Historia Polski (Henryk Zieliński)/Rozdział 1

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Henryk Zieliński
Tytuł Historia Polski 1914-1939
Data wydania 1982
Wydawnictwo Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Drukarz Prasowe Zakłady Graficzne, Wrocław
Miejsce wyd. Wrocław
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały tekst jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały tekst jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Indeks stron

1
rozdział
pierwszy
Polska i sprawa polska podczas I wojny światowej
Wybuch wojny i pierwsze działania wojenne. Przesłanki dwóch „orientacji” wśród polityków polskich

U progu I wojny światowej w układzie sił w Europie dokonały się przesunięcia, otwierające przed polskimi aspiracjami niepodległościowymi nowe, lepsze perspektywy. Zarysowały się one już w końcu XIX w., kiedy powstanie Trójprzymierza (Niemcy, Austro-Węgry, Włochy), a nieco później Trójporozumienia, czyli Ententy (Francja, Anglia, Rosja), stało się zapowiedzią podziału Europy na dwa wielkie bloki wojskowo-polityczne. Samo istnienie tych bloków nosiło w sobie zarodek wojny. W początkach XX w. konflikty między blokami lub poszczególnymi uczestniczącymi w nich mocarstwami stopniowo coraz bardziej zaostrzały się, zwłaszcza od momentu sfinalizowania Ententy w 1907 r. Aneksja Bośni i Hercegowiny przez Austro-Węgry w 1908 r. dorzuciła nowy materiał zapalny w stosunki między Rosją, niezwykle wyczuloną na punkcie swych wpływów na Bałkanach, i Austro-Węgrami, a pośrednio także Niemcami. Postępująca szybko rozbudowa niemieckiej floty wojennej pogłębiała wrogość między Anglią i Niemcami. Tak zwany drugi kryzys marokański w 1911 r., kiedy to Niemcy zbrojną demonstracją za pomocą kanonierki „Panther” w porcie marokańskim Agadir usiłowały wymusić swój współudział w marokańskich zyskach kolonialnych, omal nie doprowadził już wtedy do wybuchu zbrojnego konfliktu, w którym Anglia zdecydowanie opowiadała się po stronie Francji. Dwie wojny bałkańskie w latach 1912-1913 ujawniły z całą ostrością splot i sprzeczności interesów wśród państw bałkańskich i Turcji, jak również pomiędzy wielkimi mocarstwami imperialistycznymi.
Pokój w Bukareszcie z 10 sierpnia 1913 r. właściwie nie zadowalał żadnego z wielkich mocarstw, zwłaszcza Niemiec i Austro-Węgier. Zasadnicze bowiem, obok Turcji, oparcie tych państw na Bałkanach stanowiła Bułgaria, która w drugiej wojnie bałkańskiej straciła znaczną część zdobyczy z pierwszej. Główna zaś przeszkoda ekspansji austro-niemieckiej na Bałkanach, Serbia, uzyskała wydatne powiększenie swego obszaru i siły.
Ogólny wzrost napięcia w Europie nie pozostawiał wątpliwości, że wybuch wojny jest tylko kwestią czasu. Fakt, że mocarstwa zaborcze znalazły się w dwóch przeciwstawnych sobie blokach, budził w polskich partiach politycznych nadzieje na zmianę położenia Polski. Nie sądzono na ogół, by zarysowujący się konflikt mógł przywrócić jej pełną niepodległość, liczono raczej na mniejsze lub większe rozszerzenie swobód narodowo-politycznych na ziemiach polskich, na ewentualne ich zjednoczenie, całkowite lub przynajmniej częściowe. W rozumieniu ówczesnych czołowych przywódców politycznych z różnych ugrupowań, od PPS po Narodową Demokrację, należało w związku z tym dokonać wyboru pomiędzy blokami państw centralnych i Ententy, między Niemcami, Austro-Węgrami a Rosją, jako potencjalnym oparciem dla realizacji nadziei polskich. Jednakże wieloletnie i bolesne doświadczenie historyczne uczyło aż nadto dowodnie, że tego rodzaju nadzieje były iluzją. W wypadku ugrupowań konserwatywnych, Narodowej Demokracji i innych grup prawicowych za dokonaniem takiego wyboru przemawiały także interesy klasowe wielkiej burżuazji i obszarnictwa, wiążące te koła ekonomicznie i politycznie silniej bądź z Rosją, bądź z Austrią, bądź wreszcie z Niemcami. Motywacje te, utożsamiane z polskim interesem narodowym, pozostawały jednak w cieniu haseł narodowo-politycznych i choć ujawniane i piętnowane przez działaczy lewicy, jak J. Marchlewski, A. Warski i niektórzy inni, nie docierały na ogół do świadomości politycznej społeczeństwa polskiego. W potocznej opinii publicznej funkcjonowały programy i koncepcje z silnie wyeksponowanymi akcentami patriotycznymi i niepodległościowymi i one też kształtowały postawy polityczne społeczeństwa, szukającego w tych programach wskazań w sprawie dróg do wolności i niepodległości.
Już na szereg lat przed wybuchem wojny w kierowniczych kołach polskiego życia politycznego zaczął się zarysowywać zupełnie wyraźnie podział na dwie główne orientacje polityczne, z których jedna wiązała rozwój i przyszłość sprawy polskiej z Rosją carską (i Ententą), druga zaś upatrywała perspektywę przyszłości opierając się na Austro-Węgrzech (i — z konieczności — na Niemczech). Pierwsza z tych koncepcji, sformułowana już w 1908 r. przez Dmowskiego w jego znanej książce Niemcy, Rosja i kwestia polska, wychodziła z założenia, że głównym i najbardziej niebezpiecznym wrogiem narodu polskiego są Niemcy. Tylko w oparciu o potęgę słowiańskiej Rosji Polska może przeciwstawić się niemieckiemu Drang nach Osten. Jednocześnie — powiadał Dmowski — to oparcie stwarza realną szansę przynajmniej na zjednoczenie wszystkich zaborów w jednym państwie, co z kolei stworzyłoby pomyślniejsze warunki do uzyskania większych swobód narodowych i w ogóle rozwoju gospodarczego oraz politycznego narodu polskiego.
