Przejdź do zawartości

Jana Kochanowskiego Dzieła polskie (1919)/Psałterz Dawidów/Psalm XL

<<< Dane tekstu >>>
Tytuł Psałterz Dawidów
Podtytuł Psalm XL
Pochodzenie Jana Kochanowskiego Dzieła polskie: wydanie kompletne, opracowane przez Jana Lorentowicza
Wydawca Tow. Akc. S. Orgelbranda S-ów
Data wyd. [1919]
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Jan Kochanowski
Indeks stron

PSALM XL.


Expectans expectavi Dominum.


Czekałem z cierpliwością, a Pan mię obaczył
 I prośby moje wysłuchać raczył.
Wywiódł mię mocą Swojej zwyciężnej prawice
 Z błot nieprzebytych i z trzęsawice.
Nogi moje na twardej opoce postawił
 I drogę, gdziem miał chodzić, objawił.

Tenże i ku śpiewaniu usta me sposobił,
 Żem nowym rymem moc Jego zdobił.
Niechaj się na mnie Pańskim sądom przypatrują,
 Którzy fortunie rząd przypisują
Wszystkich na świecie rzeczy; musząc sobą trwożyć
 I swe nadzieje w Panu położyć.
Błogosławiony człowiek i fortunny żywie,
 Który ma ufność w Panu prawdziwie,
Że ani oka swego skłonił za hardemi,
 Ani się udał za wszetecznemi.
Siła, wszechmocny Panie, Twych dziwów od wieku
 I znaków chęci przeciw człowieku.
Myśl nie ogarnie, język nie wymówi tego,
 Nie masz o Panie, Tobie rownego.
Ofiar za grzech nie pragniesz, toś mi włożył w uszy,
 Że cię ofiara żadna nie ruszy.[1]
A jam rzekł: Oto idę i jestem gotowy,
 Jako brzmi pismo jasnemi słowy,
Woli Twej dosyć czynić, Boże nieprzeżyty!
 Twój zakon w mojem sercu jest ryty.
Opowiadałem światu sprawiedliwość Twoję,
 I dziś nie milczę, sam znasz chęć moję.
Nie kryłem w sercu swojem Twej sprawiedliwości,
 Sławiłem prawdę i Twe litości.
Jawne jest na wszystek świat miłosierdzie Twoje,
 Jawna i prawda przez usta moje.
Nie raczże mię opuszczać, o mój Boże wieczny!
 Bądźże mym stróżem w dzień niebezpieczny.
Męki mię, których liczby nie masz, ogarnęły,
 Troski mię, których nie przejźrzeć, zjęły.

Ledwie tak wiele włosów na głowie najduję,
 Prosto i serca w sobie nie czuję.
Raczże mię, mocny Panie, z łaski swej pocieszyć,
 A ku ratunku memu pospieszyć.
Niechaj hańbę odniosą, niech się zapałają,[2]
 Którzy upadku mego szukają.
Niech idą wspak ich rady, niech się jawnie wstydzą
 Którzy nieszczęście me radzi widzą;
Bodaj za moję wzgardę obelżenie mieli,
 Którzy mi mówią: tegośmy chcieli.
A cnotliwi bodaj dni dobrych używali
 I zawżdy Pańską moc wyznawali.
Jaciem żebrak ubogi, prawie cień człowieczy,
 Ale mię jednak Pan ma na pieczy.
Tyś obrona i zdrowie, Panie, dusze mojej,
 Nie odwłócz, proszę, pomocy swojej.




  1. ↑ wzruszy.
  2. ↑ zapłoną, zawstydzą.





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Jan Kochanowski.