Kobiety Mickiewicza, Słowackiego i Krasińskiego/Kobiety mesyaniczne

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Piotr Chmielowski
Tytuł Kobiety Mickiewicza, Słowackiego i Krasińskiego
Podtytuł Zarys literacki
Data wydania 1886
Wydawnictwo Gebethner i Wolff
Drukarz Wł. L. Anczyc i Spółka
Miejsce wyd. Kraków
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron


XX.
Kobiety Mesyaniczne.

Chwilę jeszcze zawieszeni będziemy nad ziemią, w krainie potęg cudownych, mar znikłych ze świata, wszechmocy i anielskości. Coś niewidzialnego wiązać nas przecież będzie z matką przyrodą, zmuszając poza fantastyczną dekoracyą domyślać się zakulis zwyczajnego życia... Drobne szczegóły musimy pomijać, ażeby nie znudzić czytelników...
Na czarnoksięski rozkaz poety zjawia się przed oczyma naszemi „róża z jerychońskiego ogrodu między obce ludy przesadzona” — róża, obdarzona silnie rozbudzonym ruchem i wszystkiemi blaskami Wschodu. Jest to Judyta — żydówka i chrześcijanka, namiętna kochanka i nieubłagana furya. Czoło „wykąpane w ptasim gołębicy mleku,” oczy „z których bije razem żar i noc i dzień,” perły ząbków w różane usta oprawne — to mała cząstka tych przymiotów, któremi władać nad ludźmi umyśliła. Ale ma w sercu swojém moc Jehowy, co —

...Jak spojrzy — to się góry pokłonią!
A jak błyśnie — to ślepota na ludy!
A jak zagrzmi — to się groby odsłonią,
A jak ścichnie — świat się cały odmieni,
A skrę rzuci — to świat będzie z płomieni
I w słoneczne się ognie roztrzaśnie...


Ona kieruje losami mieściny, w której się zawarła garstka bojowników; ona gromy rzuca i ognie rozpala; ona zemstą dyszy za miłość podeptaną... Wprawdzie są tam czysto-ludzkie sprężyny, wyjaśniające jéj kroki; ale tak głęboko ukryte, tak owinięte w mistycznych słów przędzę, że ledwie domyślić się ich można. W duchu Judyty są „błyskawice, co świat cały mogą spalić”.

Bo oto ja tchnęła na pole — powiada —
I chorągwie zaczęły się walić
I wasz duch leży na dole
Podobny wężowéj chmurze;
A ja tu stoję na górze
I podnoszę zemsty ramię
I nogami go depcę i łamię!

