Jerzy/List III

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Waleria Marrené
Tytuł Jerzy
Pochodzenie „Jerzy” i „Fragment”
Data wydania 1882
Wydawnictwo Redakcja „Mód Paryzkich”
Druk Władysław Szulc i S-ka
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron


LIST III.
HENRYK DO JERZEGO.

„Nie będę ci próżnemi słowy dziękował za twój list, mój drogi. Wiem, że ludzie jak ty, niełatwo się spowiadają, a ja twoję szczerość ocenić umiem. Bądź spokojny; o ile potrafię, starać się będę miejsce twoje zastąpić, choć nie wiem czy zadaniom twoim podołam. Między nami jest wielka, kardynalna różnica: ja mam pracę, dobrą wolę i cierpliwość starości, ty geniusz i siłę młodą. Wszakże uczynię co będę mógł, by rozpoczęte doświadczenia i prace najmniej straciły na twojem oddaleniu. Żądam tylko od ciebie dalszych i szczegółowych listów z tej podróży. Twój Lucyan zaciekawił mnie, jako typ szczególny. Obok wszystkiego jednak co mi piszesz na jego pochwałę, poznaję w nim jedno z tych wiecznych dzieci, któremi los miota i które nawzajem miotają cudzym losem, a mimo złotych serc i najlepszych chęci, są nieraz nieszczęściem dla siebie i drugich. Określiłeś go sam jednem słowem i potępiłeś: nie wiesz jakiego hartu jest to złote serce, a hart dzisiaj stanowi człowieka, hart i świadomość siebie. Lękam się ludzi którym go braknie, jak lękałbym się na piasku budować gmach bez podwaliny. Bo jak obrachować to co nieujęte, jak poznać tego, który sam nie zna siebie? My, co przywykliśmy z matematyczną ścisłością obrachowywać wszystko i wszystkich, co doszliśmy pracą myśli i cierpieniem do pojęcia, że tylko fałszywe uczucia nie znoszą światła analizy, którzy wśród wątpiącego świata potrafiliśmy zdobyć sobie „credo”, — lękać się musimy podobnych istot, które bądź jak bądź, są zawsze pasożytami duchowymi, tem bardziej godnymi potępienia, jeżeli tylko miękkość i lenistwo myśli utrzymuje ich w sferze nizkiej mgły i niepewności. Mam rodzaj pogardy dla ludzi, co dobrowolnie skazują się na wieczną niedojrzałość, i żal mi ciebie, żeś z podobnym człowiekiem splątał życie, jakiekolwiek są jego zewnętrzne przymioty; ale przynajmniej widzę żeś go poznał dokładnie i że na swojem stanowisku potrafisz podołać każdemu położeniu, że choćby ci przecierpieć przyszło, nie upadniesz. W każdym razie, towarzyszu pracy, bracie myśli, rachuj na swego starego przyjaciela i z tej wycieczki przysyłaj mi spostrzeżenia i wrażenia, które mi ciebie choć w części zastąpią i utrzymywać będą między nami niezerwany łańcuch myśli; bo brak mi bardzo tutaj twego serca, polotnej myśli i stałego poglądu. Ileż razy, gdyśmy pracowali razem nad wydarciem nowej tajemnicy naturze, stwierdzaliśmy doświadczeniem, widzieliśmy na oczy, że tak powiem, nieskończoną harmonią praw rządzących materyalnym światem i tę okruchę wiedzy dorzucaliśmy do ogólnej skarbnicy. Wówczas twoje oczy zapalały się świętą żądzą prawdy; milczący zwykle i poważny, stawałeś się wymownym siłą przekonania; bystrą myślą sięgałeś wszystkich granic możliwości, przechodząc z materyalnego świata, w dziedzinę moralną, od ciasnych faktów, do szerokich teoryj, natchniony nie mrzonkami marzeń mistycznych, ale trzeźwym zachwytem tego co istnieje, na co trzeba tylko chcieć i umieć patrzyć. Wtedy ja, cichy pracownik, schylałem starą głową przed twoją wrzącą młodością, przed świętą energią przekonania, przed tą siłą wiary, wspartą tak potężnie wiedzą i rozumem, która promieni z ciebie jak z ogniska, wytykając ci jasną, nieomylną drogę życia i wskazując ją drugim. Nie wiem czy Lucyan jest w stanie cię ocenić, ale to pewna, że ta bluszczowa natura odgadła instynktownie, iż w tobie znajdzie wsparcie w każdej burzy życia. Daj Boże by dał ci się powodować przynajmniej i wiernie szedł za tobą. Ale twoje drogi mogą być strome, ty w przekonaniu swojem nie cofniesz się nigdy i przed niczem. Znam cię, należysz do rzędu ludzi spokojnie wytrwałych a niezłomnych, bo wyrobiłeś się sam, wedle własnej myśli i przekonań, a marzenia i czyn splotłeś z doskonałą harmonia życia.”





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Waleria Marrené.