Jana Kochanowskiego Dzieła polskie (1919)/Pieśni/Księgi wtóre/Pieśń świętojańska o Sobótce

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Jan Kochanowski
Tytuł Jana Kochanowskiego Dzieła polskie
Podtytuł wydanie kompletne, opracowane przez Jana Lorentowicza
Data wydania [1919]
Wydawnictwo Tow. Akc. S. Orgelbranda S-ów
Miejsce wyd. Warszawa
Uwagi
Wikipedia
Zobacz w Wikipedii hasło Pieśni świętojańskiej o Sobótce
Indeks stron



PIEŚŃ ŚWIĘTOJAŃSKA

O SOBÓTCE.

Gdy słońce Raka[1] zagrzewa,
A słowik więcej nie śpiewa,
Sobótkę, jako czas niesie,
Zapalono w Czarnym lesie.

Tam goście, tam i domowi
Sypali się ku ogniowi,
Bąki[2] zaraz troje grały,
A sady się sprzeciwiały.

Siedli wszyscy na murawie,
Potem wstało sześć par prawie,
Dziewek jednako ubranych,
I belicą[3] przepasanych.


Wszytki śpiewać nauczone,
W tańcu także niezganione;
Więc koleją zaczynały,
A pierwszej tak począć dały:



PANNA I.

Siostry, ogień napalono
I placu nam postąpiono;
Czemu sobie rąk nie damy,
A społem nie zaśpiewamy?

Piękna nocy, życz pogody,
Broń wiatrów i nagłej wody;
Dziś przyszedł czas, że na dworze
Mamy czekać ranej zorze.

Tak to matki nam podały,
Samy także z drugich[4] miały,
Że na dzień świętego Jana
Zawżdy Sobótka palana.

Dzieci, rady mej słuchajcie,
Ojcowski rząd[5] zachowajcie;
Święto niechaj świętem będzie,
Tak bywało przedtem wszędzie.

Święta przedtem ludzie czcili,
A przedsię wszytko zrobili,
A ziemia hojnie rodziła,
Bo pobożność Bogu miła.


Dziś bez przestanku pracujem,
I dniom świętym nie folgujem,
Więc też tylko zarabiamy,
Ale przed się nic nie mamy.

Albo nas grady porażą,
Albo zbytnie ciepła każą;[6]
Co rok słabsze urodzaje,
A zła drogość zatem wstaje.

Pracuj we dnie, pracuj w nocy,
Prózno bez Pańskiej pomocy;
Boga, dzieci, Boga trzeba,
Kto chce syt być swego chleba.

Na tego my wszytko włóżmy,
A z sobą sami nie trwóżmy;
Wrócąć się i dobre lata,
Jeszcze nie tu koniec świata.

A teraz ten wieczór sławny
Święćmy, jako zwyczaj dawny,
Niecąc ognie do świtania,
Nie bez pieśni, nie bez grania.



PANNA II.

To moja nawiętsza wada,
Że tańcuję barzo rada;
Powiedzcież mi, me sąsiady,[7]
Jest tu która bez tej wady?


Wszytki mi się uśmiechacie,
Podobno ze mną trzymacie;
Postępujmyż tedy krokiem,
Aleć niemasz, jako skokiem.

Skokiem taniec nasnadniejszy,
A tem jeszcze pochodniejszy,[8]
Kiedy w bęben przybijają,
Samy nogi prawie drgają.

Teraz masz czas, umieszli co,
Mój nadobny bębennico!
Wszytka tu wieś siedzi wkoło,
A w pośrzodku same czoło.

Żeby też tu ta nie była,[9]
Która twemu sercu miła.
Każeszli, wierzyć będziemy,
Aleć insze[10] rozumiemy.

