Dosyciem znał dotychmiast uszy Twe zamknione,
Dosyciem znał, i nazbyt, oczy odwrócone;
Chciej na mię kiedy wejźrzeć, chciej uprzejme moje
Prośby, o wieczny Panie, przyjąć w uszy Swoje.
Rozświeć moje ciemności swem nieogarnionem
Światłem, abych nie zasnął snem nieprzebudzonym;
Niechaj tej ze mnie nie ma nieprzyjaciel chłuby,
Aby miał rzec: jam go starł i przywiódł do zguby.
Upad mój wielka roskosz przeciwnikom moim,
Ale ja, Panie, ufam w miłosierdziu Twoim,
Że mię Ty nie opuścisz, a ja w głośne stróny
Będę Imię Twe sławił, Boże niezmierzóny!