Królowa Jadwiga (Niewiadomska)/I

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Cecylia Niewiadomska
Tytuł Królowa Jadwiga
Data wydania 1921
Wydawnictwo Wydawnictwo im. Królowej Jadwigi
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
KRÓLOWA JADWIGA.

I.

Któż z nas nie widział pięknej postaci Jadwigi, w stroju królewskim, na królewskim tronie? Słodka, dziewicza postać, z majestatem spokojnej powagi na czole, w całym uroku prawie dziecięcej młodości.
A jednak — całe piękno, jakie artysta pragnął wyrazić w jej rysach, nie odpowiada jeszcze naszym wymaganiom: czujemy, że musiała być piękniejsza. Ludzka ręka i wyobraźnia nie zdołały dotąd stworzyć tak doskonałego ideału, aby zadowolił nasze pojęcia o niej.
Dlaczego?
Historja świadczy, iż polska królowa Jadwiga należała do najpiękniejszych kobiet w Europie, ale czem-że jest piękność twarzy wobec piękności jej duszy? Tej nie wyrazi nigdy żaden pendzel, może wyśpiewa kiedyś natchniony poeta. Bo to nie jedna chwila, ale całe życie, dzieje jej serca, rozumu i woli, które wyraziły się całym szeregiem szlachetnych i mądrych czynów, jak nić złota przesunęły się w naszej historji i opromieniły ten krótki jej ustęp nieśmiertelnym blaskiem poezji.
Wpatrzmy się więc uważnie w ten jasny szlak dziejów, niech głęboko wyryje się na sercach naszych i zostanie w nich niezatarty; niechaj przez całe życie świeci nam swym blaskiem i podnosi myśl naszą nad poziomy.
Ażeby jednak jasno i wyraźnie z mroków przeszłości wystąpiła ku nam ta świetlana lecz ludzka postać, musimy zastanowić się poważnie nad każdą prawie chwilą krótkiego jej życia.
A więc — kto jest Jadwiga? i skąd węgierska królewna wzięła się na polskim tronie?
Sięgnijmy myślą w przeszłość, aż do jej pradziadka. Mężny, wielki skupiciel poszarpanej Polski, król Władysław Łokietek, zostawił dwoje dzieci: syna Kazimierza Wielkiego i córkę Elżbietę, oddaną w małżeństwo królowi węgierskiemu, znanemu w historji pod imieniem Karola Roberta.
Karol Robert pochodził z dynastji monarchów francuskich, z linji Andegaweńskiej, oddawna panującej w Neapolu. Należał on do najrozumniejszych i najoświeceńszych władców swojego czasu w Europie, a potęgą żadnemu z nich nie ustępował. Na dworze jego kwitła kultura Zachodu tak w naukach jak w obyczajach, a niepospolity umysł samego króla podnosił jej blask i znaczenie.
Żona jego, córka Łokietka Elżbieta, chociaż skromniejsze w Polsce otrzymała wychowanie, obdarzona bystrem pojęciem, prędko przyswoiła sobie wykwintniejsze zwyczaje dworu węgierskiego, a zdolna i rozumna, pozyskała całe zaufanie męża i dzieliła z nim nieraz trudy władzy.
Ponieważ rodzeństwo kochało się bardzo, młody Kazimierz niemało czasu spędzał na dworze ukochanej siostry i niemałą odnosił stąd korzyść. Dzięki szkole, jaką tam przebył i nabytym tam wiadomościom, był pierwszym wykształconym królem polskim, i posiadał dość gruntowne wiadomości o krajach i narodach Europy, sztuce rządzenia, kulturze zachodniej. Widząc na dworze siostry rozkwit tej kultury, radby ten posiew przenieść i do Polski, która podlegała jej wprawdzie od wieków, ale pod wpływem najazdów tatarskich i wewnętrznych zamieszek często zmuszona była rozpoczynać zniszczoną pracę od początku. I teraz piękne zamiary królewskie nie mogły stać się czynem tak, jak pragnął, musiał pomyśleć przedtem o ważniejszych rzeczach: ubezpieczeniu granic, zaradzeniu nędzy, przywróceniu ładu i sprawiedliwości. Lecz chociaż Akademja była już ostatnim wielkim czynem wielkiego Piasta, do jednego celu dążyły wszystkie jego prace, a tym celem była zawsze kulturalna odbudowa i podniesienie królestwa.