Pomóż oto dobrej rzeczy,
A nasz taniec miej na pieczy;
Owa[11] najdziesz i w tym rzędzie,
Coć za wszytki płatna będzie.[12]

Ja się nie umiem frasować,
Toż radzę drugim zachować;[13]

Bo w trosce człowiek zgrzybieje
Pierwej, niż się sam spodzieje.

Ale gdzie dobra myśl płuży,[14]
Tam i zdrowie lepiej służy;
A choć drugi zajdzie w lata,
I tak on ujdzie za swata.

Za mną, za mną piękne koło.
Opiewając mi wesoło;
A ty się czuj,[15] czyja kolej,
Nie maszli mię wydać[16] wolej



PANNA III.

Za mną, za mną, piękne koło,
Opiewając mi wesoło;
Czuję się, że moja kolej,
A ja nie mam wydać wolej?

Sam ze wszytkiego stworzenia
Człowiek ma śmiech z przyrodzenia,
Inszy wszelaki źwierz niemy,
Nie śmieje się, jako chcemy.

Nie ma w swem szaleństwie miary,
Kto gardzi Pańskimi dary;
A bodaj miał płakać siła,
Komu dobra myśl nie miła.


Śmiejmy się! czy niemasz czemu?
Śmiejże się przynajmniej temu,[17]
Że, nie mówiąc nic trefnego,[18]
Chcę po was śmiechu śmiesznego.

Wystąp ty, coś ciągnął kota,[19]
A puść się na chwilę płota;[20]
Uchowa cię dziś Bóg szkody,
Bo tu o podal do wody,

Ciągnie go drugi na suszy,[21]
Tobie trzeba aż po uszy;
Nieboże mój, kto cię zbłaźnił,[22]
Żeś tak srogie zwierzę draźnił?[23]

Nie znasz ludzi, co przed kotem
Pierzchają nawiętszem błotem?
A na jego głos straszliwy
Ledwe drugi będzie żywy.


Głaszcz na nim, jako chcesz, skórę,
On przedsię ogonem wzgórę;
Zły z nim pokój, gorsza zwada,
Jeszcze i dziś strach sąsiada.

Czasem też i z dachu spadnie,
A przedsię na nogi padnie;
I chłop foremniejszy bywa,
Gdzie kot we łbie przemieszkiwa.[24]

A to jako w nim szacować,
Że umie i praktykować?
A to tak wieszcza bestyja,
Że się zawżdy na deszcz myja.

Więc łowiec niepospolity,
A w swych sprawach dziwnie skryty,
K temu rzadko uśnie w nocy,
Ale ufa zawżdy mocy.

Kocie, wszytko to do czasu,
Strzeż[25] wilka wyszczekać z lasu;
A może być, i w tem stadzie,[26]
Co już myśli o zakładzie.[27]



PANNA IV.

Komum ja kwiateczki rwała,
A ten wianek gotowała?

Tobie, miły, nie inszemu,
Któryś sam mił sercu memu.

Włóż na piękną głowę twoję
Tę rozkwitłą pracą moję;
A mnie samę na sercu miej,
Toż i o mnie sam rozumiej.

Żadna chwila ta nie była,
Żebych cię z myśli spuściła;
I sen mię prace nie zbawi,[28]
Spię, a myślę, by na jawi.

Tę nadzieję mam o tobie,
Że mię też masz za co sobie,
Ani wzgardzisz chucią[29] moją,
Ale mi ją oddasz swoją.[30]

Tego zataić nie mogę,
Co mi w sercu czyni trwogę;
Wszytki tu wzrok ostry mają,
I co piękne, dobrze znają.

Prze Bóg, siostry, o to proszę;
Niech tej krzywdy nie odnoszę,
By mi która w to tknąć miała,
O com się ja utroskała.


O wszelaką inszą szkodę
Łacno przyzwolę na zgodę;
Ale kto mnie w miłość ruszy,
Wiecznie będzie krzyw mej duszy.



PANNA V.

Zwierzęć się, gromado moja,
Nie mam przed Szymkiem pokoja:
Za trzewik mi zastępuje,
A powiada, że miłuje.

