Historja chłopów polskich w zarysie/Tom I/III

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Aleksander Świętochowski
Tytuł Historja chłopów polskich w zarysie
Podtytuł Tom I. W Polsce niepodległej
Wydawca Wydawnictwo Polskie
Data wydania 1925
Druk W. L. Anczyc i Spółka
Miejsce wyd. Lwów — Poznań
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tom I
Pobierz jako: Pobierz Cały tom I jako ePub Pobierz Cały tom I jako PDF Pobierz Cały tom I jako MOBI
Indeks stron
III.
Powstawanie społeczeństw. Rody jako pierwsza ich organizacja. Rozpad rodów i gospodarstwa jednostkowe. Wsie rodowe i jednodworcze. Ich nazwy. Opole. Plemię.

Historja Polski ze stwierdzonemi mniej lub więcej postaciami i faktami zaczyna się dopiero od X w. Ale i dla tego czasu istnieją tylko wiadomości obce skąpe i ogólnikowe, oraz swojskie znacznie późniejsze i wątpliwe. Wyobraźnia zatem i domysły mają tu w dochodzeniu prawdy duży udział.
Dwie główne teorje starają się objaśnić powstanie każdego społeczeństwa: jedna (Morgana, Mac Lenana) wyprowadza je z hordy, z rodziny wieloosobowej, czyli z gromady osób żyjących w zmieszaniu (promiscuity), druga (Darwina, Maine’a) — z rodziny parzystej. Tamta wywodzi grupę mniejszą z większej, ta większą z mniejszej. Ponieważ w tym sporze obie strony powołują się na dowody równej siły przekonywującej, zaczerpnięte przeważnie z życia ludów dzikich, więc najprawdopodobniejszym jest wniosek, że społeczeństwa ludzkie powstawały niejednakowo, zależnie od warunków miejsca i czasu. Inaczej — bo z innych materjałów etnologicznyeh — tworzyły się przed tysiącami lat w puszczach Ameryki i Afryki, a inaczej w Europie na kilkaset lat przed Chrystusem. Zresztą sam Morgan utrzymuje, ze Arjowie znaleźli się już w okresie rodziny monogamicznej. «Społeczeństwo pierwotne — mówi Maine[1] — nie było tem, za co jest uważane obecnie: nie było zbiorem osobników, lecz skupieniem rodzin». Rodzina zaś starożytna, a nawet średniowieczna nie była parzystą w tem znaczeniu, w jakiem ją dziś pojmujemy: jej monogamizm był względny, o tyle tylko zachowywany, o ile tego wymagała uprzywilejowana w dziedziczeniu prawowitość potomstwa. Obok żony głównej, naczelnej, stały poboczne, słabiej związane z mężem, ale również jawne, nie tak przykryte zakazem religijno-prawnym i naganą moralną, jak oblubieniec i nałożnice nowoczesne.
Rozważając pierwociny społeczeństwa polskiego, nie mamy wcale potrzeby cofać się zbyt daleko wstecz i możemy przyjąć jako fakt niewątpliwy, że na początku wieków średnich plemiona zamieszkałe między Łabą, Odrą i Wisłą, z których później powstało państwo polskie, żyły rodami pod zwierzchnictwem «starszych», może na podobieństwo istniejącej dotąd u Słowian południowych «zadrugi»[2]. Rody łączyły się w większe skupiny, rządzone przez «radę starszych». «Ponad grupami naczelników ustrojów niższego rzędu — twierdzi gruntowny znawca tego przedmiotu — wznoszą się najpotężniejsi z nich, jako książęta plemienni, na czele związku książąt plemiennych stawali znowu najpotężniejsi jako wielcy książęta».
Główną pobudką do tych różnostopniowych połączeń była potrzeba obrony od wrogów zewnętrznych. Pod wpływem ciągłego niebezpieczeństwa odbywał się proces tych skojarzeń całostek mniejszych w większe. Tak powstał związek Welecki, państwo Obotrytów, Rojanów, Pomorzan i in. — wszędzie zaś spotykamy obok władców (żupanów) i ich rad także dostojników, rodowców, zwanych w kronikach «pierwszymi» (priores, primates), «książętami» (principes), «szlachetnymi, potężnymi» (nobiles ac potentes), «wyższymi urodzeniem i mądrzejszymi» (maiores ac sapientiores). Ustroje te były republikańskie lub monarchiczne. W niższych wszystkie sprawy ogólne rozstrzygano na wiecach ludowych, w wyższych rozważała je rada starszych, a obecny przytem lub później uwiadomiony lud wyrażał swoją wolę okrzykiem lub szczękiem oręża[3].
