Hymn (Napierski)

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Stefan Napierski
Tytuł Hymn
Pochodzenie zbiór Poemat
Wydawca nakładem autora
Data wydania 1924
Druk Księgarnia „Ogniwo”
Drukarnia L. Bogusławskiego
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały zbiór jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały zbiór jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Indeks stron
HYMN

W poranek każdy, chłodny, modry i jednaki,
Ponad ostatnim piętrem oglądam wysoko
Opadające zwolna ptaki
W toń głęboką.

Jak migdał jestem gorzki,
Jak ranek czuły,
Związały mnie dorożki,
Ulice skuły.

Zaklęci
W gorycz głazów,
O, święci, zestąpcie z obrazów!
Robotnicy,
Przeszyci o świcie gwizdawką fabryk,
Dzieci drobne,
Ze snu biegnące w ranki chłodne do szkół —
Dość już! Niech każdy prosto z ulicy
Wzleci,
Gdzie niebo miota chabry modre.

Popatrzcie na nas. Widzicie:
Idziemy uśmiechnięci
Skąpać w błękicie
Aureolę obcości wokół bladych czół.

Któryś to miasto okuł
W mostów żelaznych pierścień,
Zwieszonych nad rzeki,
O, czemuś mnie zagubił w twem straszliwem mieście,
Wiecznie daleki?

Spójrz, oto dnie.
Rosnę olbrzymi
Głową zaplątany w druty,
Bity przez aeroplanów śmigi.
Przedmioty za witryną szyby
Pogasły. Słońce dymi.
Jarkie ślepia tramwajów wystawy potłukły,

Z wystaw fryzjerskich idą malowane kukły,
Za ręce się ujęły jabłka i peruki,
Psy włażą na przystanków karminową żerdź,
Oczy pękają, jak huki:
Oto błękitna śmierć.

Bądź mną na jedną chwilę,
Niech Cię w gardło łaskocą dni — ćmy, jak motyle,
Samochody dreszczem grozy
Prują dymiące i szkarłatne żyły,
Niech szary mózg otoczy Ci tuman narkozy,
W który drzewa, drzewa zielone się wryły.

Wieczorem, gdy Cię pragnę w złoceniach perspektyw,
Jak bochna chleba,
On się wychyla, Twój czarny detektyw:
Komin fabryk, jak fallus, wbity w ruję nieba.

Straszny, jak święto,
Pusty, jak dzień,
Któryś mnie rzucił w otchłań niepojętą,
Rzuć na mnie cień.

Zaryty w kamień i wplątany w płomień,
Widzę, jak w korze drzew pulsuje zielonawy ogień,
Słyszę Cię w traw szeleście,
Zamknięty w ogień niebieski:
Ja jeden widzę w Twem straszliwem mieście,
Że śnieg jest z wieczora niebieski.

Który co wieczór słyszę chód anielskich stąpań,
Niech mnie wreszcie owionie chłód Twych wniebowstąpień.





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Stefan Marek Eiger.