zostawiono, zostawiono tylko same ściany. Kowalski patrząc na ten rabunek, tak uczuł, że ze zgryzoty zachorowawszy, w ślad za tem zaraz umarł. Szanowny profesor Lepkowski myli się, pisząc, że to się stało w końcu 1795 r.
Owszem, o rabunku tym zaraz się w mieście dowiedziano, i nastąpił on w końcu miesiąca czerwca 1794 r. przed przeprowadzeniem się jenerała pruskiego z pałacu spiskiego na Zamek.[29] Rutz zaś się przeprowadził, obawiając się powstania w Krakowie i napadu Polaków. Do strachu tego był pobudką rozlepiony po rogach ulic plakat z pogróżką w niemieckim i polskim języku, a jeszcze bardziej odpędzenie króla pruskiego z pod Warszawy. Strach ten jenerała przestraszył żołnierzy pruskich i w obawie Polaków poczęli dezertować. Myśleli, że w Krakowie odnowi się to, co się stało w Warszawie z Moskalami. Po tym wypadku z plakatami, ostrożność Prusaków była wielka. Zakazano dzwonić na wieżach kościelnych[30]; kazano zatrzymać wieżowe zegary, żeby godzin nie wybijały; wysyłano podjazdy dla dowiedzenia się, czy nie nadchodzi z Warszawy wojsko polskie, rozstawiono pikiety, od czasu do czasu konne patrole przebiegały wszystkie ulice miasta i przedmieścia. Prusaków wtedy było w Krakowie 1.200. Z rozkazu jenerała mieszkającego na zamku, zamek zawsze był zamknięty i nie wpuszczano tam nikogo z Polaków, i ta trwoga Prusaków trwała aż do Maciejowickiej bitwy. Gdy zaś przyszła wiadomość o klęsce maciejowickiej 15 października, na drugi dzień we czwartek, nakazano przez całą godzinę dzwonić we wszystkie dzwony od 10-11, poczem przez pół godziny na zamku strzelano z armat.
Oddziały Prusaków stanęły w różnych częściach miasta, i po kolei także strzelały. Po przedzwonieniu godzinnem we wszystkie dzwony kościelne, znowu zakazano dzwonienia aż do 12 grudnia, w którym Rutz pozwolił odtąd już dzwonić.
Bitwa Maciejowieka, wzięcie do niewoli Kościuszki dnia 10 października (piątek), w rocznicę zwycięztwa pod Chocimem, którą Kościół aż po dziś dzień obchodzi, następnie 4 listopada wtorek, — rzeź Pragi — w tym roku przypadał 3 Listopada dzień zaduszny, 8-go (środa) kapitulacya Warszawy, 9-go wejście Moskali do Warszawy, 18-go rozejście się wojska pod Radoszycami.
Bolesny, żałośny koniec 1794 roku — upadek bytu politycznego Polski!
Wszakże bądź co bądź:
Nie ten biedny, co płacze wśród świata,
Lecz ten nieszczęsny, co się z grzechem zbrata.
Wytrwałości! prawych godło,
Daj Polakom wierzyć w biedzie:
Że, co dziś się nie powiodło,
Jutro mężnym się powiedzie.
