Kazimierz Brodziński. Studyum/III

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Waleria Marrené
Tytuł Kazimierz Brodziński
Podtytuł Studyum
Data wydania 1881
Wydawnictwo Redakcja „Muzeum“
Druk Wł. L. Anczyc i Spółka
Miejsce wyd. Kraków
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
III.

Zawód swój poetyczny rozpoczął Brodziński bardzo wcześnie, bo jak to już mieliśmy sposobność powiedzieć, literatura i poezya ojczysta wywierała na niego od najmłodszych lat urok nadzwyczajny.
Franciszek Salezy Dmochowski, w swoim szacownym artykule o życiu i pismach Brodzińskiego przytacza niektóre jego poezye i myśli, pisane w 15 i 16 roku życia.
Znajdujemy jednak jeszcze wcześniejsze utwory, w Zabawkach wierszem, brata jego Andrzeja, wydanych w Krakowie w roku 1807 gdzie pomieszczone są i poezye Kazimierza z objaśnieniem iż pisał je mając lat trzynaście.
„Mały ten chłopiec, pisze o Kazimierzu, Andrzej, za moim śladem mocno się pokochał w poezyi. Pisze piosnki, nagrobki, poezye i z nich bardzo wiele obiecuje po sobie. Ja w tym wieku w którym on lutnią wziął uciekałem na głos jej“.
Poezye te są dość słabe przecież w niektórych przebijają piękne myśli lub obrazy, których nawet powtórzenie znajduje się w późniejszych utworach.
I tak mając lat piętnaście napisał wiersz Na śmierć utonionego przyjaciela, zaczynający się od słów:

Na łono nocy, głowę pochylił dzień smutny...

W wiele lat później użył tych samych wyrazów w podobnej okoliczności, w wierszu Na pogrzeb przyjaciela.

Na łono nocy dzień smutny
Obumarłą zwiesił głowę.

Wszystkie te jednak poetyczne próby jakkolwiek Andrzej stawiał je wysoko nie zdają się zapowiadać jeszcze przyszłego twórcy Wiesława, Oldyny i tylu innych.
Były to prace zadziwiające jeżeli zważymy okoliczności wśród których młody Kazimierz był wychowany, jednak przebija się w nich nieustannie napuszoność panującej wówczas maniery.
Dziwić się temu nie można, największe talenta, zanim znajdą samoistną drogę, poczynają od naśladownictwa, jak dziecko które nim chodzić zacznie o własnej sile, musi się cudzej ręki uczepić; i Brodziński ulegał temu prawu.
Pierwszy raz dał się on poznać krajowi jako poeta w roku 1814 z powodu smutnej uroczystości sprowadzenia zwłok księcia Józefa Poniatowskiego. Chwila ta natchnęła ówczesnych poetów, Molski napisał wiersz do okoliczności zastosowany, Niemcewicz piękny utwór, pomieszczony w Śpiewach historycznych, pomiędzy nimi zabrał głos młody, nieznany dotąd Kazimierz Brodziński i zyskał palmę pierwszeństwa.
Wiersz jego wypowiedziany w teatrze przez Kudlicza a wydrukowany osobno wzbudził powszechny zachwyt i doczekał się aż trzech wydań w jednym roku, co było wówczas rzeczą niesłychaną.
Od tego czasu można powiedzieć, iż Brodziński znalazł swoją drogę i zajął w literaturze przynależne sobie miejsce, ogłaszając w czasopismach ówczesnych a głównie w pamiętniku Warszawskim i w pamiętniku naukowym największe wzięcie mających ulotne poezye, jednocześnie z krytycznemi artykułami, jedne niejako dopełniając drugiemi.
Poezye jego wprawdzie miały, szczególniej z początku, jeszcze coś z napuszoności, cechujące utwory ówczesne, przecież otrząsał się z niej coraz więcej. Najczęściej zamykały się one w drobnych ramach, autor pisał je w ten sposób, nie dlatego by wzrokiem, nie obejmował większych przestrzeni, ale dlatego że rodzaj ten najlepiej odpowiadał usposobieniu jego i zadaniu jakie sobie zakreślał.
Wiedział on zresztą że nie przedmiot obrany, nie liczba wierszy ale sposób wykonania stanowi wielkość utworu, że drobna wody kropelka może odzwierciedlić świat cały i dlatego nie silił się na wspaniałe temata a wszystko co pisał starał się po mistrzowsku wykończyć.
Zaznajomiony z poezyą innych narodów, badając jednocześnie właściwości polskiego języka, zastanawiał się nad sposobami zbogacenia go formami, które choć dotąd nie używane, odpowiadały przecież jego duchowi.
Tłumacząc nieraz śpiewy do muzyki, lub nawet całe opery, uderzony był brakiem prozodyi, a raczej tem że dotąd nie zważano w polskim języku na długość lub krótkość syllab, co odejmowało poezyi harmonią i szczególniej raziło w śpiewie. Rym jednozgłoskowy, tak bardzo ułatwiający rytmiczność, gdyż słowa jednozgłoskowe mogą być wedle potrzeby krótkie lub długie, i urozmaicające wiersze, dotąd nie był rozpowszechniony w naszej poezyi, bo jeśli spotykamy go w dawnych poetach, użytym jest przypadkowo nie systematycznie, więcej jako licencya poetyczna niż, rzecz prawidłowa, tak samo jak i wiele innych wadliwych rymów.
W utworach poważniejszych nie spotykamy się z nim prawie zupełnie, a w rzeczach nawet mniejszej wagi żartobliwych znachodzimy go rzadko jak n. p.w Babiem kole Grochowskiego i tam używany jest tylko przygodnie.
Brodziński umyślił przyswoić naszemu językowi tę formę i spróbował użyć jej w wierszu Złe i dobre drukowanym w Pamiętniku Warszawskim roku 1816 z którego kilka strof przytaczamy.

