Przejdź do zawartości

Królowa kona....

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
<<< Dane tekstu >>>
Autor Gabriela Zapolska
Tytuł Królowa kona....
Pochodzenie Nieśmiertelniki
Wydawca „Lektor“ Instytut Literacki Sp. z o.o.
Wydanie pośmiertne
Data wyd. 1923
Druk Drukarnia A. Gojawiczyńskiego
Miejsce wyd. Lwów
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Cały zbiór
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron


KRÓLOWA KONA....

 Dziś — mgła, niebo szare, smutne, — deszcz snuje się cienkiemi nitkami od rana. Widzę ten martwy, szary dzień i myślę, że ciężko musi być wiecznie żyć w takich mgłach, całe dni czekać napróżno promieni słońca. Żyć smutno, a chyba jeszcze smutniej... umierać.
 Mimowoli myśl moja biegnie daleko, do krainy wieczystej mgły, do tego państwa, w którem słońce „nie zachodzi“, a którego monarchini przecież może zasnąć na wieki bez promienia słońca — cała we mgle i chmurze z popiołu. Myślę o tej staruszce, która obecnie zajmuje sobą świat cały, a przecież leży bezsilna i widzi, jak powoli rozciąga nad nią swoje skrzydła anioł śmierci, ten anioł, któremu żaden ceremonjał dworski wstępu zakazać nie śmie, nie ma prawa.
 Otoczona lekarzami, otoczona staraniami, niemal fantastycznemi, leży królowa na swem wspaniałem łożu, czeka na śmierć i... płacze.
 Niemasz nic tragiczniejszego, jak te łzy starej, umierającej kobiety. W chwili zgonu, cesarzowa Indyj jest tylko kobietą, która oblicza trupy swych poddanych, trupy, stanowiące piedestał, na którym rosła jej wielkość, jej potęga, jej majestat.
 Bezsilna, złamana, nie jest w stanie zatrzymać gorących łez, które z jej nawpół oślepłych oczów spływają. Nie krzyczy, nie boi się, nie lęka mściwości upiorów — ona już pół-duchem widzi te całe legjony, poszarpane kulami, pokłute — z twarzami o jednej ranie, z oczyma, wysadzonemi z orbit. Ona widzi i nie lęka się — tylko płacze nad nimi, płacze nad ich dziećmi, żonami, płacze dzień i noc, nagle zbudzona, nagle szarpnięta za serce i to w chwili zgonu. Przeszła przez życie kochana, uwielbiana, otoczona rodziną. Nie przyszło jej na myśl, że dla zdobyczy, dla powiększenia szmatu ziemi, na której się jej królewski płaszcz rozpościerał, całe tysiące matek opłakiwały swe zabite dzieci. Śmierć zdawała jej się tak daleka! To inni umierali — ona, nie! — A teraz, nagle — błądzi myślą wśród mogił, słyszy jęk konających, widzi żałobę, jaką się jej kraj okrywa i ta wielka, potężna monarchini — płacze, łka, mdleje od łez, które zabierają jej resztę sił, resztę życia.
 Tam, daleko, w Transvaalu, kule zabijają jej żołnierzy, ją zabijają łzy — a często kula mniej boli, bo zabija odrazu — łzy żrą i trują powoli, ssą duszę człowieka, jak wampiry i niema chyba gorszej śmierci, jak taka śmierć od łez, niema gorszego zgonu, jak zgon, pełen rozpaczy, gdy dusza czuje, iż nie spełniła jeszcze do dna kielicha goryczy i lęka się, że ten kielich błądzić będzie przy niej wieczność całą. Bo, kto wie... czy tak, jak zamkniemy oczy na śmierć, nie pozostaniemy już z tem uczuciem na długo, na to długie późniejsze istnienie. Każdy z nas, umierając, zabierze coś ze świata. Wiktorja zabierze... rozpacz i łzy.

............................................

 Mówią, że gdy królowa dowiedziała się o nowym transporcie wojsk, wysłanym na teren walki — wyciągnęła ręce, wołając: „Nie chcę!... niech się wrócą...“ — Nikt jednak nie posłuchał tego krzyku serca kobiecego. Polityka wymaga czego innego, polityka żywi się ciałem i krwią ludzką.
 — „Nie chcę! — woła staruszka na śmiertelnem łożu — nie chcę więcej trupów!“ — a nikt jej nie słuchasłucha. W jej imieniu gnają całe legjony młodych, zdrowych ludzi na pastwę śmierci i ona w nocnej ciszy, mocą wyobraźni, śpieszy na pola walki i tam snuje się wśród krwi i konających — klęka przed nimi, zalana łzami i błaga o przebaczenie. Wie — że ci wszyscy, którzy żyją, to już nie jej świat — ona do nich nie należy, ona z pomiędzy nich iść musi, a teraz tylko pozostali dla niej ci umarli i pomiędzy nimi ona nie będzie monarchinią, ale takim samym cieniem, jak oni wszyscy. Do nich się garnie, o nich myśli, nad nimi płacze...
 Czuje, iż zniknie z przed oczu ludzkich tak samo, jak jej najuboższy żołnierz i choć jej ciało zabalsamowane spocznie w grobowcach Westminsteru, a jego trupa rozszarpie dzikie ptactwo i szkieletem bielić się będzie długo na placu boju, to przecież śmierć jest jedna, jej siła, jej nędza jednaka. Dokoła jej łoża stoją jej cesarskie wnuki, ona, zamglonemi od łez oczyma patrzy na ich pustą paradę. I ona blisko wiek cały stroiła swą głowę w koronę, z której spływał koronkowy welon; dziś jej głowa siwa, zmęczona, zbolała przylgnęła bezsilnie do śmiertelnej pościeli. Nie królowa to leży, lecz zwykła kobieta. Dlaczego jednak tak płacze? To kobieta płacze nad czynami królowej. Nie uśmiechem spokojnym żegna ten świat, nie gestem spokojnego wypełnienia swego życia, lecz łzami, które jej resztę serca rwą na strzępy. Polityka, dyplomacja schwyciły w swe szpony tę umierającą i każą jej płacić chwile pychy i ułudę potęgi ziemskiej.
 A nawet te łzy nie będą jej policzone, bo gdy z jednej strony na szali anioł śmierci zbiera łzy królowej, a na drugą szalę zbiera łzy żon i matek pomordowanych żołnierzy — szala zawsze będzie nierówna i łzy osieroconych przeważą.
 Bo niema cięższych łez, jak te, które wylewają oczy nękanych jakąś władzą bezsilnych istot. Pastwić się, wydrzeć to, co najdroższe — łatwo, lecz oto w taki szary, mglisty dzień, w progi królewskiej komnaty, wchodzi czarny anioł śmierci....
 I teraz on zaczyna się pastwić, przedłużać agonję, wyciskać łzy....




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Gabriela Zapolska.