„Dies 24ta Martii; memorabilis non solum Cracoviae sed et totius Poloniae ..... Magf. Dns Thadeus Kościuszko ..... Hic, inquam, adveniens de nocte huc Cracoviam, et adiens Mgf. Dn. Generalem Wodzicki in Palatio ejus ..... summo mane ..... P. Guardianus accepto nuntio ianuas Ecclesiae aperiri iussit, et ad portam horti expectavit adventum Mg. D. Kościuszko, ibique eo adveniente introduxit Mg. D. Kościuszko cum Mg. Dn. Generali Wodzicki et aliis sociis ad Lauretanam Capellam. Deinde clausis ianuis Ecclesiae Missam S. celebravit. Postea benedixit super seabelos positos acinaces, quos illi manu tenentes sursum elevantes primus Mag. Dn. Kościuszko et cum Eo omnes adstantes socii militares solemniter cum intimo cordis affectu pro Fide et Patria vitam dare iusiurandum dicebant. R. P. Guardianus totus animo affectus paucis verbis sermonem tenuit: sicuti aliquando unus Capucinorum R. P. Marcus de Aviniano Celeberrimo Reg. Poloniae Sobieski benedixit, ita ego vobis benedico. Postea porrexit eis Crucem Sanctam deosculandam et aqua benedicta aspersit. Et fr. Antonius deduxit eos ad ianuam horti.....“
Toż w tłumaczeniu polskiem:
Dzień 24 marca (1794): pamiętny nietylko dla Krakowa, lecz i dla całej Polski ..... WImćPan Tadeusz Kościuszko, ..... przybywszy nocą tu do Krakowa, i stanął u Wgo ImćPana generała Wodzickiego w tegoż pałacu ...... wcześnie zrana .... O. Gwardyan otrzymawszy zawiadomienie, otworzyć kazał drzwi kościoła, i u furty ogrodowej oczekiwał przybycia WPana Kościuszki, za którego przybyciem wprowadził tak tegoż WPana Kościuszkę jak i WPana Generala Wodzickiego z innymi im towarzyszącymi do kaplicy Loretańskiej. Następnie (O. Gwardyan) odprawiwszy Mszę św., pobłogosławił złożone na stopniach ołtarza szable, które ciż obecni do rąk wziąwszy i w górę wzniósłszy, naprzód Wny ImćPan Kościuszko, a z nim wszyscy obecni towarzysze wojskowi, uroczyście i z wzniosłem serc uczuciem wyrzekli przysięgę poświęcenia życia za Wiarę i Ojczyznę. Wielebny O. Gwardyan wzruszony do głębi duszy w niewielu słowach wygłosił tę krótką mowę: „Jak niegdyś jeden z Kapucynów, Wbny O. Marek d’Aviano błogosławił Przesławnemu Królowi Polskiemu Sobieskiemu, tak ja Wam błogosławię“. Poczem podał im Krzyż święty do pocałowania, i wodą święconą ich pokropił. A brat Antoni odprowadził ich do furty ogrodowej.
1817. d. 24 Listopada.
„Gdy gazety warszawskie ogłosiły składki Polaków na mający się odbyć w Warszawie w kościele św. Krzyża obchód żałobny za Ojczyźnie najlepiej zasłużonego Tadeusza Kościuszkę, również gdy też gazety do podobnych obchodów innych zachęcały, P. O. Gwardyan (Kajetan) bez porozumienia się z kimkolwiek, kosztem klasztoru, polecił ustawić katafalk, który O. Benjamin (późniejszy Biskup Podlaski) przepysznie urządził, roślinami, kwiatami, zielenią rozmarynu ozdobił. Nad trumną unosił się Anioł, poniżej tegoż wizerunek Kościuszki, uwieńczony kwiatami i wieńcem laurowym. Na trumnie (złożoną została) czapka, jaką nosił (Pileus qua utebatur) i szable (acinaces). Przed katafalkiem insignia narodowe (Gentilitia) i jako Najwyższego wodza wojsk Polskich, karabiny, kosy, sztandary i inne bardzo piękne, na wielkim ozdobnym kartonie przez Pana Stachowicza malowania. Po odśpiewaniu Vigilii przez naszych tonem świeckich kapłanów, Najprzewiel. ks. Dzianotti, kanonik kielecki, chętnie się ofiarując, odprawił Mszę św. żałobną w asystencyi seminarzystów. Orkiestra teatralna krakowska chętnie wzięła udział. Wielbiciele i przyjaciele zgasłego dosyć licznie się zebrali pomimo deszczu i błota. Po Mszy orkiestra znakomicie odegrała kondukt i Salve, i na tem się zakończyło nabożeństwo żałobne. Publiczność oceniając zasługi Kościuszki, pochwaliła ten nasz czyn. Nie brakło jednak i zazdrosnych szemraczy, żeśmy to uczynili pierwsi.“ (Gwardyanem w r. 1817, co urządził to nabożeństwo, był ten sam O. Kajetan, który poświęcał szable Kościuszce 1794 r. 24 Marca i który 25 Maja wywiózł z Krakowa dla ukrycia Insygnia koronne).
W tym roku 1894 jako w stuletnią rocznicę poświęcenia Kościuszce szabli w kaplicy Loretańskiej, komitet krak. obchodu tej rocznicy uchwalił wstawić pamiątkową tablicę w tej kaplicy, wedle rysunku Stachiewicza.
- ↑ Eliasz Wodzicki ożeniony z Wielkopolską Ludwiką.
- ↑ Wypada zanotować, że ze wszystkich Senatorów Rzeczypospolitej jeden tylko Dembowski, Kasztelan Czechowski stanął przy Kościuszce w Krakowie.