Serdeczny stosunek z siostrą trwał do śmierci, a odwiedziny dworu węgierskiego były dla króla zawsze najmilszą przyjemnością i rozrywką. Patrząc na wychowanie siostrzeńców, myślał o braku własnego potomstwa i zapewne już wtedy widział w Ludwiku swojego następcę.
Dlaczego nie? Elżbieta znała myśli brata, a może nasunęła mu je sama. Wszak nie było w tem nic zdrożnego? Połączenie Węgier i Polski podnosiło potęgę wspólnego monarchy, mogło mu ułatwić niejedno zadanie. Dla Kazimierza takiem zadaniem było odzyskanie Pomorza. Czyż Polacy zdołają spełnić to o własnej sile? A Kazimierz rozumie przecież, czem są brzegi morza dla Polski. Ludwik zapowiada wielkiego monarchę, w żyłach jego płynie krew polska, więc może ten następca będzie koroną zasług, jakie ostatni z Piastów położył dla ojczyzny?
Tak marzył wielki król, takie snuł z siostrą plany, a kiedy los uparcie odmawiał mu syna, widział w tem może rękę Opatrzności, która wiedzie narody niezbadaną drogą ku wytkniętym każdemu celom.
I oto choć istnieją linje Piastów, książęta mazowieccy, śląscy, Ludwik Węgierski jest następcą tronu, Ludwik Węgierski po śmierci Kazimierza zostaje królem polskim.
Widział w tem dobro kraju król chłopów i naród, ale Ludwik zawiódł nadzieje. Wielki król w Węgrzech, dla Polski był gorzej niż małym. Krew matki nie przemówiła w nim wcale, przyjaciel Niemców i Krzyżaków, chciwy, podstępny, Polskę, kraj obcy, uważał jedynie za pożądane wiano jednej z córek.
Lecz której? Pierwszy plan los mu powikłał: jedna z córek, dla Polski właśnie przeznaczona, bardzo wcześnie umarła. Dla dwóch pozostałych, Marji i Jadwigi, ma dwie korony, polską i węgierską, każdej chce dodać blasku jeszcze przez małżeństwo, ale musi na to uzyskać zezwolenie obu narodów, gdyż nie było wtedy prawa ni zwyczaju, żeby córka po ojcu dziedziczyła.
Uzyskać na to zgodę w Polsce trudno: naród rycerski widzi w tem upokorzenie. Rządy niewieście?! Zobowiązał się Ludwik nie narzucać ich narodowi, lecz skoro nie ma męskiego potomka, chce teraz zmienić to postanowienie. Jak? Sztuką i podstępem, nakładaniem podatków i obietnicą ich zniesienia, swobód, — ma wspólnika w tej trudnej pracy: matkę Polkę. Sam po koronacji powraca do Węgier, zabrawszy z sobą koronę i berło, a Elżbieta, siostra Kazimierza, przybywa do Krakowa z licznym orszakiem Węgrów, by zastępować syna w sprawach państwa.
Siedemdziesięcioletnia królowa Elżbieta, mądra i doświadczona (chociaż niezawsze szlachetna, kiedy chodzi o syna albo wnuki), mądra królowa znajdzie tu przyjaciół i niezawodnie spełni, co zamierza.