Koncepcja oparcia się na Austro-Węgrzech ukształtowała się nieco później i nie przybrała postaci tak skrystalizowanej ani jednolitej, jak koncepcja Dmowskiego. Już od 1908 r. rozwijał się wśród części młodzieży polskiej w Galicji, zwłaszcza zachodniej, kierowany przez Piłsudskiego ruch o charakterze powstańczym i niepodległościowym, przygotowujący do wystąpienia zbrojnego przeciwko Rosji.
Ruch ten, mimo że tolerowany przez władze austriackie, budził pewien niepokój i wątpliwości w kołach konserwatystów galicyjskich z uwagi na swoje powiązania kadrowe z tzw. Organizacją Bojową PPS, a także na osobę samego Piłsudskiego, nazbyt „czerwonego“ w ich oczach. W gruncie rzeczy nie było między nimi a Piłsudskim poważniejszych różnic, jeśli chodzi o stosunek do zagadnienia współpracy z rządem austriackim. Również program tzw. austro-polskiego rozwiązania kwestii polskiej, będący polityczną osią orientacji proaustriackiej, różnic tych nie wywoływał.
Stosunkowo najpełniej program ten został zresztą sformułowany dopiero w 1915 r. w projekcie hr. Stürgkha, premiera austriackiego. Przewidywał on, że po usunięciu z Królestwa Rosjan „dawne rosyjsko-polskie obszary“ zostałyby włączone w skład monarchii habsburskiej i w jej ramach „zjednoczone z przeznaczonymi do tego częściami Królestwa Galicji w Królestwo Polskie“. Nie oznaczałoby to jednak — jak to interpretowali niektórzy politycy, a także historycy — przekształcenia całości monarchii w państwo trialistyczne, czyli w państwo, w którym nowe „Królestwo Polskie“ miałoby pozycję równorzędną dwom pozostałym jego członom — Austrii i Węgrom. Projekt hr. Stürgkha przyjmował za podstawę raczej zasadę tzw. subdualizmu, tzn. polegał na tym, że Polska i Austria tworzyłyby jeden człon związku dualistycznego wyższego szczebla z Węgrami.
28 czerwca 1914 r. student serbski Gawryło Princip zastrzelił w Sarajewie następcę tronu austro-węgierskiego, arcyksięcia Franciszka Ferdynanda i jego małżonkę Zofię.
Austro-Węgry, podszczuwane przez cesarza Niemiec Wilhelma II, wystosowały do rządu serbskiego niesłychanie ostre i obraźliwe ultimatum z 48-godzinnym terminem odpowiedzi. Dnia 28 lipca Austro-Węgry wypowiedziały wojnę Serbii, 1 sierpnia Niemcy Rosji, a 3 sierpnia Francji. Dnia 4 sierpnia w związku z pogwałceniem neutralności Belgii do wojny przeciwko Niemcom przystąpiła Wielka Brytania, a 6 sierpnia Austro-Węgry przeciwko Rosji. Nieco później (październik 1914) po stronie państw centralnych wystąpiła Turcja, a w rok później także Bułgaria, Włochy, początkowo neutralne, wypowiedziały w maju 1915 r. wojnę Austro-Węgrom. W sierpniu 1916 r. to samo uczyniła Rumunia. Również na Dalekim Wschodzie rozgorzała wojna, gdy w końcu sierpnia 1914 r. Japonia wypowiedziała ją Niemcom. Wreszcie w kwietniu 1917 r. do wojny przeciwko Niemcom przystąpiły także Stany Zjednoczone, które zresztą od samego początku udzielały Entencie daleko idącego poparcia politycznego, gospodarczego, a nawet wojskowego.
Zgodnie z doktryną wojenną, opartą na z dawien dawna opracowanym planie Schlieffena, Niemcy przyjęły koncepcję „wojny błyskawicznej“, która powinna zakończyć się rozbiciem Francji w ciągu 6 tygodni. W niemieckim sztabie generalnym zdawano sobie bowiem dobrze sprawę z tego, że przy alianckiej przewadze gospodarczej, materiałowej i ludzkiej oraz przy konieczności prowadzenia wojny na dwa fronty, przeciągnięcie się jej na dłuższy czas musiałoby zakończyć się klęską.
Uderzenie niemieckie na Francję poprzez neutralną, niezdolną do dłuższej obrony Belgię miało na celu uzyskanie owego „błyskawicznego“ zwycięstwa na froncie zachodnim, aby po tym skierować całą siłę niemiecką na front wschodni i wspólnie z armią austriacką rozprawić się z osamotnioną już Rosją.
Plany niemieckie nie zostały jednak zrealizowane. Przeszkodził temu stosunkowo długi opór Belgów, a przede wszystkim zatrzymanie ofensywy niemieckiej na Paryż w zaciekłej bitwie nad Marną w dniach 6-9 września 1914 r. Począwszy od tej chwili wojna na zachodzie zaczęła stopniowo przybierać charakter wojny pozycyjnej.