Z piekłem niebo łańcuch wije
Z cieniem razem spaja kwiat
Przez złe tylko dobre żyje
Na tej wadze stoi świat.



Kto raz w ziemskie wstąpił progi
Musi mierzyć ziemską szal,
Syn nadziei albo trwogi
Dzielić tęskność albo żal.
............

W owych czasach tylko jeden Dmuszewski w krotochwili Wezbranie Wisły granej na scenie Warszawskiej, w roku 1813, użył w humorystycznym śpiewie podobnej formy.

Hrabicz Książe Wojewoda,
Choć ma złota ze sto sztab,
Gdy się okoliczność poda,
Za tysiączek cap, cap, cap.

Również w sztuce pod tytułem Tadeusz Chwalibóg, tegoż autora, z roku 1815 czy 1816 spotykamy znów śpiewkę podobnej formy, gdzie również jak w poprzednio cytowanej, końcówka tworzy rodzaj harmonii naśladowniczej.

Zmieniła się postać świata,
Zmienił się porządku szyk,
Szczęście tak prędko ulata,
Jak ten dymek pyk, pyk, pyk,

Widocznie rym jednozgłoskowy nadawał się do śpiewu, bo użył go także Kruszyński w hymnie do pokoju, w jednej z oper przez siebie tłumaczonej.

O pokoju duszo nieba,
Spojrzyj na śmiertelne plemie
Niechaj zasępioną ziemię
Wypogodzi promień twój
Niechaj łzami zlane twarze
Otrą matki, otrą żony,
Niech przez ciebie pogrążony
W gruzach swoich legnie bój.

Były to jednak słabe próby, Brodziński pierwszy pragnął nadać rymowi męzkiemu prawo obywatelstwa w literaturze, używając go z wielką rozmaitością i siłą w wierszu, któregośmy przytoczyli parę strof.
Jak zwykle jednak każda nowość, i ta pomimo całej racyonalności swojej, wywołała opozycyą, i tak Stanisław Okraszewski wystąpił z parodyą formy użytej przez Brodzińskiego w wierszu pod tytułem Panegiryk jednozgłoskowych rymów w Pemiętniku Warszawskim na miesiąc Maj w roku 1817 zaczynający się od słów:

Precz mi z Febem Fabus żak
Precz z harmonią czczy to dym
Wiwat nowych wieszczów smak,
Wiwat podkasany rym.



............
Walczcie więc i noc i dzień
Walczcie wreszcie dzień i noc
Miły dźwięk wytępcie w pień
Świstem, pukiem waszych proc.


Kończył go zaś w ten sposób:

A gdy już zyskacie plac
Niech wam muz łaskawych dłoń
W danku wiekopomnych prac
Pokrzywami wieńczy skroń.

