Hugo

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
>>> Dane tekstu >>>
Autor Juliusz Słowacki
Tytuł Hugo
Podtytuł Powieść krzyżacka
Data wydania 1894
Wydawnictwo Księgarnia Polska
Druk Piller i spółka
Miejsce wyd. Lwów
Źródło Skany na Commons
Okładka lub karta tytułowa
Indeks stron



HUGO


POWIEŚĆ KRZYZACKA.



I.
UCIECZKA.
Młoda dziewica dziś w klasztornym murze,
Bogu na całe poświęcona życie;
Gdy odrzucała świéże wianku róże,
Łzy z pięknych oczu płynęły obficie;
       5 Gdy pod całunem legła na marmurze,
Ustało prawie drzące serca bicie;
Łzy już nie płyną, lecz bladość straszliwa,
Jak w chwilę śmierci jéj lica pokrywa.

Już mrok zapadał, już wieczorne chłody
       10 Wróciły niebu barwy lazurowe.
Przed krzyżowémi kryjąc się narody,
Słońce skwarami utrudzoną głowę
Chowało w morza Baltyckiego wody:
Lecz nim się skryło w fale bursztynowe,
       15 Zajrzało w gmachu zasępione skrzydła,
Przez szyb kościelnych ciemne malowidła.

Już lud ze świętych wychodzi podwoi,
Skończone Boskich tajemnic ofiary.
Czemuż ten rycerz nieruchomy stoi,
       20 O marmurowe oparty filary?
Twarzy nie widać — ale znać ze zbroi,
Że to obrońca chrześcijańskiéj wiary.
Lecz w noc tak późną czegoż jeszcze czeka
Gdy wszyscy wyszli on odejście zwleka.


       25 Stał nieruchomy, jako posąg z głazu
Co strzeże grobów zimnego marmuru.
Tam coś mignęło? — nie, to błysk obrazu,
Co tak pozłotą odbija od muru.
Jakiś szmer słychać? — to odgłos wyrazu
       30 Cichéj modlitwy, przyniesiony z chóru.
A rycerz zadrżał — to może ze strachu?
W tak ciemną porę! w tak posępnym gmachu!

Już xiężyc wstąpił na niebieskie smugi,
I patrzał w ciche klasztoru ustronie.
       35 Wychodzi rycerz — z rycerzem ktoś drugi;
Oba skoczyli z pośpiechem na konie;
Pewnie miał giermka, pazia do posługi;
Lecz czemuż pędzą tak spiesznie przez błonie?
Czemuż tak prędko z bitéj zeszli drogi,
       40 Biorąc się w lasy i dzikie odłogi?

Z początku żadnéj nie wiedli rozmowy;
Starszy ostrogą zachęcał rumaka,
A potém nagle gniew gorzkiémi słowy
Wyrwał się z piersi gorącéj krzyżaka:
       45 „Z radośném sercem jam rzucić gotowy
Kraj ten przeklęty, chciałbym lotem ptaka
Z miejsc tych uleciéć, kędy mojéj głowie
Grożą tajemnych wyroków sędziowie.

„Lubię zakonu turnieje, gonitwy,
       50 Ale nie znoszę szpiegów tajnéj sprawy;
Od nich uciekam w kraje dzikiéj Litwy;
Lasy mi słodsze nad ciągłe obawy.
Jagieło z bratem tocząc krwawe bitwy,
Przyzwał nas w swoje odległe dzierżawy,
       55 Już zamek Trocki do niego należy,
I tam krzyżackich osadził rycerzy.

„Tam ja nad braćmi zakonu przewodzę,
Śledzę Litwinów i spraszam biesiady;
A ufny w silnéj i licznéj załodze,
       60 Wrogów choć licznych nie lękam się zdrady;

I sąd co trzymał mych czynności wodze
Puścić je musiał i stracił ich ślady.
W Litwie podstępem zdradnym nie otoczy,
W Litwie nie dojrzy, choć ma bystre oczy.

       65 „Oto krzyżackie zniknęły klasztory,
I błyszczy Niemen szeroki przed nami!”
Zaraz się w rzekę rzucił rumak skory,
Parskał i pianę mieszał z wód pianami.
Na drugim brzegu czerniły się bory,
       70 Srebrnémi nocy uwieńczone mgłami.
Xiężyc posępny płonąc na zachodzie,
Długim się słupem srebrzył w Niemna wodzie.