- ↑ Do Wodzickiego do Krakowa, dla porozumienia się względem przyszłego powstania jeździł 4 Czerwca 1793 r. i Henryk Dąbrowski pod pozorem odwiedzenia swych krewnych. Dąbrowski urodzony w Pierszchowicach, w pobliżu Wiatowic, gdzie mieszkała Hrabina Dębicka siostra Dąbrowskiego.
- ↑ Sołtyk (synowiec Biskupa Krak.). Całemu domowi swemu, od żony począwszy do ostatniego sługi, zaszczepił zapał. Żona jego służyła sprawie całym urokiem i wymową, patryotom zyskując przyjaciół i przyjaciółki, oddała ojczyźnie najmilsze i najkosztowniejsze swe precioza; słudzy Sołtyka złożyli się między sobą, ażeby utworzyć fundusz dla utrzymania kilku żołnierzy uzbrojonych. Co miał w zbrojowniach oręża, do ostatniej sztuki oddał na wojnę. W jego domu pierwsze szarpie przygotowywać zaczęto. To pisał Fryderyk Szulc, urzędnik moskiewski — w Berlinie (1795-97 latach).
- ↑ Kapitułę w r. 1794 składało 8 prałatów i 33 kanoników katedr. i 5 mających stalla prałatów zakon.
- ↑ Dowody p. Sadowskiego o szczerbcu Bazylewskiego bardzo, a bardzo prawdopodobne, ale cóż potem, kiedy nieprawdziwe, bo szczerbiec wraz z innemi insygniami w rękach polskich po dziś dzień nietknięty, czeka przyszłego króla polskiego. Że miecz Bazylewskiego podobny do szczerbca krakowskiego, to jeszcze nie znaczy, żeby był tym samym. Musiał być podrobiony umiejętnie. Do podrobienia zaś mógł posłużyć najdokładniejszy opis szczerbea. O ukryciu insygniów koronacyjnych wiedział i Leonard Chodźko (ob. Usque ad finem — Kościuszko — str. 27). Może się o tem dowiedział od Lelewela, a Lelewelowi mógł powiedzieć Biskup Cieciszowski, kiedy Lelewel krewny Cieciszowskiego — jakiś czas bawił u niego w Łucku. Jest to tylko domysł, ale prawdopodobny, zwłaszcza, że Chodźko napisał obszerny życiorys Biskupa Cieciszowskiego — wnosić należy, z namowy Lelewela, z którym zostawał w najbliższych stosunkach. — Wreszcie wszystkie domysły zbyteczne, w obec niezawodnej pewności o istnieniu w ukryciu insygniów koronacyjnychh a razem z niemi i naszego szczerbca. (Obecnie sprawdzono)
- ↑ Woronicz ją sam dysponował na śmierć. Powróciwszy do siebie ułożył się do spoczynku. O północy budzi się, a tu Starościna Olbromska stoi przed nim. Posłany natychmiast kamerdyner Mazurkiewicz do pałacu starościny, doniósł, że właśnie tylko co umarła. Woronicz resztę nocy przepędził na modlitwie. Pałac jej, był to obecny Grand Hotel. Syn jej ostatni z Rawiczów Dębińskich, fundatorów Kapucynów. Córka jego Amelia wyszła za Dębińskiego herbu Nieczuja. Jenerał Dębiński był h. Nieczuja.
- ↑ Mówiono, że księżna Czartoryska po kryjomu przesłała Kościuszce 100.000, o czem dowiedziawszy się Katarzyna, rozkazała zrabować Puławy, co i dokonano, tak że tylko same ściany zostały. Ordynatowa Zamojska także znaczną sumę przesłać miała.
- ↑ Jan Potocki życie sobie odebrał 2 Grudnia 1816 r. w Uładówce na Podolu, odpiłowawszy od czajnika z pokrywki gałkę, tą nabił pistolet. — Powodem do odjęcia życia, miał być żal ciężki z powodu Traktatu Wiedeńskiego. Zapiski nasze podają o nim wiele szczegółów o jego nadzwyczajnej dobroci i miłości Ojczyzny.
- ↑ Pamiętniki hr. Stanisława Wodzickiego już dwa razy zostały wydane, spodziewać się należy, że wyjdą z czasem ponownie. Zamiast niewłaściwych zmyślań, lepiej, gdy nowe wydanie tylko wersyą samego ks. Eustachego Sanguszki przytoczą.
