Humorystyczne kolendy szopki ludowej II/całość

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor anonimowy
Tytuł Humorystyczne kolendy szopki ludowej II
Data wydania 1934
Wydawnictwo Wydawnictwo Aktualne
Druk Zakłady Graficzne „Nowa Książka“
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Okładka lub karta tytułowa
Indeks stron


HUMORYSTYCZNE
KOLENDY
szopki ludowej




Kolenda Szewca
Mel. Hej w dzień Narodzenia...

Hej w Dzień Narodzenia Dzieciątka Małego
Zaśpiewam kolędę szewca warszawskiego
Co skóry żałował
Tekturę pakował hej kolenda. kolenda.
Znałem raz majsterka wielkiego wstawiaka
Co robił karjerę na placu Kercelaka,
A że wciąż pchał tekturę
Zerżnęli mu skórę hej kolenda, kolenda!
Jak go raz złapali, mój ty miły Boże
To go tak naleli, że chodzić nie może
Mówi teraz wszędzie
Że tak robić nie będzie hej kolenda, kolenda!
Lepiej mocne buty ze skóry budować
Niż dostać po gębie i potem chorować,
Niech każdy z was pamięta
Że nadchodzą święta hej kolenda, kolenda.



Kolenda zecera
(Na mel. „Hej w dzień Narodzenia“)

Smutna dziś kolenda zecera biednego,
Niema na mięsiwo, ani na „iednego“,
Bo te pryncypały forsy mało dały.
Żeby im wystarczyło.
Lecz cóż biedny człowiek ma dziś do gadania
Kiedy tylu ludzi bez roboty gania,
Jak mu się postawi, to go wnet odprawi,
I na bruku zostanie.
Więc chociaż nic niema lecz cichutko siedzi,
Gdyż boi się jego przykrej odpowiedzi,
A pryncypał chodzi nic go nie obchodzi.
Tylko własny brzuszyna.



Kolenda Eksmitowanego Lokatora
(na nutę „Pasterze mili“).

Sąsiedzi mili coście widzieli?
Widzieliśmy bezdomnego
Z mieszkania wyrzuconego
Z żoną, dziećmi i rzeczami na bruk podwórza.
A co zrobił on, że utracił dom?
Był bez pracy więc nie płacił
I mieszkanie przez to stracił,
Dzisiaj w bramie śpi i o pracy śni.
Na czem z dziećmi spał?
Jakie graty miał?
Łóżko, szafka stół bez nogi,
Do przykrycia koc nie drogi, to meble jego.
Czy kto z was słyszał jak długo mieszkał,
Mieszkał w bramie rok bez mała,
Aż opieka w to wejrzała nasza społeczna.B.



Kolenda urzędnika państwowego
(mel. „W żłobie leży“).

Jestem goły,
Lecz wesoły
Państwowy funkcjonarjusz
Mam rodzinę
Odrobinę
Jak na mnie zbyt liczną już:
Czworo dzieci, żonę, matkę,
I teściową na dokładkę,
Razem ze mną — osiem dusz.
Lecz — o rety —
Jest niestety
Oprócz duszy ciało też
A to ciało

Jeść by chciało
Jak zwyczajny, głodny zwierz.
Trza napełnić osiem brzuchów,
A tu z forsą bardzo krucho,
Mo i rób człeku co chcesz,
Dziś jeno ale
Jednak wcale
Losem nie martwią się, nie,
Bo odkryłem, wymyśliłem
Sposób na kłopoty swe.
Gdy redukcje będą nowe,
To usmażę swą teściowę
I pożywim wszyscy się.B.



Kolenda sztubaka
(na melodję „Wśród nocnej ciszy“)

Święta, oj święta — semestr nadchodzi
Dwój na cenzurze belfer sześć spłodził
Opuszczonych godzin kupę
Matka da mi chyba w... głowę
Z wielkiej rozpaczy.
Oj na wagary sobie chodziłem
I pensjonarki słodko tuliłem
Jedna dwója się upiekła
Lecz promocja mi się wściekła
O rany Julek!
Miałem na lekcje forsę od mamy,
A wydawałem na młode damy
Na cukierki na ciasteczka,
A raz była i wódeczka
I usteczka też.
Lecz raz na słodkiej randce mnie złapał
Jak belfer srogi i groźny papa
Zaprosił mnie na rozmowę
No i dobrze zmył mi głowę

Za me romanse
A przecież sztubak kochać się musi
W jakiejś Kamili, Renie czy Niusi
Musi chodzić z nią na randki
Mo i mieć dla fatygantki
Choć trochę forsy.L.



Kolenda oprychów
Na mel. „Dzisiaj w Betleem“.

Dzisiaj w melinie.
Dzisiaj w melinie granda się upiła,
Bo Mańka Klapsztos,
Bo Mańka Klapsztos frajera „zrobiła“.