Szymku! by[31] to prawda była,
Dobrzebych Bogu służyła;
Ale ty rad z ludzi szydzisz,
Zwłaszcza, gdy prostaka widzisz.

Tobie to wolno samemu,
Ale, wierę,[32] nie inszemu;
Bo ty z tym nadobnie umiesz,[33]
A gdzie kogo tknąć,[34] rozumiesz.

I którażby nie szła rada
Za tak gładkiego sąsiada?
Podajże jej kęs nadzieje,
Alić się już moja śmieje.


I samam tak głupią była,
Żem ci też kiedy wierzyła;
Dziś już nic, i pókim żywa,
Znam cię, ziółko, żeś pokrzywa.

Ze mną sobie rzecz najdujesz,
Drugiej nogę przestępujesz;
Odpuść mi, silnyś przechira,[35]
A ja z takim nie mam mira.

Nie sprawujże się przez miarę,[36]
Boć zaś ludzie dadzą wiarę;
A mało sobie poprawisz,
Że mię w nieprawdzie zostawisz.



PANNA VI.

Gorące dni nastawają,
Suche role się padają;[37]
Polny świercz, co głosu staje,
Gwałtownemu słońcu łaje.

Już mdłe bydło szuka cienia
I ciekącego strumienia,
I pasterze, chodząc za niem,
Budzą lasy swojem graniem.

Żyto się w polu dostawa
I swoją barwą znać dawa,
Iż już niedaleko żniwo;
Miej się do sierpa co żywo.


Sierpa trzeba oziminie,
Kosa się zejdzie[38] jarzynie;
A wy, młodszy,[39] noście snopy,
Drudzy układajcie w kopy.

Gospodarzu nasz wybrany!
Ty masz mieć więniec kłosiany;
Gdy w ostatek zboża zatnie
Krzywa kosa już ostatnie.[40]

A kiedy z pola zbierzemy,
Tam dopiero odpoczniemy,
Dołożywszy z wierzchem broga;
Już więc, dzieci, jedno Boga.[41]

Wtenczas gościu bywaj u mnie,
Kiedy wszystko najdziesz w gumnie,
A jeśli ty rad odkładasz,
Mnie do siebie drogę zadasz.



PANNA VII.

Prózno cię patrzam w tym kole,
Twoja, miły, rozkosz pole;
A raczej źwierz leśny bijesz,
Niż tańcujesz, albo pijesz.


Ja też, bym nabarziej chciała,
Trudnobym się zdobyć miała
Na lepszą myśl; bo po tobie
Serce zawdy teskni sobie.

Wolałabym też tymczasem
Gdziekolwiek pod gęstym lasem
Użyć z tobą towarzystwa,
Pomogę ja i myślistwa.

Czego miłość nie przywyknie
Już ja trafię, gdy pies krzyknie,
Gdzie zajeżdżać zającowi,
Mając charty pogotowi.

A kiedy rzucisz sieć długą,
Jeślić się swoją posługą
Ni nacz więcej nie przygodzę,
Niech za tobą smycz psów wodzę.

Żadna gęstwa, żadne głogi
Nie przekażą[42] mojej drogi;
Tak lato, jako śrzeżogę,[43]
Przy tobie ja wytrwać mogę.

Albo, mój myśliwcze, tedy
Pokwap’ się do domu kiedy;
Albo mnie ciężko nie będzie
Ciebie naszladować wszędzie.



PANNA VIII.

Pracowite woły moje,
Przy tym lesie chłodne zdroje
I łąka nieprzepasiona,
Kosą nigdy nie sieczona.

Tu wasza dziś pasza będzie,
A ja mając oko wszędzie,
Będę nad wami siedziała
I tymczasem kwiatki rwała.

Kwiatki barwy rozmaitej,
Które na łubce[44] obszytej
Usadzę w nadobne koło
I włożę na swoje czoło.

