Królewicz-żebrak/VI

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Mark Twain
Tytuł Królewicz-żebrak
Podtytuł Opowiadanie historyczne
Data wydania 1902
Wydawnictwo Księgarnia Ch. J. Rosenweina
Drukarz W. Thiell
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały tekst jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały tekst jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Indeks stron


VI.

Rozkazy nędzarza.

Orszak strojnych dworzan przywiódł Toma do wspaniałej sali. Gdy usadzono go na królewskim tronie, Tom spostrzegł mnóstwo znakomitości, stojących przed sobą. Pomimo, iż prosił, aby usiedli, podziękowawszy skinieniem głowy, stali dalej, nie ruszając się z miejsca. Tom ponowił swą prośbę. Hartford szepnął mu na ucho:
— Nie proś ich o to, milordzie, to nie wypada, dworzanom nie należy siedzieć obok króla.
Kamerdyner dworski zameldował lorda Johna, który wszedłszy, złożył ukłon głęboki.
— Król przysyła mnie tu — zaczął — w bardzo ważnej sprawie, której wyjawić nie mogę wobec wszystkich, zatem Wasza Królewska Mość raczy oddalić wszystkich, prócz lorda Hartforda.
Tom nie wiedział w jaki ma sposób znaglić obecnych do wyjścia. Wtedy lord Hartford szepnął z cicha, że w tym celu wystarczy księciu uczynić ruch ręką, co gdy zrobił, obecni w jednej chwili oddalili się.
— Król rozkazuje — przemówił lord John — ażeby książę do czasu wyzdrowienia swego ukrywał swoją chorobę, następnie zabrania księciu, by mówił przedkimkolwiek o swojem żebraczem jakoby pochodzeniu i poprzedniem swojem ubóstwie, jakie nigdy miejsca nie miało. Książę w każdej chwili pamiętać winien, iż jest księciem krwi, synem króla Anglii. Jeżeli książę zapomniał o swych królewskich latach dziecięcych, lepiej niech milczy, a nie okazuje zbłąkania swych myśli, jeżeli książę zapomniał form dworskiej etykiety, co mówić i czynić mu należy, niech zapyta o to lorda Hartforda lub mnie lorda Johna. My właśnie przez króla zostaliśmy wybranymi na doradców dla księcia. Oto ścisły rozkaz królewski, który mi zakomunikować polecono.
— Skoro król tak rozkazał, — rzekł Tom z pokorą — stanie się podług woli jego. A teraz, pozwólcie mi, milordzie, pójść wypocząć w jakim zakątku.
— Dobrze! — rzekł lord Hartford — słuchamy waszą książęcą mość, ty rozkazujesz, my wypełniamy!
Lord Hartford zadzwonił. Wszedł jeden z dygnitarzów i powiódł Toma do dalszych sal. Gdy Tom wyciągnął rękę po kubek z wodą, paź pochwycił kubek i postawił go na złotej tacy, poczem, przyklęknąwszy na jedno kolano, podał napój mniemanemu księciu.

Tom zmęczony usiadł i zaczął zdejmować obuwie. Inny paź, również wspaniale ubrany przyklęknął na jedno kolano i zdjął mu buciki. Jednem słowem do czego się Tom nie zabrał, wszystko zań zrobili paziowie. Znużony rzucił się na kanapę, aby odpocząć. Główka jego przepełniona była myślami, pokój pełen paziów. Tom zapomniał był wydać rozkazów odejścia, bez którego słudzy królewscy ruszyć się nie śmieli.






Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Samuel Langhorne Clemens.