Antoś Felkowi
Słóweczko „powi“
Od tego „słówka“ zakrwawi główka,
Ten tego lu w buzie, a tamten se nózie,
Niby frajer już wyciąga.

Agata Pryszczyk,
Agata Pryszczyk, piękna jak brzoskwinia,
A Frania Wsuńgo,
A Frania Wsuńgo pijana jak Świnia
Antoś Felkowi i t. d.

Alfons trzynasty,
Alfons trzynasty pieści se niewiasty,
Aż jedna taka,
Aż jedna taka, dała mu kopniaka.

Granda się bawi,
Choć z nosów krwawi,
A pod parkanem władza z naganem
Czeka by mógł wreszcie,
Zamknąć już w areszcie,
Całą grandę w sztos pijaną.L.



Kolenda bezdomnego
(na nutę „Dnia jednego o północy“)

Gdym raz w bramie spał wśród nocy,
Miałem sen bardzo uroczy,
Bo jakby na jawie, tak mi się śniło,
Ze z naszą niedolą już się skończyło.

Czemprędzej się poderwałem, do magistratu leciałem,
Bo mieli bezdomnym dawać mieszkania,
Że więcej nie będzie
Po kątach spania.

W dalszym ciągu mi się śniło,
Że nam wszystkim dobrze było,
Że wszyscy pracują nie ma już nędzy,
Każdy z nas jest syty nie brak pieniędzy.

Że się z głodu nikt nie słania,
Własne mamy już mieszkania
Lecz wszystko ma koniec dobrze to znacie
Zbudziłem się rano w komisarjacie (2 razy)B.



Kolenda Teściowej
(na nutę „Wśród nocnej ciszy“)

Wśród nocnej ciszy głos się rozchodzi
Teściowa wściekła z drapakiem chodzi
Wszystkich wkoło tak klinuje
A na zięcia oczekuje
By go przywitać
Jakże się niema złościć i wściekać,
Kiedy z kolacją musi nań czekać
W dobrej wierze forsy dała
Po sprawunek go wysłała a jego niema
Choiny niema stół pusty stoi
Teść siedzi w kącie, baby się boi

Żegnając się ode złego
Co chwiła łyknie jednego trochę większego
Wreszcie i północ w mieście wybiła
Teściowa zmęczona mocno zasnęła
Teść z tej wielkiej ucieszności
Dobrał się do wódeczności, zdrowo popijał.
Oj co się później w mieszkaniu działo
Staremu wałkiem też się dostało,
Ale jaka chryja była
Kiedy zięcia policyja do dom przywiozła.
Pokój wyglądał jako śmietnisko
Bo w nim teściowa miała lotnisko
Tam fruwały miski, garnki,
Stołki, szklanki, wałki, tarki co tylko było.
Dzisiaj teściowa spojrzeć się wstydzi
Oczy podbite prawie nie widzi
Ale także zięć kochany
Ma też ci łeb porozbijany z tego lotniskaB.



Kolenda marynarzy

Hej w Dzień Narodzenia Syna Jedynego,
Płyną marynarze do po portu Gdyńskiego,
Weseli to chłopcy,
Przed burzą strach im obcy
Hej kolenda, kolenda!
Marzą morskie wilki, gdy staną na gruncie,
Będą wnet ich witać Marysie i Kundzie,
Każdemu się zachciewa.
Z miłości drży i śpiewa
Hej kolenda! kolenda!
A gdy się nacieszą pod małą choinką
Kiedy się napieszczą z drogą swą dziewczynką
W dal siną i odmęty
Uniosą ich okręty,
Hej kolenda, kolenda!J.



Kolenda bezrobotnych z prowincji
(na mel. ,Przybieżeli do Betleem‘).

Przybieżeli do Warszawy za pracą,
Bo słyszeli, że się inni bogacą
Nabrali rozpędu
Walą se do Urzędu
Frajery, frajery!

Woźnym pracy tylko próżnej nadali,
Bo ci na łeb ich ze schodów zrzucali,
Nic tu nie wskórali,
Więc se idą dalej
Frajery, frajery!

Do stu fabryk kołatali jak w bęben,
Tu zyskali, że im dali raz w zęby
Policja ich witała
I wodą oblewała
Frajerów, frajerów!

W pośrednictwie ktoś im mowę wywalił,
By na złotą mannę z nieba czekali,
Zdziwił się naczelnik,
Że tacy są czelni —
Chcą pracy, chcą pracy!

Radził, by do domu zaraz wrócili,
Bo w Warszawie już zadużo użyli,
A gdy spasą wieprze,
Niech się wrócą jeszcze
Z szyneczką na święta!L.




Nakład: „Wydawnictwa Aktualne“, W‑wa Skorupki 5

Zakł. Graf. „Nowa Książka“. Elektoralna 25.



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: anonimowy.