„Powiedz mateńko, zaliż to prawda —
Iż przed boskimi tam... trony
W niebie — jak dziadus,dziaduś siwy powiadał —
Jest kielich wielki... złocony? „Ileż to razy podłość wysmaga Ludzka — te biedne rzesze tułacze — Bozia łzę w kielich gorzką uroni I nad ich dolą zapłacze...
„A gdy się łzami po same brzegi
Wypełni kielich złocony — Zejdzie na ziemię,
Ów w pieśniach śniony I upragniony
Przez cały lud cierpiący,
Mesjasz — mateńko?..“ — O tak ty moja dziecino, Prawda — kochanie!“
Smucąc się matka odpowie, —
A dziecko główkę podpiera Wątłą rączyną
I chwilę duma, — poczem pytanie
Zadaje nowe. „Powiedz, mateńko,
Szczebiocze dziecię — czy się uzbiera
Kiedyś w kielichu łez tyle,
By szedł ten Mesjasz drogi na ziemię,
Zanim będziemy wszyscy w mogile?“
„...A może kielich bezdenny?“
I niknie z lica uśmiech promienny —
I myśli dziecię, patrzy matce w oczy,
Zali się dusza jej nie rozmroczy? I smutno dziecinie...
Błysnęła łezka, jak perła, W matczynych rzęsach,
Potem na czoło opadnie...