Jest-to coś nadziemskiego, coś niezwykłego w sercu dziewicy. Podziwiamy ją jako rzadki fenomen; ale nie czujemy najmniejszej sympatyi! Napełniona mocą boską, gardzi ona ziemskim pyłem — wierzy tylko w księdza Marka — mistyka proroka, który ją z chrześcijaństwem i chrześcijanami pogodził.
Salomea, również „udarowana mocą przez duchy” — jest Aldoną, przemienioną w anielicę. Prosta szlachcianka uwiedziona i opuszczona przez bogatego panicza, dostaje obłąkania i dni parę w śnie letargicznym przepędza, marząc o krainie jakiéjś bezbrzeżnéj, gdzie była jedna tylko „na śniegu plama — okropna, czerwona”. Obudziwszy się, widzi swego uwodziciela, który nieszczęściami i cudami przygnębiony, obiecuje jej szczęścia zaranie, biorąc ją za żonę. Ani w miłości ani w obłąkaniu Salomei nie dostrzegamy żadnych rysów nowych, któreby ją od Aldony wyróżniały — oprócz chyba tego snu tajemniczego i tych potęg niewidzialnych, jakiemi Słowacki zaludnił świat rzeczywisty. Setki prześlicznych wyrażeń i porównań, mnóstwo obrazów mglistych, przerzynanych od czasu do czasu iskrzącemi snopami światła; wytwarzają szereg nigdy prawie niekończących się wrażeń, które nawałem swoim nie dozwalają bliżéj się przyjrzeć rysom przedstawionéj postaci. Jakoś nam nie swojsko w tym świecie, zimno i czczo...
Nie można tego w zupełności powiedzieć o Księżniczce, dumnéj i kapryśnéj kobiecie, która wyszła tajemnie za prostego kozaka Sawę; ale nie wprzód została naprawdę jego żoną, aż przedstawił dowody swego szlacheckiego urodzenia... Wprawdzie i tu niepodobna pochwycić wszystkich uczuć falujących w sercu téj kobiety; niepodobna odgadnąć głębi jéj natury, gdyż jest otoczona wpływami cudownego pochodzenia: błyskawicami, piorunami, duchami i tajemniczemi szmerami; w każdym atoli razie są w niéj cechy czysto kobiece. Uparta, gdy ją ktoś błaga, wybucha suchém szyderstwem; gdy obojętnie na nią patrzy, rzuca mu się na szyję... Szlachecka duma, zabijająca ironia, lekceważenie całego swego otoczenia; groźne słowa lub milcząca pogarda — oto uczucia i czyny, któremi niezbyt powabne życie swoje urozmaica. Rzecz godna uwagi, że, podczas gdy inne osoby dramatu, zgodnie z ówczesną manierą Słowackiego, u Kalderona zapożyczoną, palą sążniste tyrady, nieraz po kilkaset wierszy, księżniczka mówi zdaniami stosunkowo dosyć krótkiemi; co właśnie przyczynia się w znacznej części do jaśniejszego jej określenia. W powodzi bowiem słów często muszą się napotykać sprzeczności, obrazy niewyraźne, przesłonięte chmurą jakiegoś otrętwiałego marzycielstwa; w mniejszéj ich liczbie łatwiéj bezporównania utrzymać równowagę. Salomea jest mgławicą; księżniczka — słońcem do połowy tylko zasuniętém mgłami.
Najwybitniejszą jednak postacią mesyaniczną jest Pycha (w Królu Duchu). Poeta wówczas nabrał siły, wyrazistości, skupienia i plastycznéj werwy w wyrazach, wyrażeniach i obrazach szczegółowych. W żadnym dawniejszym poemacie niema takiéj energii słowa, takiéj wykończonéj plastyki w przedstawieniu pojedynczych osobistości i przedmiotów Po większéj części obrazy tu są okropne. W jednéj np. ośmiowierszowéj strofie spotykamy takie wyrażenia: „płomienne drogi”, „z mieczem i we krwi przychodzę“, „wężami związany”, „gad kuszący się w nodze”, „z ogni jasnych u kolan kajdany“, „pastwiąc się ogniem i łańcuchem“. W innéj znowu: „moce istności szkaradnéj“, „i ognie i gady i tych gadów twarze”, „siła zagładna zatęchła w ciała żelaznego czarze“, „krew żółcią zepsuta i zgniła“, „łzy, jady, śliny, smoły, ognie ciekły“. Doprawdy poeta przedstawił to wszystko, co „piekłem jest w kształtach natury”... Wśród takiego otoczenia, które dreszczem czytelnika przejmuje, ukazuje się płomienna postać Pychy, biednéj wdowy po zmarłym pastuchu. Chciała się ona pozbyć wspomnień, „wieśniaczego brudu“ i stać się duchów „okropną królową”. Dążyła do sławy, potęgi; mniejsza o to, jakiemi środkami. Twarz miała „niby jakiej płomiennicy mieniącą się ciągle — to bledszą od miesiąca, to żółtą jak oliwa, to czarną „jak miedź”. Tę głowę Meduzy, „prometeanki polskiéj”, jak ją poeta nazywa, przykrywał korab' złoty, udający syońską bożnicę, wznoszący się jak wieża — „znak słowiańskiej pychy”.
Gdy aniołowie przyszli do Piasta w odwiedziny, ona podsłuchiwała ich rozmowy ciekawa „jak wąż w trawach utajony”, zarzuciwszy na ów korab' fartuch swój gruby, czerwony z krokosowego drelichu. Mąż ją zawołał. Pycha obeszła w milczeniu dom, potém niby wracała z wioski do swojéj chaty, udając, że nie wie o świętych odwiedzinach. Aniołowie chcą błogosławić ich dzieci; ale sprzyjają tylko młodemu jasnowłosemu Ziemowitowi — zlewają nań ogień boży. Pycha kochała swego czarnego djabełka — Wodana; zawrzała gniewem tajonym, ujrzawszy jego upośledzenie. Powzięła zamiar zuchwały. Usiadła przy ognisku „jak upiór” — i wosk i cynę w ogniu topiła. Potem wzięła Wodana za rękę, drżąca cała, nakryła go fartuchem. Zgasiwszy świecę, poszła do łóżka Ziemowita i przed dzieckiem własném „włócząc po izbie kolana” z główki jego jasnej zgarniała ducha bożego. Żebraczka straszliwa „ogniami wstydu na twarzy rumiana” chciała się wypełnić światłością nadziemską; — niczém nienasycona, im więcéj bierze, tém chciwiéj pożąda. Dokonała wreszcie kradzieży; uczuła się silną w duchu; wziąwszy więc Wodana za rączkę — uciekła. Niepokój nią miotał, lękała się kary bożéj; w biegu nieraz obracała głowę w „powietrze mgliste“, myśląc, że kto woła. Biegła, a —