Inaczej rozwijała się kampania na wschodzie. Ogólne warunki prowadzenia wojny różniły się tu w sposób istotny od warunków na zachodzie. Ogromne przestrzenie wschodniego teatru działań wojennych sprawiały w szczególności, że doniosły wpływ na ich przebieg miał istniejący tu układ sieci komunikacji kolejowej i drogowej, łączącej ten obszar z państwami walczącymi. W założeniu zarówno mocarstw centralnych, jak i Rosji teatrem działań wojennych miały być przede wszystkim ziemie polskie, zwłaszcza ziemie Królestwa Polskiego, Prus Wschodnich i Galicji. Manewrowanie masami wojsk zależało w wielkim stopniu od gęstości sieci kolejowej i dróg bitych. Pod tym względem w najdogodniejszym położeniu było naczelne dowództwo niemieckie, w najgorszym rosyjskie. Gęstość dróg bitych w zaborze pruskim przewyższała przeszło trzykrotnie nasycenie nimi Królestwa. Bardzo rozrzedzona była m. in. sieć dróg w jego lewobrzeżnej części, a więc na przedpolu granicy rosyjsko-niemieckiej. Tylko około 10 linii kolejowych wiodło od tej strony ku granicy niemieckiej i austriackiej, podczas gdy od strony zaboru pruskiego i Galicji było ich 50. Ponadto tylko część torów w Królestwie miała rozstaw normalny (pozostałe szeroki, rosyjski), co dodatkowo komplikowało powiązania komunikacyjne między trzema zaborami.
Wszystko to sprawiało dowództwu rosyjskiemu poważne trudności w zapewnieniu niezbędnego zaopatrzenia wojsk, zwłaszcza operujących na lewym brzegu Wisły. Już przed wojną zresztą oceniało ono z troską i obawą możliwość utrzymania tych terenów w swym posiadaniu. Fortyfikacje i twierdze rosyjskie nad samą Wisłą (jak Modlin, cytadela warszawska, Dęblin) nie mogły zrekompensować zasadniczych słabości rosyjskiej koncepcji obrony na zachodzie.
Jednakże w pierwszej fazie wojny słabości te nie ujawniły się jeszcze z całą ostrością. Co więcej, Rosjanie wykorzystali silne zaangażowanie niemieckie na zachodzie i sami podjęli ofensywę w Prusach Wschodnich.
Rzucone do niej dwie armie rosyjskie (generałów Rennenkampfa i Samsonowa), prawie dwukrotnie liczebnie silniejsze niż rozmieszczona tu armia niemiecka, miały za zadanie opanowanie Prus Wschodnich i dotarcie do linii dolnego biegu Wisły. Początkowo ofensywa rosyjska (sierpień 1914) przyniosła pewne sukcesy, co zmusiło dowództwo niemieckie do przerzucenia części sił z frontu zachodniego do Prus Wschodnich (i tym samym ułatwiło Francuzom zatrzymanie ofensywy niemieckiej oraz zwycięstwo w decydującej wówczas bitwie nad Marną). Ale sukcesy rosyjskie w Prusach Wschodnich trwały krótko. Było to następstwem nie tylko wzmagającego się oporu niemieckiego, ale w nie mniejszej mierze chaosu i zamieszania w dowodzeniu rosyjskim, powolności w mobilizacji, trudności i niedostatków w zaopatrzeniu walczących wojsk rosyjskich, niedostatecznych dostaw nawet amunicji itp.
Już w końcu sierpnia wzmocnione siły niemieckie pod dowództwem gen. Paula von Hindenburga (jego szefem sztabu był gen. Erich Ludendorff), wykorzystując swą przewagę właśnie przede wszystkim w zakresie sprawności organizacyjnej, koordynacji dowodzenia, dobrej łączności i komunikacji, zadały armiom rosyjskim ciężką klęskę w bitwie pod Tannenbergiem (niedaleko Grunwaldu). Poniosły one bardzo ciężkie straty w ludziach i sprzęcie (w czasie bezładnego wycofywania się wielu utopiło się w bagnach mazurskich).
Znacznie groźniejszą w swych potencjalnych skutkach okazała się przeprowadzana na większą skalę ofensywa rosyjska na południowym odcinku frontu. Zapoczątkowana w ostatnich dniach sierpnia 1914 r., doprowadziła ona wkrótce do zdobycia przez Rosjan Lwowa, a później i Przemyśla, wówczas potężnej twierdzy austriackiej.
Armie rosyjskie (z których jedną dowodził gen. Brusiłow) przekroczyły San i Wisłokę. Pod koniec 1914 r. front w Galicji ustalił się na pewien czas mniej więcej na linii Gorlice—Łowczówek—Tarnów—rzeka Nida. Oznaczało to zagrożenie Krakowa i całej zachodniej Galicji, a nawet górnośląskiego zagłębia przemysłowego. Toteż jeszcze w czasie trwania ofensywy rosyjskiej szef sztabu armii austro-węgierskiej, gen. Conrad von Hoetzendorf, zwrócił się do naczelnego dowództwa niemieckiego z prośbą o natychmiastowe skierowanie na zagrożony front dywizji niemieckich. Pomocy tej Niemcy, w trosce o podtrzymanie swego najważniejszego sojusznika (a także o bezpieczeństwo Górnego Śląska), nie odmówili. Naczelne dowództwo wszystkich niemieckich sił zbrojnych na froncie wschodnim powierzono Hindenburgowi (listopad 1914). 2 maja 1915 r. silna grupa uderzeniowa niemiecko-austriacka, dowodzona przez generała niemieckiego Augusta von Mackensena, przełamała pod Gorlicami front rosyjski, uprzednio poddany niezwykle ciężkiemu ostrzałowi artyleryjskiemu.
Bitwa pod Gorlicami stała się punktem zwrotnym w wojnie na wschodzie. W ciągu kilku tygodni prawie cała Galicja z Przemyślem i Lwowem znalazła się z powrotem w rękach austriackich.