Brodziński uczuł się tak dotkniętym tą parodyą, iż nie chcąc się wystawiać na dalsze z tego powodu pociski złośliwe, obdarł sam swój wiersz z oryginalnej formy, którą był przybrany, i przyoblekł w zwykłe rymy, jak to widzimy we wszystkich wydaniach dzieł jego.
Krytyka jednak Okraszewskiego była bardzo niesumienna, sam bowiem później użył zakończenia wiersza męzkiego, na który tak powstawał, w elegii opisującej okolice Rzymu.
Bądź jak bądź od tej pory, Brodziński nigdy więcej nie wprowadzał tej inowacyi do poezyi swoich, i tym sposobem pozbawił się formy wdzięcznej, którą władał wybornie, a którą na jego miejsce, inni wyrobili i wprowadzili w użycie.
Poezye jego chociaż dzielą się na rozmaite rodzaje noszą jednak wszystkie wspólny charakter, który pozwala rozpoznać je pomiędzy wielu innemi, wszystkie mają sobie właściwe piękności.
Formę swoich utworów Brodziński doskonalił nieustannie i pod tym względem był bardzo wymagającym od samego siebie. W drobnych szczególniej piosnkach znanych pod nazwą Pieśni rolników nadzwyczaj uważał na rytm, trzymając się ściśle zasad prozodyi. Wszystkie też te piosnki nadają się do muzyki a wiele z nich było śpiewanych ogólnie jak n. p. Chorągiewka.
Szkoda tylko że w wydaniu Wileńskim a za nim w Poznańskiem wkradły się rozmaite pomyłki w tekście, które acz drobne, rażą ucho ukołysane rytmem tych prawdziwych klejnotów poetycznych odejmując im wartość poprawności formy, jaką ich autor przyoblekł[1].
Brodziński szuka w poezyach swoich prawdy i tylko prawdy, nie poprzestaje na powierzchni uczuć, ale sięga ich głębi, nie nastraja się sztucznie na zamierzoną nutę, ale odnajduje ją w głębi własnego serca i tym sposobem trafia do serc innych.
W utworach jego panuje pogoda i spokój, niektóre przypominają Göthego filozoficznym nastrojem, jak n. p. Dziadek.
Liryka była właściwem polem Brodzińskiego, przecież nie zamykał się w niej jedynie, stosując się do czasu i do panujących zwyczajów, pisał rzeczy dydaktyczne, a nawet nie pomijał nigdy sposobności nauczania, wychodząc z zasady, której nie kwestyonował iż autor jest nauczycielem społecznym.
Do wierszy dydaktycznych należy Oda na śmierć księcia Adama Czartoryskiego Generała ziem podolskich.
W wierszu znowu do Dafny wykłada cały swój pogląd na poezyą.
Na utworach tych dawniejszych co do daty widnieje jeszcze wpływ zeszłowiecznej poetycznej szkoły, z której stopniowo wyswobadzał się Brodziński szukając i znajdując coraz właściwsze sobie oryginalne zwroty.
Przecież i w poezyi dydaktycznej skoro tylko przedmiot był przez niego umiłowany znajdował wyrazy pełne zapału i prawdy. Widzimy to ile razy tylko jest mowa o języku ojczystym, jak n. p. przy wręczaniu medalu Kopczyńskiemu w r. 1817 w odzie, wypowiedzianej przez niego, oddając zasłużoną cześć sędziwemu miłośnikowi i stróżowi jego czystości zwraca się do współziomków, i z zapałem opisuje skarby ojczystej mowy.

Czcij twój język Lechów rodzie
Ty z posad ziemi strącony,
Jeden wziąłeś na twe łodzi
Po matce skarb ocalony
............
Znaj w języku obraz własny,
Obfity jak twoje ziemie,
Jak twe serce, szczery jasny,
I czysty jak twoje plemie
Wolny, pełen prawdy, siły,
Gdy młodzież męztwem rozgrzewa,
W śpiewie tkliwy i tak miły,
Jak polka kiedy nim śpiewa.

Tą samą myślą natchniony jest wiersz Żal za polskim językiem, w którym autor powstając przeciw cudzoziemszczyźnie której wraz z Niemcewiczem był najsilniejszym antagonistą, woła:

W obcym języku córka uczucia rozjawia
W obcym dowcip rozwija i do cnót się wprawia
Niańkom tylko ojczysty język zostawiony.
Sobie matka nieufna szle w dalekie strony
By cudzoziemka obca w cnotach i zwyczaju
Prawe obywatelki kształciła dla kraju.

Z innym znowu nastrojem przemawia Brodziński, kiedy roztacza w poezyi swoje historyozoficzne poglądy, jak to uczynił w dwóch utworach, Pobyt na górach karpackich i Powrót z Włoch. Poezye te, chociaż rozdzielone epoką lat kilku, odpowiadają sobie nietylko formą ale i myślą kierowniczą.
W pierwszej pisanej w r. 1821 Brodziński opisuje ziemie Słowiańskie szerokie w przestrzeń, przerznięte obfitemi rzekami, bogate nie drogim ale użytecznym kruszczem, zbożodajne, mogące wyżywić lud mnogi i pracowity, płynące miodem i mlekiem, według powszedniego a obrazowego wyrażenia.
Drugi napisany pięć lat później poświęcony jest jedynie wspomnieniom oddalonego kraju ojczystego, do którego poeta tęsknił wpośród cudów Italii i czarów jej nieba.

Już wy mnie nie znęcicie Hesperyjskie gaje!
Bez żalu wasz hołdownik z wami się rozstaje,
Tak się od was oddalam jak za Rzymskich czasów
Scyta dań wam złożywszy, spieszył do swych lasów.

A opisawszy piękności Ojczyzny sztuk, słońca i błękitów dodaje:

Nic z niemi moje serce wspólnego nie dzieli
Czulej w naszej północy kochają swą ziemię
Choć tam skąpiej natura posaży swe plemię,
Mniej darów, ale duszę więcej mają tkliwą,
Rzewniej się jakoś kocha Matkę mniej szczęśliwą.
Więc zwiastunki północy, wy jodły i sosny,
Drzewa mojej Ojczyzny, witam was radośny,
A wy wiatry alpejskie, tam przez te płaszczyzny,
Ponieście tęskne tchnienie do miłej Ojczyzny.
................