Spełni, choć ją otacza niechęć, oburzenie. Dla wnuczki pragnie tronu, a córki Kazimierza wywieziono do Węgier, aby żadna go nie zajęła! Na urzędach osadza swoich sprzymierzeńców, nieraz wbrew sprawiedliwości. Więc prócz słusznych zarzutów wrogowie chcą zniesławić ją potwarzą: odmawiają jej cnót i mądrości, szydzą z tańców i zabaw na krakowskim zamku, niewłaściwych w tak późnym wieku. Wkońcu burda Węgrów, zuchwałych a pysznych, doprowadza do krwi rozlewu, i królowa opuszcza Polskę już na zawsze.
Lecz nim to nastąpiło, spełniła zadanie: stanął już pakt w Koszycach między królem i narodem: za zwolnienie od danin, podatków i usług zgodzili się panowie małopolscy, i musiała się zgodzić wielkopolska szlachta, że jedna z córek Ludwikowych po jego śmierci zasiądzie na tronie.
Jedna, lecz która? Imienia jej nie wymieniono w Koszycach, ale zarówno Ludwik jak Polacy mieli w myśli starszą królewnę, Marję, zaręczoną z Zygmuntem Luksemburgiem, synem owej wnuczki Kazimierza Wielkiego, wydanej za cesarza i króla czeskiego, Karola IV. Królowie czescy od czasów Wacława rościli zawsze pretensje do Polski, chciwości ich nie nasycił oddany przez Kazimierza W. Śląsk piastowski, teraz otwierała się jednakże droga zaspokojenia tych łakomych pragnień: Zygmunt, zaślubiwszy Marję, zostanie królem polskim.
Jadwiga miała koronę węgierską połączyć z pograniczną Austrją, zaślubiając księcia Wilhelma, przyszłego pana Rakuz czyli Austrji.
Tak planował wielki król i mądry ojciec, troskliwie przewidując i zabezpieczając przyszłość obu dziedziczek. Z wybranymi oblubieńcami łączą je kościelne śluby: taki zwyczaj. Nie jest to ślub istotny. Jeśli małżonkowie skończywszy lat 12, nie zamieszkają razem, ceremonja traci znaczenie, i każde wyjść może za kogo innego. Zdarzało się, że zanim państwo młodzi doszli lat oznaczonych, rodzice ich zrywali takie śluby kilkakrotnie; ale tymczasem dzieci o tem nie wiedziały, a uroczysty obchód na młodych umysłach sprawiał wielkie wrażenie i pozostawał głęboko w pamięci.
Nas obchodzą śluby Jadwigi w Haimburgu r. 1378. W pogranicznem miasteczku zjechały się obie rodziny książęce, w otoczeniu licznej świty dostojników. Jadwiga, siedmioletnie wówczas dziecko, w kosztownym i wspaniałym stroju ślubnym, stanęła przed ołtarzem obok księcia Wilhelma. Arcybiskup strygoński Dymitr związał uroczyście stułą ręce obojga dzieci, które niewątpliwie z głębokiem wzruszeniem powtarzały słowa przysięgi. — Brzmi w kościele Veni Creator, państwo młodzi razem jadą z powrotem do zamku, gdzie czeka na nich zastawiona uczta, potem pląsy, zabawy, krotochwile i wszelaka uciecha przez dni kilka.
Kiedy Jadwiga skończy lat 12 i zamieszkają razem, bez powtórnego ślubu małżeństwo będzie ważne.
Nic dziwnego, że od tej chwili Jadwiga uważa się za poślubioną. Jest małżonką Wilhelma, wytwornego księcia, równego jej wychowaniem i wiekiem, towarzysza zabaw dziecięcych; więc myśl jej chętnie wybiega ku niemu, z tą postacią się łączą dziewicze marzenia, Wilhelm w nich nabiera cudownego blasku, często staje się bohaterem.
Bo przecież młodość marzyć o kimś musi. Marzy niekiedy o bohaterach przeszłości, wielkich postaciach dziejów, lecz milej i rozkoszniej marzyć o żyjącym, zwłaszcza gdy ten bohater ma wszystkie zalety i będzie przyszłym mężem.
