Historja i stan obecny języka międzynarodowego esperanto/I

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Adam Zakrzewski
Tytuł Historja i stan obecny języka międzynarodowego esperanto
Wydawca Michał Arct
Data wydania 1906
Druk Michał Arct
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały tekst jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały tekst jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Okładka lub karta tytułowa
Indeks stron

I. Dr. Zamenhof i pierwsze broszury.

W roku 1887 ukazała się w Warszawie broszurka niewielka, nosząca tytuł: „Dr. Esperanto. Język międzynarodowy, przedmowa i podręcznik kompletny. Por Poloj”[1]. Pod tym skromnym pseudonimem ukrywał się młody lekarz warszawski Ludwik Łazarz Zamenhof. Urodzony w Białymstoku dnia 15 grudnia 1859 r., spędził on dzieciństwo swoje i rozpoczął nauki szkolne w tem różnojęzycznem mieście, które, jak wiemy, posiada ludność niezmiernie różnolitą pod względem narodowościowym: obok polskiej ludności rdzennej znaczną tu jest liczba przybyszów: Niemców, Żydów i t. d., których przyciągnął zdawna rozwinięty w mieście i okolicy przemysł tkacki[2]. Patrząc na częste nieporozumienia i antagonizm tych pierwiastków różnolitych, młody idealista uwierzył, że jednym ze środków usunięcia waśni i złagodzenia stosunków pomiędzy niemi mogłoby być poprostu danie im możności porozumienia się ze sobą w języku neutralnym, nie obrażającym uczuć niczyich. To też dzieckiem niemal jeszcze pracować już zaczął gorliwie nad urzeczywistnieniem tej myśli, nie wiedząc wcale, czy ktokolwiek o czem podobnem kiedy marzył.
W pracy nad umiłowanem przez siebie zadaniem młody Zamenhof przeszedł bezwiednie przez te wszystkie fazy, które w dziejach języka międzynarodowego kolejno po sobie następowały. Zacząwszy od projektu wskrzeszenia łaciny, próbował następnie utworzyć język aprioryczny filozoficzny, przez nadawanie literom pewnego znaczenia i układanie z nich odpowiednich wyrazów. Wkrótce jednak przeświadczenie o trudności nauki takiego języka doprowadziło go do uznania zasady międzynarodowości pierwiastków słownych, t. j. do posiłkowania się w tworzeniu słownika pierwiastkami, zaczerpniętemi z języków żyjących współczesnych. Pierwszym tego rodzaju projektem Zamenhofa był język oparty na słownictwie germańsko — łacińskiem i opracowany przez niego w roku 1878. Autor był podówczas uczniem II-go gimnazjum w Warszawie, dokąd się przeniósł z IV klasy gimnazjum białostockiego. W Warszawie też dnia 17 grudnia tegoż roku grono młodzieży obchodziło uroczyście narodzenie nowego języka, mającego zjednoczyć ludzkość w braterskiem pojednaniu i nazwanego przez autora „Lingwe uniwersala,” który był już prototypem późniejszego „Esperanto.”
Przez cały czas studjów uniwersyteckich, najprzód w Moskwie, a następnie w Warszawie, gdzie Zamenhof uzyskał stopień lekarza w roku 1885, pracował on ciągle i wytrwale nad kwestją, stanowiącą główną treść jego życia, i po długich i gruntownych przygotowaniach zdawało mu się, że rezultaty swoje już ogłosić może. Dwuletnie poszukiwania wydawcy opóźniły jednak ogłoszenie ich drukiem do roku 1887[3].
W tej pierwszej broszurze, której tytuł podaliśmy wyżej, wyłożone zostały zasady teoretyczne nowego języka, metody, któremi autor posługiwał się przy jego opracowaniu, Podręcznik kompletny języka międzynarodoweyo, t. j. jego gramatyka i składnia, wreszcie pierwsze esperantystyczne teksty: Ojcze nasz, przekłady z Biblii, wzory listów, wiersze oryginalne d-ra Zamenhofa („Mia penso” i „Ho, mia kor!”), tłómaczenia z Heinego i słownik „międzynarodowo-polski,” zawierający 920 wyrazów: pierwiastków i terminów gramatycznych. Książeczka ta zawiera więc całkowity już prawie wykład teorji, która dziś, po kilkunastu zaledwie latach, posiada licznych i gorliwych wyznawców we wszystkich krajach i wśród najpoważniejszych przedstawicieli wiedzy w głównych ogniskach ruchu intelektualnego ludzkości. Dokładnie zatem poznać ją musimy.