Obiedwie te poezye jak i wszystkie prawie ważniejsze prace Brodzińskiego czytane były na posiedzeniu Towarzystwa przyjaciół nauk.
Najważniejszym jednak z jego utworów poetycznych jest poemat sielski Wiesław, w roku 1820, drukowany w Pamiętniku Warszawskim, którego wówczas był współredaktorem.
Brodziński był w całem tego słowa znaczeniu sielankowym pisarzem i rozumiał też doskonale istotne znaczenie sielanki. Widzimy to nietylko w Wiesławie ale i w krytycznych i estetycznych pracach jego, w pochwale Karpińskiego, którą wygłosił na posiedzeniu Przyjaciół nauk d. 30  kwietnia 1827 r. a szczególniej w większej rozprawie o Idylii pod względem moralnym czytanej na posiedzeniu publicznem Uniwersytetu dnia 16 lipca 1823 roku, a którego nie umieszczono w wydaniu poznańskiem dzieł jego ani też w żadnem innem, jakkolwiek rozprawa ta jest streszczeniem, dopełnieniem tego wszystkiego, co autor kiedykolwiek wypowiedział o tym ulubionym sobie rodzaju poezyi.
Powstaje on w niej przeciwko Arkadyom wszelkiego rodzaju, przeciw manierze zaludniającej Idyllę ckliwymi pasterzami, pasterkami i obyczajami, które nie mają nic z prawdą wspólnego.
Tymczasem, pisze, celem Idylli jest malować nie półbogów lub też wymarzone istoty, niemające nic wspólnego z ogółem śmiertelników, ale zwyczajnych ludzi i do tego celu dążyć powinna, przedstawiając szczęście w ograniczeniu.
Z tego punktu wychodząc nadaje sielance stokroć szersze znaczenie, twierdząc, iż zadaniem Idylli jest malować nie samych wieśniaków, ale szczęście w ograniczeniu ludzi ukształconych.
A dalej dodaje:
„Z geniuszem malowali już poeci okropności sławy rycerskiej, tworzyli straszliwe lub czarujące kraje wyobraźni, trafni, wystawiali złość, błędy i przerażające walki namiętności... Gdyby chcieli jeszcze ze spokojnym umysłem, spokojne i skromne cnoty malować, ileżby z naszych czasów zaczerpnąć mogli obrazów“.
Tym sposobem trafny umysł jego, krusząc czcze formy, dobadywał się istoty rzeczy. Rozumiał przytem w pewnej mierze potrzeby czasu i na najwyższym szczycie stawiał poezyę odpowiednią tym potrzebom.
Oddaje też sprawiedliwość naszym dawnym sielankarzom, Szymonowiczowi i Zimorowiczowi, którzy nie pasterzy złotego wieku, ale lud nasz malowali, podnosi w tem ich chwałę i oryginalność, chociaż nie zawsze potrafili sami wyzwolić się z pęt rutyny poetycznej i nie raz w usta ludu kładli myśli i wyrażenia zapożyczone od Greków i Rzymian, a dalej zastanawia się nad tem, czem dzisiaj sielanka być powinna i przychodzi do przekonania, że poezya iść powinna torem pana Podstolego, Krasickiego i malować skromne dwory wiejskie, które rzeczywiście w czasie, w którym to pisał Brodziński, stanowiły jądro narodu. Jakkolwiek, niezaślepiony wcale na wady współziomków swoich, dodaje, że rolnicy nie zawsze przedstawiają ku temu pole.
Uczyniwszy to zastrzeżenie robi słuszną uwagę, iż poezya zamknięta jedynie w pewnem kole znawców jest niczem wobec tej, która z życiem i ze stosunkami naszemi ma związek. A wreszcie kończy rzecz swoją radami i naukami bardzo trafnemi o mierności, o przestawaniu na małem, dodając: „W każdym stanie zbliżajmy się do natury, upiękniajmy nasze życie i siebie, a z naszych stosunków utworzymy Idyllę“.
Jak łatwo zrozumieć, rozprawa o Idylli nacechowana tak nowymi poglądami, jak wogóle wszystkie prace naszego autora, wywołała rozmaite sądy, i nikogo nie zadowolniła w zupełności, gdyż powstając z zasady przeciwko rozmaitym formułom i szkolarskiej rutynie, sama w nią w niektórych innych wpadała.
Ton pedagogiczny, jaki przybierali mniej więcej wyraźnie i w najlepszej wierze pisarze ówcześni, był w zgodzie z dawniejszą nieomylnością formuł i zasad, kiedy jednak te zasady zostały zakwestyonowane, dogmatyczna wyższość autora przestawała odpowiadać potrzebom demokratyzującej się literatury, która tym sposobem schodziła z piedestału i coraz więcej czyniła z autora człowieka przemawiającego do równych sobie, sposobem sobie właściwym. Brodziński, który miał jasne poglądy, ale któremu nieraz zbrakło siły dojść do gruntu swoich przekonań i wyprowadzić z zasad wszystkich logicznych konsekwencyj, nie pojmował tego dokładnie, iż wraz z nieomylnością formuł klasycznych autorzy także z nieomylności abdykować muszą. Pomimo jednak tę zasadniczą wadę wypowiadał on w rozprawie o Idylli wiele pięknych i prawdziwych poglądów.
Mickiewicz, jak to mieliśmy już sposobność zaznaczyć, nie był wcale jego zwolennikiem, wyśmiewał niejednokrotnie sielankowe jego usposobienia, a nawet w jednym poemacie przedstawił go w skarykaturowanej postaci poety goniącego za sielankowością jakimbądź kosztem i jakby chcąc wyraźnie wskazać kogo miał na myśli, włożył mu w usta słowa wyjęte żywcem z rozprawy o Idylli, a pełne tutaj uszczypliwego znaczenia.

