Król Husytów/VI

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Wincenty Rapacki
Tytuł Król Husytów
Wydawca Kasa przezorności i Pomocy Warszawskich Pomocników Księgarskich
Data wydania 1913
Druk Tłocznia L. Bogusławskiego
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
VI.

W Łobzowskim zamku mieszkała młodziutka córka Jagiełłowa Jadwiga.
Jest to dzieweczka lat 15. Z rysów przypomina bardzo babkę swoją, córkę Kazimierza Wielkiego, Annę, odsądzoną od tronu polskiego i wydaną za Grafa Cylejskiego Wilhelma. Była to pani niepospolitej piękności, a przecie urodziła córkę brzydką. Z tą to córką, także Anną, za namową panów polskich, po śmierci pierwszej swojej żony, niezapomnianej pamięci Jadwigi, ożenił się Jagiełło. Chciano tym sposobem nagrodzić krzywdę Piastowej córce, tembardziej, że Jagiełło zamierzał opuścić tron i wrócić na Litwę, utrzymując, że po śmierci Jadwigi nie ma już prawa panować Polsce.Dano mu tedy ową Annę, jako spadkobierczynią po Jadwidze.
Rok cały wahał się Litwin, czy poślubić brzydką pannę. Przez ten czas hrabianka Cylejska nauczyła się dobrze mówić po polsku, pozbyła się niemieckich obyczajów, a przyswoiła nasze i przecież tak umiała zjednać sobie Jagiełłę, że ją wreszcie pojął za żonę.
Bywa to, że natura, gdy ujmie w jednem, wynagrodzi sowicie w drugiem, bo pani ta, acz nie świeciła urodą jak jej siostra, osławiona Barbara, żona cesarza Zygmunta, ale w przymiotach umysłu i serca nie miała sobie równej.
Z tej to Anny Cylejskiej urodziła się królowi córka Jadwiga. Matka osierociła ją w ósmym roku.
Smutne bywały zawsze dole tych cór królewskich: oddawano je w małżeństwo, jako zakład politycznego związku, albo usuwano w interesie dynastycznym, jak się to stało z babką naszej bohaterki. Wypchnął ją król Lois węgierski za hrabiego Cylli, aby zapewnić tron swoim córkom.
Malutka księżniczka już w piątym roku zaręczoną została Fryderykowi, również młodemu synowi księcia brandenburskiego.
Starał się również o nią Bogusław, książę Pomorski. Była nawet świadkiem turnieju, odbytego na jej cześć przez obu zapaśników, gdzie zwycięstwo odniósł młody Brandenburczyk. — Chłodno przyjęła ten hołd i z obojętnym uśmiechem uwieńczyła swego narzeczonego.
I tak ani jedna, ani druga strona nie myślała o skojarzeniu stadła.
Chociaż księżniczka na wypadek śmierci ojca miała sobie przyrzeczony tron polski, gdyby Jagiełło nie zostawił potomka, Brandenburczyk jednak odkładał, bo w paktach przedślubnych powiedziano, że ma pomagać królowi w wojnie przeciwko Krzyżakom.
Dzięki tym układom, Jadwiga rosła sobie w gronie swoich służebnych panien, żyjąc wspomnieniem swej matki, bo macocha Elżbieta nie troszczczyła się o nią wcale. Prrzebywała tu prawie ciągle — brano ją tylko czasem podczas świąt, albo jakich uroczystości dworskich. Zamek łobzowski i jego otoczenie całym jej były światem.
Marcin z Żórawic miał obowiązek odwiedzać ją często i czuwać nad jej zdrowiem. Bywał on też tu prawie codziennym gościem, zwłaszcza w letnich miesiącach, wraz z żoną.Pani Elżbieta umiała sobie tak zjednać ochmistrzynię księżniczki, Katarzynę Zarembową, że miała do Jadwigi wolny przystęp, z czego ta uradowaną była niezmiernie, bo przylgnęła do Czeszki całą duszą.
Ta Elżbieta umiała rozbudzić w młodem, a już smutnem serduszku księżniczki ochotę do życia i uciech. Chodziła z nią po wsi i rozmawiała z ludem, za co ją gromił surowo mistrz Marcin, utrzymując, że tak wysoko położonym osobom nie należy wglądać w sprawy pospólstwa. Elżbieta zbiła go paru słowami, mówiąc, że pradziad księżniczki był królem chłopków.