Po krótkiej przedmowie, w której dr. Zamenhof uzasadnia potrzebę utworzenia języka międzynarodowego, stawia on trzy zagadnienia, we właściwem rozwiązaniu których upatruje rozwiązanie samej kwestji. Potrzeba mianowicie: 1) stworzyć język nadzwyczaj łatwy, tak, by nauka jego była igraszką i 2) aby każdy, kto się go nauczy, mógł natychmiast zeń korzystać dla porozumienia się z ludźmi rozmaitych narodowości, bez względu na to, czy język będzie uznany przez świat cały i czy znajdzie wielu adeptów, — by więc stał się odrazu rzeczywistym środkiem do stosunków międzynarodowych; 3) znaleźć środek przezwyciężenia obojętności świata i nakłonienia go do prędkiego i masowego używania tego języka, jako żywego.
Zaznaczywszy następnie, że dotychczasowe projekty języków międzynarodowych, rozwiązywały najwyżej jedno tylko z zadań powyższych, a i to tylko częściowo — dr. Zamenhof przechodzi do wykazania metod i sposobów, któremi posługiwał się w swoich pracach i których ocenę krytyczną przedstawia pod sąd czytelników.
Zadanie pierwsze autor wykonał w sposób następujący:
a) uprościł do najwyższego stopnia gramatykę w duchu języków żyjących nowożytnych, tak, że zdaniem jego, można się jej nauczyć w ciągu jednej godziny;
b) ustalił prawidła urabiania wyrazów pochodnych przez przyrostki, przybranki i końcówki, przez co zmniejszył ogromnie liczbę pierwiastków, których uczyć się trzeba.
Jeżeli, naprzykład znajdujemy w słowniku pierwiastek fin — kończyć, to znając końcówki gramatyczne: o — rzeczownikową, a — przymiotnikową, isłowną, e — przysłówkową, — wyprowadzimy już sami: fino — koniec, fina — końcowy, fini — kończyć, fine — nakoniec; od vid — widzieć, mamy: vido — widok, vida — widoczny, vidi — widzieć, vide — widocznie i t. d.
Przystawka mal — oznacza przeciwieństwo: bona — dobry, malbona — zły; mola — miękki, malmola — twardy; varma — ciepły, malvarma — zimny; supre — na górze, malsupre — na dole; ami — kochać, malami — nienawidzieć; estimi — szanować, malestimi — pogardzać i t. d.
Końcówka il oznacza narzędzie, a więc kudri — szyć, kudrilo — igła; kombi — czesać, kombilo — grzebień; plugi — orać, plugilo — pług; razi — golić, razilo — brzytwa i t. d.
Przystawek (afiksów lub sufiksów) podobnych, z których każda uwalnia nas od potrzeby uczenia się całego szeregu wyrazów, jest 32.
c) wprowadził do języka cały szereg wyrazów, t. zw. „cudzoziemskich”, które dziś już istnieją w tej samej formie tematowej we wszystkich językach europejskich i powszechnie są znane, jak: redaktor, amator, dyrektor, forma, norma, historja, dyskusja, telefon, telegraf, balon, muzyka, opera, frak i t. d.
4) pierwiastki inne brał o ile możności z języków europejskich i to oddając pierwszeństwo tym, które brzmią jednakowo w możliwie największej liczbie języków, czem się tłómaczy znaczna ilość w języku Esperanto słów łacińskich, jako najbardziej międzynarodowych.
Wskutek tych uproszczeń liczba wyrazów (raczej tematów), które zapamiętać potrzeba, sprowadza się, zdaniem autora, do 900, a i te znane są ludziom cokolwiek wykształconym. Dzięki temu język posiąść można zupełnie w ciągu dni kilku (mowa tu o pierwszym słowniku, późniejsze zawierają już 2600 pierwiastków)[4].