„Nasz naród się prostotą, gościnnością chlubi,
Nasz naród scen okropnych, gwałtownych nie lubi,

Śpiewać naprzykład wiejskie chłopców zalecanki,
My Sławianie, my lubim sielanki.

Rozprawa jednak powyższa podała Mickiewiczowi myśl do napisania arcydzieła swego Pana Tadeusza, a który jest właśnie sielanką taką, jaką pojmował Brodziński.
Sam Mickiewicz zresztą w liście pisanym do A. E. Odyńca do Drezna, w chwili kiedy tam umierał nasz poeta, zdaje się przyznawać, iż myśl Pana Tadeusza (nazywał go sam sielanką szlachecką) zaczerpnął w Brodzińskim, nadmienia nawet, iż w epilogu o tem wspomina, ale dodatek ten przez pomyłkę nie został pomieszczony w edycyi ówczesnej, co zamierza w następnych sprostować. Sprostowanie to jednak nigdy nie nastąpiło. Wiesław jakkolwiek ma niektóre wady, a głównie tę, że autor nie zdoła wyswobodzić się w zupełności z rutyny, przeciw której powstawał, był przecież w poezyi naszej olbrzymim krokiem postępu i sprawił nadzwyczajne wrażenie. Uczono go się na pamięć i powtarzano go we wszystkich zakątkach kraju.
Na powodzenie to wpłynęły istotne piękności tej sielanki, a przytem i okoliczność, że czytający ogół spragniony był większej poetycznej pracy polskiej. Wiesław uprzedził Maryą Malczewskiego o lat pięć i wraz z nią doczekał się podobno z pomiędzy wszystkich Polskich książek, największej liczby wydań, a pomimo skromnych ram swoich, pomimo iż po nim nastąpiła wielka era naszej poezyi i ukazały się dzieła sławniejsze, nacechowane potężniejszym nastrojem, sielanka Brodzińskiego zajęła właściwe sobie miejsce wśród pomnikowych dzieł naszej literatury. Autor zbliżył się w tej sielance do ludu i przedstawił go o tyle nie konwencyonalnie o ile pozwalała na to ówczesna poetyczna atmosfera.
Znać że z nim żył długo, cierpiał i radował się wspólnie, że przejął się nietylko jego nawyknieniami i obyczajem, ale nawet przyswoił sobie niektóre zwroty mowy, chociaż nie było możebnem dla autora stawić tą nowość w zuchwałej formie, która staje się powodem zguby lub chwały, bo zuchwalstwo nie leżało w jego naturze.
Wiesław stanowi chwilę przełomu w talencie Brodzińskiego, dotąd pomimo iż powstawał sam gwałtownie przeciw konwencyonalnym sielankom, zaludnionym Arkadyjskiemi pasterzami, nie mógł się jednak zawsze uwolnić od tych klasycznych przypomnień.
Mimowolnie przychodziły ma pod pióro zwroty, lub imiona uświęcone tradycyą poetycką, jako to: Dafne, Filon, Klee, miał nieustannie do czynienia z Febem, z Muzami.
W Wiesławie stanął jeśli nie zupełnie na nowym gruncie, to przynajmniej stokroć bliżej prawdy.
W naszych czasach Bełcikowski pisząc studyum o Brodzińskim, zatrzymuje się długo nad Wiesławem, jako nad głównem poetycznem dziełem jego, któremu w wielkiej części swoją sławę zawdzięcza i przyznając ma istotne zalety, zarzuca słusznie autorowi, że jego bohaterowie chociaż myślą i działają jako prości wieśniacy, przemawiają jednak niekiedy stylem nienaturalnym. Jak naprzykład Halina częstując Wiesława na weselu:

„Obcy wędrowcze, juźcić przyjąć trzeba
Naszych owoców i naszego chleba.

Obcym wieśniacy nasi nazywają nieledwie każdego ze wsi przyległej, a cóż dopiero z innej okolicy. Proszowiacy zresztą chociaż sąsiedzi Krakowian, mają strój i zwyczaje odmienne, jak to zresztą dzieje się pomiędzy miejscowościami, nawet więcej do siebie zbliżonemi. Usprawiedliwia to więc zupełnie, wyraz obcy, użyty przez młodą druchnę.
Co zaś do wyrazu wędrowcze, który najwięcej oburza krakowskiego krytyka; istotnie jest to wyrażenie wyszukane.
Niesłusznie jednak Bełcikowski powstaje przeciwko kwiecistej szacie Haliny, chociaż według nas, opis ten zawarty w jednem słowie, doskonale maluje gust wieśniaczy i tkaniny jakie na odzież odświętną używają dziewczęta. Daleko więcej uzasadnionym jest zarzut co do przemowy Wiesława w scenie dziewosłębów.