Rada też przestawała z ludem ta prawnuczka Kazimierza. Zaglądała do chat niby promień słoneczny, co rozprasza ponure cienie ich smutnego życia. Lud miał świeżo w pamięci jej imienniczkę i krewną, która tyle dobrodziejstw im sypała, błogosławił więc córce Jagiełły.
Mądra Czeszka obznajomiła Jadwigę z tem wszystkiem, co się dzieje w jej ojczyźnie, a takim sympatycznym ogniem ogrzać umiała swoich ziomków, że młoda księżniczka polubiła ich szczerze.
Wśród takiej to rozmowy nadjechał w odwiedziny do kuzynki książę Korybut. Jadwiga poznała go przed trzema laty, gdy była z ojcem w Wilnie. Piękny młodzian podobał się dziewczynce, bo ją bawić umiał, wyniosła też z owego czasu wspomnienie radości dziecinnej.
Gdy dziś ujrzała owego Korybuta, tak odmiennym, poważnym, pokraśniała zawstydzona.Młody książę znów, zakłopotany, skłonił się i bąknął niewyraźnie powitanie, bo nie spodziewał się, że z owej dziewczynki zrobi się tak udatna dziewica.
Czeszka przypatrywała się obojgu ciekawie.
Jadwiga pierwsza przerwała dość długie milczenie.
— Słyszę, braciszku, żeście tu już od dwóch tygodni i dziś dopiero raczyliście przypomnieć sobie, że żyję.
— Czekałem na powrót Jego Kr. Mości, aby mieć pozwolenie odwiedzenia was.
— Czyżby przyjść bratu, powitać siostrę, aż przyzwolenia ojca na to trzeba? — Powiedźcie raczej, że nie ciekawi byliście zobaczyć owego niedorostka, co wam tyle trudu zadawał.
Książę zmięszał się mocno, bo Jadwiga jak gdyby czytała w jego sercu.
— Widzicie, co to czas wyrabia z nami, z owego niedorostka wyrosła dziewczyna, która zachowała zawsze o was czułą pamięć.
— Co prawda, tom się nie spodziewał zastać was już taką.
— Jaką? — pochwyciło dziewczę z żartem.
— Taką, jak jesteście. — Piękną nad podziw i tak...
Tu zaciął się.
— I tak rozumną, — dorzuciła żywo Elżbieta.
— Do rozumu mi daleko, — odparła skromnie. — Wy to jesteście rozumem wcielonym.Czy uwierzycie, że od pani Marcinowej więcej się nauczyłam, niż od mistrza Glogiera. A jakie zacne serce u tej kobiety.
— Racz mnie tak nie chwalić, Wasza Wysokość, bo gotowam naprawdę pomyśleć, żem dobra i rozumna.
— Kiedy to wam z oczu patrzy — odezwał się Korybut. — Wasz mąż umiał sobie znaleść godną połowicę.
— Oh, ci uczeni. Wiedzą, co w księgach, ale nie wiedzą, co w świecie i w ludziach.
— A wszakże w księgach cała mądrość ludzka zawarta — rzekła Jadwiga.
— To oni tak prawią, a ja mówię inaczej. Komu Pan Bóg rozumu nie da, ten go w księgach nie znajdzie.
— Już widać tak być musi, kiedy mówicie, choćbym chciała, to nie potrafię wam przeczyć.
— To nie dobrze. Racz Wasza Wysokość zadać kłam memu twierdzeniu, ja się za to nie będę gniewać.
— Ja wam kłam zadać? Nigdy! Powiedziałam to tylko przez chęć przeciwienia się — nic więcej.
Korybut przysłuchiwał się tej rozmowie, nie spuszczając z oka Jadwigi. Wydała mu się uroczem zjawiskiem, o jakiem nie zamarzył nigdy. Milczał, nie mogąc znaleść słów równie rozumnych, jak te, które obie wygłaszały.
— Książę patrzy w Waszą Wysokość, jak w cudowny obraz i radby może pomodlić się — to jam tu nie potrzebna. Wrócę, jak mnie przyzwiecie.
I wymknęła się szybko z komnaty.
— Dobra i rozumna kobieta — rzekł młodzieniec z ożywieniem. — Jeżeli wszystkie Czeszki do niej podobne, to naród błogosławiony.