W ślad za sukcesami w Galicji wojska niemieckie podjęły działania ofensywne również w Królestwie. Po raz pierwszy użyły w nich, w walkach pod Bolimowem (na wschód od Łowicza), gazów trujących. W sierpniu 1915 r. Niemcy zajęli Warszawę, a wkrótce potem gen. Hans von Beseler zdobył potężną twierdzę modlińską. Również inne twierdze rosyjskie (Osowiec, Grodno, Dęblin, Brześć Litewski) nie zahamowały na dłuższy czas ofensywy niemieckiej. W końcu września osiągnęła ona rubież Dyneburg, jezioro Narocz, Delatycze, Baranowicze, Pińsk, Kostiuchnówka, Ołyka, Dubno, Krzemieniec, Buczacz.

Naczelny Komitet Narodowy,
Piłsudski, Legiony

Głównym teatrem działań wojennych na wschodzie były ziemie polskie. Ich udział w wojnie na tym się jednak nie kończy. Były one ponadto zmuszone dostarczyć armiom zaborczym „siłę żywą“ w postaci rekruta. Według szacunku K. Rosen-Zawadzkiego powołano do nich z poszczególnych zaborów (w granicach niepodległej Polski z 1923 r.) do armii niemieckiej — ok. 780 tys. mężczyzn; do armii austriackiej — ok. 1402 tys. i do armii rosyjskiej — ok. 1196 tys.
W sytuacji, gdy głównym teatrem działań wojennych na wschodzie stały się ziemie polskie, nie mogła być dla stron walczących obojętna postawa społeczeństwa polskiego. Ani Rosja, ani mocarstwa centralne nie kwapiły się jednak jeszcze do jakichś dalej idących kroków politycznych w tym zakresie.
Od razu w pierwszych dniach wojny dowództwa armii trzech państw zaborczych wystosowały odezwy do ludności polskiej. Niemcy i Austriacy mówili o wolności, niepodległości i sprawiedliwości, które z sobą przynoszą Polakom w Królestwie, zachęcając ich jednocześnie do udzielenia poparcia wkraczającym oddziałom. Naczelny dowódca armii rosyjskiej, brat cara, wielki książę Mikołaj Mikołajewicz, zapewniał, że zjednoczona z trzech części Polska doczeka się „pod berłem Cesarza Rosyjskiego [...] swobody w swej wierze, języku i samorządzie“.
W istocie rzeczy były to frazesy bez pokrycia. Już sam fakt, że wymienione odezwy były podpisane jedynie przez dowódców wojskowych, a nie przez rządy czy inne kierownicze czynniki polityczne, miał pod tym względem swoją wymowę. Resztę złudzeń rozpędziła brutalna praktyka rządów okupacyjnych na terenach zajętych. Dotyczyło to w szczególności postępowania władz niemieckich. Deprymujące wrażenie na społeczeństwie polskim wywarło zwłaszcza bezwzględne zbombardowanie artyleryjskie Kalisza w sierpniu 1914 r. pod pretekstem dywersji antyniemieckiej.
Również w płaszczyźnie politycznej nie uczyniono nic, co by można było interpretować jako zmianę polityki trzech państw zaborczych w stosunku do Polaków.
Nie bacząc na to, czynniki polityczne polskie, reprezentujące wspomniane już dwie orientacje, podjęły różne kroki polityczne, organizacyjne i wojskowe, zmierzające do sprecyzowania swego stanowiska wobec zachodzących wydarzeń.
Jeszcze w listopadzie 1912 r. powstała w Galicji Komisja Tymczasowa Skonfederowanych Stronnictw Niepodległościowych (od listopada 1913 r. nosząca nazwę Komisji SSN), skupiająca w swym gronie PPSD Galicji i Śląska Cieszyńskiego, PPS-Frakcję, Polskie Stronnictwo Ludowe i parę mniejszych partii i grup. Objęła ona polityczny patronat nad paramilitarnymi, legalnymi organizacjami „strzeleckimi“, tworzonymi od paru lat w Galicji przez Józefa Piłsudskiego, powierzając mu jednocześnie funkcję Komendanta Głównego Polskich Sił Zbrojnych. Chciała wziąć pod swój „wpływ i kontrolę wszystkie przygotowawcze czynności, zmierzające do wytworzenia zorganizowanej siły zbrojnej w Polsce“.
Ale Komisja nie działała w próżni politycznej. Bynajmniej nie wszystkie polskie organizacje paramilitarne w Galicji skłonne były podporządkować się KSSN i Piłsudskiemu.
Nawet w samej KSSN zaznaczyły się rozbieżności, prowadzące do sporów i rozłamów. Przede wszystkim jednak musiał Piłsudski i KSSN liczyć się z ciągle dominującymi w Galicji wpływami konserwatystów oraz pamiętać o swym uzależnieniu wojskowym od dowództwa austriackiego.
Od układu stosunków w trójkącie: KSSN — konserwatyści — władze wojskowe (a ściślej mówiąc wywiad wojskowy) austriackie — zależało w decydującej mierze, czy i w jakim stopniu dążenia Piłsudskiego miały szanse realizacji. Tymczasem stosunki na tych trzech osiach układały się w sposób mocno skomplikowany i podlegały różnym grom i intrygom politycznym. Rząd i dowództwo austriackie gotowe były, owszem, wykorzystać Piłsudskiego i jego oddziały — ale głównie do celów wywiadu i dywersji na tyłach frontu rosyjskiego w Królestwie. Były jednak przeciwne nadawaniu tej współpracy charakteru politycznego, a w szczególności traktowania Piłsudskiego jako partnera i rzecznika polskich aspiracji politycznych. W tych sprawach władze austriackie wolały mieć do czynienia z wypróbowanymi już w toku wieloletnich kontaktów konserwatystami galicyjskimi.
