Janowi Matejce

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Wiktor Gomulicki
Tytuł Janowi Matejce
Pochodzenie Poezje Wiktora Gomulickiego, cykl Innym i sobie
Wydawca Księgarnia A. Gruszeckiego
Data wydania 1866
Druk Bracia Jeżyńscy
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Cały cykl
Pobierz jako: Pobierz Cały cykl jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały cykl jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały cykl jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały zbiór jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały zbiór jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Indeks stron
JANOWI MATEJCE.


Naród ciebie pozdrawia, kapłanie narodu!

Gdy my, dzieci stulecia, co ma serce z lodu,
Idziemy drogą życia wątpiący i smutni,
Nie dając ucha dźwiękom poetyckiej lutni,
Ani głosowi natchnień, eo płyną z wysoka —
Ty jeden patrzysz w życie oczami proroka,
I zasłuchany w chórów archanielskich granie,
Modlisz się za nas wszystkich — mistrzu i kapłanie!

Jakże pięknych ołtarzów jesteś ofiarnikiem!
Choć przy nich wąż zniszczenia przewija się z sykiem,
Choć bluszcz, grobów kochanek, czepia się ich zrębu,
Świetniejsze są od złota, wytrwalsza od dębu!
Na szczyty, niedostępne śmiertelnemu oku,
Tyś się podniósł natchnieniem, mistrzu i proroku.
Ztamtąd śledzisz narodów źródła tajemnicze,
Bóstwom minionych czasów spoglądasz w oblicze,
Nie tajną ci jest ducha i żywiołów praca,
I wiesz, w którą się stronę prąd przeznaczeń zwraca...

A my, widząc, że stoisz w złotych blaskach zorzy,
Wołamy: bądź pozdrowion, pomazańcze boży!

Tobie elijaszową dano moc wskrzeszania,
I grób każdy przed tobą swe wnętrze odsłania.
Z prochów, które śmierć rzuca na cmentarne niwy,
Pod zaklęciem twej myśli, wstaje człowiek żywy,
W szkarłatach lub siermiędze, z mieczem albo różą.
Znasz się z ciszą pokoju i z wojenną burzą;
Gdy chcesz, brzmi surma, pleśnią wiekową pokryta,
Gdy chcesz, stal zardzawiona sypie skry i zgrzyta,
Gdy chcesz, wrą huraganem zapomniane boje,
Gdy chcesz, krwi raz przelanej znów się leją zdroje,
Gdy chcesz, to co snem było, staje się obrazem...

Tyś, mistrzu, wskrzesicielem i sędzią zarazem;
Z równem sumieniem sądzisz pachołków i króle,
Ważąc pilnie ich cnoty, słabości i bóle;
Słuchasz, co kronikarskie mówią o nich echa,
I klasztorne zacisze i wieśniacza strzecha,
Potem-jednych nagradzasz nieśmiertelną chwałą
A innych piętnem hańby lżysz na wieczność całą!

Granic orlego lotu nikt z łudzi nie wskaże, —
Więc postępuj wciąż naprzód, i dźwigaj ołtarze,
Które z przeszłości naszej ginach boży uczynią.
Naród przyjdzie się modlić przed twoją świątynią,
Jak żydzi przed murami białej Jeruzalem;
Pierś jego zadrży świętym, przepotężnym żalem,
I póki mu krwi w sercu, a łez w oczach stanie,
Będzie imię twe sławił — mistrzu i kapłanie!







Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Wiktor Gomulicki.