Królewna Gęsiarka

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Bracia Grimm
Tytuł Królewna Gęsiarka[1]
Pochodzenie Królewna Gęsiarka i inne bajki
Data wydania 1925
Wydawnictwo Wydawnictwo Polskie
Miejsce wyd. Poznań
Tłumacz Franciszek Mirandola
Tytuł orygin. Die Geschichte von der Gänseprinzessin und ihrem treuen Pferd Falada
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
Artykuł w Wikipedii Artykuł w Wikipedii
Galeria grafik w Wikimedia Commons Galeria grafik w Wikimedia Commons
KRÓLEWNA GĘSIARKA.

Była sobie pewna stara królowa, której mąż dawno zmarł i miała piękną córeczkę. Gdy dorosła, zaręczono ją z królewiczem sąsiedniego państwa. Nadszedł czas ślubu i królewna miała ruszyć za granicę. Wówczas matka spakowała jej wiano, składające się z wspaniałych rzeczy, ozdób i klejnotów. Wyprawa była nader bogata, bo matka kochała swoją córkę. Dodała jej za towarzyszkę służebną i poleciła, by dowiozła szczęśliwie swą młodą panią do narzeczonego. Każda dostała konia, koń zaś królewny zwał się Falada i umiał mówić. W chwili rozstania, matka udała się do sypialni, wzięła nóż, zacięła się w palec i otarła krew chustką, tak że powstały na niej trzy plamki czerwone. Potem wręczyła chustkę córce i powiedziała:
— Drogie dziecko, zachowaj to dobrze, bo w drodze przyda ci się.
Pożegnały się czule, królewna schowała w zanadrze chustkę matki i siadłszy na koń, pojechała do narzeczonego. Jechały wraz ze służebną przez godzinę, a królewnie zachciało się pić.
— Zejdź z konia, — powiedziała służebnej — i nabierz wody w kubek z tamtego oto strumienia.
— Jeśli ci się chce pić, królewno, — odparła zła służebnica, — to idź sama, uklęknij nad wodą, i pij. Ja ci służyć nie będę!
Dręczona wielkiem pragnieniem, zeszła królewna z konia i napiła się wody. Potem zaś westchnęła:
— O Boże!
A trzy krople krwi odpowiedziały:
— Serce twej matki pękłoby, gdyby o tem wiedziała.
Królewna była pokorna i cicha, toteż nie gniewała się, ale spokojnie dosiadła swego konia i pojechały dalej.
Dzień był upalny, słońce dogrzewało. Znalazły się niebawem nad rzeką, a królewna powtórzyła:
— Zejdź z konia i podaj mi wody w złotym kubku.
Tak mówiła łagodnie, bo dawno odwykła od ostrych słów. Ale służebna odparła jeszcze butniej:
— Jeżeli cię pragnienie pali, królewno, to pij sama! Ja ci służyć nie myślę!
Znowu zsiadła królewna, uklękła nad wodą i napiła się. Potem znów westchnęła;
— O Boże!
A trzy krople krwi odpowiedziały:
— Serce twej matki pękłoby, gdyby o tem wiedziała.
Królewna, pijąc z rzeki, pochyliła się nisko, a chustka wypadła jej z zanadrza i popłynęła z prądem, czego nie spostrzegła wcale.
