Po świętach! — Od łez modlitewnik splamiony: JuzJużesrog wyschnięty, już namiot zniesiony:
Powiędły już liście — niedawne zielone,
I palmę zamarłą ciśnięto na stronę;
Zdeptana gałązka na ziemi widnieje:
Kochany mój, oto są twoje nadzieje!
To leżą powiędłe marzenia świetliste,
To leżą zdeptane radości twe czyste:
Wymarły tu leży świat szczęścia uroczy,
Za którym stęsknione gonily twe oczy: —
To pragnień twych, twojej miłości jaśń złota:
Tu wierny nasz obraz swojego żywota!
Liść gnije — czas kończy zniszczenia już dzieło;
Po wszystkiem — a nie wie nikt, skąd się to wzięło;
Już esrog wywietrzał, już palma złamana,
Służący bóżniczny wymiata je zrana...
Wiatr wionął — i, jakby lecąca w dal strzała,
Z przed oczu nam piękność tak w dal uleciała...
Przychodzę k’wam z krainy muz wspaniałej:
Ów cudny kraj odmienne świty piększą —
Tam zużył Bóg swój gienjusz, rozum cały,
Potęgi swej zostawił część największą.
Tam błogo mi, tam ma siedziba główna-główna —
Swobodnie pierś oddycha, dusza marzy:
Tam żaden król mi ziemski nie dorówna,
I dumnie tam z największych drwię mocarzy!
Tam moją skroń korona zdobi złota,
A ciało me anielska tuli szata:
Tak cudne są, że ludzka ich istota
Nie kupi tu za żadne skarby świata!
Gdy tylko chcę — nadziemskie pieśni śpiewa
Słoneczny krąg, srebrzysty sierp księżyca:
A nieba strop tonami się zalewa,
I ucho me upaja i zachwyca.
Gdy pragnę śnić, wyłania się, jak z toni, —
Ramiona z drzew zwracając do mnie swoje —
Cienisty las, barw pełen, dźwięków, woni:
Wstępuję weń i marzę tam i roję.
W krainę śnień świetlanych się unoszę
I snuję tam fantazji nić subtelną:
Polotu jej słodycze i rozkosze
Człowieczą pierś stępiłyby śmiertelną.
Gdy dusza ma uciechy jest już syta,
I ból i jęk pociąga ją i mami, —
Na ziemski glob mnie dłoń prowadzi skryta,
I z wami się zalewam tutaj łzami.
Gdyż wszędzie tu — na nędznym ziemskim głobieglobie,
Króluje ból i zgrzyty i rozpacze,
A ludzki śmiech — to śmiech zmarłego w grobie: —
Więc pośród was jedynie łkam i płaczę!