Mówiąc o grobach Potockich na Wawelu, przytoczę tu nawiasem, że Włodzimierz Potocki, jakoby na tyfus zmarły 1812 r. 8 marca, pochowany był w letargu, znaleziony bowiem był później na schodach pod kamieniem grobowym kaplicy. Umarł w Pałacyku w ogrodzie na Wesołej, dziś klasztor Jezuitów. - ↑ Złotej ostrogi kawaler.
- ↑ Franciszek Hrabia Wielopolski, Margrabia Gązaga Myszkowski, Ordynat Pinczowski, Marszalek Nad. koronny, gorący konfederat Barski, najgorliwszy Patryota. Po upadku konfed. Barskiej, złożył laskę Marszałkowską. Miał zostać Hetmanem, ale dla udziału w konfed. Barskiej, Stanisław August był mu niechętnym. Z całej rodziny Wielopolskich najzacniejszy człowiek, wielkie sumy wydał na potrzeby Ojczyzny i w tym celu nawet zaciągał długi. Mieszkał gdzie dziś Hotel Drezdeński, a więc nie do niego stosuje się ścięcie Panny w nocy dokonane w Pałacu Wielopolskich, dziś Ratusz. Inny snadź członek tej rodziny tę zbrodnię popełnił (ob. Łętowskiego Miscelanea). Wielopolscy dawniej się zwali Bochnarami. Jan Bochnar majętny mieszczanin krakowski, ożenił się z dziedziczką Wielopola i przezwał się Wielopolskim i potomkowie jego już się nazywali Wielopolskimi. (Okolski, Niesiecki, Chmielowski) Franciszek Wielopolski, Prezydent miasta Krakowa, zm. 1809 r. Piękne o nim wspomnienie zapisano w protokolach posiedzeń Rady miejskiej. Cześć jego pamięci!
- ↑ Pamiętniki wydane już po dwakroć pod imieniem Lichockiego łatwo udowodnić, że nie mogły być przez niego pisane, lecz później przez kogoś sfabrykowane. Karol um. 1802 a Filip 1806.
- ↑ Burmistrz Lichocki (str. 84) i wślad za nim bez sprawdzenia Dr Bąkowski Kraków w czasie powstania Kościuszki (str. 29) mówią, że zaraz po zajęciu przez Kościuszkę obozu pod Bosutowem przez placówki polskie przejęty został list Dziewońskiego do moskala Parczewskiego, podający dokładny plan obozu pod Bosutowem z wymienieniem miejsc słabszych, i że wskutek tej zdrady „Doraźny sąd niebawem“ skazał Dziewońskiego na gardło. Samo jednak zestawienie dat wyraźnie okazuje, że o przesłaniu planu obozu Bosutowskiego mowy nawet być nie może, gdyż Dziewoński został ścięty „niebawem“ 31 Maja, a Kościuszko wystąpił z Bosutowa i podążył do Polańca jeszcze 25 Kwietnia. Nadto, Dziewoński nie był ani usunięty od obowiązku przy Banku, ani suspendowany, jak chcą Lichocki i Bakowski, lecz gdy 1793 r. 10 Września wykryto w Komorach zastawu brak w summie 14.489 zł. p. dodano mu do kontroli kupca Jana Czecha, i obwiniony „w czasie dochodzenia“ życie postradał.
W przedmowie do Pamiętników Lichockiego napomknięto jakoby Dziewoński został ścięty z poduszczenia Kołłątaja, lecz w tym czasie Kołłątaj był w Warszawie. - ↑ Bars, adwokat Jeneralny przy Assesoryi, Kapostas bankier, Jelski, poseł Shorodubski na Sejm Wielki — jeździł z Gorzkowskim do Włoch do Kościuszki — wysłani od patryotów warszawskich, Pawlikowski Józef (Pamiętnik jego w Przegl. Pol. r. 1876, Styczeń), Zieliński zebrał i uzbroił 3.000 kurpiów, Sulistrowski, X. Mejer, Kiliński, Sierakowski. Z Pamiętników Pawlikowskiego przypuszczać trzeba, że Kościuszko w pierwszej wycieczce do Polski z Zajączkiem i Rafałem Kołłątajem jakiś czas bawił na Podgórzu pod Krakowem, wszakże w Pamiętnikach tych samochwalczych wiele jest niedokładności i w niektórych szczegółach nie zgadzają się one z innemi dokładnemi wiadomościami.
- ↑ Pomimo to wysłany został na Sybir. Po powrocie, chcąc odpokutować, wstąpił do Kapucynów.