Służebna jednak zobaczyła, co się stało i rozradowała się bardzo. Miała ona teraz władzę nad królewną, która, zgubiwszy trzy krople krwi matczynej, stała się bezsilną i słabą.
Królewna chciała z powrotem dosiąść swego konia, ale służebna krzyknęła ostro:
— Nie tobie jeździć na Faladzie! Ja jej dosiędę, ty zaś wsiąść musisz na moją szkapę!
Królewna musiała się z tem zgodzić.
Potem służebna kazała jej zdjąć królewskie szaty, wzięła je, zaś królewnie dała swą odzież. Ponadto kazała królewnie przysiąc, że nie powie o tem, co zaszło, nikomu na królewskim dworze. Zagroziła też, że ją zabije, gdyby nie dotrzymała przysięgi. Falada jednak widziała i słyszała wszystko.
Służebna dosiadła Falady, zaś królewna lichego konia i tak dojechały do królewskiego zamku. Zapanowała tam wielka radość z powodu przybycia narzeczonej, królewicz wybiegł i zdjął z konia służebnę, sądząc, że to jego ukochana, potem zaś zaprowadzono ją do pałacu po wspaniałych schodach. Prawdziwa zaś królewna została sama na dole. Dostrzegł ją stojącą w podwórzu przez okno stary król i zauważył, że jest piękna, delikatna i zgrabna. Spytał też narzeczonej syna, co to za dziewczyna, która stoi na dole.
— Wzięłam ją sobie po drodze do towarzystwa, — odparła. — Dajcie jej jaką robotę, by nie próżnowała.
Stary król nie miał żadnej roboty dla dziewczyny, ale po namyśle rzekł:
— Mam jednego małego chłopca, który pasie gęsi. Niechże mu pomaga.
Chłopakowi na imię było Jaś i jemu to musiała odtąd pomagać królewna.
Niedługo potem powiedziała fałszywa narzeczona.
— Drogi narzeczony mój! Uczyń mi przysługę!
Odparł, że wszystko chętnie zrobi.
— Zawołaj oprawcę i każ uciąć głowę koniowi, na którym przyjechałam, gdyż zezłościł mnie bardzo w ciągu drogi.
Bała się, że Falada powie, co uczyniła z królewną.
Gdy tak się miało stać, doszło do uszu królewny, że biedna Falada skazana jest na śmierć. Dała ona tedy potajemnie oprawcy pieniądz wzamian za pewną przysługę. W mieście była ciemna brama, przez którą musiała codziennie przechodzić z gęsiami. Poprosiła więc oprawcę, by w tej bramie przybił głowę nieszczęsnej Falady. Chciała widywać w ten sposób ulubionego konia jeszcze przez czas jakiś. Oprawca uczynił wedle jej woli.
Gdy rano pędziła wraz z Jasiem gęsi na paszę, powiedziała do głowy, przechodząc obok niej:
— Wisisz tu, biedna moja Falado!
A głowa odpowiedziała:
— O, biedna królewno moja! Musisz teraz chodzić boso! Serce twej matce by pękło, gdyby o tem wiedziała!
Królewna poszła dalej z gęsiami potulnie, a gdy znalazła na łące, usiadła i rozplotła włosy. Były piękne, złociste i spodobały się Jasiowi, tak że chciał kilka wyrwać dla zabawy.
Królewna powiedziała:

