Historja i stan obecny języka międzynarodowego esperanto/Wstęp

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Adam Zakrzewski
Tytuł Historja i stan obecny języka międzynarodowego esperanto
Wydawca Michał Arct
Data wydania 1906
Druk Michał Arct
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Okładka lub karta tytułowa
Indeks stron
WSTĘP

Myśl o potrzebie i możliwości utworzenia sztucznego języka międzynarodowego, umożliwiającego stosunki pomiędzy ludźmi różnych narodowości, od trzech już prawie wieków zajmowała najwybitniejsze umysły ludzkości. Historycy tej sprawy wymieniają już pod datą 1617 roku Hermana Hugo, jako autora pierwszych prób w tym kierunku. Pierwszym jednak, który nakreślił naukowe zasady logicznej gramatyki języka oraz jego słownika, był słynny Kartezjusz w r. 1629[1]. Nieco później wielki Leibnitz, jakkolwiek przedmiotowi temu nie poświęcił żadnej pracy specjalnej, często jednak w swych pismach wskazywał konieczność utworzenia języka sztucznego dla stosunków międzynarodowych[2]. Odtąd też rośnie coraz bardziej zastęp uczonych, poszukujących lub wskazujących potrzebę i konieczność rozwiązania tego zadania, że tu wymienimy tylko najgłośniejszych, jak Bacon, Pascal, Locke, d‘Alembert, Wolter, — który rozmaitość języków poczytywał za jedną z największych plag rodzaju ludzkiego, — dalej: Montesquieu, Diderot, Condorcet, Kant, Volney, Ampère, biskup Wilkins, najsławniejszy lingwista Mezzofanti, sławny egiptolog Laut, August Comte, Proudhon, Girardin, Littrè, Renan, Max Müller — największy językoznawca XIX wieku, Reclus, Tołstoj i t. d. Znamy też dotąd około 200 projektów, wśród których jest 30 wykończonych i całkowicie opracowanych języków sztucznych. Rozpatrywać ich tu jednak nawet pobieżnie nie możemy[3], zaznaczając tylko, że nie największem uznaniem i rozpowszechnieniem cieszy się język zwany Esperanto, autorem którego jest warszawianin dr. Ludwik Zamenhof i którego historję i zasady tu pokrótce skreślimy.


∗                              ∗

Jakkolwiek książeczka ta znajdzie się zapewne przeważnie w rękach osób, którzy potrzebę języka międzynarodowego odczuwają i o możliwości utworzenia jego nie wątpią, chcemy jednak rozpatrzeć w tem miejscu zarzut, z którym sprawa ta spotyka się u nas najczęściej.
Przedewszystkiem stwierdzić i ustalić należy fakt, że utworzenie języka międzynarodowego w niczem ujmy językom narodowym uczynić nie może, gdyż nie było to zamiarem ani żadnego z autorów przeróżnych projektów, ani ich licznych zwolenników. Język ten służyć ma jedynie i wyłącznie dla stosunków pomiędzy ludźmi różnej narodowości; dla każdego więc pozostanie zawsze językiem «obcym» w tym samym stopniu, w jakim obcemi są wszelkie wogóle języki cudzoziemskie. Jeżeli więc nauka łaciny lub języka francuskiego nie sprzeciwia się naszym uczuciom narodowym, to zrozumieć trudno, dlaczego niechęć do języka międzynarodowego z tego właśnie najczęściej źródła pochodzi.
Zdaniem wielu język międzynarodowy wyrzecby się nawet powinien wszelkich pretensji literackich. L. Bollack w pięknej pracy, poświęconej temu przedmiotowi, powiada, że „wystarczy najzupełniej jeśli w języku pomocniczym potrafimy przetłómaczyć z całą dokładnością gieometrję Euklidesa i numer Times’a, — które to pismo, jak wiadomo, nie zamieszcza feljetonów ani powieści…” Słowem, tłómaczenia dzieł naukowych, korespondencja handlowa, prywatna i wszelkie wogóle porozumiewanie się ustne w tych wszystkich wypadkach, w których dziś uciekać się trzeba do tłómaczeń lub tłómaczów — oto właściwa dziedzina takiego języka. Zarówno więc uczony, pragnący utrzymać się na poziomie wiedzy współczesnej, który dzisiaj kilka co najmniej obcych języków posiadać musi, — jak naprzykład, rzemieślnik nasz, udający się do Niemiec, Francji lub Anglji, dla udoskonalenia się w swym fachu, jak wreszcie służba kolejowa, hotelarze, restauratorzy i t. d., mający nawet u siebie ciągle do czynienia z cudzoziemcami — ze znajomości takiego języka korzyść odniosą. Jeżeli zaś czemu ujma ztąd stać się może, — to chyba tylko językom cudzoziemskim, gdyż język międzynarodowy usunie w znacznej mierze potrzebę uczenia się ich, otwierając natomiast możność porozumiewania się ustnego i piśmiennego z całym światem tym wszystkim, którzy obecnie ani czasu ani środków na naukę języków obcych nie posiadają.
Tak rozumiany zakres i zadania języka międzynarodowego usuwają wszelkie wspomniane wyżej obawy.


