Koło mych uszów setki, miliony Stworzonek roi się zaraz,
I brzęczą, skwierczą w rozliczne tony, Gdy tylko wyjdę na taras.
Mniejsza że brzęczą, już jabym na to Nie zważał wcale, lecz one
Srodze kąsają: patrz, drogi Tato, Jak moje ręce czerwone!“
„Jeśli,” rzekł Ojciec, „rój cię komarów Kąsa, wciąż brzęcząc u uszek,
To winien temu twój brzydki narów: Ty kładziesz w usta paluszek!
W tak ssanych palcach słodycz jest wielka, Myślą owady łakome,
I zapuszczają swoje żądełka W dłonie budzące oskomę.“