Karnawał (Bartels)

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
KARNAWAŁ
(Utyskiwania zakatarzonej mamy.)




Moja pani, ten karnawał,
To istne piekło dla matek,
Nawał wizyt, pracy nawał,
Ciągły kłopot i wydatek!
Achu, achu, a za trudy,
Tylko bezsenność i nudy,
Achu, achu, kaszel dławi
A człowiek się niby bawi.

Moja Madzia, wzór panienek,
Cicha, skromna, bez wybryków,
Zdarła już dziesięć sukienek
I dwanaście par bucików!
Achu, achu, a te kwiatki!
Co to za kłopot dla matki
Achu, achu, rękawiczki
Najmniej na cztery guziczki!

Na balach, istne skaranie,
Z całą tych mężczyznisk zgrają,
Wiecznie trzech przed nosem stanie,
I nic widzieć ci nie dają!
Achu, achu, te próżniaki
Patrzysz na ich z tyłu fraki,
Achu, achu, i łysiny
Swiecące się, jak patyny!

Ani toalecie żadnej,
Ni tańcom się nie przypatrzysz,
Ciągle się na ich paradny
Tylny front, ze zgrozą patrzysz,
Achu, achu, tak jak długi
Poszedł jeden, stoi drugi,
Achu, achu, i do rana
Masz ten rodzaj parawana!

Przy kolacyi, choć kotleta
Zjadłabym, bo jeść mi chce się,
Ale nieszczęsna kobieta,
Jestem tu, jak w jakim lesie!
Achu, achu, tych niedźwiedzi
Zawsze pół kopy już siedzi,
Achu, achu, bo te zuchy,
Przyszli napchać tylko brzuchy!

Zgryzłam przecież jakieś jadło,
Od siedmiu często boleści,
Co tym panom z nosa spadło,
Co im się w gardle nie mieści!
Achu, achu, i do sali
Wracam, by się bawić daléj,
Achu, achu, w swym kąciku,
Po mizernym kotleciku!

Na sali nieco przestroniej,
Każdy jak bąk najedzony,
Do domu co prędzej goni
Wynagrodzić czas stracony!
Achu, achu, ów czas drogi
Dobranoc, szczęśliwej drogi,
Achu, achu, Bogu chwała,
Będę przecież coś widziała!

Ale próżno niebios wzywam,
Sama daję za wygranę,

Sen mię morzy, więc się kiwam,
Trąc biedne oczy zaspane!
Achu, achu, a to granie,
Klap, klap, klap, na fortepianie,
Achu, achu, na kanapie
Siedząc, zda się z dachu kapie!

I tak aż do siódmej zrana,
Tok zgnieciony, suknia zmięta,
Madzia na nic stańcowana,
A ja, gdyby z krzyża zdjęta!
Achu, achu, zgiełk się szerzy,
Madzia na podłodze leży,
Achu, achu, w kotylionie,
Zaplątała się w ogonie!

Podnosi się z swym danserem,
Ale także i z siniakiem,
Bodaj z takim kawalerem,
Tańczyć i na balu takim
Achu, achu, a korzyści
Żadnej zgoła oczywiście,
Achu, achu, prócz siniaka,
Bo kawaler dał drapaka!

Kończy się wreszcie zabawa,
Równie przyjemna jak krótka;
W przedpokoju więc rozprawa,
Gdzie futerko, gdzie narzutka?
Achu, achu, i spocone,
Pakujem się otulone,
Achu, achu, do karety
Z kaszlem i grypą niestety!

Madzia nadzwyczaj kontenta,
Z mazurowego dansera,
Ale, cierpliwości święta
Wolałabym epuzera:

Achu, achu, Boża kara!
Nikt się o panny nie stara,
Achu, achu, z tych danserów
Na lekarstwo epuzerów!

Kiedyś, jakem była młodą,
Rychtyk byłam taką samą,
Po balach, tąż samą modą
Włóczyłam się z moją mamą!
Achu, achu, lecz wytrwała
Mama za mąż mię wydała!
Achu, achu, żebym to ja
Tak umiała, pani moja!






Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Artur Bartels.