Można z wielkiem zbliżeniem do prawdy przypuścić, że ród polskich pra-przodków był rozmożonem potomstwem pojedyńczej pary, zachowującem łączność krewniaczą i nazwę w linji męskiej. Do jakiej granicy rozrostu utrzymywał się w spójni — trudno orzec; prawdopodobnie zależało to od jego liczebności a także od potrzeb i korzyści gospodarczych: bardziej rozrodzony zamykał się na bliższych stopniach pokrewieństwa, mniej rozrodzony — na dalszych. Doszedłszy do pewnego rozgałęzienia, rozszczepiał się i dzielił swą posiadłość według liczby «ojczyców», synów rodzica. Być może, że już w tej epoce przedhistorycznej dokonywano działów przez losowanie, skąd wzięła swą nazwę odłączona część mienia — źreb (sors), potem — los[4]. Jest również bardzo możliwe, że oderwani od wspólnego pnia potomkowie albo zakładali nowe osady rodowe, albo jednostkowe (jednodworcze). Wtedy ich synowie już nie gospodarowali łącznie, lecz oddzielnie. — Nigdy i nigdzie rozwój społeczny nie przecinał odrazu jednego pasma stosunków i nie nawiązywał innego, lecz bardzo długo splatał społecznie różne, zanim przeżyte całkiem nie obumarły, a żywotne nie zapanowały. Dlatego we wszystkich przyczepianiach dat ścisłych do zwrotów rozwoju społecznego jest więcej dowolności, niż prawdy; dlatego mogą potwierdzić się faktami zarówno teorje, dowodzące istnienia własności wspólnej, jak jednostkowej w epoce, poprzedzającej historyczne złożenie i ujawnienie się państwa polskiego. A trzeba pamiętać, że epoka ta trwała kilka wieków (mniej więcej od VI do X); był więc czas dostateczny do utworzenia się nowych form posiadania i władania. Im dalej cofamy się wstecz czasu, tem bardziej przeważa wspólna własność rodowa; osobistą stanowiły prawdopodobnie tylko przedmioty wyrobione przez jednostkę, a zbędne dla ogółu.
Jak się dokonało pierwsze zawładnięcie ziemią, należącą do rodu? Zgodnie z naturą położenia musiało ono być prostem przywłaszczeniem sobie «rzeczy niczyjej», to jest dla nikogo i przez nikogo niezabezpieczonej. Niewątpliwie ustalił się wkrótce typ takich przywłaszczeń, odpowiadających sile gospodarczej osadnika z przeciętną rodziną. Oczywiście w miarę jej rozrostu rozszerzała się przestrzeń opanowanej i uprawianej ziemi.
Utworzona przez ród kolonja zbiorowa była dla «ojczyców» — synów jej założyciela, «ojczyzną», dla dalszych potomków — «dziadziną», później — «dziedziną». W braku synów dziedziczyli ją i snuli ciągłość rodową jego bracia — «stryjce»[5].
Ród był ciałem, posiadającem głowę. Godność tę piastował rodzic lub w jego braku — najstarszy członek. Wielka prostota stosunków wewnętrznych i zewnętrznych umożliwiała zamknięcie całej władzy w jego woli, ograniczonej jedynie zwyczajem.
Czy wsie powstałe z rozmnożonych rodów i gospodarstwa jednostkowe miały swoje nazwiska? Niewątpliwie. T. Wojciechowski, który w swem znakomitem dziele[6] poświęcił temu przedmiotowi wiele przenikliwego badania, dzieli nazwy osad wiejskich na następujące grupy: 1) pochodzące od imion pospolitych, właściwości topograficznych (Biała, Rostoka) lub pracy ludzkiej (Poręba, Gródek); 2) patronimiczne (Wadowice, Krzesławice); 3) dzierżawcze, wyrażające własność osobistą (Dalechów, Miłocin); 4) utworzone od zajęć zawodowych (Skotniki, Strzelce); 5) od imion lub przezwisk (Kruki, Kurozwęki). F. Bujak[7] mniema, że okres osiedlenia się rodowego, którego odbiciem są nazwy patronimiczne, zakończył się u Słowian zachodnich w V w.; odtąd datuje się urządzanie własności indywidualnej, której wyrazem są nazwy dzierżawcze osad szlacheckich. Zasadniejszem wydaje się przypuszczenie, że w tym okresie przedhistorji polskiej istniały już może wszystkie podane wyżej odmiany nazw. Bardzo przekonywująca jest ostateczna ich klasyfikacja Piekosińskiego[8]. Według niego najdawniejsze nazwy wsi polskich dzielą się na: 1) dzierżawcze — od imion pierwszych osadników wieśniaków (Czarnocin); 2) dzierżawcze — od imion założycieli szlachty (Prandocin); patronimiczne od ojczyców wieśniaków (Targoszyce); 4) patronimiczne szlacheckie (Racławice); 5) narokowe świeckie (Piekary); 6) narokowe kościelne (Świątniki); 7) od nazw rodów (Bartodzieje).