Ci ostatni z kolei nie mieli zbytniego zaufania do „socjalisty“ Piłsudskiego i popierającej go lewicy. Również oni nie kwapili się do uznawania go za odrębną siłę polityczną. Jednocześnie nie mieli już, jak dawniej, monopolu na sprawowanie władzy w Galicji. Nie mogli całkowicie zlekceważyć rosnącej popularności Piłsudskiego oraz nastrojów, które szerzyły się zwłaszcza wśród młodzieży organizowanej przezeń pod hasłami walki o niepodległość. Zresztą tak konserwatyści, jak i Piłsudski mieścili się w końcu w tych samych ramach orientacji proaustriackiej.
Wreszcie Piłsudski. Wprawdzie nie był bynajmniej socjalistą, ale rzeczywiście miał za sobą, jak wspomniano, poparcie partii socjalistycznej, części ludowców, liberalno-demokratycznej inteligencji i młodzieży. Pragnął zademonstrować na zewnątrz poprzez „czyn zbrojny“ istnienie nie rozwiązanej sprawy polskiej. Stworzenie polskiej siły zbrojnej uważał za podstawową przesłankę jej ożywienia i zarazem zalążek przyszłej armii polskiej. „Od sił naszych — głosiła odezwa KSSN z 28 lipca 1914 r. — naszej wartości i zdecydowania zależą nasze zwycięstwa, a od tych nasze prawa po wojnie [...] Nasze organizacje militarne — zawiązek polskiej armii — spełnią swoje zadanie“.
Ale zależność od pomocy Austrii wykluczała wówczas możliwość walki o pełnię „praw naszych“, tzn. walki o rzeczywistą niepodległość i stworzenie prawdziwej „armii polskiej“. Piłsudski i jego polityczni sojusznicy zdawali sobie z tego dobrze sprawę. W innej odezwie, jeszcze Komisji Tymczasowej SSN z grudnia 1912 r., ujmowano te sprawy w sposób nieco bardziej skonkretyzowany, ale też bardziej zawężony. Mówiło się w niej, że złączone w KTSSN organizacje „uważają walkę zbrojną — w razie rozpoczęcia wojny wybuchnąć mającej przeciwko zaborczemu caratowi rosyjskiemu — jako najbliższy, jedynie możliwy cel zbrojnej organizacji ludu polskiego. Wyzwolenie Królestwa Polskiego z niewoli rosyjskiej — oto nasze zadanie w czasie wojny mocarstw przeciw Rosji“. I dalej: „Jak długo Austro-Węgry walczyć będą w interesie swojej państwowości przeciwko Rosji, są one naszym naturalnym sprzymierzeńcem. Ich zwycięstwo [...] będzie w naszym interesie“. Później, już po roku trwania wojny, potwierdzał to sam Piłsudski w liście do jednego z czołowych przywódców konserwatystów galicyjskich Władysława L. Jaworskiego. Piłsudski pisał wtedy: „Jako cel polityczny udziału w wojnie stawiałem sobie połączenie obu zaborów — Galicji i zaboru rosyjskiego — we wspólny organizm w związku z Austrią“.
Wyrażona w tych i innych wypowiedziach. orientacja polityczna Piłsudskiego nie oznacza, iż jego aspiracje polityczne mogą być identyfikowane ze stanowiskiem konserwatystów. Szły one zapewne dalej niż u tych ostatnich, niewątpliwie były bardziej elastyczne, lepiej zharmonizowane z nastrojami znacznej części społeczeństwa polskiego i lepiej też dopasowane do zmieniającej się sytuacji wojenno-politycznej. Wynikały stąd nierzadko mniejsze lub większe kolizje we wspomnianym trójkącie, których treścią były najczęściej próby przynajmniej częściowego wyswobodzenia się politycznego Piłsudskiego spod kurateli konserwatystów, a w miarę możności — i c. k. czynników wojskowych austriackich.
W wyniku porozumienia z przedstawicielami wywiadu austriackiego Piłsudski skoncentrował swe oddziały strzeleckie w Krakowie, skąd 6 sierpnia 1914 r. wyruszyły one do Królestwa, aby tam — jak obiecywał — spowodować wybuch powstania polskiego przeciwko Rosji. Jednakże obietnice te nie spełniły się: ludność polska odnosiła się z głęboką nieufnością do poczynań zbyt ściśle związanych z interesami i zamiarami obcych, również zaborczych władz austriackich.
Z biegiem czasu nieufność ta pogłębiała się. Sprawozdanie miesięczne o sytuacji w Królestwie z kwietnia 1915 r., sporządzone na podstawie raportów polskich wysłanników z Galicji, mówiło o niezadowoleniu ludności polskiej w związku z rekwizycjami, rabunkową gospodarką itp. ze strony władz austriackich na okupowanych ziemiach Królestwa. „Ludność powiatu olkuskiego bardzo ściśle łączy istnienie Legionów głosiło dalej sprawozdanie — z Austrią; każdy wybryk lub niedopatrzenie władz austriackich odbija się momentalnie na usposobieniu ludności do Legionów jako sprzymierzeńców Austrii“.
