Iliada (Popiel)/Słowo od tłumacza

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
<<< Dane tekstu >>>
Autor Homer
Tytuł Iliada
Data wydania 1880
Wydawnictwo nakładem tłómacza
Druk W. L. Anczyc i Spółka
Miejsce wyd. Kraków
Tłumacz Paweł Popiel
Tytuł orygin. Ἰλιάς
Źródło skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
Artykuł w Wikipedii Artykuł w Wikipedii
SŁOWO OD TŁÓMACZA.



Wer den Dichter will verstehen
Muss in Dichter's Lande gehen

powiedział Goëthe. Według téj maksymy ściśle postępując właściwie tylko prawdziwy poeta powinienby się zabierać do przekładu innego poety, i rzeczywiście potrzeba umysłu równie wysokiego, i wielkiego mistrzostwa języka, aby przekład poezyi odpowiadał swojemu celowi. To téż prawdziwie mistrzowskie przekłady, których liczba nader jest szczupłą, zawsze jedynie z pod pióra wielkich mistrzów wychodziły.
Tak tłumaczył sam Goethe, Schyller, tłómaczyli Siemiński, Odyniec, Słowacki: a z pewnością żaden naród takim przekładem Homera się nie poszczyci, jaki nam Siemiński w swojéj Odyssei pozostawił. W obec takich talentów i dzieł tego rodzaju, których przekład stanowi odtworzenie i nowy, a samoistny niejako utwór literaturze ojczystéj przyswaja, można i należy być pobłażliwym co do ścisłości filologicznéj; natomiast zaś w ocenieniu główną uwagę zwracać należy na ducha i charakter poezyi, a z ogólnego wrażenia o wartości całéj pracy wyrokować; takich wymagań atoli nie można często stawiać, bo tylko wybrane umysły odpowiedzieć byłyby im zdolne. Jest więc obok tego jeszcze inne dla tłómacza pole, jest i być musi, bo w innym razie tylko w bardzo rzadkich przypadkach moglibyśmy się obznajamiać z arcydziełami obcéj literatury rozmaitych czasów i narodów. Jeżeli więc kogo nie stać na przekład owego wyższego rodzaju, o którym dopiero co wspominaliśmy, to zawsze pozostaje dla niego zadanie mniéj świetne wprawdzie, ale za to może użyteczniejsze, przekładanie ścisłego i sumiennego, byle z zachowaniem surowém formy i treści oryginału, chociażby i zdolności nie wystarczały na utworzenie np. takiego „Księcia Niezłomnego“. Jednakże w tym ostatnim przypadku wymaga się od tłómacza zupełnego zapomnienia o sobie, a przejęcia się bezpośrednio oryginałem. W takim razie najmniejsze zboczenie od myśli i słów autora, jakakolwiek samowola w dobieraniu wyrazów, chociażby najszczęśliwiéj wybranych, będzie rzeczywistym usterkiem przekładu i ważną ujmą dla takowego.
Takim był cel obecnego tłómaczenia Iliady, i z tego powodu postanowiłem niewolniczo trzymać się tekstu, i o ile to było możliwém, tłómaczyć słowo za słowem, a w każdym razie wiersz za wierszem. Dlatego téż mianowicie, kolej wiersza nie została ani razu zmienioną, tak że każden numer wiersza w tłómaczeniu, odpowiada temuż samemu numerowi w oryginale; i jeżeli częstokroć, zmuszony koniecznością budowy wiersza, umieściłem wyraz z jednego wiersza w poprzednim, lub następującym, to działo się to jedynie w obrębie ukończonego interpunktacyą zdania, tak że treść i myśl każdego wiersza ściśle według oryginału postępuje. Rezultatem tego usiłowania było, że z małemi wyjątkami interpunktacya stósuje się zupełnie do tekstu. Na to jednakże musiałem się trzymać wyłącznie jednego wydania Iliady, tak że aczkolwiek kilka najlepszych wydań ustawicznie porównywałem, to przy ostatecznéj redakcyi tylko jedno wydanie miałem przed sobą.
Heyne, Bothe, Spitzner, Faesi i Pierron, oto są wydania, które miałem pod ręką i któremi w ciągu pracy się posługiwałem.
Według moich wiadomości (niebędąc filologiem z powołania stanowczo o tém wyrokować nie jestem w stanie) wydanie Pierron’a[1] uważam za najlepsze. Raz z powodu bardzo jasnego i doskonałego komentarza, powtóre bo jak najmniéj i to bardzo ostrożnie zapuszcza się w konjektury, starając się jak najusilniéj o utrzymanie tekstu, jak nam go najlepsze kodeksa przekazały; wreszcie bo w komentarzach opiera się głównie na Arystarchu i Scholiach, aczkolwiek tak dawna jak i nowsza literatura Homera, wydawcy na wskroś jest znaną.
Tego wydania przy ostatecznéj redakcyi wyłącznie się trzymałem, dlatego téż jedynie te wiersze w obecnym przekładzie jako podejrzane opatrzone zostały klamrami, które i w wydaniu Pierron’a za takie poczytane zostały. Wprawdzie Pierron utrzymuje częstokroć w swoim tekście takie wiersze, które w „Rękopiśmie Weneckim“ były opatrzone obelami; ale tak jasno i przekonywująco się przy każdej takiéj sposobności z tego usprawiedliwia, że mimo woli czytelnika ze sobą pociąga. W niektórych przypadkach Pierron nawet przeciwko zdaniu Arystarcha i najlepszych krytyków szkoły Aleksandryjskiéj, stara się uratować podejrzane wiersze; w takich razach, nieposiadając dostatecznego zasobu wiadomości filologicznych by módz pytanie rozstrzygnąć, wolałem już jednego się trzymać przewodnika. W trudniejszych miejscach dzieła Karola Lehrs’a[2] wydanie i Prolegomena Villoison’a[3], Prolegomena Wollfa[4], obok wyżéj wzmiankowanych komentarzy były mi głównie pomocnemi.