Pomimo ciągłych i pracowitych usiłowań postawienia jakichś ogólnych reguł co do czasowego, miejscowego i społecznego powstawania nazw wsi polskich, każde domniemanie aż do ostatniego[9] chwieją się wobec mnóstwa wyjątków. Nie może być inaczej, bo w tworzeniu owych nazw wsi podobnie jak w tworzeniu wyrazów języka, obok reguł i zwyczajów działał również przypadek.
Było to objawem społecznie naturalnym, że osady spowinowacone i bliskie siebie wiązały się w większe skupienia — opola dla korzyści i bezpieczeństwa. Że potem albo nawet równocześnie powstawały takie związki na podstawie terytorjalnej, jako połączenie osad niekrewnych, lecz sąsiadujących z sobą, to wcale nie zaprzecza — jak chcą niektórzy historycy[10]istnieniu opol rodowych. Ich nazwa łacińska (vicinia — sąsiedztwo) mogła się stosować zarówno do osad przyległych, spokrewnionych, jak obcych. Zbiorowa odpowiedzialność całego opola za winy jego jednostek świadczy, że ono pierwotnie obejmowało swojaków. Wszędzie bowiem, gdzie tylko istniała organizacja rodowa, spoczywały na niej dwa obowiązki społeczne: łączna odpowiedzialność za krzywdę obcą, wyrządzoną przez każdego z członków i łączna zemsta za doznaną z zewnątrz[11]. Jakie funkcje sądowe i administracyjne spełniało opole w epoce przedhistorycznej — nie wiadomo. Prawdopodobnie wówczas, jak później, było rządzone przez naczelników rodów — starostów i żupanów, opatrzonych również władzą sądową.
Związkiem wyższego stopnia było plemię, początkowo luźne połączenie rodów, umocnione potrzebą obrony od wrogów zewnętrznych, a następnie zalążek państwa, którego naczelnik był nietylko czasowym wodzem jakiejś wyprawy, lecz stałym władcą — księciem. Stanowisko to zdobywali ludzie rozmaitemi drogami odznaczenia się i zasługi, a wreszcie prawem spadku rodowego. Że masa społeczna tych pierwotnych ustrojów plemienno-państwowych poza tworzącemi się zwolna dynastjami była jednolita i równouprawniona — to zdaje się nie ulegać wątpliwości.
Jak wyglądały zewnętrznie pierwotne osady słowiańsko-polskie? Zajął się tą kwestją wielce zasłużony w badaniach przedmiotu naszej książki prof. Balzer[12]. Pisarz bizantyński Prokop (w VI w.) opowiada, że Słowianie mieszkali w lichych kolebach, znacznie od siebie oddalonych. Odpowiadałoby to okresowi rozpadania się rodów na gospodarstwa jednostkowe. «Najstarszą i powszechną — według Balzera — jest osada jednodworcza. Najbliższym po niej z kolei również w całej Słowiańszczyźnie rozpowszechnionym typem jest pochodząca od niej ulicówka (domy w rzędzie) — słowiańska z szachownicą pól. Późniejszym, samorodnym, z obu tamtemi typami genetycznie związanym, ale tylko miejscowym w północno-zachodnich krajach słowiańskich bardziej rozpowszechnionym kształtem jest okolnica (domy w kręgu)». Ulicówka osad na prawie niemieckiem, czwarty z kolei typ, wytworzyła się znacznie później.
Co do poziomu kultury naszych przodków przedhistorycznych tyle tylko powiedzieć można, że wiedli życie rolnicze, zmieszane z pasterstwem i myśliwstwem, karczując puszcze dla uprawy pól i rozszerzenia obszaru, który ich żywił.
Tak w najogólniejszym konturze wyglądała przypuszczalnie pierwotna masa plemienna narodu polskiego, zanim zjednoczona i politycznie ukształtowana weszła do historji jako Polska i zaznaczyła ślady swego pojawienia się w kronikach i dokumentach. Odtąd możemy ją widzieć wyraźnie i badać dokładnie.