— Wiej wietrzyku, wiej!
Zdejm Jasiowi czapkę z głowy,
Niech pogoni za nią w dal,
Aż zaplotę włosy
I uczeszę się.

Zerwał się silny wicher i porwał Jasiowi czapkę, tak że musiał za nią gonić długo, po całej łące. Gdy wrócił, była już uczesana i nie dostał ani jednego włoska. Rozgniewał się, przestał z nią rozmawiać i tak, w milczeniu paśli gęsi do samego wieczora, potem zaś wrócili do domu.
Nazajutrz, przechodząc bramą, znowu powiedziała królewna:
— Wisisz tu, moja biedna Falado!
A głowa odrzekła:
— O, biedna królewno moja! Musisz teraz chodzić boso! Serce twej matki by pękło, gdyby o tem wiedziała!
Na łące usiadła znowu, zaczęła czesać włosy, a Jaś chciał jej wydrzeć kilka, bo błyszczały jak złoto. Królewna powiedziała, jak poprzednio:

— Wiej wietrzyku, wiej!
Zdejm Jasiowi czapkę z głowy,
Niech pogoni za nią w dal,
Aż zaplotę włosy
I uczeszę się.

Powiał wicher, zerwał Jasiowi czapkę, a gdy nauganiawszy się za nią po łące, wrócił, była już dawno uczesana i nie dostał ani jednego włoska. Paśli gęsi aż do wieczora, a potem wrócili do domu.
Rozgniewany Jaś stanął przed starym królem i rzekł:
— Nie chcę paść gęsi z tą dziewczyną!
— Czemużto? — zapytał król.
— Gniewa mnie ciągle i robi mi na złość!
Król kazał mu opowiedzieć wszystko, a Jaś rzekł:
— Rozmawia, gdy rano mijamy ciemną bramę, z końską głową, która tam wisi.
Mówi do niej:
— Wisisz tu, moja biedna Falado.
A głowa na to:
— O, biedna królewno moja. Musisz teraz chodzić boso. Serce twej matce by pękło, gdyby o tem wiedziała.
Opowiedział także, co się dzieje na łące i że musi ciągle biegać za czapką.
Król kazał mu następnego dnia znowu wypędzić gęsi, sam zaś ukrył się w ciemnej bramie i usłyszał rozmowę królewny z końską głową. Potem schował się na łące w krzakach i niebawem na własne oczy ujrzał królewnę i chłopca pasących gęsi.
Zobaczył też włosy złociste, które czesała, oraz usłyszał, jak mówi do wiatru:

— Wiej wietrzyku, wiej!
Zdejm Jasiowi czapkę z głowy,
Niech pogoni za nią w dal,

Aż zaplotę włosy
I uczeszę się.

Zawiał wiatr, Jaś musiał znowu gonić po łące czapkę, królewna plotła warkocze, a król widział wszystko. Potem król odszedł potajemnie, gdy zaś gęsiarka wróciła wieczorem do domu, wziął ją na stronę i spytał, czemu robi to wszystko.
— Nie mogę tego powiedzieć, — odparła. — Nie mogę użalić się nikomu, bo złożyłam przysięgę, a łamiąc ją, straciłabym życie.
Nalegał i nie dawał jej spokoju, ale nie sposób było nic z niej wydobyć. Rzekł tedy:
— Jeżeli nie chcesz mnie powiedzieć, to powiedz temu oto kominkowi w sali.
Tak rzekł i wyszedł, królewna zaś uklękła pod kominkiem, zaczęła płakać i użalać się i wyrzekać.
— Oto jestem opuszczona, — mówiła — mimo, żem córka królewska. Fałszywa służebna zmusiła mnie przemocą zdjąć szaty królewskie i zajęła moje miejsce przy królewiczu. Ja zaś muszę paść gęsi i chodzić boso. Serceby pękło matce mojej, gdyby o tem wiedziała.
Tak mówiła, a stary król, ukryty obok kominka, słyszał wszystko. Gdy skończyła, kazał jej wstać, odział ją w królewskie szaty i zdumiał się na widok jej piękności. Przywołał też zaraz syna i objawił mu, że ma fałszywą żonę, służebnę tylko, prawdziwa zaś jest ta, która była dotąd gęsiarką.
Królewicz uradował się wielce widząc, jak jest piękna i cnotliwa. Zastawiono wspaniałą ucztę i sproszono wszystkich przyjaciół i znajomych. Na pierwszem miejscu zasiadł królewicz, po jednej stronie mając prawdziwą królewnę, po drugiej zaś służebnę. Służebna była tak zaślepiona, że nie poznała królewny we wspaniałe przybranej szaty. Gdy zjedzono i wypito wszystko i biesiadnicy byli weseli, przedłożył stary król służebnej zagadkę do rozwiązania, pytając, co należy uczynić osobie, któraby tak a tak postąpiła ze swą panią. Opowiedziawszy cały tok rzeczy, spytał jej o wyrok.
Fałszywa królewna odparła:
— Trzeba ją rozebrać do naga, wsadzić w beczkę wybitą ostremi gwoździami, do beczki zaprząc dwa białe konie i pędzić ulicami, dopóki nie umrze z upływu krwi.
— Ty jesteś ową osobą! — zawołał król. — Wydałaś sama wyrok na siebie i tak ci się stanie!
Po wykonaniu wyroku ożenił się królewicz ze swoją rzeczywistą narzeczoną i oboje królowali długo i szczęśliwie.





Zobacz też


Przypisy

  1. Przypis własny Wikiźródeł Baśń znana jest także pod tytułami Gęsiareczka, O Księżniczce Gęsiarce.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Bracia Grimm i tłumacza: Franciszek Mirandola.