Drugie zadanie rozwiązał dr. Zamenhof przez analityczne rozczłonkowanie wyrazów na części nieodmienne, tak że każde słowo posiada jednę tylko nieodmienną formę, która znajduje się zawsze w słowniku. Pisząc, naprzykład słowo frat͵in͵o, w trzech częściach, odnajdziemy znaczenie każdej z nich w słowniku: frat — brat, in — znak rodzaju żeńskiego, o — znak rzeczownika, a więc frat͵in͵o, — siostra; mal͵feliĉ͵amal oznacza przeciwieństwo, feliĉ — szczęśliwy, a — przymiotnik, a więc malfeliĉa — nieszczęśliwy; vort͵ar͵ovort — słowo, ar — oznacza zbiór danych przedmiotów, o — rzeczownik, a więc: vortaro — słownik i t. d.
Dość jest skutkiem tego podać lub przesłać przy liście krótki słownik języka, by każdy nie znając nawet języka, mógł odrazu odczytać i zrozumieć wszelki wyraz napisany. Odwrotnie zaś, by coś napisać w tym języku, należy w słowniku wyszukać same tylko pierwiastki, zaś końcówki gramatyczne wziąć z gramatyki i dołączyć je do pierwiastków, oddzielając przecinkami[5]. W tym celu też wydał autor słownik, mieszczący się na małym arkuszu, łatwy do włożenia do każdej koperty i zawierający zasób słów wystarczający, zdaniem jego, dla stosunków życia codziennego. Dzięki temu więc język ten daje każdemu możność porozumiewania się z osobami innej narodowości, byle tylko umiały pisać i czytać i chciały zadać sobie niewielki trud zajrzenia do załączonego w kopercie krótkiego słownika — jest on więc faktycznie międzynarodowym[6].
Dla rozwiązania trzeciego zadania autor prosił czytelników broszury, by podpisali i nadesłali załączone do każdego egzemplarza oświadczenie treści następującej: „niżej podpisany obiecuje nauczyć się języka, proponowanego przez dra Esperanto, jeżeli dziesięć milionów osób uczyni publicznie tę samą obietnicę. Podpis, adres.“ Po osiągnięciu wspomnianej cyfry podpisów miał być ogłoszony imienny spis wszystkich podpisanych i dr. Zamenhof mniemał, że w kilka dni po ukazaniu się takiego spisu język stanie się odrazu żywym, w praktyce używanym, bo ludzie najbardziej obojętni poświęcą trochę czasu na nauczenie się jego, gdy nabędą pewności, że tak znaczna liczba osób uczyni to samo. Osoby przeciwnego zdania proszone były o nadesłanie tej samej kartki z napisem: „kontraŭ” (przeciw), ci zaś, którzy gotowi byli nauczyć się języka bez względu na liczbę jego przyszłych adeptów i nie czekając na obliczenie głosów — mieli napisać na kartkach: „senkondiĉe” (bezwarunkowo).
Oczekiwania te i nadzieje zawiodły jednak w zupełności.
Rok cały miał czekać cierpliwie dr. Zamenhof na skutki swej odezwy, rozrzuconej po świecie w czterech językach: polskim, rosyjskim, niemieckim i francuskim. Wszakże wskutek nalegań przyjaciół już na początku 1888 r. wypuścił w świat drugą swą pracę, noszącą tytuł: „D-ro Esperanto. Dua libro de l’lingvo internacia. Kajero Nr 1”[7].
Był to zeszyt pierwszy książki, obliczonej na sześć zeszytów, które ukazywać się miały co dwa miesiące w ciągu 1888 roku. Przyśpieszenie wydania autor objaśnia tem, że wielu z jego korespondentów pragnęło mieć jak najprędzej odpowiedź na różne kwestje i wątpliwości. Odpowiadać zaś każdemu z osobna było dla niego niepodobieństwem. Przytem wiele osób prosiło o książkę, napisaną w całości w języku Esperanto, aby mieć wzór i podręcznik dla wprawy w czytaniu. Autor oświadczał dalej, że po wyjściu wszystkich sześciu zeszytów „Dua libro“ będzie on już mógł zupełnie zejść ze sceny, bo odda już gotowy i całkiem wykończony język do użytku ludzkości. „Czy będę żył jeszcze, czy umrę, czy zachowam siły ciała i duszy, czy je stracę — pisał on — sprawa już zależeć od tego nie będzie, tak jak nie zależą losy jakiegokolwiek języka żyjącego od losów tej lub innej osoby lub grupy osób”. Zapewniał także, że każdy znajdzie w książce odpowiedź i wyjaśnienie na nadesłane wątpliwości i zarzuty, a dziękując gorąco swym korespondentom, prosił ich o cierpliwość.