Ale wróćmy do sierpnia 1914 r. Dążąc do wzmocnienia swej pozycji oraz pragnąc odciąć się od sił niewiele mających wspólnego z hasłami niepodległościowymi, Piłsudski postanowił działać w imieniu tajnego Rządu Narodowego. Miał on jakoby powstać 3 sierpnia w Warszawie i wydać odezwę, w której powoływał „Ob. Józefa Piłsudskiego“ na „komendanta polskich sił wojskowych“ i nakazywał „wszystkim ulegać [jego] rozporządzeniom“. W ślad za tym ogłosił odezwę również Piłsudski, zapowiadającą m.in., że Polska, która „przestała być niewolnicą“, sama będzie stanowić o swoim losie i budować swoją przyszłość. „Kadry armii polskiej — głosiła dalej odezwa — wkroczyły na ziemię Królestwa Polskiego, zajmując ją na rzecz jej właściwego, istotnego, jedynego gospodarza, Ludu Polskiego“. Armia ta niesie „całemu Narodowi rozkucie kajdan, poszczególnym zaś jego warstwom warunki normalne go rozwoju“. Dlatego też „z dniem dzisiejszym cały naród skupić się winien w jednym obozie pod kierownictwem Rządu Narodowego. Poza tym obozem zostaną tylko zdrajcy, dla których potrafimy być bezwzględni“.
Rzekomy „rząd narodowy“ w Warszawie był czystą mistyfikacją. Jego odezwę, powołującą Piłsudskiego na komendanta polskich sił wojskowych, napisał w Krakowie — na polecenie Piłsudskiego — Leon Wasilewski. Niezręczne to pociągnięcie, rychło zdemaskowane, chybiło celu. Na trasie przemarszu oddziałów Piłsudskiego w Królestwie (Miechów-Kielce) próbowano tworzyć tzw. Komisariaty Wojskowe Rządu Narodowego, mające stać się zalążkami polskiej administracji na tych terenach. W szczególności miały one mobilizować ludność miejscową do udzielania wszelkiego rodzaju pomocy tym oddziałom, a jednocześnie werbować tę ludność do wojska polskiego. Nie dało to jednak w praktyce żadnych rezultatów. Odnosiła się ona nadal niechętnie, a niekiedy wręcz wrogo do akcji werbunkowej.

1. Pierwsza kompania kadrowa w Kielcach (1914)

Fiasko „agitacji wojną“ w Królestwie i polityczna kompromitacja z „rządem narodowym“ osłabiły poważnie pozycję Piłsudskiego. Władze wojskowe austriackie zażądały w formie ultymatywnej bądź całkowitego włączenia jego oddziałów do armii austriackiej, bądź ich rozwiązania. Nieodzowna stała się pomoc polityczna ze strony wpływowych kół konserwatystów galicyjskich, także zresztą zainteresowanych w tym, by uratować i obrócić na swoją korzyść kapitał polityczny, jaki przynosiły inicjatywy wojskowo-niepodległościowe Piłsudskiego.
Inicjatywa polityczna przeszła teraz w ręce prezesa Koła Polskiego przy wiedeńskiej Radzie Państwa, prezydenta Krakowa, dr. Juliusza Leo. Uzyskał on od rządu i czynników wojskowych w Wiedniu zgodę na powołanie do życia formacji Legionów polskich oraz polskiego ciała politycznego, które by sprawowało nad nimi nadzór. Nie uzyskał natomiast żadnych określonych zobowiązań ani informacji co do zamierzeń i planów rządu austriackiego w sprawie polskiej. Nie przeszkodziło mu to zwołać 16 sierpnia 1914 r. do Krakowa zebrania posłów z Koła Polskiego przy parlamencie wiedeńskim i sejmie galicyjskim, z udziałem przedstawicieli KSSN i Centralnego Komitetu Narodowego, reprezentującego orientację endecką, na którym to zebraniu uchwalono powołanie do życia Naczelnego Komitetu Narodowego oraz utworzenie dwóch Legionów (zachodniego i wschodniego). Przewodniczącym Komitetu został Juliusz Leo, po nim zaś, od listopada 1914 r. — Władysław Leopold Jaworski, przywódca konserwatystów krakowskich. Ważną funkcję kierownika Departamentu Wojskowego w NKN, czuwającego m.in. nad rekrutacją i organizacją Legionów, powierzono Władysławowi Sikorskiemu.
Utworzenie NKN oznaczało likwidację KSSN oraz oczywiście rezygnację z posługiwania się fikcją „rządu narodowego“ w Warszawie.
Jak już wspomniano, miały być stworzone dwa Legiony: Zachodni i Wschodni, każdy po 8 tys. żołnierzy spośród mężczyzn, nie podlegających powszechnemu obowiązkowi służby wojskowej w armii austro-węgierskiej lub ochotników z Królestwa.
Legiony podlegały naczelnemu dowództwu austriackiemu i miały składać przysięgę według formuły, przyjętej w austriackim pospolitym ruszeniu. Natomiast komenda w Legionach była polska, również polskie umundurowanie. Dowódcy niższych szczebli (do dowódcy kompanii włącznie) byli obieralni. Nie istniały w Legionach stopnie oficerskie, tylko funkcje dowódcze (np. komendant kompanii, batalionu itp.).
Swym obliczem ideowo-politycznym Legion Zachodni różnił się poważnie od Legionu Wschodniego. W pierwszym przeważały wpływy dawnego KSSN i Piłsudskiego, w drugim — Narodowej Demokracji, która niechętnie i z oporami angażowała się zarówno w działalność NKN, jak i organizowanie ruchu zbrojnego przeciw Rosji. Sukcesy sierpniowo-wrześniowej ofensywy rosyjskiej przyśpieszyły bieg wypadków. Pod wpływem agitacji kół endeckich oraz konserwatystów wschodniogalicyjskich (tzw. podolaków) Legion Wschodni faktycznie rozpadł się, a wkrótce potem przedstawiciele tych kół wycofali się także z NKN.
