[203]KIDUSZ-LEWANA[1]
Po toni niebios.niebios, po lazurze
Za chmurką chmurka żwawo mknie:
Migocą gwiazdy małe, duże,
A księżyc blady tone w mgle.
Grobowa cisza las owiewa,
Znikł wokół wszelki życia ślad,
W zadumie niemej stoją drzewa,
Śpią ludzie, ziemia — cały świat.
Daleko — w lasu hen głębinie —
Żyd stary stoi z dzieckiem swem:
Za księżyc prośba z ust mu płynie
Do Pana niebios, wód i ziem:
„Do łaski, Boże, wzywam Twojej,
O, słuchaj głosu mego drżeń!
Niech blask księżyca się podwoi
I świeci, jak w stworzenia dzień.
Toć w piśmie twoim mamy ślady,
Żeś wielkie rtworzyłstworzył światła dwa:
Czemu jest księżyc dziś tak blady —
Blask jego ledwie mruga, drga?“
Modlitwa starca ciszę porze, —
Poważnie się zasłuchał las,
Jej odłosodgłos ginie w głuchym borze,
Zapada w zdrój, uderza w głaz.
A dziecko patrzy w niebios tonie,
I myśl mu w główce rodzi się:
[204]
„Czemu ta gwiazdka jasno płonie,
A tamta ledweledwie błyski śle?“
Ta myśl mu wielce snać dolega,
Bo ciągle patrzy w gwiazdek jaśń:
„Prawdaż, co mówił mi kolega?
Jam odeń słyszał taką baśń.
„Że bogacz gwiazdę dużą jasną
Ma, której połysk długo trwa;
A biednych gwiazdki małe gasną,
I rychło je zasnuwa mgła.
„Że ludzkich losów świt i cienie
Tłumaczą ot te gwiazdki — patrz!
I kryją szczęście, ból, cierpienie,
Radości, smutki, śmiech i płacz.
„Ta gwiazdka — widzisz — co wciąż blednie,
Czy to nie los, tatusiu, nasz.
Toć w domu u nas zimno, biednie,
A ty masz zawsze smutną twarz.
„Czy, może, ona także z czasem,
Jak tamte, zyska światła nocmoc
Czy się za gęstym schowa lasem,
I ciemna ją pokryje noc“.
Chce niećmieć odpowiedź ten maleńki.
Ach, ojciec zna ubogich los!
Łzy z ócz mu płymąpłyną, z piersi jęki,
Lecz w gardle mu zamiera głos.