„Przyjmij te krople z obcego ogrodu
Piękna Halino, jak tobie słodyczy
Na całe życie serce moje życzy“.

Jest to rzeczywiście mowa nienaturalna i godna arkadyjskich pasterzy, których antagonistą był Brodziński.
Pomimo te lekkie usterki, których współcześni nie byli w stanie zauważyć, sielanka ta jakeśmy to mówili wywarła w swoim czasie ogromne wrażenie, kilkakroć probowano przerobić ją na scenę, a to w ten sposób, że osoby na nią wprowadzone przemawiały całemi ustępami z Wiesława.
W Krakowie grano go w układzie pani Janowej Wielopolskiej z domu Potulickiej, a we Lwowie według układu bardzo młodego naówczas poety Krystyna Ostrowskiego.
Nie mając jednak pod ręką tych scenicznych układów Wiesława, niepodobna nam dać o nich sądu, przytaczamy tylko ten fakt na dowód jego wielkiej popularności.
Drugą sielanką krótszych rozmiarów od Wiesława, mniej powszechnie admirowaną, chociaż równie wykończoną w formie i dramatyczniejszej osnowy jest Oldyna. Historya młodej kobiety, której mąż wzięty do wojska Austryackiego w sam dzień wesela, przepadł dotąd bez wieści, opowiedziana przy zachodzie słońca na progu wiejskiego kościółka, jest zpewnością jednem z arcydzieł Brodzińskiego. Ramy tu ściśle są zastosowane do obrazu, a myśli i wyrazy Oldyny, często żywcem wyjęte z ust ludu naszego, uderzają tą prawdziwą rezygnacyą, tem zupełnem zdaniem się na wolę Bożą, które go cechują a szczególniej cechowały przed półwiekiem z góry.

Gdybym ja ojców lub męża straciła,
Jużbym łzy starła, mówiła Oldyna,
Bo Boska wola jest to Boska chwała
W jego jest prawie śmiertelnych rodzina.
................
Nad podobieństwo przygoda ugodzi,
I najhojniejsze szczęście nas okłamie
................

Oprócz jednego wyrazu śmiertelnych rodzina, są to wszystko myśli i zwroty, które każdy obznajomiony z ludem słyszał niejednokrotnie powtarzane w podobnych okolicznościach.
Wierny opis obrządków weselnych i katastrofy jaka je przerwała, streszczone w kilkudziesięciu strofach, dziwnej rzewności i siły, czyni z tej sielanki jedną z najpiękniejszych pereł literatury naszej.
W papierach Brodzińskiego znaleziono zarysy i urywki poematu sielskiego daleko szerszych rozmiarów, przypominającego zakrojem Pana Tadeusza, pod tytułem Dwór w Lipinach, a we wspomnieniach o życiu i pismach Brodzińskiego Dmochowski wiele z niego przytacza ustępów.
Zdaje się że autor chciał wcielić w ten utwór smutne pamiątki kampanii 1812 roku, i pomieścić w jego ramach wszystkie niemal warstwy społeczne naszego kraju.
Niewiadomo jednak dlaczego nie wykonał tej pracy, tak zgodnej z jego zapatrywaniem się na sztukę i poezyę, a w której, co do epoki opisywanej przynajmniej, spotykał się z Panem Tadeuszem Mickiewicza, chociaż dwór w Lipinach wyprzedził go o lat wiele.
Z urywków przytoczonych przez Dmochowskiego nie można powziąć wyobrażenia o całości.
Widać tylko że w poemacie tym górowało nad wszystko poczucie obywatelskie, silnie rozwinięte w Brodzińskim, jakiego dawał dowody w każdym czynie i słowie[2].
Nie poprzestając na własnych pięknych utworach, Brodziński, który nawet wydając swoje poezye, nie śmiał nadawać im tego miana i zatytułował je poprostu wierszami, naśladował myśli obcych ulubionych sobie poetów, a mianowicie, na wzór Schillera napisał Sztuki piękne, kantatę Radość kilka innych. Tłumaczył też bardzo wiele większych i mniejszych utworów wierszem i prozą, pomiędzy innymi sławną tragedyą Templaryusze Raymonard‘a, Abufara Ducis‘a i komedyą Kotzebuego Wolny mularz, wszystko rzeczy odpowiadające smakowi ówczesnemu, jako też kilka oper, których libretta przekładał na język polski.
Mamy także jego pióra urywki z tragedyi Marya Sztuart Schillera, wolne tłumaczenie Safony Grylpartzera i oryginalną operę Kalmora, do której muzykę dorobił Kurpiński a która graną była na scenie Warszawskiej w r. 1822.
Są to wszystko prace mniejszej wartości, pisane często z pośpiechem i zastosowane do sceny. Kalmora jednak posiada kilka ustępów, które w swoim czasie śpiewane były powszechnie. Myśl ogólną opery zaś streszcza chór ją kończący, charakteryzując wybornie ton ówczesnej urzędowej poezyi:

Przesądy niechaj zaginą
Niech pokój oświeci tę ziemię,
A całe ludzkie plemię,
Jedną się stanie rodziną.