Nastąpiła też reorganizacja Legionów. Podzielono je na dwie brygady, I i II (wiosną 1915 r. stworzono jeszcze III Brygadę pod dowództwem płk. S. Szeptyckiego), z których każda składała się z 2-3 pułków. Piłsudski, początkowo komendant I pułku piechoty w Legionie Zachodnim, został komendantem I Brygady. W II Brygadzie Legionów stopniowo wybijał się płk Józef Haller, który po pewnym czasie objął jej dowództwo.
Już w toku tych reorganizacji i zmian dochodziło niejednokrotnie do tarć i spięć, w szczególności między Piłsudskim a Naczelną Komendą Legionów Polskich, która z ramienia naczelnego dowództwa armii austro-węgierskiej kierowała sprawami organizacji Legionów oraz była łącznikiem między nim a NKN. Również stosunki między NKN a Piłsudskim dalekie były od atmosfery wzajemnego zaufania. Nadal nie rezygnował on z prób uniezależnienia się od galicyjskich i austriackich czynników politycznych i zdobycia sobie bardziej samo dzielnej pozycji politycznej.
Temu celowi służyć miała powołana do życia w początkach września 1914 r. na ziemiach Królestwa, zajętych przez wojska niemieckie, tzw. Polska Organizacja Narodowi (PON), której trzon polityczny stanowili ludzie ściśle związani z Piłsudskim, z Władysławem Jodko-Narkiewiczem na czele. W wyniku rozmów, przeprowadzonych przez wysłanników PON, doszło do umowy z dowództwem IX armii niemieckiej. Ustalono m.in., że PON będzie mogła prowadzić akcję werbunkową w Królestwie (na terenach opanowanych przez Niemców), a w zamian za to dostarczać będzie armii niemieckiej informacji wywiadowczych z Królestwa pod władzą rosyjską. Dowództwo IX armii zastrzegło się przy tym wyraźnie, że umowa nie ma w żadnej mierze charakteru politycznego. Faktycznie nie weszła ona zresztą w życie, gdyż niemieckie działania ofensywne załamały się, a równocześnie PON nie potrafiła się wywiązać z przyjętych przez siebie zadań.
Jeszcze bardziej charakterystyczne pod względem politycznym były rozmowy, jakie w tym samym czasie toczył Jodko-Narkiewicz z udziałem Sikorskiego w Berlinie z niemieckimi władzami rządowymi i jednym z przywódców partii Centrum, posłem Erzbergerem. Dobre dojście do tych kół miał Wojciech Korfanty, który przygotował grunt do wspomnianych rozmów i w nich również uczestniczył. Ich przedmiotem były perspektywy rozwiązania sprawy polskiej po wyparciu Rosjan z Królestwa i zwycięstwie Niemiec. Rozmówcy polscy, w szczególności Jodko-Narkiewicz i Korfanty, pragnęli przekonać swych niemieckich partnerów do idei utworzenia wówczas w oparciu o Niemcy państwa polskiego na obszarach Królestwa oraz kresów wschodnich (Litwy, Białorusi). Korfanty podsuwał nawet ryzykancką politycznie myśl, mianowicie, że realizacja tych planów „pozwoliłaby w najlepszy sposób uregulować kwestię polską w Prusach, ponieważ w rejonie Grodna i Mińska znajdują się wielkie, żyzne ziemie, czekające na osadnictwo, na które mogłaby się przesiedlić znaczna część ludności polskiej Prus“ (in die ein erheblicher Teil der polnischen Bevölkerung Preussens übersiedeln könne).
Ale nawet tak zachęcające sugestie nie skłoniły Niemców do jakichkolwiek zobowiązań politycznych. Nie znajdowali się jeszcze wówczas, we wrześniu 1914 r., w położeniu, które by ich zmuszało do podejmowania w taki sposób zawsze ryzykownej politycznie kwestii polskiej.
Zdawali sobie niewątpliwie sprawę, że mogłoby to wprowadzić niepożądane dysonanse w ich stosunki z sojusznikiem austro-węgierskim, a i ranga polityczna rozmówców nie skłaniała zapewne polityków niemieckich do podjęcia tych zagadnień w sposób bardziej zasadniczy.
Tak więc próba przeorientowania się Piłsudskiego i jego politycznych przyjaciół na silniejszego kontrahenta niemieckiego spełzła na niczym. Niemniej, choć pozostała epizodem bez konkretnych następstw, stanowiła niezwykle charakterystyczny przyczynek dla odtwarzania dróg i bezdroży, na jakie musieli wchodzić ci, którzy swe dążenia niepodległościowe zawężali tylko do części Polski i wyobrażali sobie, że można je zrealizować opierając się na którymś z państw zaborczych.
Tymczasem oddziały legionowe znajdowały się już w ogniu walk. Licho wyposażone, uzbrojone przeważnie w przestarzałą broń, płaciły tym wyższą cenę krwi za wykonanie trudnych zadań bojowych, jakie stawiało przed nimi dowództwo austriackie.
Bataliony I Brygady Legionów pod komendą Piłsudskiego brały zarówno udział w działaniach ofensywnych, jak i odwrotowych armii austriackiej w Królestwie i Galicji niemal bez przerwy od sierpnia do grudnia 1914 r. Był to okres wojny ruchomej, w toku której oddziały I Brygady przemierzały w walce rozległe przestrzenie od Krakowa przez Kielce po Dęblin, by z kolei stawić czoło ofensywie rosyjskiej na południe i wschód od Krakowa, w rejonie Makowa Podhalańskiego, Limanowej, Nowego Sącza i Tarnowa. Wśród wielu potyczek do najcięższych w tym okresie należały bój pod Krzywopłotami (k. Dąbrowy Górniczej) i — szczególnie krwawy — pod Łowczówkiem (k. Tarnowa — grudzień 1914). W tym samym czasie II Brygada toczyła niemniej ciężkie walki w Karpatach Wschodnich, na Rusi Zakarpackiej i Bukowinie. Również II Brygada „Karpacka“ znajdowała się przez blisko 6 miesięcy w nieprzerwanej akcji bojowej, w której toku ponosiła ciężkie straty (szczególnie w bitwie pod Mołotkowem, październik 1914).
