Kowno

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania

KOWNO.

A oto mgliste Kowno — u rzecznych wybrzeży
Starożytnych kościołów basztami się jeży.
Na starem jego czole, długich wieków zmianą,
Rozmaite i długie dzieje popisano,
Nad tą basztą kamienną, co w ruderach sterczy,
Duch Kiejstuta z krzyżakiem toczy bój morderczy;
W kipiących nurtach Niemna — dziś jeszcze szeleści
Piosenka wajdeloty albo jęk niewieści;
Nad świątynią Perkuna, w obłokach, w oddali,
Niewidzialna kapłanka święty ogień pali;
A u stromych wybrzeży, śród lipowych gai
Syczą węże święcone... Krucygier się czai...
Brzęcząc robocza pszczółka piosenkę swobody,
Zgartywa pyłek z kwiatów na ofiarne miody.

Po rozhulanym Niemnie, litewską wiciną,
Chleby żytnie i pszenne poza morze płyną;
Przeminęły szczęśliwie kamienne przeszkody,
Długiem wołaniem flisa rozległy się wody;
Odbijają od brzegów mielistych krawędzi
I wesoła wicina do Bałtyku pędzi.
Dumna — bo dla zgłodniałych wiezie dary zboża;
Ufna, bo na jej maszcie jest Opatrzność Boża.

Ho, ho! tak hardo głowy wznosić się nie godzi:
Wszak ty płyniesz do Niemców, palemońska łodzi!
Nieraz ich nakarmiłaś w wygłodniałej chwili
I nieraz ci kamieniem za chleb zapłacili.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Ludwik Kondratowicz.