Rezultaty, które przyniosła pierwsza odezwa nie były pocieszające. Wśród korespondentów znalazło się wiele osób, które osądziły autora, a nie dzieło jego. Jedni więc go wychwalali, inni przekonani byli, ze jest zupełnym nieukiem, bo nie znajdowali w jego dziełku żadnego balastu naukowego. To też dr. Zamenhof wręcz oświadczył tym ostatnim, że istotnie nie jest ani uczonym lingwistą, ani znanym i zasłużonym człowiekiem i prosił tylko gorąco, by nie zajmowano się jego osobą, lecz osądzono robotę. Znaleźli się także autorowie rozpraw o fizjologji mowy, o historji języków, o sanskrycie, — ale większość tych najuczeńszych korespondentów nie zadała sobie nawet trudu uważnego przeczytania broszury.
Byli i tacy, którzy wysilali się na mniej lub więcej udatne dowcipy: ktoś, naprzykład, dowodził, że doprowadzenie do skutku zamiarów autora jest niemożliwe, gdyż samo spisanie dziesięciu milionów nazwisk z adresami zajmie mu 30 lat czasu, a wydanie takiej książki wymagać będzie bogactwa Krezusowego! Odrzuciwszy to wszystko, pozostało wszakże trochę krytyk poważnych, zawierających mniej lub więcej uzasadnione i słusznę zarzuty. Dla tych ostatnich przeznaczył autor ustęp, w którym uwydatnia się prawdziwie naukowy, poważny a zarazem skromny punkt widzenia d-ra Zamenhofa. Pisał on mianowicie:
„Wiem bardzo dobrze, że dzieło jednego człowieka nie może być bez błędów, gdyby nawet człowiek ten był najgenialniejszym i o wiele wykształceńszym odemnie. Dlatego też nie dałem jeszcze językowi mojemu formy ostatecznej. Nie mówię: „oto język stworzony i gotów, i chcę, ażeby był takim i został takim.” Wszystko, co może być ulepszone, będzie ulepszone przez rady innych ludzi.
Nie chcą być twórcą języka, lecz tylko inicjatorem.
Niech to także będzie odpowiedzią dla tych przyjaciół języka międzynarodowego, którzy się niecierpliwią i chcieliby już widzieć książki i dzienniki w tym języku, całkowite słowniki i t. d. Byłoby mi nietrudno zadowolnić tych przyjaciół, lecz niech nie zapominają, że byłoby to niebezpieczne dla samej sprawy, która tak jest poważną, że byłoby nie do wybaczenia działać w niej według decyzji jednego człowieka.
Nie mogę powiedzieć, że język jest gotów, dopóki on nie przejdzie przez sąd publiczności.
Jeden rok, to nie wieczność, a jednak ten rok jest niezmiernie ważny dla sprawy. Nie mogę także czynić jakichkolwiek zmian w języku odrazu po otrzymaniu rad, choćby te rady były najbardziej słuszne (bezbłędne) i pochodziły od osób najbardziej kompetentnych. W ciągu całego 1888 r. język więc pozostanie zupełnie bez zmiany. Lecz po roku wszęlkie zmiany potrzebne, poprzednio zanalizowane i wypróbowane, będą ogłoszone i język otrzyma ostateczną formę; wtedy rozpocznie on swoje pełne funkcjonowanie.
Wnosząc z tych rad, które zostały mi nadesłane do dnia dzisiejszego, sądzę, że język prawdopodobnie zmieniony będzie bardzo niewiele, gdyż w większej części rady te są niepraktyczne i spowodowane niedostatecznem obmyśleniem i wypróbowaniem sprawy; wszakże nie mogę powiedzieć, żeby język nie miał być wcale zmieniany.