Przypisy

  1. Ancient Law, Londyn 1887, s. 126.
  2. Tego mniemania broni szczególnie O. Balzer, przyczem daje następujące określenie: »Pod nazwą zadruga rozumiemy pospolicie związek osób węzłem pokrewieństwa złączonych, które pod wspólnym naczelnikiem prowadzą gospodarstwo na wspólnym majątku» (Kwartal. hist., Lwów 1899, III).
  3. K. Wachowski, Słowiańszczyzna Zachodnia, Warszawa 1902, I, 16, 97, 193. Por. F. Piekosińskiego Obrona hipotezy. W. Czerkaskij («Oczerk istorii krestjan. sosłowia» Russk. Archiw, Moskwa 1880, XVIII) uzupełnia dowody fantazją: «Cały świat słowiański w swej pierwotnej postaci przedstawia się jako jedna, nieprzerwana (!) całość, ciągnąca się kilka tysięcy wiorst, rozdrobniona na niezliczone mnóstwo małych społeczeństw, z których każde ma swego starostę, domowładcę, żyje w odosobnieniu od innych i rządzi się swoim obyczajem». Małe społeczeństwa w nieprzerwanej włości żyją «w odosobnieniu»! Za mało w tej fantazji logiki.
  4. Wyraz sors, odpowiadający niemieckiemu Loosgut, używany był w Europie dla określenia każdej ziemi posiadanej dziedzicznie i nie oznaczał losowania, chociaż widocznie z niego wziął początek. Losowanie ziemi odbywało się do ostatnich czasów w Rosji, Szkocji i gdzieindziej. W wiekach średnich było tak rozpowszechnione w Niemczech, że nazywano je «zwyczajem teutońskim« (mos teutonicus). Laveleye, Własność pierwotna (tłum. pols., Warszawa 1889, s.76).
  5. Obszerny wywód u Małeckiego («Wewn. ustr. w pierw. Polsce»). A. Szelągowski (Chłopi Dziedzice do końca XIII w., Lwów 1899) twierdzi, że wyraz łaciński heres, używany w kronikach i dokumentach a stosowany później nawet do chłopów niewolnych, «nie oddaje dziedzica (właściwie dziadzica). Z nazwą obcą przeszło pojęcie szersze, do rozmaitych stosunków odnosząc się».
  6. Chrobacja, Kraków 1873, I, str. 148 i n. Autor przedstawia bardzo szczegółowo znaczenia przyrostków (in, ice, ów i t. d.) jako znamiona pochodzenia nazw wsi i przykładowo objaśnia ich różnice na dwu nazwach «posiniałych od starości«. — Dalechowy i Dalechowice.
  7. «Studja nad osadnictwem Małopolski» (Rozpr. i spraw. wydz. hist. fil. Akad. Um. Kraków 1905, XII).
  8. Rycerstwo polskie średnich wieków, Kraków 1901.
  9. K. Potkański, »Rozmieszczenie osad na obszarze Małopolski» (Sprawozd. wydz. hist. fil. Akad. Um. Kraków 1906).
  10. Różnica zapatrywań na istotę opola (które w różnych okolicach nosiło nazwy: osady, fary, krainy i t. d.) nie jest w gruncie rzeczy tak wielka, jakby można sądzić z natężenia i przewlekłości sporu. Bo ci badacze, którzy je uważają za zjednoczenie rodów, przyznają, że był to związek kilku lub kilkunastu wsi przyległych, w niedługim promieniu koła rozłożonych (Piekosiński), a zatem związek również terytorjalny. Ci zaś, którzy je uważają za terytoryalny, stwierdzają, że opole było «bractwem», połączeniem rodów (Balzer). Zresztą mogło ono być z początku organizacją rodową a później — terytorjalną.
  11. «Jeżeli kto zabity na drodze lub w polu, a sprawca niewiadomy, pan kładzie winę na opole, które płaci. Jeśli ono wskaże wieś, ta musi uniewinnić się walką lub zapłacić. Jeśli wieś wskaże ród, ten musi walczyć lub płacić». Księga prawa zwyczajowego polskiego z wieku XIII. (Starodawne prawa polskiego pomniki, wyd. Helcla, Kraków 1870). Tak być musiało od początku istnienia opola.
  12. «Chronologja najstarszych kształtów wsi słowiańskiej i polskiej». (Kwart. hist. Lwów 1910).


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Aleksander Świętochowski.