Królewicz-żebrak/XX

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Mark Twain
Tytuł Królewicz-żebrak
Podtytuł Opowiadanie historyczne
Data wydania 1902
Wydawnictwo Księgarnia Ch. J. Rosenweina
Drukarz W. Thiell
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron


XX.

Królewicz przed sądem.

— Uspokój się i licz na mnie drogi królu, wszystko będzie w porządku! — wyszeptał Mayles do ucha króla.
Tu zbliżył się agent policyjny, który położył rękę na ramieniu Edwarda, co znaczyło, iż woła go do sądu. Mayles zawołał:
— Proszę cię, nie ruszaj mi chłopca! Sam pójdzie, upewniam. Ty idź naprzód, a my pójdziemy za tobą!
Agent policyjny szedł naprzód z kobietą niosącą przedmiot skradziony, Mayles wraz z królem, otoczeni tłumem dążyli po za niemi.
Na wybuchy królewskie gniewu, Mayles tłumaczył Edwardowi:
— Zastanów się proszę choć chwilę. Sam wydajesz nam prawa i chcesz by je wypełniano i szanowano. Jak więc sam możesz tych praw nie spełniać?
Król odrzekł:
— Masz racją. Nie powiem więcej ani słowa. Ja król pokażę, że trzeba prawo szanować!
Gdy przyprowadzono ich do sędziego, kobieta zeznała, że mały włóczęga ukradł jej węzełek. Nikogo w tej chwili, prócz niej, nie było na ulicy.
Gdy rozwiązano węzełek ujrzano w nim tłustego wypasionego wieprzaka. Sędzia posmutniał, Mayles pobladł jak płótno, wiedział bowiem dobrze, jaka kara chłopcu zagraża.
Sędzia myślał przez chwilę, wreszcie zapytał poszkodowaną:
— Na ile oceniasz tego wieprzka?
— Półtora rubla. Mówię tyle tylko, co mnie samą kosztuje.
Sędzia obrzucił wzrokiem po zebranych. Zawoławszy policjanta, zawołał:
— Wyprowadzić ich i zamknąć drzwi!
Tłum wyprowadzono ze sali. Pozostali jedynie agenci, oskarżony, oskarżająca i Mayles.
Mayles zrozpaczony stał jak skamieniały. Krople zimnego potu występowały mu na twarz, spływając po twarzy.
Sędzia przemówił do kobiety:
— Oszczędź biednego chłopca. Głód doprowadził go do tego, co zrobił. Sama wiesz najlepiej, jakie to dziś czasy nastały dla ubogich. Spójrz na twarzyczkę chłopca. Nie wygląda na złodzieja. Wiesz jak surowe prawa istnieją u nas za kradzież. Kto skradnie rzecz droższą po nad rubla, powieszonym zostanie!
Edward posłyszawszy to, drgnął pomimowoli. Prawo to zadziwiło i przeraziło go zarazem. Zapanował jednak jak mógł nad sobą, jak to przyrzekł był Maylesowi.
Kobieta nie była w możności wytrzymać dłużej. Trzęsąc się cała, jak szalona poskoczyła ku sędziemu.
— Boże mój, Boże! — wołała — com ja narobiła najlepszego! Ja niechcę, aby przezemnie miano powiesić chłopczynę. Błagam, wybaw mnie panie sędzio od tego nieszczęścia... poradź, co mam robić?..
— Możesz jedynie — rzekł sędzia — ocenić stratę jako mniejszą od rubla, dopóki jeszcze pretensya twoja wniesioną do protokułu nie została.
— A więc przez Boga! — wołała kobieta — zapiszcie wartość dwudziestu kopiejek, przynajmniej go nie powieszą i sumienie moje tak ciężkim grzechem obciążonem nie będzie!
Zapomniawszy z nadmiaru szczęścia, gdzie się znajduje, Mayles, podbiegłszy do króla, rzucił mu się w objęcia, ściskając i całując.
Kobieta podziękowawszy sędziemu, wyszła, wraz ze swym zawiniątkiem.
Odczytano wyrok. Edward został skazanym na siedmiodniowy areszt i rózgi.
Usłyszawszy to, król, omało nie wybuchnął gniewem, powstrzymały go jednak gesta Maylesa, wskutek których w jednej chwili zapanował nad sobą.
Mayles wziął króla za rękę, poczem agent policyjny poprowadził ich do więzienia. Zaledwie wyszli na ulicę, król wyrwał rękę, gniewnie wołając:
— Cóż to, czy myślisz że ja pójdę do więzienia?

Mayles nachyliwszy się do ucha szepnął:
— Słuchaj mnie i zamilcz na Boga, w przeciwnym razie, zepsujesz wszystko. Cierpliwość i ufność w Bogu. Jakoś to będzie!





Przypisy


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Samuel Langhorne Clemens.