Zresztą wszystkie propozycje, które otrzymuję, razem z moim o nich sądem, będą przedstawione pod sąd publiczności albo którejkolwiek ze znanych akademji naukowych, jeżeli pomiędzy niemi znajdzie się jedna, która zechce podjąć się tej pracy…
Gdyby jakakolwiek akademja kompetentna zawiadomiła mnie, że chce podjąć się tej pracy, poślę jej natychmiast cały materjał, który mam u siebie, oddam jej całą sprawę i zejdę z największą radością na zawsze ze sceny i z autora i inicjatora stanę się prostym przyjacielem języka międzynarodowego, jak każdy inny przyjaciel…
Jeżeli jednak żadna z akademji naukowych nie zechce podjąć się tej sprawy, wtedy w dalszym ciągu ogłaszać będę nadsyłane propozycje i według mojego własnego poglądu i poglądów, które publiczność sama o tych propozycjach wygłosi, sam przed końcem roku orzeknę o ostatecznej formie języka i zawiadomię, że język jest gotów“[8].
Książeczka „Dua Libro” zawierała nadto 16 ćwiczeń gramatycznych, przekład noweli Andersena: „la ombro” (cień), zbiór przysłów i przekłady wierszy z Heinego i Henzy.
Wkrótce też potem wydał dr. Zamenhof (zawsze pod pseudonimem d-ra Esperanto) broszurę, noszącą tytuł: ' Aldono al dua libro de l’lingvo internacia (Warszawa, 1888, str. 20), a to głównie z powodu, że w końcu 1887 r. znalazła się instytucja naukowa, która nie znając jeszcze jego pracy, doszła do tych samych niemal wniosków teoretycznych, które dr. Zamenhof w swoim języku zastosował. Była to The American Philosophical Society w Filadelfii. Będąc wówczas przekonany, że instytucja ta doprowadzi rzecz całą do pożądanego końca, autor uznał naprawdę swoją rolę za ukończoną i pragnął już zająć wobec sprawy nowego języka stanowisko takie samo, jak każdy inny zwolennik „Lingvo internacia”. Wydawnictwo dalszych zeszytów Dua libro uznał więc za zbyteczne, oznajmiając, że „tiu ĉi libreto estas la lasta vorto, kiun mi elparolas en rolo de aŭtoro” (dosłownie: ta oto książeczka jest ostatniem słowem, które wypowiadam w roli autora). Składa on więc sprawę w ręce ogółu esperantystów, wśród których, jak mniema, znajdzie się wielu takich, którzy z pewnością uczynić potrafią o wiele więcej od niego, gdyż pochłania go całkowicie praca na chleb powszedni; zrzeka się również na rzecz instytucji naukowej prawa rozstrzygania kwestji wątpliwych, przyrzekając autorom różnych krytyk i zarzutów, że poglądy ich przekaże sumiennie owej instytucji, a sobie zarezerwuje jedynie prawo przedstawienia swoich zapatrywań narówni z innymi. On, twórca i autor, stawał dobrowolnie jako prosty szeregowiec wśród tłumu innych. Piękny to i rzadki rys charakteru!
Ostatnie życzenia swoje, jako autora, streszcza autor w pięciu punktach następujących:
1) Uważa on przedewszystkiem, że o ileby jednak, pomimo wszystkiego, instytucje naukowe nie zechciały, czy też nie zdołały zająć się sprawą nowego języka, to po pięciu latach sami przyjaciele Esperanta zwołać powinni kongres własny dla ostatecznego rozpatrzenia zarzutów, wyjaśnienia i ustalenia kwestji spornych i wątpliwych;
2) wprowadza jedyną od czasu utworzenia języka zmianę w jego budowie, a mianowicie w szeregu przysłówków: ian, ĉian, kian, nenian, tian, — końcowe n zastępuje przez m (iam, ĉiam, kiam, tiam, neniam…), a to dla odróżnienia tych wyrazów od IV przypadku zaimków: ia, ĉia, kia, nenia, tia;
3) zezwala przez wzgląd na drukarnie, nie posiadające liter akcentowanych, pisać ch, gh, hh, jh, sh zamiast akcentowanych ĉ, ĝ, ĥ, ĵ, ŝ i u zamiast ŭ, oraz znaki - lub ' zamiast przecinków w środku wyrazów dla odróżnienia od przecinków rzeczywistych; sign'et'o lub sign-et-o, zamiast sign͵et͵o[9];