Wydał także Brodziński tłumaczenie Dziewicy Orleańskiej Schillera, dokonane przez brata swego Andrzeja, a ponieważ przekład ten poprzedził znakomitą pracę Odyńca, według niego grano na scenie Warszawskiej arcydzieło Niemieckiego tragika, w którym wielkie artystki ówczesne Leduchowska a następnie Zuczkowska (późniejsza Halpertowa) zachwycały publiczność.
Zajęty niezmordowanie literaturą ojczystą przysłużył jej się bardzo, tłumacząc Elegie oraz Epigramata łacińskie Kochanowskiego na język polski, gdyż z powodu coraz mniejszego rozpowszechnienia łaciny piękne te poezye były prawie nieznane.
Rozpocząwszy podobne prace nie ustawał w nich Brodziński, gdyż pragnął jak największą liczbę obcych arcydzieł własnemu krajowi przyswoić, tłumaczył więc niektóre pieśni Ossyana.
Tutaj ulegał on ogólnemu prądowi ówczesnemu, który czczą i sentymentalną poezyą Macfersona stawiał na równi z Homerem, i nie poznał się wcale na literackim oszustwie, które tym pieśniom nadawało mityczny początek.
Dziwić mu się nie można, bo wiele bardzo potężnych umysłów podzielało tę omyłkę i przyczyniało się do jej utrwalenia.
W każdym razie porównanie samo Ossyana z poematami Grecyi pozostanie zawsze punktem ujemnym jego krytycznej działalności.
Grzech ten okupił poczęści przechodząc od Ossyana do Eddy Skandynawskiej. Przetłumaczył z niej niektóre wyjątki i tym sposobem zaznajomił kraj z zupełnie obcemi mu dotąd utworami mitycznemi obcych narodów, z ich rzeczywistą sagą i legendą. Idąc coraz dalej tą drogą, Brodziński doszedł do zabytków Indyjskich, do wielkich poematów biblijnych i dokonał z nich przekłady z całem przejęciem się jakiego przedmiot wymagał.
W tych ostatnich pracach a szczególniej w Sulamicie nie ma już najmniejszego śladu jakiejbądź konwencyonalności a zwykłe przymioty autora wzmocnione są energią wyrażenia, dotąd rzadko u niego spotykaną.
Jednak pomiędzy wszystkiemi tłumaczeniami Brodzińskiego najznakomitsze miejsce przyznać musimy skromnym przekładem i naśladowaniom ludowych pieśni pobratymczych Sławiańskich narodów.
Studyując dawne zabytki naszego języka, kiedy narzecza ludów, pochądzących z jednego szczepu, będąc bliższe wspólnego źródła, nie wykształciły się jeszcze w zupełnie odrębne języki, zrozumiał Brodziński istotne znaczenie dla literatury legend i pieśni Sławiańskich.
Trzeba też przyznać, że wdzięk ich i świeżość odpowiadały w zupełności usposobieniu poety, że odkrywały mu one bogatą skarbnicę myśli, obrazów i podań, w których mógł czerpać pełną dłonią.
Znaczenie tych prostych z pozoru piosnek jest wielkie, przez nie Brodziński dopełnił niejako w sposób praktyczny, nauk głoszonych w kursach uniwersyteckich, i we wszystkich pismach wskazywał żywe źródło natchnień rodzinnych, na których jedynie kształcić się powinna według niego poezya polska.
Chociaż zaznajamiając nas z płodami ludowej muzy, jednoplemiennych narodów, oddawał literaturze naszej ogromną usługę, czynił jednak to z wrodzoną sobie skromnością i niedowierzaniem własnej sile, a w liście pisanym w tym przedmiocie do redaktora dziennika Warszawskiego, gdzie drukował niektóre z tych ślicznych utworów, tłumaczył się i jakby uniewinniał z nowości, jaką wprowadzał do naszego piśmiennictwa, i na usprawiedliwienie swoje przytaczał, że każden naród starannie zbierać zaczyna zabytki ludowe, a zwracając uwagę na liczne i nieudolne naśladowanie tych wzorów dochodzi do trafnego wniosku, że prawdziwą prostotę równie jak geniusz trudno jest naśladować.
Zresztą legendy i ballady Germańskie według zdania Brodzińskiego, nacechowane są charakterem dzikim i zaborczym, gdy przeciwnie wszystkie podobne zabytki Sławiańskie, tchną raczej miłością rodzinnego kraju, i łagodnemi uczuciami właściwemi ludom tego szczepu, i z tego powodu powtarza on znowu swoje ulubione zdanie, stwierdzając je teraz przykładem, że legendy chce nie mogą nam służyć za wzory właściwe, i że tych koniecznie na własnym gruncie odszukiwać należy.
Był on rzeczywiście nieprzyjacielem szkoły poetycznej, która lubując się w opisach zbrodni i okrucieństw, wyciąga zeń jaskrawe efekta. Zbrodnia według niego, mogła być wypadkiem w poemacie, ale nigdy nie powinna była mu za tło służyć. Dlatego też pełne talentu nawet utwory Goszczyńskiego i pierwszych założycieli szkoły romantycznej u nas, nie wzbudzały w nim zachwytu.
Zdania tego jednak nie wygłaszał, lękaiąc się być źle zrozumianym, nie chcąc by ktokolwiek mógł fałszywym pobudkom przypisać sąd jego, płynący z głębokich krytycznych poglądów; wiadomość tę jak i wiele innych szczegółów o Brodzińskim, zaczerpnęliśmy z ustnych podań jego przyjaciół, z któremi miał zwyczaj otwarcie rozumować.
Poeta nasz zastanawiając się nad charakterystyką pieśni Sławiańskich, dochodzi do wniosku iż one swoim podziałem na pieśni żeńskie i męzkie, czyli liryczne i bohaterskie, przypominają greckie pierwowzory poezyi, które jak one mają swoją pieśń męzką — epopeę w Iliadzie, a pieśń żeńską — sielankę w Odyssei. Z tego powodu stawia on pieśni Sławiańskie bardzo wysoko — widzi w nich ideał poezyi natury.
„Starożytni Grecy bowiem, tak w rzeźbie jak w poezyi nie znali żądzy oryginalności, szukali harmonii tylko w równowadze uczuć i myśli, a doskonałości w kształtach stworzonych“.
Te same właściwości Greków odnajduje w narodach Słowiańskich, dochodzi więc do przekonania, wypowiedzianego niejednokrotnie, iż mają one wspólne z grekami głębokie poczucie natury i prawdy — które powinno wytworzyć odrębną literaturę, niepotrzebującą w niczem zapożyczać się u obcych. A w końcu skreśliwszy pokrótce charakterystykę poezyi pobratymczych narodów jakoto: Serbów, Słowaków, Czechów, Morawian, z których narzeczami doskonale był obznajmiony, zaznacza trudności jakie miał do zwalczenia w przekładach, i tym samym wskazuje czytelnikowi techniczną stronę ludowych utworów, wogóle bezrymowych i nietrzymających się jak to łatwo zrozumieć ani prawideł rytmu, ani miary, a które przyoblekając w formę staranniejszą lękał się odrzeć z prostoty.
Z trudności tej jednak wywiązał się tak doskonale iż czytając go domyślać się ich niepodobna.
Wielu z tych piosnek ludowych nie wyparłby się żaden z dzisiejszych liryków, którzy z taką, pracą wyszukują w sobie zatracony zmysł prostoty, jak n. p.