Nim je grom spali — nim je ludzie wytną,
Piękne są bory, cudny las sosnowy!
       75 Tysiączne kwiaty w jego głębiach kwitną,
Wiatr tajemnicze prowadzi rozmowy;
Tam dzwonki barwą błyszczą się błękitną,
Owdzie kobierce ściele wrzos różowy.
Przez takie bory zarośnięte wrzosem
       80 Prędkim tętniły kopyta odgłosem.

W pośpiechu szybko mijają rycerze
Rozległe Xiążąt na Lidzie dziedziny.
Z wschodzącém słońcem witały się wieże,
Choć cień pod zamkiem zalegał doliny;
       85 Ze słońcem jeźdźców migały puklerze,
Słońcu nadbrzeżne kłaniały się trzciny,
Nie jeden pączek przed słońcem roskwita,
Błyszczy się ziemia kwiatami okryta.

Lecz prędko szybkie przemknęły rumaki.
       90 Znikł obraz Lidy jak senne marzenie,
Znów ciemne bory, zarośla i krzaki,
I jednostajne rumaków tętnienie;
Słońce przebiegłszy lazurowe szlaki,
Już za Ponary chowało promienie;
       95 Już cień na ziemię spuszczał się ponury,
Gdy starszy Krzyżak wskazał zamku mury.

„Patrz! oto pyszna Kiejstutów stolica,
To ich dzierżawy, kędy zajrzysz okiem.
Nad zamkiem wieża — to pogan kaplica;
       100 Tam między gęstym kadzidła obłokiem,
Boga piorunu szczerozłote lica,
Patrzą się jasnym, brylantowym wzrokiem.
Widzisz to wielkie błękitu przestworze?
To Trocki zamek! a to Trockie morze!

II.
RYCERZ SĄDÓW TAJEMNYCH.
       105 Stokroć weselsze są Malborga gmachy,
Niż te posępne Kiejstuta komnaty;
Ani je srebrne rozjaśniają blachy,
Ani kobierców złocą jasne szaty.
Sala zamkowa jak głuche więzienie,
       110 Wiatr po niéj szumi i wolno przewiewa,
Jéj głębie wieczne zalegają cienie;
A setne z ziemi wybiegłszy filary,
To się zrastają jak altany drzewa,
To się znów dzieląc na setne konary,
       115 Wspierają różnie łamane sklepienie;
A okna cięte w gwiazd rozlicznych wzory,
W dzień dają światło słabe jak o świcie,
Inne okrągłe lśnią w tęczy kolory,
Dziś okna, jutro strzelnice w potrzebie.
       120 A jedno w sklepień zasępionych szczycie,
Tak błyszczy zdala, jak miesiąc na niebie.

Choć noc głęboka, choć w tak późnéj chwili,
Jeszcze się lampa w ciemnym gmachu pali;
I dwaj rycerze czuwają na sali,
       125 Dwaj, którzy wczoraj jeszcze z Prus przybyli.
Starszy miał szyszak i pancerz stalowy,
I płaszcz szeroki z wizerunkiem krzyża;

A ile razy do światła się zbliża,
Na piersiach miga krzyż dyamentowy,
       130 I miecz u boku obosieczny, długi.
Znam go! to Komtur zakonu krzyżaków,
To młody Hugo... Lecz kto jest ten drugi?
Ile z widocznych poznać mogłem znaków,
Nie miał on jeszcze ostrogi rycerza,
       135 Ani swéj piersi krył ciężką kolczugą;
Ubiór miał pazia — lecz pan mu się zwierza,
Pan z nim rozmawia nie tak jak ze sługą.
Słowa Hugona skryte tajemnicze,
Często na pazia spogląda oblicze.
       140 Bo téż oblicze tak piękne, czarowne,
Spojrzenie pazia tak czułe, dobitne,
I oczy jasne jak niebo błękitne,
Ćmią długie rzęsy gdy nadto wymowne,
Włos jego spływa w złociste pierścienie,
       145 Ale na twarzy smutek, zamyślenie.