4) nietylko dopuszcza, lecz pragnie nawet wywołać inicjatywę prywatną, pozostawiając szerokie pole pomysłom indywidualnym w tworzeniu wyrazów nowych, z tem tylko jednem zastrzeżeniem, aby były zgodne z zasadami języka. Nie przestrasza go możność powstawania synonimów, tworzonych przez różnych niewiedzących o sobie autorów, gdyż jest przekonany, że praktyka w końcu orzeknie najlepiej, który z nich trafniej został utworzony. Sądzi on, że wyrazy podobne w języku międzynarodowym będą tem, czem są prowincjonalizmy w językach żyjących: jedne z nich przejdą powoli do języka literackiego i utrwalą się w nim w miarę rozwoju literatury; inne zaś, nielogicznie lub niewłaściwie utworzone, nie zyskają prawa obywatelstwa, jak go nie mają w językach naszych różne zwroty żargonowe i brukowe. By jednak podobne nowotwory nie utrudniały wzajemnego rozumienia się, autor wskazuje sposób nadzwyczaj prosty, polegający na tem, że obok każdego nowego wyrazu oznacza się w nawiasie jego znaczenie w języku francuskim: ani twórca wyrazu, ani ten, kto go czytać będzie, mogą języka francuskiego nie znać, bo dla zrozumienia się wystarczy im słownik tego języka[10];
5) w końcu dr. Zamenhof zwraca się do przyjaciół „Lingvo internacia” z prośbą i gorącem wezwaniem, by każdy pracował dla sprawy w miarę sił i możności „senbrue, diligente, konstante” (bez krzyku, usilnie, stale) i, nie oglądając się na innych, rozszerzał wiadomość o nim, zwłaszcza piórem, zawiązując stosunki listowne ze znajomymi i nieznajomymi esperantystami innych krajów, tłómacząc podręczniki na różne języki, uzupełniając podręczniki, czyniąc je przystępnymi dla ludzi mało wykształconych i t. d.
Widzimy więc, że dr. Zamenhof niczego tak gorąco nie pragnął, jak żeby sprawę języka jego ujęła w swoje ręce poważna i kompetentna instytucja naukowa. I przez chwilę zdawało się, że sprawa na tej właśnie drodze rozwiązanie znajdzie. Wspomniane już wyżej Amerykańskie Towarzystwo filozoficzne, po wysłuchaniu sprawozdania o języku esperanto profesora Henry Phillips’a, postanowiło też rozpocząć odpowiednie kroki.
Sprawozdawca bowiem wydał sąd o języku najpochlebniejszy: „Zasady, na których jest oparty, pisał on, są wogóle słuszne; słownik utworzony jest nie według woli lub sądu osobistego autora, lecz jest zapożyczony z języków: francuskiego, angielskiego i niemieckiego, a w części z łaciny, i zawiera wszystkie słowa, które brzmią podobnie w tych językach, z niektóremi tylko zmianami ze względu na gramatykę. Wskutek tego i wskutek niezmiernie prostej gramatyki język jest cudownie łatwy do nauki i nie przedstawia karkołomnych i kalejdoskopicznych zlepków Volapüku. Gramatyka jest tak prosta, jak w naszym języku (angielskim), a prawidła, tworzenia wyrazów są tak jasne i łatwe — że słownik pierwiastków może być sprowadzony do bardzo szczupłych rozmiarów.” Prof. Phillips wskazywał tylko kilka punktów, które, zdaniem jego, należałoby zmienić.
Wszakże wspomniane Towarzystwo, nie chcąc brać całej odpowiedzialności na siebie, rozesłało zaproszenia do innych instytucji naukowych, wzywając je do wspólnego zajęcia się urządzeniem kongresu w celu ustanowienia ostatecznej formy języka.
Oczekiwano dość długo na odpowiedzi i nadeszło ich… pięć! Odezwały się mianowicie i przyrzekły współudział: Duńska Akademja nauk w Kopenhadze, Uniwersytet Edymburski, Towarzystwo Amerykańskie dla postępu nauk (American Association for the advancement of Sciences) i Francuskie Towarzystwo Zoologiczne. Wręcz odmówiło Londyńskie Towarzystwo Filologiczne, którego sekretarzem był zacięty volapükista Al. J. Ellis. Inne instytucje nie raczyły odpowiedzieć i, oczywiście, inicjatywa Towarzystwa Amerykańskiego spełzła na niczem.