Ktokolwiek Homera dokładnie czytał w oryginale temu wiadomo, że aczkolwiek w ogóle łatwym jest do zrozumienia, a w prostocie pisania z nikim innym porównać się nie da, to jednakże co chwila bardzo wielkie nasuwają się trudności. Żadnych takich trudności nie pominąłem i, o ile mnie na to było stać, a środki które miałem pod ręką starczyły, jaknajusilniéj z temi trudnościami walczyłem, starając się prawdziwą myśl poety odgadnąć i w tłómaczeniu dokładnie oddać. Rzeczą jest krytyki osądzić, czy się z tego zadania wywiązać potrafiłem. Również i krytyki jest rzeczą wykazać błędy, w jakie popadłem i poddać skuteczne myśli lub szczęśliwsze wyrażenia; każdą tego rodzaju krytykę z prawdziwą wdzięcznością przyjmę, a jeśliby z czasem (czego się nie śmiem spodziewać) okazała się potrzeba nowego wydania niniejszéj pracy, mógłbym ze wszystkich skazówek korzystać i wtedy z pomocą Szanownych Panów filologów moglibyśmy wspólnemi siłami dojść do prawdziwie poprawnego tłómaczenia.
Co do formy przekładu, to uważałem za najstosowniejsze trzymać się formy oryginału. Zdolności rymotwórcze nie są każdemu dane, a rymowany wiersz nie łatwo się nadaje do powagi i dyapazonu poetów starożytnych. Tylko bardzo wielkie mistrzowstwo języka i prawdziwy talent poetycki może upoważnić do obrania wiersza rymowanego; to téż przekłady takowym, oprócz nielicznych wyjątków, robią zupełnie odmienne od oryginału wrażenie, a forma ta już sama przez się sprawia uczucie pewnego obniżenia, którego w hexametrze dużo łatwiej uniknąć można.
Wprawdzie język nasz w ogóle nie dobrze się nadaje do wiersza białego, tém mniéj do hexametru; wielu utrzymuje że hexametr w naszym języku jest po prostu nie możliwym — sądziłbym jednakże że dadzą się poprawne hexametry polskie budować bez zbytniego kaleczenia języka, ale się trzeba do czytania takowych wprawić. Wszak i greckich i łacińskich hexametrów uczymy się w szkołach skandować, a dopiero po dłuższym ćwiczeniu zdołamy je, przy zachowaniu miary, naturalnie, bez zbytniego nacisku na prozodyą czytać. Ale zawsze takie ćwiczenie jest konieczném i nikt bez takowego hexametrów starożytnych porządnie i dźwięcznie odczytać nie potrafi. — Oczywiście że hexametr polski nie dorówna nigdy greckiemu, będzie w nim zawsze coś naciąganego i sztucznego, ale byle nie był rażącym i z językiem po macoszemu się nie obchodził, to zawsze najstosowniejszym będzie do przekładu Epików starożytnych. Hexametr jest wyłącznym produktem języka greckiego, w nim się wyłącznie wyrobił i wykształcił, w nim tylko w całéj harmonii i dźwięku się przedstawia. Już w łacińskim języku, chociaż tenże ma swoją prozodyą, ileż mniéj piękne i udatne ma brzmienie, jak często stapianiem samogłosek, a nawet samogłosek ze spółgłoskami w jeden dźwięk posługiwać się musi. Największy mistrz języka pomiędzy poetami Rzymskiemi, Owidiusz, a przecież hexametry jego dalekie są od greckich. U Wirgiliusza z