Przed nią mgła, wicher, potępienie, strata,
Los nieodzowny i czas niepowrotny;
Wrota od ludzkich chat pozamykane...
Noclegiem wieńce kurhanów ceglane.
Przed nią i za nią trzody mrą i dzieci
Przed nią i za nią śmierć — a ona leci...

Nabiera straszliwéj odwagi. Duch boży wzmaga jej potęgę. Wbiega na cmentarzyska opuszczone, kości „łaskocze”, a ile jeszcze ma ducha nagi szkielet, to przechodzi na własność Pychy. Więc teraz już nie sama; „świetliska grobów“ jak niewolnicy lecą za nią, same chcą więzów, ogniem rozwalając mogiły. „Tam zpod kurhanu skrzydło złote błyska, tam duch kobiecy skrzy siarczaną różą; ona te kwiaty zrywa, wiąże w słowa i leci“... Urosła w dumę „jak orzeł dziki”; czuje w sobie siłę bożą, która światem zawładnie. Ale potrzebuje ziemskiego ramienia, nad którémby wzięła „ster ducha tajemniczy“. Świat wprawdzie stoi przed nią zlękniony; — ale sama jedna nic zrobić nie zdoła. Udaje się więc na świętą górę Zober; czarnoksięskie potęgi, tam ukryte, uznały jéj moc, gdy ją ujrzały „z ogniem lub ptakiem na głowie” wróżącą „wśród mgły i zamieci”. Zbrojna w te siły, przywołuje na pomoc cesarza Ottona, który zjawiwszy się, żąda dowodów jéj władzy nadziemskiej: chce, ażeby na czas pewien całe państwo polskie skamieniało — potém odda się zupełnie pod jéj kierownictwo. Pycha zgadza się: wchodzi do groty, próbując „głosów runianych”. Pieśń ciężka, podziemna, wspaniała napełnia „kamienne trzewa góry” — słowa były potężne, „ołowiane”. Nastąpił czar: wszystko w jednéj chwili przemieniło się w kamień, zachowując stanowisko i pozę, przy jakich zaklęte zostało.
Nie mogę nie przytoczyć choć kilku cudownych obrazów tego skamienienia, w których poeta dowiódł takiéj siły plastyczności, jakiéj dotąd nigdy nie rozwinął. Są tam nawet rysy piękności kobiecéj, z chwil ukochania i niewinnéj swawoli, które dla malarstwa i rzeźby najwdzięczniejsze mogą stanowić temata.