Już to wogóle ciała naukowe zachowywały się w tym wypadku z tą samą obojętnością, jaką ujawniały wielokrotnie wobec wielu najdonioślejszych zdobyczy wiedzy ludzkiej. Czy to wskutek zbytniej ostrożności ludzi, nawykłych do ścisłych badań naukowych, czy ich przesadnego sceptycyzmu, faktem jest jednak historycznie niezaprzeczonym, że towarzystwa naukowe popierały postęp dopiero wtedy, gdy ten już przełamać potrafił uprzedzenia i przeszkody i sam torował sobie drogę, pomijając je w zwycięskim pochodzie.
Przytem język Esperanto ukazał się w chwili zupełnego zdyskredytowania w opinji publicznej volapüku. Utożsamiając niepowodzenie nieudanej próby z samą ideą języka międzynarodowego, poczytywano ją wówczas więcej niż kiedykolwiek za nieziszczalną utopję, walka zaś z tem uprzedzeniem okazała się zbyt trudną, a przekonywanie szerokiej publiczności niemożliwe.


Przypisy

  1. Druk Ch. Keltera, ul. Nowolipie 11. Cena 15 kop. Data cenzury: Warszawa, 9 lipca 1887 r. Na okładce dewiza: «Aby język stał się powszechnym, nie wystarcza nazwać po takim.» Z drugiej strony dopisek: «Język międzynarodowy, jak każdy narodowy, jest własnością ogółu: autor zrzeka się na zawsze wszelkich praw osobistych do niego». (Innego zdania był twórca Volapüka, ksiądz Schleyer, który uważał zawsze Volapük za swoją wyłączną własność).
  2. Na 66,000 ludności było tu w r. 1897 42,000 Żydów, 13,000 Polaków, 8,000 Rosjan i Białorusów i 3,500 Niemców.
  3. Daty te i szczegóły zawdzięczamy uprzejmości d-ra Zamenhofa, który był łaskaw przejrzeć tę pracę w rękopisie.
  4. Z liczby 2642 pierwiastków, z których składa się obszerny Universala Vortaro (Słownik powszechny), 1576 są znane Włochom, 1121 — Hiszpanom, 953 — Portugalczykom, 887 — Holendrom, 870 — Anglikom, 840 — Niemcom, 735 — Szwedom, 704 — Rosjanom, 703 — Polakom i t. d.
  5. W językach żyjących sposób ten jest niemożliwy do zastosowania, jak to na następującym przykładzie wykazał dr. Zamenhof. Przypuśćmy, że za pomocą słownika niemieckiego przetłómaczyć chcemy zdanie następujące: „ich weiss nicht, wo ich meinen Stock gelassen habe. Haben Sie ihn nicht gesehen?.“ Szukamy więc i znajdujemy: ich — ja, weiss — biały, nicht — nie, wo — gdzie, meinen — myśleć, Stock — kij, piętro, laska, gelassen — cierpliwy, habe — mienie, majątek, haben — mieć, Sie — oni, ona, wy, ihn — niema w słowniku, gesehen — niema również… A więc razem całe zdanie wyglądałoby jak następuje: „ja biały nie gdzie ja myśleć? (kij, piętro) cierpliwy mienie. Mieć ona (wy)? nie?“ Na 14 wyrazów dwóch niema wcale w słowniku, cztery znalazły się w nim przypadkowo dzięki podobieństwu, lecz mają inne zupełnie znaczenie (weiss, meinen, gelassen, habe); dwa mają znaczenia różne, które wybierać i domyślać się trzeba, a tylko najmniej ważne dla zrozumienia zdania zaimki i spójniki przetłómaczylibyśmy właściwie. Słownik więc nic nam nie pomoże, gdyż aby móc z z niego korzystać należy przedewszystkiem odbyć długie i mozolne studja gramatyczne, zapamiętać konjugacje słów nieprawidłowych (wissen, weiss, gewissen, wussten) i t. d.
  6. Przekonywające doświadczenia korespondowania z osobami, wcale nieznającemi języka Esperanto, czynił z powodzeniem T. Szczawiński w Melitopolu.
