Przejdź do zawartości

Koniec świąt

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
<<< Dane tekstu >>>
Autor Morris Rosenfeld
Tytuł Koniec świąt
Pochodzenie Antologja poezji żydowskiej
Redaktor Samuel Hirszhorn
Wydawca Bracia Lewin-Epstein i S-ka, Warszawa, Gęsia 5
Data wyd. 1921
Druk Drukarnia Lewin-Epstein, Warszawa, Pawia 38
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Alfred Tom
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Cały tekst
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron

KONIEC ŚWIĄT.

Po świętach! — Od łez modlitewnik splamiony:
Już esrog wyschnięty, już namiot zniesiony:
Powiędły już liście — niedawne zielone,
I palmę zamarłą ciśnięto na stronę;
Zdeptana gałązka na ziemi widnieje:
Kochany mój, oto są twoje nadzieje!

To leżą powiędłe marzenia świetliste,
To leżą zdeptane radości twe czyste:
Wymarły tu leży świat szczęścia uroczy,
Za którym stęsknione gonily twe oczy: —
To pragnień twych, twojej miłości jaśń złota:
Tu wierny nasz obraz swojego żywota!

Liść gnije — czas kończy zniszczenia już dzieło;
Po wszystkiem — a nie wie nikt, skąd się to wzięło;
Już esrog wywietrzał, już palma złamana,
Służący bóżniczny wymiata je zrana...
Wiatr wionął — i, jakby lecąca w dal strzała,
Z przed oczu nam piękność tak w dal uleciała...





Przychodzę k’wam z krainy muz wspaniałej:
Ów cudny kraj odmienne świty piększą —
Tam zużył Bóg swój gienjusz, rozum cały,
Potęgi swej zostawił część największą.

Tam błogo mi, tam ma siedziba główna —
Swobodnie pierś oddycha, dusza marzy:
Tam żaden król mi ziemski nie dorówna,
I dumnie tam z największych drwię mocarzy!

Tam moją skroń korona zdobi złota,
A ciało me anielska tuli szata:
Tak cudne są, że ludzka ich istota
Nie kupi tu za żadne skarby świata!

Gdy tylko chcę — nadziemskie pieśni śpiewa
Słoneczny krąg, srebrzysty sierp księżyca:
A nieba strop tonami się zalewa,
I ucho me upaja i zachwyca.

Gdy pragnę śnić, wyłania się, jak z toni, —
Ramiona z drzew zwracając do mnie swoje —
Cienisty las, barw pełen, dźwięków, woni:
Wstępuję weń i marzę tam i roję.

W krainę śnień świetlanych się unoszę
I snuję tam fantazji nić subtelną:
Polotu jej słodycze i rozkosze
Człowieczą pierś stępiłyby śmiertelną.

Gdy dusza ma uciechy jest już syta,
I ból i jęk pociąga ją i mami, —
Na ziemski glob mnie dłoń prowadzi skryta,
I z wami się zalewam tutaj łzami.


Gdyż wszędzie tu — na nędznym ziemskim globie,
Króluje ból i zgrzyty i rozpacze,
A ludzki śmiech — to śmiech zmarłego w grobie: —
Więc pośród was jedynie łkam i płaczę!





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Morris Rosenfeld i tłumacza: Alfred Tom.