Druga wchodząca w kryształowe zdroje...
Oddech w niéj ustał, a zostało życie
I wstyd... bo jedną ręką srebrne stroje,
Ostatnie piersiom dziewiczym zakrycie,
Trzymała silnie, ku piersiom je cisnąc.
Drugą dłoń miała na wodzie...
............
Nietylko ona, lecz nawet ciekawe
Te rybki, które wszelka białość nęci,
Skrzelki czerwone i łuski złotawe
Pokazywały na dnie wód; snem zdjęci
Motyle wodni, gdy na nóżki zjawę
Lecieli, teraz do nóżki przypięci

Wstążką błyszczącą na dnie wód świecili
Jak tęcza do nóg przypięta Dziedzilji.
............
A najpiękniejsza (co się nawet zdarzy
Królewnom) cała zlękniona i drżąca
Widać giermkowi pozwoliła twarzy
Na chwilę tylko — już uciekająca...
Giermek téż usta, gdzie ogień się żarzy,
Przybliża... koral już w alabastr trąca
Już... wtém stwardnieli w piękność monumentu.
Ustom jednego zabrakło momentu...
............
Rzekłbyś, że Dusza i Miłość [1] zjawione
Drugi raz w głębi czarownego dwora
Oboje w jednę pochyleni stronę:
On ku niéj... ona do ucieczki skora.
Nie tak jednakże, aby usta one
Nie miały w mroku wonnego wieczora
Czuć co słodyczy; wszakże się nie nagną:
Ona ucieka — usta jeszcze pragną...

Prosimy artystów o odczytanie pierwszych 18-tu strof pieśni trzeciéj z rapsodu trzeciego w Królu Duchu. Pomysł i szczegóły do illustracyj najzupełniéj gotowe — idzie jedynie o wykonanie.
Ziemowit, obudzony przez anioła, idzie z lampą po kraju i wraca czucie uśpionym. Czar, rzucony przez Pychę, znikł w jednéj chwili; ona sama wstrzęsła się cała „w jakiémś otrupieniu”; zbladła okropnie, napróżno wołając po imieniu duchów — one jéj nie odpowiedziały. Jeden anioł „globowy, rumiany” wstał i wojsko Ottona i moc Pychy w nicość obrócił. Ziemowit słyszał jęk matki w górze wśród płomieni, stanął i wołał ku niéj: „Matko, gdzie jesteś?” Żadne echo nie powtórzyło słów jego; widziała tylko ciągle jasność purpurową na szczycie tajemniczéj góry Zober. Szedł w ten ogień a wtém głowa matki ukazała się „na prześcieradle ognistéj purpury“ jak blada „trupia plama“, bez rąk i piersi:

Usta otwarte miała. a z otworu
Ust — jakby ciemność — i strach wylatywał;
Twarz zielonego jak trupi koloru
I oczy zmarłe, z których strach przeszywał.
Straszna zjawiła się nad szumem boru,
Włosy strach podniósł, a wicher rozrywał;
Potém ją jasność z oczu syna zdjęła.
Nic nie wyrzekła — straszna — i zniknęła...

Anioł „globowy, rumiany” zwyciężył ducha ciemności, który jak tchórz nikczemny, strachem przejęty, bladł i jeszcze bladł i truchlał. Prometeanka polska własnego syna się przelękła; grobowém milczeniem ukarana, zeszła ze świata — okropna, zielona...
Zachwycamy się przepyszną formą. Jest-to jedna z najsilniéj wkorzenionych w sercu ludzkiém skłonności. Wielu poświęciłoby treść i ducha dla ramek, brylantami wysadzanych. My się pomiędzy nich nie wliczamy. Oddając należny pokłon językowi, wyrażeniom, obrazowaniu wogóle, pytamy z zadumą, jaka pozostanie karm' duchowa dla nas po przeczytaniu ustępów poematu, gdzie obraz Pychy został przedstawiony... Długo czekamy na odpowiedź i w końcu... nie dostajemy jéj wcale. Mesyaniczna wiara Towiańszczyzny nie przemawia ani do serca ani do umysłu naszego; odbiegliśmy daleko od pojęć przez nią wygłaszanych. W życiu rzeczywistém szukamy swoich ideałów; w krwisto chmurnych sferach, boleśniesenném marzeniem wytworzonych, przykro nam przebywać; wprawdzie widzimy tam nietylko ducha, ale i ciało; szkoda jednakże, że trudno nam uwierzyć, ażeby w tém ciele taki właśnie duch przebywał.


Przypisy

  1. Psyche i Amor, znane podanie greckie.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Piotr Chmielowski.