Jowisza sprzeczka z Wulkanem

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Mikołaj Biernacki
Tytuł Jowisza sprzeczka z Wulkanem
Pochodzenie Piosnki i satyry
Data wydania 1879
Wydawnictwo Gebethner i Wolff
Drukarz Józef Unger
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub Pobierz Cały zbiór jako PDF Pobierz Cały zbiór jako MOBI
Indeks stron
Jowisza sprzeczka z Wulkanem.


W tych dniach, Jowisz, zły od rana,
Bo go żona ukochana
Zatrzymała w domu;
Przerzucał z nudów gazety;
Podobno nasze, niestety!
Wtem — spłonął ze sromu.
Wyczytał na własne oczy,
Jak postęp nierówno kroczy.

Mocno zasępiwszy czoła,
Wulkana przed siebie woła,
I mówi: kochany,
Doszły mnie ze świata wieści,
Co ci nieprzynoszą cześci
Za szeląg złamany.
Niedołęgo ty kulawy!
Niewart jesteś łyżki strawy.


Wszakżeś to bogiem oświaty!
Podjąłeś mi się przed laty
Kuć postęp dla ludzi;
Robota miała być gładką,
Równą, porządną jak rzadko,
Tymczasem śmiech budzi.
Tu misterna, tam znów gruba,
Istna nieudała próba.

Cały Olimp nią zgorszony!
— Proszę o głos dla obrony,
Jowiszu łaskawy!
Rzecze Wulkan, taka mowa,
Takie uszczypliwe słowa,
Niemają podstawy.
Niech ten, kto skargą szafuje,
Wprzód wie, jak ja postęp kuję.

Głowy kładą się pokotem,
I tłuką stosownym młotem,
Z równem nabożeństwem;
Więc, by jedna postępowa,
Druga wsteczna wyszła głowa,
Jest niepodobieństwem.
Wszystkie są jednakiéj wody:
Zresztą — proszę o dowody.


 — Ach! rzekł Jowisz, niech cię kaci!
Służę; a arystokraci!
A konserwatyści!
Aha! mości dobrodzieju!
Szukaj w ich mózgach oleju!
Pokaż mi korzyści,
Jakie płyną z ich gromady
Dla narodu — oprócz zdrady?

Prawda! a to się złapałem!
Mówi Wulkan, zapomniałem!
Lecz klnę się na duszę,
Że ja chcąc wpajać naukę,
Jednostajnie w głowy tłukę.
Przypuszczać więc muszę,
Że mózgi konserwatywne
Bardziéj twarde, tępe, sztywne...

— Aj! woła Jowisz, Wulkanie!
Aj! przestań! takie gadanie
Na śmiech cię wystawi.
Toż twój domysł, mój kochany,
Najmniejszemu dziecku znany!
Niechże się zabawi
Twoim kosztem moja żona;
Junona! chodź no! Junona!


Ale Wulkan zawstydzony,
Przekłada śmiech własnéj żony,
Do domu ucieka.
Tam, swój młot postępu stary,
Obciąża trzema cetnary,
I święcie przyrzeka:
W konserwatywnych klijentów
Tłuc mocniéj o sto procentów.






Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Mikołaj Biernacki.