Jana Kochanowskiego Dzieła polskie (1919)/O śmierci Jana Tarnowskiego

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
<<< Dane tekstu >>>
Autor Jan Kochanowski
Tytuł Jana Kochanowskiego Dzieła polskie
Podtytuł wydanie kompletne, opracowane przez Jana Lorentowicza
Data wydania [1919]
Wydawnictwo Tow. Akc. S. Orgelbranda S-ów
Miejsce wyd. Warszawa
Indeks stron




O ŚMIERCI

JANA TARNOWSKIEGO

Kasztelana Krakowskiego, do syna jego, Jana Krysztofa,

Hrabie z Tarnowa, Kasztelana Wojnickiego.



Kamieńby był nie człowiek, ktoby w twej żałości
Chciał użyć przeciw tobie, Hrabia, tej srogości,
By miał nagle hamować płacz twój sprawiedliwy,
Któryś ty ojcu winien, jako syn cnotliwy.

Bo być jedno był ojcem, choć nie tak łaskawym,
Jednak, abyś okazał, żeś człowiekiem prawym,
Musiałby go żałować, bo krew przyrodzona
Nie może być w obojem szczęściu potajona.

Cóż kiedy wspomnisz, jakieć dawał wychowanie,
Jaką pilność, jakie miał o tobie staranie
Śląc cię na rozmaite wielkich królów dwory,
Abyś wybierał z ludzkich obyczajów wzory?

Aza z serca nie westchniesz? a skargą płaczliwą
Żałować się nie będziesz na śmierć zazdrościwą,
Która cię z tak łaskawym ojcem rozdzieliła,
A zbawiwszy wesela, smutkiem obciężiła?


Lecz jeśli cię dobrze znam, nie tylko swej szkody,
Ale snać więcej spólnej żałujesz przygody,[1]
Albowiem kto nie baczy, jako tej krainie
Wiele śmiercią człowieka tak godnego ginie?

Czujnym stróżem był zawsze pospolitej rzeczy,
Jej pożytek, przed swoim, miał na dobrej pieczy;
Jego dzielność, i sprawa znaczna była w boju;
Znaczny jego porządek i rozum w pokoju.

Bił Tatary w Podolu, i Turki waleczne.
W Moskwi[2] znaki zostawił swego męstwa wieczne.
Równym[3] pocztem wielki lud wołoski poraził,
Nieprzyjacielom serce i napotem skaził.

A nie tylko był godzien[4] tej sławnej koronie,
Dobrze sobie poczynał i w dalekiej stronie:
Świadome tego brzegi Hiszpańskiego morza,[5]
Gdzie jasna ciemnej nocy ustępuje zorza.

A ten umysł, który w nim to wszytko sprawował,
Tak się był dobrze cnotą zewsząd obwarował,
Że go żadna fortuna nigdy nie pożyla,[6]
Bądź łaskawie, bądź mu się inaczej stawiła.

Za cześć więcej niż lekkość poczytał to sobie
Ludzkość wszelką okazać naliższej osobie;

Harda myśl, niech jako chce z fortuną się zbraci,
Z nienawiścią nie zrówna, i nakoniec straci.

Sprawiedliwość i prawdę, jako żyw miłował,
I nieprzyjacielowi wiarę rad zachował;
W przyjaźni raz zaczętej zawżdy trwał statecznie;
Na to każdy, nie myśląc, mógł kazać[7] bezpiecznie.

Przy takich cnotach, wielka w rzeczach biegłość była,
Która go w jego stanie tem barziej zdobiła,
Że co w głowie miał, to mógł i wymówić snadnie,
Nie każdemu to dwoje za razem przypadnie.

Ale śmierć nieużyta, krom wszelkiej litości,
Nie folguje ni cnocie, ni żadnej godności;
Wzięła nam męża tego, który przez swe cnoty
Mógł był jeszcze przywrócić on dawny wiek złoty.

Słusznie tedy żałujesz; abyś jeszcze ktemu
Swym płaczem mógł go wrócić kżywotu pierwszemu,
Radziłbych, żebyś płakał i we dnie i w nocy,
Ażby go zasię wyjął srogiej śmierci z mocy.