  7. Kosto 25 kopekoj. Varsovio 1888. Presejo de H. Kelter, Varsovio, strato Novolipie Nr. 11 (data cenzury 18 Stycznia 1888)
  8. «Mi scias tre bone, ke la verko de unu homo ne povas esti senerara, se tiu homo eĉ estus la piej genia kaj multe pli instruita ol mi. Tial mi ne donis ankoraŭ al mia lingvo la finan formon. Mi ne parolas: «jen la lingvo estas kreita kaj preta, tial mi volas, tia ĝi estu kaj tia gi restu!» ĉio bonigebla estos bonigata per la konsiloj de l’mondo.
    Mi ne volas esti kreinto de l’lingvo, mi volas nur esti iniciatoro.
    {{tab}Tio ĉi estu ankaŭ respondo al tiuj amikoj de l’lingvo internacia, kiuj estas ne atendemaj kaj volus jam vidi librojn kaj gazetojn en la lingvo internacia, plenajn vortarojn k. c. Ne malfacile estus por mi kontentigi tiujn ĉi amikojn. Sed ili ne forgesu, ke tio ĉi estus danĝera por la afero mem, kiu estas tiel grava, ke estus nepardoneble faradi laŭ la propra decido de unu homo.
    Mi ne povas diri, ke la lingvo estas preta, ĝis ĝi estos trairinta la juĝon de l’publiko.
    Unu jaro ne estas eterno, kaj tamen tiu ĉi jaro estas tre grava por l’afero. Tiel ankaŭ mi ne povas fari iajn ŝanĝojn en la lingvo tuj post la ricevo de la konsiloj, se tiuj ĉi konsiloj eĉ estus la piej seneraraj kaj venus de la plej kompetentaj personoj. En la daŭro de la tuta jaro 1888 la lingvo restos tute sen ŝanĝo; sed kiam la jaro estos finita, tiam ĉiuj necesaj ŝanĝoj, antaŭe analizitaj kaj provitaj, estos publikigitaj, la lingvo ricevos la finan formon kaj tiam komencos ĝia plena funkciado.
    Juĝante laŭ la konsiloj, kiuj estas senditaj al mi ĝis hodiaŭ, mi pensas, ke la lingvo kredeble estos ŝanĝita tre malmulte, ĉar la plej granda parto de tiuj konsiloj estas ne praktika kaj kaŭzita de ne sufiĉa pripensado kaj provado de l’afero; sed diri ke la lingvo tute ne estos ŝanĝita, mi tamen ne povas.
    Cetere ĉiuj proponoj, kiujn mi ricevas, kune kun mia juĝo pri ili, estos prezentataj al la juĝo de l’publiko aŭ de ia el la jam konataj instruitaj akademioj, se inter tiuj ĉi estos trovita unu, kiu volos preni tiun ĉi laboron.
    Se ia kompetenta akademio min sciigos, ke ĝi volas preni tiun ĉi laboron, mi tuj sendos al ĝi la tutan materialon, kiu estas ĉe mi, mi fordonos al ĝi la tutan aferon, mi foriros kun la plej granda ĝojo je eterno de l’sceno, kaj el aŭtoro kaj iniciatoro mi fariĝos simpla amiko de l’lingvo internacia, kiel ĉiu alia amiko…
    Se tamen nenia el la instruitaj akademioj volos preni mian aferon, tiam mi daŭrigos la publikigadon de l’proponoj, sendataj al mi, kaj laŭ mia propra pensado kaj laŭ la pensoj de l’publiko, sendataj al mi pri tiuj proponoj, mi mem antaŭ la fino de l’jaro decidos la finan formon de l’lingvo kaj mi sciigos ke la lingvo estas preta.»
  9. To rozdzielanie wyrazów przecinkami na pierwiastki, stosowane z początku w Esperancie, dziś w większości podręczników zupełnie jest pomijane.
  10. Przypuśćmy, że wprowadzam do języka wyraz polski «burka» (jak to uczynił Grabowski w przekładzie «Trzech Budrysów»). Biorę więc słownik polsko-francuski, znajduję wyraz manteau i piszę go obok w nawiasie. Czytelnik niemiecki, nie znający języka francuskiego, przetłomaczy go sobie ze słownika francusko-niemieckiego na Mantel.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Adam Zakrzewski.