Katorżnik/Rozdział XXVII

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Jan Siwiński
Tytuł Katorżnik
Podtytuł czyli Pamiętniki Sybiraka
Data wydania 1905
Wydawnictwo Spółka Wydawnicza Polska
Drukarz Drukarnia „Czasu“
Miejsce wyd. Kraków
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
Rozdział xxvii.

Warszawa.

W Warszawie miał już nastąpić koniec całej naszej biedy, to też Moskale tak, jakby żałowali, że się im tak łatwo wymykamy z ich szponów, próbowali, ale już po raz ostatni, dokuczyć nam. Umieszczono nas w więzieniu policyjnem, które w swojem rodzaju było gorsze od cytadeli. Więzienie to było brudne, ciemne, wilgotne i po ścianach ściekała woda, podłoga betonowa, piaskiem wysypana; stęchlizna, robactwo i wszelkie niechlujstwa szły na wyścigi. Po kilkudniowym pobycie w tej norze, wzięto nas i pod silną strażą odstawiono do konsulatu austryackiego. Gdyśmy przybyli do gmachu konsularnego, przyjęło nas wojsko austryackie, ułani, a Moskale pozostali za bramą. W kancelaryi przywitał nas konsul jako austryackich poddanych i oświadczył, że pod jego dachem nie mają już mocy do nas Moskale, aleć i to oświadczenie konsula nie zawierało wiele prawdy, bo tuż za nami pojawiło się dwóch sztabowych oficerów moskiewskich, którzy mieli być obecni przy protokołach, które musieliśmy składać w konsulacie austryackim.
Protokoły te polegały na tem, że mieliśmy się wylegitymować tam, że istotnie jesteśmy austryackimi poddanymi. Legitymacya ta nie była łatwą i kto nie był rzeczywistym Galicyaninem, ten mógł się bardzo łatwo zaplątać i dostać się napowrót w Sybir. Rozłożono mapę, do której zasiedli prócz konsula, także i owi sztabowi oficerowie rosyjscy. Najpierw pytano o miejsce urodzenia i o sąsiednie wsie lub miasta; pytano o odległość z tej miejscowości do tej, lub z tego miasta do tego; kto na to nie mógł odpowiedzieć, ten był zatrzymany, dokąd odpowiedź rządu austryackiego nie nadeszła potwierdzająca lub przecząca tożsamości osoby, przy sprawdzeniach na miejscu. Jeżeli kto posiadał szkoły, to znów pytano, w jakiem mieście i do jakich klas uczęszczał, a nawet pytano, o nazwiska nauczycieli lub profesorów. Z tego widać, że nie łatwą było rzeczą wylegitymować się tym, którzy wracali pod pretekstem, że są austryackimi poddanymi. Wobec tego było kilka wypadków, że ten, kto nie był w stanie udowodnić swego pochodzenia, czy to jako Galicyanin, czy to Poznańczyk, był powtórnie odesłany na Sybir i na nowo miał rozpoczynać odsiadywanie kary, gdyż te, które już przebył, za karę mu przepadały.
Mój egzamin, pomimo wszelkich stawianych mi kruczków, musiał wypaść na moją korzyść, jako prawowitego Galicyanina, to też wkrótce po tem w towarzystwie ośmiu innych towarzyszy, odesłany zostałem w hańbiący i uwłaczający sposób, bo w sposób szupasowy do Krakowa. Tu się przejawia podła i nikczemna polityka rządu moskiewskiego wtem, że nie odesłał nas koleją, ale na urągowisko pokazał nas ludowi, jak ongi Piłat Chrystusa!... Przykry to był ten ów nasz pochód szupasowy, o wiele przykrzejszy w swoim rodzaju od tego wszystkiego, cośmy już przebyli! Ja też w tem miejscu skracam moje opowiadanie i na całą tę podróż zapuszczam zasłonę... nadmieniając tylko to, że w tej drodze zachorowałem i musiałem się udać do szpitala św. Kazimierza w Radomiu, skąd pisałem do domu, prosząc o przysłanie mi pieniędzy, abym mógł koleją powrócić do Krakowa.


Na tem opowiadaniu powinienem już poprzestać, aby dalej czytelnika nie nużyć; to też już w krótkich słowach zakończę. Po dwutygodniowym pobycie w szpitalu radomskim odjechałem już koleją do Krakowa, gdzie przybyłem dnia 25. lipca 1869 roku i tegoż samego dnia oddałem legitymacyjne papiery konsulatu austryackiego z Warszawy c. k. władzy politycznej, jak również zameldowalem się w nowo utworzonym komitecie wzajemnej pomocy Sybiraków, gdzie otrzymałem kartę legitymacyjną pod numerem 256, podpisaną przez przewodniczącego tegoż stowarzyszenia, niejakiego pana Bylickiego, którą do dziś dnia przechowuję jak najdroższą relikwię.

separator poziomy

Göthe, ów wielki filozof powiedział, że:
Wszystko co ziemskie, co znikome, jest tylko mitem, a zaś to, co niedościgłe staje się bytem.
Ta apoteoza może tez być zastosowaną do idei odbudowania Polski, wywalczenia dla niej bytu; ci zaś, którzy dla tej idei poniosą cierpienia lub śmierć, niech będą dla narodu polskiego owemi mitami, bo jak powiedzialem, że tylko cierpienia należą do człowieka, reszta — do ogółu.

Pisałem w Sadkach, w miesiącu maju 1904 r.
separator poziomy


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Jan Siwiński.