— O tak, to naród zbratany z naszym, bo z jednego pnia słowiańskiego wyroślim. I co powiecie? Ten naród pragnie się do nas przygarnąć, a my go haniebnie odpychamy.
— Co wy mówicie?
— Nie wiecież, że ojcu ofiarowano koronę czeską?
— I on jej nie przyjął?
— Nie dał dotąd odpowiedzi. A to już słyszę drugie poselstwo o toż samo przybywa.
— Pozwólcie się spytać... Skąd macie te wieści?
— Wiem o wszystkiem od niej.
— Dziwna kobieta.
— Oh, gdybyście wiedzieli, jak ona miłuje swoją ziemię, a jak nienawidzi Niemców, odwiecznych wrogów słowiańskiego plemienia. Mówi, że Polska złączona z Czechami potrafiłaby ich trzymać w uległości i prawa im stanowić.Pomyślcie, ileby to sławy przyniosło mojemu ojcu. Polska stałaby się najpotężniejszem królestwem w świecie całym. Wszystkie mocarstwa hołdby nam składały.
Mówiła to z taką siłą, że rumieniec okrasił jej piękną twarzyczkę.
Kniaź coraz bardziej zdumiony rzekł wreszcie:
— Nie spodziewałem się nigdy usłyszeć tego z ust waszych. Wszak rękę twoją przyrzeczone księciu Brandenburskiemu.
— To i cóz? Jeżeli mnie pojmie, będzie musiał czynić tak, jak jabym czynić chciała.Ale nie wiadomo jeszcze, czy w wyrokach bożych tak stoi.
— Czy wiecie, że nową macochę mieć będziecie?
— Któż nią?
— Mówią o Sońce.
— Sońka moją macochą?
Pobladła i zamyśliła się głęboko.
— Sońka tak młoda, tak przewrotna.
— Czy wam tem przykrość wyrządziłem?
— Mnie? Przywyknę. Miałam jedną macochę, mieć będę drugą. Ale ojciec już tak wiekowy, a Sońka tak młoda.
— Stryj Witold to kojarzy.
— Stryj Witold to mąż rozumny. Musi mieć w tem swoje racye. Ale mój kochany ojciec. Nie daj Bóg, ale... aby mu to małżeństwo gorzkich owoców nie przyniosło.
Dziewica mówiła to jakby natchniona. Sieroctwo wcześnie kształtuje głowę i serce. Osamotniona snuła zwykle z swej głowy myśli, które zdumiewały dojrzałością. Ludzie się dziwili, słysząc ją mówiącą.
Chcąc rozegnać wreszcie smutne myśli, odezwała się z uśmiechem:
— Mam nadzieję, że będę was częściej widywać. Nie zechcecie unikać mego widoku, tak, jak to dotąd bywało.
— Jadwigo — odrzekł książę nieco wzruszony. — Bóg mi świadek, jak wstydzę się mego postępku. Tak, prawda, wyście słusznie rzekli, żem unikał spotkania z wami, bom was rozumiał zastać dzieckiem. Przybyłem tu smutny i zgnębiony, bo dusza moja łaknie czynów. Cóż za otuchy, czy pokrzepienia mógłbym oczekiwać od dziecka?., a dziś... dziś poję się waszym widokiem i słucham słów waszych z uwielbieniem. Pozwól mi siostrzyczko swojej rączki. Tak — teraz zbliż swą główkę. Tym braterskim pocałunkiem ślubuję ci wieczną miłość. Czy mi wierzysz?
— O tak wierzę. Tyś mąż prawy i szlachetny. Takiegom cię już poznała w wileńskim zamku i takiegom widziała zawsze w marzeniach moich. Oh, bo ja mam swój świat, świat taki piękny, podobny trochę do tego, o jakim nam piastunki prawią, ale stokroć piękniejszy. Ty w tym świecie byłeś zawsze dla mnie wielkim bohaterem... i da Bóg, że nim zostaniesz na jawie.
— A gdy zostanę nim — wszystkie moje trofea i zdobycze złożę u drobnych stóp twoich Jadwigo.
— Pamiętaj!
I dwie te piękne postacie oplotły się ramiony.
Weszła ochmistrzyni z zapytaniem, czy książę zostanie na wieczerzę.

Młodzieniec skłonił głowę za całą odpowiedź... i znów poczęli ten nieśmiertelny duet tak podobny we wszystkich czasach, a taki świeży zawsze.




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Wincenty Rapacki (ojciec).