Tak dziewka, jako młodzieniec,
Nie proś mię nikt o mój wieniec;
Samam go swą ręką wiła,
Sama go będę nosiła.

Dałam wczora taki drugi,
Będzie mi go żal czas długi;
Bo mię zaraz pobrać dano,
Czego mi czynić nie miano.

Pracowite woły moje,
Wam płyną te chłodne zdroje,
Wam kwitnie łąka zielona,
Kosą nigdy nie sieczona.



PANNA IX.

Ja płaczę, a żal zakryty[45]
Mnoży we mnie płacz obfity;
Spiewa więzień okowany,
Tając na czas wnętrznej rany.

Śpiewa żeglarz, w cudze strony
Nagłym wiatrem zaniesiony;
I oracz ubogi śpiewa,
Choć od pracej aź omdlewa.

Śpiewa słowik na topoli,
A w sercu go przedsię boli
Dawna krzywda; mocny Boże,
Iż z człowieka ptak być może![46]

Nadobnać to dziewka była,
Póki między ludźmi żyła;
Toż niebodze zawadziło,[47]
Bo każdemu piękne miło.

Zły a niewierny pohańcze!
Zbójca własny, nie posłańcze;
Miawszy odnieść siostrę żenie,
Zawiodłeś ją w leśne cienie.

Próznoś jej język urzynał,
Bo wszystko, coś z nią poczynał,

Krwią na rąbku[48] wypisała
I smutnej siestrze posłała.

Nie wymyślaj przyczyn sobie,
Pewnać już sprawa[49] o tobie;
Nie składaj nic na źwierz chciwy,
Umysł twój krzyw, nie cnotliwy.

Siadaj za stół, jeśliś głodzien,
Nakarmią cię, czegoś godzien;
Jużci żona warzy syna,
Nieprzejednanać to wina.

Nie wiesz, królu, nie wiesz, jaki
Obiad i co za przysmaki
Na twym stole; ach, łakomy,
Swe ciało jesz nie wiadomy.[50]

A gdy go tak uraczono,
Głowę na wet[51] przeniesiono;
Temu czasza z rąk wypadła,
Język zmilknął, a twarz zbladła.

A żona, powstawszy z ławy:
Coć się zdadzą te potrawy?
To za twą niecnotę tobie,
Zdrajca mój, synowski grobie!


Porwie się mąż ku niej zatym,
Alić nasz dudkiem[52] czubatym;
Sama się w jaskółkę wdała,[53]
Oknem, łając, poleciała.

A ona niewinna córa[54]
Obrosła w słowicze pióra
I dziś wdzięcznym głosem cieszy,
Kto się kolwiek w drogę śpieszy.

Chwała Bogu, że te kraje
Niosą insze obyczaje;
Ani w Polszcze, jako żywy,[55]
Zjawiły się takie dziwy.

Jednak ja mam, co mię boli;
Aby dziś nie ludziom kwoli,
Co śpiewam, płakaćbych miała,[56]
Acz me pieśni płacz bez mała.



PANNA X.

Owa[57] u ciebie, mój miły,
Me prośby ważne nie były;
Próznom ja łzy wylewała
I żałośnie narzekała.


Przedsięś ty w swą drogę jechał,
A mnieś nieszczęsnej zaniechał
W ciężkim żalu, w którym muszę
Wiecznie trapić moję duszę.

Bodaj wszytkich mąk skosztował,
Kto naprzód wojsko szykował
I wynalazł swoją głową
Strzelbę srogą, piorunową.

Jakie ludzkie głupie sprawy
Szukać śmierci przez bój krwawy!
A ona i tak człowieczy
Upad[58] ma na dobrej pieczy.

Przynamniej, by mi w potrzebie
Wolno stanąć wedla ciebie,
Przywykłabych i ja zbroi,
Bodaj przepadł, kto się boi.