A że ma te zalety, wątpić nie może Jadwiga: czyż nie jest piękny, młody i wymowny, wytworny w stroju, rycerski dla kobiet i wyćwiczony w dworskim obyczaju? Wielkich czynów nie spełnił jeszcze, bo jest dzieckiem, lecz kiedyś zajaśnieje niemi niezawodnie, sławić go będą w pieśniach wędrowni śpiewacy, których tak lubi słuchać młode dziewczę.
Bliżej poznać go teraz nie może Jadwiga, choćby nie była dzieckiem i umiała sądzić, gdyż widują się rzadko i na krótko. Tak wymaga obyczaj. Aby bliżej poznać rodzinę małżonka, wżyć się w jej życie, oswoić z obcym językiem i ludźmi, dziecko - królewna spędza młode lata u ojca swego męża, na dworze wiedeńskim. Natomiast Wilhelm, aby się obeznać z obyczajem, mową i sprawami Węgier, przebywa całe lata na dworze Ludwika, pod opieką matki Jadwigi, także z krwi polskiej, Elżbiety Bośniaczki. Taka zamiana dzieci w państwie rakusko - węgierskiemu przetrwała wieki jako miejscowy obyczaj, widocznie pożyteczny i potrzebny, aby zbliżyć oba narody, tworzące jedno państwo. Zamieniali dzieci na mocy rodzinnych układów magnaci i rycerze, szlachta i mieszczanie; powracały po kilku latach, przynosząc z sobą wiele wiadomości, niezbędnych w stosunku tak bliskim.
Odwiedzała jednak Jadwiga często dom rodzicielski, a Wilhelm zwykle wtedy powracał do Wiednia. Niekiedy jednak wspólnie odbywali podróż, częściowo łodzią po modrym Dunaju. Wilhelm przywoził stęsknionym rodzicom Jadwigę lub towarzyszył jej w drodze do Wiednia.
Czasem na jednym z dworów parę dni spędzali razem, a wtenczas jaka drogą mogły toczyć się ich rozmowy? Czyż nie wybiegały ku wspólnej przyszłości i rycerskim czynom młodego książęcia? Oboje byli przecież na wiek swój wykształceni, znali literaturę ówczesną, głównie rycerskie pieśni i romanse, o krwawych walkach i stałej miłości.
Rycerz i nadworny poeta wiedeński, Suchenwirt, niewątpliwie nieraz w ich obecności opiewał zwycięskie wyprawy krzyżackie i podboje pogańskiej Litwy. Słucha pieśni młoda Jadwiga, i w dziecięcej jej wyobraźni malują się dwa światy: rycerz chrześcijański z krzyżem, kulturą — i mieczem, — i dzicz pogańska ciemna, bezbronna i sroga.
Płynęły lata. Na królewskim dworze dziecko bardzo prędko przestaje być dzieckiem: w atmosferze dworskich zwyczajów, wymagań, wcześnie się budzą myśli i uczucia, jakie w młodej duszy sieje otoczenie. Oprócz rycerskich marzeń na dworze Ludwika kwitła gorąca i szczera pobożność. Babka wszczepiła ją w duszę Jadwigi, ojciec w ostatnich latach świecił jej przykładem, i matka, Polka rodem po kądzieli, przez gorliwą Elżbietę w katolickiej wierze na węgierskim dworze wychowana; — pobożnym był nakoniec cały wiek czternasty i całe społeczeństwo. Nie znaczy to wcale, aby było święte. Choć i świętych Jadwiga miała w swoim rodzie, aż dwóch Ludwików: króla i biskupa. W otoczeniu Jadwigi widzimy — jak wszędzie — występki obok cnoty; lecz wiara i pobożność promienieje stale, jest słońcem wieku, a duchy szlachetne w niej znajdują siłę, aby wznieść się nad poziom światowych zabiegów i wstąpić na ciernistą drogę poświęcenia.
Takim szlachetnym duchem była królowa Jadwiga.





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Cecylia Niewiadomska.