Królewicz-żebrak/XXVII

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Mark Twain
Tytuł Królewicz-żebrak
Podtytuł Opowiadanie historyczne
Data wydania 1902
Wydawnictwo Księgarnia Ch. J. Rosenweina
Drukarz W. Thiell
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały tekst jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały tekst jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Indeks stron


XXVIII.

Pierwsze czyny Toma.

Mówiliśmy powyżej o smutnych przygodach biednego prawdziwego króla Edwarda, jak jeden lekkomyślny krok w życiu przypłacił całem przejściem przez osty i ciernie, jak wreszcie odnalazłszy swego wiernego, sercem całem oddanego sobie druha, wraz z nim dostał się do więzienia.
W tymże samym czasie inny, a nie prawdziwy król, Tomasz Canty, zaczynał powoli oswajać się z trybem życia królewskiego, który zaczął mu jakoś przypadać do gustu.
Powoli przestawał się lękać magnatów i znakomitości, jakiemi był otoczonym. Za pośrednictwem poufnego swego Marlofa wiedział o wszystkiem, o czem tylko chciał wiedzieć, co widząc dworzanie cieszyli się, mówiąc: iż królewicz pamięć odzyskiwać poczyna, a tem samem i choroba przechodzi.
Nie było również dla Toma obojętnem, kładzenie go do snu wieczorem i ubieranie rano. Sprawiało mu również przyjemność, gdy otoczony tłumem dworzan, szepczących pomiędzy sobą: „baczność, królewicz, król nadchodzi!“ szedł na obiad z towarzyszącymi sobie magnatami.
Lubił Tom również zasiadać na tronie królewskim i przyjmować ztąd różnych posłów zagranicznych.
Mimo, że uległ on zmianie pozornej, zewnętrznej, że przepadał za co raz to nowem ubiorem, coraz to nowem strojem, serce jednak pozostało toż samo, zacne, poczciwe, szlachetne. Dzielnie bronił zawsze maluczkich upośledzonych, nie pozwalając nigdy w niczem ich pokrzywdzić.
Ostrej jego mowy i śmiałych zapatrywań lękali się lordowie.
Pierwszych dni i nocy niejednokrotnie Tom myślą po kilkanaście razy dziennie powracał do Edwarda. Dziwiło go nie mało zniknięcie księcia i gorąco pragnął jego powrotu co rychlej. Niestety jednak, dni przechodziły za dniami, Edward nie powracał, a Tom coraz bardziej zapominał o Edwardzie.
Ten sam los spotkał matkę i siostry Edwarda, o których zwolna zaczął zapominać.
Z początku tęsknił co prawda za niemi bardzo, monitowany jednak i wyśmiewany w tym względzie, Tom zapanował jakoś po nad swemi wspomnieniami, przestawszy wreszcie mówić zupełnie tak o matce swej, jak też i o siostrach zarówno.
19 Lutego, o północy, Tom Canty usypiał najspokojniej na królewskiem złotogłowiu, strzeżony przez najbardziej oddane mu sługi, on najszczęśliwszy, który już jutro królem obwołanym zastanie.

O tejże samej porze, biedny Edward, wynędzniały, głodny, wycieńczony, zgubił na moście jedynego swego towarzysza. Tłum, w środek którego chłopczyna dostał się przypadkowo, powlókł go z sobą do opactwa Westminsterskiego, gdzie robotnicy kończyli przygotowania do jutrzejszej koronacyi.






Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Samuel Langhorne Clemens.