Jednak ty tak chciej być śmiałym,
Jakoby[59] się wrócił całym;
A nie daj umrzeć mnie smutnej
W płaczu i w trosce okrutnej.

A wiarę, coś mi ślubował,
Pomni, abyś przytem chował;
Tę mi przynieś, a sam siebie,
Dalej[60] nie chcę nic od ciebie.



PANNA XI.

Skrzypku, by w tej pięknej rocie[61]
Usłyszeć co o Dorocie,
Weźmi gęśle,[62] jakoć miła,
A zagraj, nie myśląc siła.

Nieprzepłacona Doroto,
Co między pieniędzmi złoto,
Co miesiąc między gwiazdami,
Toś ty jest między dziewkami.

Twoja kosa rozczosana,
Jako brzoza przyodziana;
Twarz jako kwiatki mieszane
Leliowe i różane.

Nos, jako sznur upleciony,
Czoło, jak marmur gładzony,
Brwi wyniosłe i czarnawe,
A oczy dwa węgla[63] prawe.

Usta twoje korałowe,
A zęby szczere perłowe;
Szyja pełna, okazała,
Piersi jawne,[64] ręka biała.

Serce mi zakwitnie prawie[65]
Przy twej przyjemnej rozprawie,[66]

A kiedy cię pocałuję,
Trzy dni w gębie cukier czuję.

W tańcuś, jak jedna bogini,
A co cię skutniejszą[67] czyni:
Niemasz w tobie nic hardości,
Co więc rzadko przy gładkości.

Tymeś ludziom wszytkim miła,
I mnieś wiecznie zniewoliła;
Przeto cię me głośne strony
Będą sławić na wsze strony.



PANNA XII.

Wsi spokojna, wsi wesoła,
Który głos twej chwale zdoła?
Kto twe wczasy, kto pożytki
Może wspomnieć zaraz wszytki?

Człowiek w twej pieczy uczciwie
Bez wszelakiej lichwy żywie,
Pobożne jego staranie
I bezpieczne nabywanie.

Inszy się ciągną przy dworze
Albo żeglują przez morze,
Gdzie człowieka wicher pędzi,
A śmierć bliżej, niż na piędzi.[68]

Najdziesz, kto w płat język dawa,
A radę na funt przedawa;[69]

Krwią drudzy zysk oblewają,[70]
Gardła na to odważają.

Oracz pługiem zarznie w ziemię,
Stąd i siebie, i swe plemię,
Stąd roczną czeladź i wszytek
Opatruje swój dobytek.

Jemu sady obradzają,
Jemu pszczoły miód dawają;
Nań przychodzi z owiec wełna
I zagroda jagniąt pełna.

On łąki, on pola kosi,
A do gumna wszytko nosi.
Skoro też siew odprawiemy,
Komin w koło obsiędziemy.

Tam już pieśni rozmaite,
Tam będą gadki pokrite,[71]
Tam trefne plęsy[72] z ukłony,
Tam cenar, tam i goniony.[73]

A gospodarz, wziąwszy siadkę,[74]
Idzie mrokiem na usadkę,[75]
Albo sidła stawia w lesie,
Jednak zawżdy co przyniesie.


W rzece ma gęste więcierze,
Czasem wędą ryby bierze;
A rozliczni ptacy wkoło
Ozywają się wesoło.

Stada igrają przy wodzie,
A sam pasterz, siedząc w chłodzie,
Gra w piszczałkę proste pieśni,
A Faunowie skaczą leśni.[76]

Zatem sprzętna[77] gospodyni
O wieczerzej pilność czyni,
Mając doma ten dostatek,
Że się obejdzie bez jatek.

Ona sama bydło liczy,
Kiedy z pola idąc ryczy,
Ona i spuszczać[78] pomoże,
Męża wzmaga, jako może.

