Już nie chcę

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Jerzy Szarecki
Tytuł Już nie chcę
Pochodzenie Czapka topielca
Wydawca Towarzystwo Wydawnicze „Rój“
Data wydania 1931
Druk Drukarnia Narodowa w Krakowie
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera) Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały tekst jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały tekst jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Indeks stron
JUŻ NIE CHCĘ

Już nie chcę Ciebie. Znalazłem inną. Znalazłem lepszą, piękniejszą, wierniejszą. Dużo jest lepsza od Ciebie moja przyszła kochanka. Przy mnie będzie stale. Nie trzeba jej prosić, by przyszła na brzeg i czekała nim okręt kotwice zarzuci. Nie wydmie wzgardliwie ust i nie odejdzie, gdy okręt wiatrem odpędzon nie będzie mógł do brzegu przybić odrazu. Nie powie, że jej obrzydły pieszczoty i nie będzie spozierać w okno, za którem majaczy cień innego mężczyzny. Na spotkanie nie spóźni się nigdy bo stale przy moim będzie boku. Jest spokojna i cicha nie swarzy się nigdy, nie dąsa. Nie potrzeba jej strojów, pieniędzy i zabaw. Ja sam jej wystarczę zupełnie. I kochać mnie będzie mocniej niż Ty. Uścisk jej ramion potężny — dech od tego uścisku zamiera. Jest długi, trwały, wieczny. Nie wypuści mnie nigdy z swych ramion. I pocałunki jej będą szczersze od Twoich. Pocałunki jej są tak mocne, że wyżerają ciało do kości. Nie jest ona jednak ani namiętna, ani gwałtowna. Pocałunki jej niszczą ciało nie gwałtownością lecz mocą długości trwania. Jest lepsza od Ciebie i dlatego, że w każdej chwili posiąść ją mogę. Krok jeden zrobić wystarczy... Nie trzeba będzie czekać dni, tygodni, miesięcy, by wtedy gdy nadejdzie wreszcie ta chwila dowiedzieć się, że już nie potrzeba...
Przy mnie, obok, pode mną, nade mną i we mnie będzie ona. Moja nowa kochanka. I piękniejsza jest dużo od Ciebie. Jej oczy przepastne są tak czarne, jak nie są czarne oczy żadnej kobiety. Wyraziste są jej oczy. Kto raz spojrzał w głębie tych źrenic, ten już wszystko pojął, zrozumiał... Piękne są jej oczy — mądre i szczere, niema w nich kłamstwa, obłudy. Białe jest ciało mojej przyszłej kochanki. Biel Twego ciała jest niczem. Przy niej jest ono tak czarne, jak czarne są jej włosy otaczające wszystko wkrąg i oplatające tego kto padnie w jej ramiona tak mocno, że poza tą czernią już nic dojrzeć nie może.
Postać jej wiotka, a głos tak cichy, że go wcale nie słychać. To też spokojnie będzie i cicho w mojej łożnicy. I wierna mi będzie. Wierna tak, jak wierną żadna kobieta być nie potrafi. Nie będę już rozgorzałemi oczyma wyczytał zdrady w jej oczach, nie będę wypatrywał śladów uścisków obcych na jej ciele, nie będę wyczuwał ustami na ustach jej pocałunków warg obcych. Pocałunek jej ust na mych oczach złożony trwać będzie wiecznie i nie ustanie nigdy. Wierną mi będzie moja nowa kochanka, wierniejszą niż Ty. Już nie chcę Ciebie. Znużyłem się ciągiem wyczekiwaniem, myśleniem, marzeniem o Tobie. Osłabły i zdrętwiały mi ręce od ciągłego kołatania do twych drzwi, za któremi już się inny znajduje. Wyblakły i łzami zaszły oczy od ciągłego wypatrywania tej pustki, co po Tobie została. Zbladły i trząść się zaczęły wargi od ciągłego wymawiania Twego imienia napróżno. Wyczerpało się serce które tak długo i gwałtownie biło dla Ciebie. Wstrętną mi się stała łożnica nasza splugawiona przez innego. Moje nowe łoże będzie obszerne i wygodne. Będzie w nim posłanie z piasku, a poduszka ze skały. Będzie w niem nieco twardo, będzie w niem nieco chłodno. Lecz jakże krzepki, jakże głęboki sen mnie ogarnia! A przy mnie będzie moja nowa, już wierna teraz kochanka. I nic mnie już nie wyrwie z jej ramion. Ni krzyk mew żałosny, ni wycie wichrów, ni burza szalona, ni łopot żagli okrętu, co będzie przepływał nad łożem mojem ze skał, wodorostów i piasku. Sen mocny, sen wieczny legnie na oczach z pierwszym pocałunkiem mojej kochanki, która stale będzie koło mnie. I będzie mi ona szeptać do ucha słowa miłości, miłości wielkiej i świętej co obejmuje świat cały, wszystko i wszystkich i ją samą i Ciebie i Twego nowego kochanka...
Już nie chcę Ciebie. Znalazłem inną. Jej uścisku, jej pocałunku pożądam. Lecz nim skłonię głowę na łono mojej kochanki, zanoszę do Ciebie prośbę jedną, ostatnią. Jeśli wybierzesz się kiedy z swym nowym kochankiem w morze i jeśli serce w chwili pewnej poszepnie Ci, że ja spoczywam tu właśnie w głębi, pod Twemi stopami, jeśli serce to nie wyzbyło się jeszcze resztek okruchów miłości dla mnie — rzuć wianek na fale. Może opadnie on na dno i legnie na oczach mych zawartych do snu, z którego mnie już nikt nie obudzi. I może drgnę wtedy w ramionach mojej nałożnicy i spojrzę jej czarnemi, przepastnemi oczyma w tę stronę, gdzie popłyniesz Ty, wpatrzona w piękniejsze od moich oczy Twego nowego kochanka...

KONIEC



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Jerzy Szarecki.