Jakiż to rycerz w tę porę przybywa?
Czarną miał ściśle zamkniętą przyłbicę,
I czarny pancerz i naramiennice.
Olbrzymią postać żelazo okrywa,
       150 Schylił się wchodząc pod wielkie filary,
Stanął w milczeniu i załamał dłonie.
— „Czegoś tu przyszedł?” Rzekł Hugo ponuro,
„Czyś jest brat rycerz chrześciańskiej wiary?
Co mi przynosisz?” — „Twoją śmierć Hugonie!...”
       155 Czoło komtura okryło się chmurą,
I rzekł do siebie: „Wybadać go muszę...
Twa mowa, bracie, śmiercią mi zagraża?
Czyliś gdzie widział Bodelszwingu gruszę?
Czyli z Saudkirchen powracasz cmentarza?”
       160 Na te nazwiska rycerz spuścił dłonie,
I milcząc, tylko dwakroć głowę skłonił...
Pielęgnowany troskliwie w wazonie
W oknach zamkowych kwiat róży się płonił.
Zerwał go Hugo i rycerza bada;
       165 A rycerz milczy — milcząc wziął kwiat róży,

Do piersi niesie i do ust przykłada.
Czoło Hugona posępniéj się chmurzy,
Zgasły na licu rumieńca szkarłaty;
Ale dowodów jeszcze nowych szuka.
       170 — „Powiedz rycerzu czyliś jest bogaty?
Gdzie twoi bracia? Gdzie twoja rodzina?”
— „Bogactwem mojém jedna złota sztuka,
Bogactwem mojém są trzy miary wina;
A brat mój tutaj na mieczu wyryty;
       175 W jednéj ma ręce wieniec z róż uwity,
A w drugiéj sztylet co w krwi wroga tonie,
Tacy rycerze są braćmi mojémi,
Taka rodzina jest w Czerwonéj ziemi,
Czy dosyć na tém? Czy znasz mię Hugonie?”

       180 Znasz mnie! i dom mój i moją rodzinę.
Słuchaj więc krótkie są wyroku słowa,
Zbrodnia spełniona i kara gotowa,
Znasz wielkość zbrodni — umrzesz za godzinę!
A ty! co pazia pożyczasz ubioru,
       185 Ażeby kazić ludzi świętéj wiary;
Tam, skąd przybyłaś, wracaj do klasztoru,
Tam cię czekają wstyd, hańba i kary.”

Wyszedł, a Hugo jak ze snu się zbudził.
„Czy słyszysz luba odgłos jego kroków?
       190 Słyszysz! to poseł okropnych wyroków!
On mi śmierć przyniósł, gdym się szczęściem łudził.
O łatwiéj! łatwiéj było skonać wczora,
Dziś szczęśliwszemu trudniéj mi umiérać.
Patrz! xiężyc zaczął przez szyby przeziérać.
       195 Słyszysz, jak szumią tam fale jeziora;
Xiężyc mię żegna, żegnają mnie fale.
A sen mój jaki będzie za godzinę?...
Lecz próżno! próżno! ja marnie nie zginę,
Mieliżby życiem zarządzać zuchwale?
       200 Czekaj tu Blanko zostawiam w téj sali,
Ten płaszcz, on w boju plątał by mi dłonie,
Ten hełm z piórami z nadto kruchéj stali,
I miecz ten nadto lekki na ich głowy.

Weź moja luba i krzyż brylantowy,
       205 On długo! długo błyszczał mi na łonie,
Może ci kiedy przypomni po zgonie...
Nie, ja żyć będę, chcę żyć moja luba!
Wszak jam w krzyżackim zhodował się domie,
I nieraz sławy szukałem za domem;
       210 Mam miecz co zdziwia polaków ogromem;
Mam zbroję któréj stal tak twarda, gruba,
Że ją żelazo żadne nie przełomie.
Gdy się tak Hugo na boje ustroi,
Nie wydrą serca z pod żelaznéj zbroi.”

       215 „Jest jeszcze inna ocalenia droga.
Może w świątyni pogańskiego Boga,
Można się ukryć w jéj lochach podziemnych,
W krętych przechodach i kryjówkach ciemnych;
Ta droga bardziéj pewna i ostrożna,
       220 Wszak zdradą, zdrady uchronić się można”.