Ale jeśli twoje łzy jemu nie pomogą,
A tobie niepomału nadto szkodzić mogą, —
Raczej frasunek i troski porzuć terazniejsze,
A chowaj się na czasy, Hrabia, fortunniejsze.

Na cię wszyscy w tej spólnej przygodzie patrzamy,
I tę ufność o tobie niewątpliwą mamy,
Że nie będziesz chciał wydać[8] ojca tak zacnego,
A nam szkody nagrodzisz nieszczęścia srogiego.


Prózno się ma przeciwić człowiek Pańskiej woli,
Lepiej skromnie wycierpieć, chocia w sercu boli;
Co Bóg przejźrzał,[9] to się już nigdy nie odmieni,
By kto dobrze swym płaczem ruszył i kamieni.

W tym żadnego wątpienia mieć nam nie potrzeba,
Że ten człowiek prze cnotę, dostał się do nieba,
Gdzie między Bogi siedząc, wiecznie się raduje,
A żadnej przeciwności więcej nie poczuje.

Śmiertelne jego ciało odpoczywa w grobie,
Ale sława, którą on zostawił po sobie,
Śmierci nie zna i będzie w uszach ludzkich brzmiała,
Póki cnota u dobrych miejsce będzie miała.

Tak o nim, Hrabia, trzymaj, a chciej płacz hamować,
W przygodzie trzeba serce stałe pokazować;
A jako cię twe szczęście nigdy nie uwiodło,
Okaż to, że cię także nieszczęście nie zbodło.[10]

Żywota żadnemu z nas na wieki nie dano,
Ale go tym sposobem używać kazano,
Aby go człowiek gotów zawżdy był położyć;
Kiedy przydą te wieca,[11] trudno rok[12] odłożyć.

Czego nie czynił Orpheus, aby jego żona
Mogła była z rąk wyniść srogiego Plutona?
Szedł za nią i do piekła, gdzie trwa noc na wieki,
Nie bał się Cerberowej trojakiej paszczeki.

Dusze nagie jego stron żałosnych słuchały,
Piekielne jędze dobrze że z nim nie płakały;

I kamień[13] stał i koło,[14] stały rzeczne brody,
Wtenczas głodny Tantalus załapił kęs wody.

Owa tak długo śpiewał muzyk on ubogi,
Że musiał mieć na koniec po swej myśli bogi;
Idzie nie patrząc nazad, a tuż po nim żona,
Bo mu ją tym sposobem[15] dała Persephona.

A gdy już był u wierzchu, gdzie naprzykrsza[16] skała,
Jął sobą trwożyć, by mu jako nie ustała;
Jednym razem miłość mu baczenie odjęła, —
Stanął i obejźrzał się: pani w tem zniknęła.

Więc dopiero chce gonić, a ona nieboga:
Cóźeś i mnie, i sobie uczynil, prze Boga?
Nieszczęśliwyś ty, i ja, biedna białagłowa;
Ostatniego nieborak nie dosłyszał słowa.

I chciał się znowu przewieść, ale Charon srogi,
Na prośbę nic nie dbając, bronił gwałtem drogi;
Już nazad nie chodź, Orpheu, nie umiałeś chować,
Żeś się i sam wrócił, możesz Bogu dziękować.

Cały tydzien nieborak tam na brzegu siedział.
A o żadnym pokarmie i o snie nie wiedział:
Troska i płacz serdeczny jego karmie były,
Po tej szkodzie, już nigdy świat mu nie był miły.

Lecz ja nie wiem, przecz na tę śmierć tak narzekamy,
Gdyż jednak nic na ziemi wiecznego nie znamy,

Bo nakoniec i Państwa szerokie ustają,
A znamienite miasta z gruntu upadają.

Gdzie dziś bogata Troja? gdzie mocne Myceny?
Gdzie Kartago, i Korynt? gdzie sławne Ateny,
Gdzie się ona gwałtowna rzymska moc podziała?
Wszytko śmierć niecierpliwa z ziemią porównała.

