Hurko

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
HURKO.




Otóż Bałkany! — Z tej strony pokryte
Śniegiem i lodem, lecz po tamtej stronie
Pola różami jak dojrzeć okryte
Piękne kobiety, i stroje i konie.
I Stambuł pyszny i Bosfor błękitny,
I sława temu, który je zdobędzie
Siłą oręża i na aksamitnéj
Ławie z Sułtanem do kawy zasiędzie.
Ej Hurko, Hurko, zawrzała krew w tobie
Pradziadów twoich leżących już w grobie.

Oj znali oni Turków, wzajem Turki,
Znali ich dobrze groty i pancerze,
Bo inni byli całkiem wtedy Hurki,
Nie niewolnicy, jak ty, lecz rycerze,
Nie rozbójnicy jak ty, lecz wyznawcy
Zasad wolności i rycerskiej wiary,
Nie napastnicy ludów, ale zbawcy,
Nie katy dzikie, lecz szczytne ofiary!
Ej Hurko, Hurko, nie chwal się przed nikiem
Przodkami twymi! — jesteś niewolnikiem.

Lecz mimo carskiej, którą nosisz skóry,
Co rozum, serce i sumienie głuszy,
Polskiej nie zmienić odrazu natury,
I na moskiewską nie przemienić duszy!
Z kordem człek w dłoni polakiem się czuje,
I w środek szyków jako piorun wpadnie,

Ale bezbronnych ludzi nie morduje,
I po moskiewsku bezczelnie nie kradnie.
Ej Hurko, Hurko, co chcesz gadaj sobie,
Jeszcze cokolwiek polskiego jest w tobie.

Kto poledz zacnie już się nie spodziewa
Za kraj swój własny, niech będzie gotowym
Zginąć za Cara, i za Ignatiewa
I za panslawizm z dzikim Aksakowem.
Wpierod rabiata! Hurra! za Bałkany
Bez naszej garstki świat ten nie przepadnie,
Każdy niech idzie przed sobą jak piany,
Przejdzie to przejdzie, a padnie to padnie!
Ej Hurko, Hurko, a nuż jakim trafem
Ty, polski szlachcic, carskim będziesz grafem.

I przeszli Bałkan, przeszli go bez strzału,
A choć tysiące na drodze zostało
Ofiar niewoli lub wściekłego szału,
Który u głupich nazywa się chwałą,
Przeszli go w imię tej niby swobody,
Niesionej ludom przez białego Cara,
Pod hasłem, którem dotychczas narody
Durzyć się zwykły: Ojczyzna i Wiara!
Oj Hurko, Hurko, wszak ty wiesz co znaczą
Te słowa, wbite nahajką kozaczą.

To też choć cudów odwagiś dokazał,
I choć cię za to grafem mianowano,
Los ci tryumfów odmówił, a kazał
Jak lokajowi stanąć w San Stefano;
Gdzie w przedniej straży gwałtu i rozboju,
Na dobre imię nawet nie zasłużysz,
Bo sługa płatny w brudnym przedpokoju,
I nędznej sprawie, i złym panom służysz.
Ej Hurko, Hurko, postawiłeś nisko
Piękne twe stare szlacheckie nazwisko!






Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Artur Bartels.