- ↑ Był, jak wyżej wspomnieliśmy, w kraju w Wiatowicach (majętność hrabiny Dębickiej) przez Tyniec, gdzie nocował w chłopskiej chałupie, przejeżdżał do Krakowa i jakiś czas krył się w wieży, co jest nad bramą wjazdową do pałacu Wodzickich, wprost ulicy św. Anny z Krakowa przez Wiedeń wyjechał do Rzymu — wysławszy listy przez przybyłego do Włoch Jelskiego do Działyńskiego, Wodzickiego, do Januszewicza, do Prozora. Inne listy do Litwy Jelski wysłał przez Grosmaniego, od tego X. Bohusz odebrał i spalił i tylko list do Prozora doszedł. Sprzymierzeni wysłali do Kościuszki Aloe’go i Walchnowskiego.
- ↑ Pałacyk ten wystawiony został przez fundatora Kapucynów w Krakowie Wojciecha Dębińskiego (h. Rawicz). Przyjeżdżając do Krakowa August III z żoną w nim mieszkał. Następnie roku 1750 syn Wojciecha Dębińskiego Jan cały swój majątek i ten pałac oddał dłużnikom, od których odkupił go Potocki, kasztelan krakowski za 5.000 czerwonych złotych (pro 5.000 aureorum). W roku 1794 należał do jenerała Józefa Wodzickiego, w końcu do hrabianki Józefy Michałowskiej. W roku 1893 został do fundamentów rozebrany, a piękny ogród, wśród którego stał ten pałacyk, na drobne kawałki rozparcelowany na stawianie domów. Nie uszanowano tej pamiątki! W ślad za Kościuszką wyjechał Ig. Potocki z Wieniawskim, a następnie pojechał sam Kołłątaj i przybył do Krakowa 17 Kwietnia.
- ↑ Ulicę św. Anny zakończała brama, zwana Żydowską, później św. Anny, i ta około 1611 została zamurowaną. Ale oprócz tej bramy była jeszcze tamże furtka dla przejścia, zwana bramką św. Anny. Była więc brama i bramka. Brama zwana Żydowska, a bramka zawsze się nazywała bramką czyli furtką św. Anny. Dawniej była tam także i baszta przechodnia.
- ↑ Linowski z początku był bardzo gorliwy i pełnił obowiązek sekretarza przy Kościuszce, po przegranej wszakże bitwie pod Szczekocinami, straciwszy nadzieję, opuścił Kościuszkę. Niemcewicz w pamiętnikach swoich niemałe czyni mu zarzuty. Już w 1815 r. zostawał w ścisłych stosunkach z Nowosilcowem, a oświadczał się przeciw X. Adamowi Czartoryskiemu. W tym czasie (1815 r.) był Dyrektorem Policyi w Warszawie (ob. str. 301, 302 Pamiętniki czasów moich J. Niemcewicza. Lipsk).
- ↑ O bytności Kościuszki w kaplicy Loretańskiej ob. T. Morawskiego: Dzieje Narodu Polskiego T. V, str. 381. Kraszewski: Polska w trzech Rozbiorach T. III, str. 434. Mączyński: Pamiątka z Krakowa T. II, str. 332. Kronika Kapucynów. Rkp.
- ↑ Córka Eleonora wyszła za Jakóba Wodzickiego brata Generała.
- ↑ Dembiński Ignacy um. 1799 r. 20 Lipca, w 47 roku życia.
- ↑ Guber. Brigido polecił Sewerynowi Potockiemu i Tadeuszowi Morskiemu w imieniu Austryi wejść w porozumienie z powstaniem Polskiem. (Pamięt. Kołłątaja. Rękopism w Akad. Umiejętności).
- ↑ Dowódzeą kosynierów był Slaski.
- ↑ Taki otrzymał Marcin Wiszniewski, który w czasie ataku na Wolę, powożąc w artyleryi, pod gradem kul, ubite konie zwinnie i odważnie coraz zastępował innemi.
- ↑ Przez Brygadyera Kopcia, który do Kościuszki przyjeżdżał.
- ↑ Kriegsrecht na Ignacego Wieniawskiego bywszego kommendanta Krakowa i na Jana Kalka podpułkownika w obozie pod Pracką wolą d. 3 Lipca 1794 z rozkazu Najwyższego Naczelnika ferowany.
- ↑ 8 Lipca. 20 Czerwca prusacy kazali płacić podatek.
- ↑ W Warszawie wypędzenie Moskali rozpoczęło się od dzwonienia we wszystkie dzwony we wszystkich kościołach.