A jeśli i ta światłość tak pięknego słońca,
I ten okrąg niebieski czeka swego końca:
Żaby[17] się człowiek mniemał godniejszym żywota,
Którego ulepiono, nie wiem jako, z błota?

Co niesie przyrodzenie, zbraniać się nie godzi:
Człowiek, aby raz umarł, z tem się na świat rodzi;
A jeśli jeszcze ktemu śmierć na czas trafiła,
Rychlej dobre, niźli złe słowo zasłużyła.

Czego nie dostawało, Hrabia, ojcu twemu
Ku szczęściu (jeśli tu jest które) nawyzszemu?
Urodził się w Tarnowskim zasłużonym domu;
W zachowaniu[18] nie dał się uprzedzić nikomu.

Znaczne posługi czynił Rzeczypospolitej,
Z cnotliwych spraw swych dostał sławy znamienitej;
Był wziętym u wszech ludzi, niósł pierwsze urzędy,
A według przystojeństwa zachował się wszędy.

W tej sławie i mniemaniu, przyszedł ku starości,
Którą on snadnie nosił, krom żadnej przykrości;
Nakoniec, pełen wieku, i przystojnej chwały,
Sam się prawie położył, jako kłos dostały.


A tak możesz nie płakać ojcowskiej przygody,
Bo taka śmierć nie niesie z sobą żadnej szkody;
A kiedyby umarli z nami mówić chcieli,
Tak byśmy go do ciebie mówiąc[19] usłyszeli:

Synu, nie wiem, przecz płaczesz; mnie się dobrze dzieje;
Prózenem i bojaźni, i wszelkiej nadzieje;
Przebyłem, jako ma być, niebezpieczne wody,
Uszedłem srogich wiatrów i złej niepogody.

Teraz w porcie bezpiecznym siedzę bez kłopota,
Dostałem za doczesny wiecznego żywota;
Nie utrapi mię starość, ni przykre niemocy,
Śmierć okrutna nade mną dalej nie ma mocy.

Człowiek na świecie mieszka, jako wywołany,[20]
A nie ma tu na ziemi żadnej pewnej ściany;
W niebie jego ojczyzna; szczęśliwy to będzie,
Kto tam po tem pielgrzymstwie kiedyżkolwiek siędzie.

Ale w tej mierze, synu, nic na samej chuci,
Jeśli się kto do tego sam prawie[21] nie rzuci;
Trzeba wzgardzić roskoszy, nie dbać o pieniądze,
Porzucić próżne myśli, mieć na wodzy żądze.

Trzeba pracą[22] wycierpieć, niewczas podejmować,
Prze ojczyznę nakoniec krwie swej nie żałować.
Tak do nieba przychodzą; ktemu synu miły,
Obróć wszytko staranie, i twe wszytki siły.


O mię się już nie staraj, folguj zdrowiu swemu;
Mnieś już dosyć uczynił, nie tylko żywemu,
Ale i zmarłym kościom, które chuć twą czują,
A za to niechaj cię Bóg i ludzie miłują.

Ta jest myśl ojca twego, jeśli o czem myśli,
Patrząc na szczerą istność wiekuistej myśli;
I ty nie płacz, twój smutek Bóg zinąd nagrodzi,
Po niepogodnej zimie piękna wiosna chodzi.







Przypisy

  1. powszechnej straty.
  2. miejscownik od Moskiew (W. Księstwo Moskiewskie).
  3. malym.
  4. pożyteczny.
  5. t. j. Oceanu Atlantyckiego.
  6. nie zmogła.
  7. polegać na tem.
  8. odrodzić się od ojca.
  9. przeznaczył.
  10. nie zgnębiło.
  11. liczba mnoga od wiece.
  12. termin.
  13. Syzyfowy.
  14. w które wpleciony był Iksyon.
  15. pod tym warunkiem.
  16. forma skrócona dla miary wiersza.
  17. czyżby.
  18. w postępkach.
  19. mówiącego.
  20. jako wygnaniec.
  21. usilnie.
  22. biernik.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Jan Kochanowski.