To rzekł i wyszedł. Straszną zbroję wkłada,
W któréj już nieraz występował w szranki;
Potem zbiegł szybko przez zakryte ganki,
Do świątyń Boga, który gromem włada.
       225 Tu ogień Znicza dymny i ponury,
Czarne filarów łamały się cienie.
Szedł rycerz ciemne przeglądając mury,
Może w tych murach tajemne schronienie
Zbiegów bezpiecznie do świtu zatrzyma?
       230 Lecz przebóg! zadrżał: kamienne bożyszcza,
Stojąc w około święconego zgliszcza,
Żywémi w niego patrzały oczyma.


III.
ZGON.
Nadeszła straszna godzina wyroku.
Znów wszedł do sali mściciel tajnych zbrodni,
       235 Wszedł pod filary i zatrzymał kroku...
Przy świetle blado tlejącéj pochodni,
Na dłoni rycerz oparty spoczywa,
Ofiara śmierci. — Znany płaszcz komtura
Z posępnym krzyżem na barkach mu spływa;
       240 Na hełmie znane kołyszą się pióra,
I dobrze znany krzyż na piersiach miga,
I dobrze znany miecz u jego boku.
Lecz czyliż męstwo tak prędko ostyga?
Hugo ów śmiały, mężny przed godziną,
       245 A teraz śmierci lęka się widoku?
Dla czegóż kryje lica w obie dłonie,
Czy łzy zasłania co po twarzy płyną?
Cichość ponura. — „Czyś gotów, Hugonie?
Biada ci! milczysz?” Błysnął zamach stali.
       250 Krzyżak się długo nad trupem nie bawił,
Sztylet mu w piersiach rozdartych zostawił,
Spojrzał i zwolna wyszedł z krwawéj sali.

Lecz przebóg! drzwi się otwarły zarazem,
Wszedł młody rycerz. To on! Hugo młody!
       255 Cały hartowném odziany żelazem,
Męstwem młodzieńcze płonęły jagody.
Wszedł, spojrzał bystro: „Blanko! Blanko droga!
Poco ten ubiór? te pióra? ta zbroja?
Czemu tak milczysz? Ach na miłość Boga
       260 Odpowiédz słowo! droga! luba moja
Odpowiédz słowo! przebóg twarz jak sina!
Jéj dłoń jak zimna! i szklisty blask oka!
I sztylet w piersiach! Więc biła godzina!
On był tu!...” Zamilkł tak boleść głęboka
       265 I żal tak ciężki jego serce ścisnął
Piersi pracują jak wzburzone fale;

Na chwilę w oczach płomień zemsty błysnął,
Lecz go zgasiły nowe łzy i żale.

„Może myślała Blanka nieszczęśliwa,
       270 Że mnie swym zgonem od zgonu zachowa?
Nie, kiedy szczęścia zerwane ogniwa
Ja mam żyć? luba bądź zdrowa, bądź zdrowa!”

Xiężyc nad rankiem srebrzył zamku wieże,
Niech on nam powié dalszy los Hugona.
       275 Zbójeccy sądów zniknęli rycerze,
A strasznym losem pana przerażona
Cała się służba rozbiegła z wieczora...
Hugo już nigdy nie postał w zakonie.
Gdzież się więc podział? niech powiedzą tonie!
       280 Niech mówią Nimfy Trockiego jeziora!
Płakały po nim — a gdy z nocy końcem
Słońce promienną ukazało głowę,
Długo w dzień jeszcze ich łzy brylantowe,
Na srebrnych liljach lśniły się przed słońcem.




Objaśnienia autora.



Do str. 11 w. 159. Pod gruszą Bodelszwingu i na cmentarzu w Saudkirchen odbywały się wielkie sądy trybunałów tajemnych. Cała powyższa rozmowa jest wyszczególnieniem znaków tajnych, po których sędziowie ukrytych zbrodni, jak dzisiejsi wolno-mularze, poznawali się pomiędzy sobą.
Do str. 11 w. 163. Róża była godłem trybunałów.
Do str. 12 w. 173. Każdy przyjęty do bractwa tajnych Sędziów powinien był wkupić się jedną złotą sztuką trzema miarami wina.
Do str. 12 w. 128. Tak nazywała się Wostfalia, główne ognisko trybunałów tajemnych, a nazwanie to wzięła od czerwonego koloru swoich herbów.



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Juliusz Słowacki.