Katorżnik/Rozdział XV

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Jan Siwiński
Tytuł Katorżnik
Podtytuł czyli Pamiętniki Sybiraka
Data wydania 1905
Wydawnictwo Spółka Wydawnicza Polska
Drukarz Drukarnia „Czasu“
Miejsce wyd. Kraków
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
Rozdział xv.

Bajkał.

Z Irkucka do Bajkału jest tylko trzy stacye drogi. Bajkał jest to olbrzymie jezioro, mające sto mil długości, a od trzydziestu do czterdziestu szerokości. Ponieważ Irkuck leży nad rzeką Angarą, która wypływa z Bajkału, przeto całą tę przestrzeń idzie się lewym brzegiem rzeki Angary. Nie widziałem w mojem życiu drugiej takiej rzeki, nie widziałem takiej złośliwe] wody, któraby z takiem zagniewaniem, takim złowrogim pomrukiem i z taką wściekłością staczała się po kamieniach i niszczyła wszystko w około: góry, brzegi, kamienie wszelkie i wszystko to, co napotka w swym szalonym pędzie! Tłómaczy się to jednak tem, że wypływ rzeki pomiędzy dwoma skałami, jakby bramę tworzącemi, a otaczającemi jezioro Bajkalskie jest wąski; stąd też pochodzi owo parcie.
Już od pierwszej stacyi za Irkuckiem jesteś oczarowany urokiem tej dzikiej, a tak cudownej okolicy! W niektórych miejscach droga prowadzi tuż po nad Angarę, po nad brzegi przepaściste; wtedy cała partya milczy, bo choćbyś się nie wiem jak silił wołać i krzyczeć, to przecie nikt cię nie usłyszy, bo ów ryk, szum, owo wycie Angary jest silniejsze od tysiąca piersi ludzkich! To druga Niagara!
Ponieważ te okolice zamieszkują Buryaci, wyznania Buddy, przeto między innemi bóstwami mają także bożka wód. Takiego to właśnie bożka wód widziałem na Angarze. Jest to wyspa skalista, granitowa, osadzona na samem środku Angary, a przybrana przez kapłanów i lamów buryackich w chorągiewki białe, czarne, czerwone, zielone, niebieskie, żółte, siwe, srokate: to jest ów bożek wód.
Jeżeli który Buryat popełni czyn zbrodniczy i skazany jest na karę śmierci, naówczas zbiera się cała procesya Buryatów, lamów i kapłanów z okolicy, biorą owego delikwenta, który ma umrzeć, i oświadczają mu, że jeżeli mu bóg wód przebaczy to i oni mu przebaczą, pod tym jednak warunkiem, jeżeli dopłynie przez Angarę do owego kamienia granitowego na środku rzeki Angary, do owego boga wód. Wtedy następuje coś strasznego, następuje walka człowieka o życie lub śmierć, następuje walka z żywiołem wody, wody szalonej i rwącej, głębokiej i zimnej! Oddala się tedy ów fanatyk, ów delikwent tak daleko, jak uzna za odpowiedne — rzuca się w wodę, płynie — lecz i pływanie nie wiele pomoże, bo woda tak rwąca, iż przewala się ciągle i kipi — więc też i owego zuchwalca pochłania i zalewa. Ale ów fanatyk ma wiarę w bożka wód, przeto wydobywa się znów na wierzch i płynie; zdarza się — mówią — dość często, że dopływa; kto zaś nie był w łaskach u boga wód, tego Angara rozbiła i poszarpała w kawały po kamieniach, które porywa i toczy. Gdy zaś ów delikwent-fanatyk dopłynął szczęśliwie do owego kamienia, do owego bóstwa wodnego, natedy kapłani jadą na łodziach po niego, a przywiózłszy go na brzeg, padają przed nim na twarz, całują mu nogi i odtąd on już staje się kapłanem, bo jest w łaskach u boga.
Taka to jest owa rzeka Angara i tacy jej bogowie!
Na ostatniej stacyi, już na trzy mile przed Bajkałem, zaczyna on widnieć. Najpierw widać owe dwie olbrzymie góry, ową bramę, która w swym żelaznym uścisku zamknęła wypływ Angary. Początkowo widać jakby jaką gwiazdę błyszczącą, jak jaki meteor, który migoce — następnie jakby źwierciadło olbrzymie, które w miarę, gdy się zbliżasz do niego, rośnie, potężnieje i błyszczy. O! to już nie źwierciadło, to już ogrom lustra, to już ogromna szyba wodna! Nie widziałem nic w mojem życiu piękniejszego ani wspanialszego nad ten widok! Idziesz i patrzysz, zamieniasz się cały w patrzenie i jeszcze oczom swoim nie wierzysz i myślisz że to ułuda. Natura tutaj się wysiliła nim stworzyła to cudne uroczysko! Tutaj góry zwalone na góry i poszarpane w kawały! Naokoło widzisz olbrzymie stożki i kratery wulkaniczne, które dyszą i sapią i buczą i grzmią i dymią i ogniem zieją! I patrzysz na to wszystko i jeszcze nie dowierzasz rzeczywistości i nie wiesz, co się z tobą dzieje i gdzie jesteś — jesteś w zachwyceniu! Taki to jest ów Bajkał, czyli owo światoje morie (święte morze), jak go tutaj nazywają.
Nareszcie stajesz w porcie. Teraz dopiero zaczyna cię ogarniać strach i groza! Teraz słyszysz grzmot, huk i jęk taki ogłuszający, że porywa cię lęk i trwoga. Fale owych wód Bajkału uderzają z taką siłą, z taką mocą o skaliste brzegi, że woda rozpryskuje się, miażdży się na pianę i kipi jak ukrop! Bajkał bowiem jest najburzliwszem jeziorem. Jest on na podobieństwo naszego Morskiego Oka prawie bezdenny, gdyż głębokość jego najmniejsza wynosi 10.000 metrów! Tutaj w okolicy Bajkału biorą początek owe olbrzymie góry, owo pasmo gór Jabłonnych. Już za Bajkałem, od strony południowej, leży miasto Kiachta, owa komora, sławna handlem herbaty karawanowej. Kiachta od Mongolii, prowincyi chińskiej, jest zaledwie 8 wiorst odległą.

separator poziomy


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Jan Siwiński.