Koncert egotyczny (poemat)/II

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Władysław Sebyła
Tytuł Koncert egotyczny
Podtytuł Poemat refleksyjny
Pochodzenie Koncert egotyczny
Wydawca Wydawnictwo J. Mortkowicza
Data wydania 1934
Druk Drukarnia Naukowa Towarzystwa Wydawniczego
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Cały poemat
Pobierz jako: Pobierz Cały poemat jako ePub Pobierz Cały poemat jako PDF Pobierz Cały poemat jako MOBI
Cały tomik
Pobierz jako: Pobierz Cały tomik jako ePub Pobierz Cały tomik jako PDF Pobierz Cały tomik jako MOBI
Indeks stron
II

Jabłonie biało jak co roku kwitną.
Jabłonie biało... Dłonią nieuchwytną
strącane płatki różowe i białe
sypią, jak skrzydła motyli omdlałe.
Jabłonie?...
Trudno brnąć przez gąszcze słowa,
które nie mówi prawdy. Kłamie mowa.
Kłamiąc, buduje świat, którego niema.
Jabłonie?!...
W cieniu drzew kwitnących drzemać,
czy nie to samo, co słowem się karmić?
Cień chmury płynie po wiosennej darni,
jak cienie słów, któremi świat rzeczy nakryty.
Słowa — to czynów mity.
Słowa, słowa... Jak nam wyjść z pustyni,
którzy szukamy prawdy tego świata?
Piach słowo, którym lada wiatr pomiata
i lotnym pyłem prosto w oczy dymi,
i łudzi majakami palm, co nie istnieją.

Szukanie... szukać...
W rannej mgle koguty pieją,
i wiatr od wody kołysze kostrzewą,
i zadymiły czuby drzew.

Jak drzewo
jest prawda: póki mała zliczysz wszystkie liście,
gdy wzrośnie i zaszumi w wietrze uroczyście,
i pochyli w powiewie koronę wyniosłą,
zdumiony, że prawd małych tyle z niej wyrosło,
nie ogarniesz jej okiem, choć zawsze ta sama.
Kiedy uschnie, pniem nagim nie potrafi kłamać.
I próchniejąca świadczy, że był czas, gdy żyła.
Prawda? — to tylko słowo. Czyn — to siła.
Z czynów — słowa, a słowa znów czynów nadzieją?...
Szukanie... szukać...
W rannej mgle koguty pieją
sygnał nowego dnia i nowej ziemi,
a my dławieni niewymówionemi
słowami, w księżyc wpatrzeni idący
na połów ryb, po czarnych stawach śpiących,
czekamy, aż nam ton nocnej muzyki
do prawd mówienia rozwiąże języki.
Lecz szukać prawdy słowem — to tosamo,
co cienie chmur po łące okiem gonić,
i czekać w nocy przed zamkniętą bramą,
że łańcuchami na sam krzyk zadzwoni.
Dochodzić prawdy? Czy nie prostym czynem?
Dotknięciem rzeczy, rzeczy rozłożeniem?
a w słowie potem znaku wyrzeźbieniem,
że się ścigało przedmiotu przyczynę?
I po tem z rzeczą mocowaniu niemem
mówić schylając głowę, że nie wiemy...

Ale ja wiem, że jabłoń kwitnąca istnieje.
Ja i jabłonie...
Trzeci raz kur pieje.
Zamajaczyły w nocnej mgle jabłonie,
mdleje już gwiazda zaranna i tonie,
błyskając krwawo, na zjaśniałym wschodzie,
liście topoli drżą w porannym chłodzie,
i na pastwisku rżą zziębnięte konie,
i wystąpiły drzew przydrożnych sznury.

Bo tylko wiecznie zmienne chmury,
i wiatr, i zapach drzew, i liści krótkotrwałych
drżenie
mówią, że prawdą jest istnienie.





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Władysław Sebyła.