niejednym twardym brzmieniem spotkać się można, a u Horacego jeszcze o wiele częściéj; tém mniéj więc języki nowożytne niemające prozodyi, a zwłaszcza język polski do hexametru nadawać się mogą. Mimo to mam to przekonanie, że w naszym języku takie same hexametry jak np. w niemieckim budować się dadzą, a nawet mogą być mniéj sztywne i nakręcone. Jednakże i w niemieckim języku pomiędzy hexametrami Goethego np.: a Vossa, Stolberga i tylu innych Niemców którzy Homera metrycznie tłomaczyli jeszcze wielka zachodzi różnica. Ale niechaj się u nas prawdziwy mistrz do hexametru weźmie, a mogą być jak ulane.
Czy warto jeszcze dzisiaj Homera tłomaczyć i czy taka praca w ogóle może być użyteczną, na to odpowiedzi dać nieśmiem. To pewna że Iliada i Odyssea tak się zrosły z wyższemi, wykształconemi umysłami wszystkich wieków, że do dziś dnia krytyka, estetyka, archeologia, a nawet i historya tak samo gorliwie się Homerem zajmuje jak swego czasu szkoła aleksandryjska temu lat z górą dwa tysiące. Homer należy do wszystkich czasów i narodów; niechaj więc chęć przyczynienia się do rozpowszechnienia jego znajomości w naszym kraju posłuży za wytłomaczenie niniejszej pracy. Przy tém nie od rzeczy może będzie zastąpić wierném tłomaczeniem polskiém tysiączne fabrykaty niemieckie, które się po naszych szkołach błąkają.
„Owe dwie dziwne stare pieśni, przedmiot podziwienia dla dziewięćdziesięciu pokoleń, do dziś zachowały całą swoją świeżość, do dzisiaj pobudzają uszanowanie umysłów na literaturze niejednego wieku i niejednego narodu wykształconych; do dzisiaj nawet w lichych przekładach są uciechą szkolnej młodzieży. Przeżywszy dziesięć tysięcy kapryśnych zmian i gustów; w obec najrozmaitszych następstw po sobie przestarzałych już prawideł krytyki pozostają dla nas do dziś dnia nieśmiertelnemi nieśmiertelnością prawdy; czy je dzisiaj odczytuje uczony w swéj cichéj pracowni, czy jak dawniej je deklamowano przy biesiadach Jońskich Władyków“[5].
Temi słowami znakomitego historyka i krytyka angielskiego zakończam to wstępne słowo polecając zarazem niniejszą pracę względom łaskawych czytelników.
W końcu muszę tu jeszcze wymienić z prawdziwą wdzięcznością nazwisko Pana Prof. Hugona Zatheja, któren mnie do pracy zachęcał, czasu swojego mi nie skąpił, a zwłaszcza w pierwszych księgach niejedną dobrą radą, niejednym szczęśliwym zwrotem mi dopomagał, za co Mu tutaj składam publiczne podziękowanie.

Ściborzyce w Czerwcu 1880.


Przypisy

  1. L’Iliade d’Homère, texte grec etc.... par Alexis Pierron. Paris 1869 (Hachette).
  2. De Aristarchii studiis Homericis (Regimontii 1833 Borntraeger). Quaestiones Epicae Regimontii 1832 (Id.)
  3. Homeri Ilias etc. Venetiis 1788 (Coleti).
  4. Prolegomena ad Homerum etc. Halle 1859.
  5. Macaulay: Essay on Moores Life of Byron, I. p. 327. (ed. Tauchnitz).


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Homer i tłumacza: Paweł Popiel.