A niedorośli wnukowie,
Chyląc się ku starszej głowie,
Wykną[79] przestawać na male,
Wstyd i cnotę chować wcale.[80]


Dzień tu, ale jasne zorze
Zapadłyby znowu w morze,
Niżby mój głos wyrzekł wszytki
Wieśne wczasy i pożytki.[81]







PL Jana Kochanowskiego dzieła polskie (wyd.Lorentowicz) t.2 109b.JPG


PODOBIZNA KARTY TYTUŁOWEJ WYDANIA F. BOHOMOLCA Z R. 1767.

Zobacz też


Przypisy

  1. wstępuje w znak Raka (to jest w drugiej połowie czerwca).
  2. narzędzia muzyczne, podobne do dud.
  3. bylicą (ziele obrzędowe przy Sobótkach).
  4. od innych.
  5. ojcowski obyczaj.
  6. czynią szkodę (od kazić).
  7. od sąsiada (sąsiadka).
  8. raźniejszy.
  9. czyżby też tej tu nie było.
  10. forma przysłówkowa = inaczej.
  11. otóż.
  12. odwdzięczyć się.
  13. czynić.
  14. sprzyja.
  15. czuwaj.
  16. zawstydzić, zdradzić.
  17. celownik przyczyny, używany w starej polszczyźnie.
  18. dowcipnego.
  19. kara średniowieczna za mniejsze przewinienie, polegająca na tem, że skazany musiał ciągnąć na powrozie kota przez rzekę.
  20. ośmiel się zbliżyć, nie wstydź się.
  21. t. j. okrywa się śmiesznością, chociaż nie uległ tej karze.
  22. kto cię wykierował na błazna.
  23. t. j. żeś na taką karę zasłużył.
  24. t. j. spryt, przebiegłość.
  25. dziś: strzeż się.
  26. w zgromadzeniu.
  27. t. j. kto kogo przemoże: kot chłopa, czy chłop kota.
  28. t. j. myślenie o ukochanym.
  29. chęcią, skłonnością.
  30. swoją chęcią t. j. weźmiesz miłość moją, a oddasz mi swoją.
  31. gdyby.
  32. zaiste.
  33. t. j. postępować.
  34. urazić.
  35. przechera, przebiegły, szalbierz.
  36. w miarę, sumiennie.
  37. pękają.
  38. przyda się.
  39. młodsi.
  40. w ostatku, w końcu.
  41. Boga jeno chwalić.
  42. nie przeszkodzą, nie przegrodzą.
  43. szron, mróz.
  44. kora z wierzby lub brzozy.
  45. utajony.
  46. porów. Owidyusza Metamorfozy V w. 438—686 o przemianie Filomeli w słowika.
  47. stało się zgubą.
  48. na płótnie.
  49. doniesienie.
  50. nieświadomy.
  51. dziś: wety.
  52. t. j. Tereusz, który w micie o Filomeli został przemieniony w dudka.
  53. Prokne, przemieniona w jaskółkę.
  54. Filomela.
  55. odkąd żyją.
  56. wypadłoby mi płakać.
  57. otóż.
  58. upadek.
  59. ażebyś.
  60. prócz tego.
  61. zgromadzeniu.
  62. dopełniacz częściowy.
  63. liczba podwójna.
  64. wydatne.
  65. prawdziwie.
  66. rozmowie.
  67. schutniejszą = godniejszą kochania.
  68. niż na piędź, o piędź.
  69. t. j. obrońca.
  70. t. j. żołnierze.
  71. zagadki trudne do rozwiązania.
  72. pląsy.
  73. rodzaje tańca.
  74. siatkę.
  75. zasadzkę.
  76. strofa ta znajduje się również dosłownie w Pieśniach II, 2.
  77. od sprzątania; dziś: skrzętna.
  78. t. j. z łańcucha, powroza.
  79. nawykają.
  80. nienaruszone.
  81. w pieśni tej jest kilka ustępów naśladow. z Horacego Epod. II.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Jan Kochanowski.