∗                              ∗

Pogląd powyższy podzielają również ci nawet zpośród esperantystów, którzy pragnęliby, ażeby z dziedziny języka międzynarodowego nie wykluczano literatury pięknej ani poezji i by mu otworzono podwoje sztuki scenicznej.
„Język międzynarodowy — pisze L. de Beaufront — jest przeznaczony dla ludzi cywilizowanych: musi więc rozporządzać calem bogactwem zasobów języków naszych: będzie on do niczego, jeśli nie będzie do wszystkiego”[4].
I liczne już fakty dowodzą, że język Esperanto do tej roli okazuje się najzupełniej podatnym.
„Ci, którzy czytali Bajrona w oryginale angielskim i w przekładach rosyjskim i esperanckim, — pisze prof. Szczawiński, — mogli się przekonać, iż przekład esperancki różni się tak mało od oryginału, że zastąpić go może w zupełności dla czytelnika rosyjskiego, podczas gdy przekład rosyjski jest bardzo od oryginału dalekim. Warto nauczyć się języka Esperanto nawet jedynie po to, by módz poznać ten świetny utwór wszechświatowego genjusza poezji[5] w tak udatnem tłómaczeniu, jakiem jest przekład esperancki.”
Charakterystycznym w tym względzie przykładem jest nawrócenie się wielkiego przeciwnika Esperanta i wszelkich wogóle języków międzynarodowych, profesora londyńskiego A. Smitha, który przekonany wbrew woli o możliwości mówienia po esperancku, — gdyż w jego obecności rozmawiano w tym języku całemi godzinami, — dowodził jednak niemożliwości zastosowania go w dziedzinie literackiej. Brak idjotyzmów, któremi przepełnione są nasze języki, uważał on jako przeszkodę do przekładów arcydzieł literatury europejskiej na język Esperanto. Dostarczono mu wtedy przekład „Hamleta” d-ra Zamenhofa i sumienny profesor rozpoczął drobiazgowe porównywanie z oryginałem zdania po zdaniu, frazesu po frazesie. Był on przekonany, iż wykryje kopalnię błędów i niedokładności. Lecz po przeczytaniu z równą sumiennością wyznał otwarcie, że przekład esperancki był nietylko ściśle dokładnym, lecz odtwarzał z niesłychaną subtelnością wielkie odcienia tekstu oryginalnego. Nie zadawalniając się tem pierwszem doświadczeniem, prof. Smith porównał przekłady arcydzieła Szekspira na różne inne języki europejskie i po dokładnem zbadaniu pierwszeństwo ponad wszystkiem przyznał przekładowi esperanckiemu.
Nadejść więc może chwila, kiedy utwory autorów obcych poznawać będziemy przy pomocy języka międzynarodowego, a każdy piszący starać się będzie, by dzieło jego drogą przekładu na język międzynarodowy stało się dostępnem dla całej różnojęzycznej wszechludzkiej rzeszy czytelników.
Zanim to jednak nastąpi, język międzynarodowy oddać już może usługi nieocenione w tym skromniejszym zakresie praktycznym, o którym wspominaliśmy wyżej.



Przypisy

  1. Descartes. Lettre au P. Mersenne du 20 novembre 1629.
  2. Logika. Disertatio de arte combinatoria (1679) i inne.
  3. ob. pracę naszą p. t. «Język międzynarodowy: historja, krytyka, wnioski», zawierającą historję i przegląd krytyczny tych usiłowań (Warszawa 1905, str. 148).
  4. L’Espérantiste. 1900. V.
  5. «Kain» Byrona w przekładzie A. Kofmana.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Adam Zakrzewski.