Młoda Dziewczyna
Dziewcze! fiołku! tyś moją rozkoszą
Jabym Cię kochał, aleś bardzo mała.
Kochaj mnie, kochaj, będę dorastała
Choć perła mała, na szyi ją noszą —
Choć słowik mały, lecz sławny u ludzi
..............

Piosnka Słowacka „Zapłakana“ ma coś z Heinowskiego zakroju tak w myśli jak w formie pełnej miękkiej śpiewności:

W szczerem polu grusza stoi,
Kwiatem osypana,
Pod nią stoi moja miła,
Bardzo zapłakana.
Czego płaczesz i narzekasz
Dziewczę nieszczęśliwe
Weź chusteczkę, otrzyj sobie
Twe oczęta siwe.

Nacóżbym je ocierała?
Pocóż mi to radzisz?
Zdradziłeś mnie, twoją lubę,
I jeszcze mnie zdradzisz.

Pomiędzy pieśniami czeskiemi znajduje się tłumaczona z królodworskiego rękopismu duma o Zbichonie pełna siły, wkraczająca już w dziedzinę pieśni bohaterskich. Pomiędzy Morlackiemi Żona Asauh-Agi tworzy rodzaj skończonego poematu, pełnego oryginalności i dramatycznego nastroju, wcielonego w prostą ludową formę.
Podania Słowiańskie dały także temat Brodzińskiemu do ślicznych legend o Libusie i Przemysławie. Obrobił je z prawdziwą miłością jaką otaczał wszystkie zabytki przeszłości Sławiańskiej.




Przypisy

  1. I tak w wierszu Ojciec do syna, w strofie pierwszej
    Zamiast.

    Zdaj synu ojcu i pługi i radło
    Ja jeszcze siły pokrzepię
    Sam będę orał gdy tak już wypadło
    Chatkę zniszczoną polepię

    być powinno

    Zniszczoną chatkę polepię.

    Przełożenie jednego wyrazu niweczy rytmiczność ściśle przestrzeganą w całym utworze. Omyłek podobnych możnaby więcej wynaleźć, i w tym wierszu i wielu innych.

  2. Brodziński pisał także bajki bardzo dowcipne, które nie wiadomo czemu nie zostały włączone do całkowitej edycyi dzieł jego, bajki te były rozproszone po czasopismach ówczesnych, znamy ich ośm.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Waleria Marrené.