Przejdź do zawartości

Jana Kochanowskiego Dzieła polskie (1919)/Psałterz Dawidów/Psalm CIV

<<< Dane tekstu >>>
Tytuł Psałterz Dawidów
Podtytuł Psalm CIV
Pochodzenie Jana Kochanowskiego Dzieła polskie: wydanie kompletne, opracowane przez Jana Lorentowicza
Wydawca Tow. Akc. S. Orgelbranda S-ów
Data wyd. [1919]
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Jan Kochanowski
Indeks stron

PSALM CIV.


Benedic anima mea Domino.


Duszo, śpiewaj Panu pieśń: O nieogarniony
 Nieba i ziemie sprawco, wielceś uwielbiony!

Ciebie obeszła wkoło cześć i świetna chwała,
 Ciebie jasność, jako płaszcz ozdobny odziała;
Tyś niebo, jako namiot, rozbił ręką swoją,
 Nad nim wody za Twojem rozrządzeniem stoją.
Chmury — Twój wóz, Twe konie — wiatry nieścignione,
 Duchy — posłańcy, słudzy — gromy zapalone;
Twym rozumem tak miernie[1] ziemia usadzona,[2]
 Że na wieki nie będzie nigdy poruszona.
Na tej jako powłoka przepaści leżały,
 A góry niezmierzone wody zakrywały;
Ale skoroś rzekł słowo, a niebo zagrzmiało,
 Wody spadły, a morze na dół uciekało.
Skały ku górze poszły, pola rozciągnione
 Opanowały miejsca przez Cię naznaczone.
Zamierzyłeś kres pewny morzu, że wiecznemi
 Czasy wezbrać nie może, ani szkodzić ziemi.
Ty w skale ukazujesz drogę zdrojom nowym,
 Które posiłek niosą rzekom kryształowym:
Tu się wszelki zwierz chłodzi, który w polu żyje,
 Tu łoś, mieszkaniec leśny, upragniony pije.
Tamże ptacy mieszkają, a w krzakach zielonych
 Nie przestają powtarzać pieśni ulubionych.
Ty z pałaców swych świętych, Ojcze uwielbiony,
 Spuszczasz na niską ziemię deszcz nieprzepłacony;
A ona, nieprzebranej łaski Twojej syta,
 Wszytkiego wszytkim statczystarczy: stąd trawa obfita
Bydłu ku pożywieniu; stąd zioła ogrodne
I wszelki rodzaj zboża; stąd wino łagodne,

Dobrej myśli naczynie; stąd chleb, który snadnie
 Siłę twierdzi: stąd olej, po którym twarz gładnie.
Taż wilgotność i lasy żywi niezmierzone,
 I cedry na Libanie Twą ręką szczepione.
Tam wróble gniazda noszą, jodła — bocianowi,
 Sarnom — góra mieszkanie, skała — królikowi.
Tyś na znak czasów sprawił błędną twarz miesięczną,
 Ty niepoścignionego słońca lampę wdzięczną
Prowadzisz do zachodu; wtem nocne ćmy wstają,
 Wtenczas leśne bestyje wszytki się ruszają,
Lwięta ryczą, pokarmu żądając od Ciebie;
 Skoro zaś jasna zorza zakwitnie na niebie, —
Zwierz do jaskiń uchodzi, ludzie następują
 Na roboty, gdzie także do mroku pracują.
Zacne są Twoje sprawy i wielkiej mądrości,
 Pełna jest wszytka ziemia Twej szczodrobliwości,
Pełne, Panie, i wody: kto wyliczyć może
 Wszytki rybie rodzaje, które żywi morze?
Tam żaglem rozpuszczonym okręty biegają,
 Tam swe igrzyska srodzy wielorybi mają.
Wszytko to, co jest w morzu, wszytko, co na ziemi
 I co siecze powietrze pióry pirzchliwemi,
Oczy ku Tobie wznosi, który siedzisz w niebie,
 I oczekawa zwykłej żywności od Ciebie.
Kiedy rękę otworzysz, — wszyscy nasyceni,
 A kiedy twarz odwrócisz, — wszyscy zasmuceni.
Jeśli im ducha weźmiesz, w proch się wnet obrócą;
 Jeśli im ducha natchniesz, na świat się zaś wrócą.
Wieczna jest Pańska chwała, a on z tak mądrego
 Nie przestanie się kochać nigdy czynu swego.
Pan, który kiedy pojźrzy, ziemia drży; Pan który
 Kiedy ręką gór dotknie, dymem pójdą góry.

Dokąd mi tedy mego żywota dostanie,
 Głos mój Panu i lutnia śpiewać nie przestanie.
Tylko Jemu niech wdzięczne będą pieśni moje,
 Bom ja wszytko położył w nim wesele swoje.
Bodaj wszyscy złośliwi zagubieni byli
 Tak, żeby się na wieki już nie poprawili.
A ty, o duszo moja, daj cześć Panu swemu,
 Dajcie wszytki narody winną chwałę Jemu.




  1. ↑ według miary, doskonale.
  2. ↑ zbudowana.





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Jan Kochanowski.