Dopiero na początku 1915 r. obydwie brygady zostały odesłane do odwodów, gdzie we względnym spokoju mogły dokonać niezbędnych uzupełnień, zreorganizować się i wypocząć. Dopiero wtedy też otrzymały konieczne wyposażenie i uzbrojenie, odpowiadające wymogom ówczesnej wojny (m. in. zamiast dotychczasowych przestarzałych karabinów jednostrzałowych Werndla otrzymały pięciostrzałowe nowoczesne karabiny Mannlichera, więcej ciężkich karabinów maszynowych itp.).
Wiosną 1915 r. obydwie brygady zostały ponownie rzucone na front i podobnie jak poprzednio — z dala od siebie. Brały udział w kontrofensywie austriacko-niemieckiej, zapoczątkowanej wspomnianą już wielką bitwą pod Gorlicami. I Brygada poniosła ciężkie straty w bitwie pod Konarami (maj 1915), walczyła później na Lubelszczyźnie i Podlasiu, wreszcie nad Styrem na Wołyniu, gdzie pozostała w walkach pozycyjnych aż do wielkiej letniej ofensywy rosyjskiej 1916 r. (ofensywy Brusiłowa). Tutaj też zostały skierowane pułki II Brygady i III Brygady. Po raz pierwszy od wybuchu wojny znalazły się one obok siebie, na jednym odcinku frontu. Był to okres największej siły Legionów, liczących wówczas łącznie 15-20 tys. żołnierzy.
Sytuację tę postanowił wykorzystać Piłsudski do silniejszego związania z sobą także II i III Brygady oraz umocnienia swej pozycji w stosunku do NKN i władz austriackich. Chciał bowiem wymusić na nich sprecyzowanie stanowiska co do zamierzeń w sprawie polskiej, a także większego usamodzielnienia Legionów polskich. W tym celu stworzył na froncie tzw. Radę Pułkowników, składającą się z wyższych oficerów wszystkich trzech brygad, która wysyłała do NKN wspólne pisma i memoriały z odpowiednimi żądaniami. Akcja ta wymierzona była m. in. przeciwko kierowanemu przez W. Sikorskiego Departamentowi Wojskowemu NKN oraz Naczelnej Komendzie Legionów jako instytucjom w szczególnym stopniu krępującym aspiracje i dążenia polityczne Piłsudskiego.
I ta akcja Piłsudskiego nie dała pożądanych rezultatów. Na pewien czas przerwała ją zresztą ofensywa Brusiłowa, której potężny impet uderzył gwałtownie również w odcinek frontu, trzymany przez Legiony. Wykazały one w tych walkach, szczególnie podczas zażartej bitwy pod Kostiuchnówką (lipiec 1916), ponownie nieustępliwą odwagę i brawurę. Nie mogło to jednak oczywiście decydująco wpłynąć na bieg wydarzeń na froncie, na którym operowały milionowe armie. Tymczasem armia austriacka wycofywała się. Również Legiony musiały wycofać się z linii rzeki Styr do rzeki Stochód, gdzie ponownie — w miarę słabnięcia ofensywy rosyjskiej — walki przybrały charakter wojny pozycyjnej.
W toku dwuletniej kampanii wojennej Legiony poniosły ciężkie straty. Oblicza się je na ok. 15 tys. rannych i zabitych. Po dwóch latach walk młody żołnierz legionowy stał się żołnierzem wytrawnym, o wysokich walorach bojowych, a jego męstwo i odwaga wyróżniały go wśród innych formacji armii austro-węgierskiej. Źródłem tej postawy były przekonanie i wiara, że walczy rzeczywiście o niepodległą Polskę, że Legiony polskie są zalążkiem narodowej armii polskiej, której nie wolno przynieść ujmy. Obok szczerego patriotyzmu, cechującego młodzież w Legionach, panowało w nich silnie rozwinięte poczucie koleżeństwa. Dotyczyło to zwłaszcza I Brygady, gdzie przekształciło się ono w swoistą „sitwę legionową“, która wówczas jeszcze nie miała tych ujemnych cech stosunków klikowych, jakie przybrała później, w niepodległej Polsce. Komendant I Brygady, Józef Piłsudski, zyskiwał sobie wśród tej młodzieży autorytet, przechodzący często w bezkrytyczne uwielbienie. Pozyskiwał zwolenników także zresztą w innych kręgach społeczeństwa, zwłaszcza we wspomnianych już ugrupowaniach lewicowych, co w sumie już wtedy wytwarzało wokół osoby „Komendanta“ swoistą legendę jako przywódcy politycznego i wojskowego, realizującego polski „sen o szpadzie“. Stawał się w ten sposób siłą polityczną, która mimo takich czy innych porażek odgrywała coraz większą rolę w życiu narodu.

Koncepcje Dmowskiego. Aktywiści, pasywiści

Ale druga orientacja — orientacja prorosyjska i proaliancka — nie pozostawała bezczynna. Jeszcze w sierpniu 1914 r. partie i pojedyncze osobistości, sprzyjające tej orientacji, ogłosiły kilka deklaracji, depesz itp., wyrażających wierność Rosji i życzenia jej zwycięstwa w starciu z „teutońską nawałą“, jak również nadzieje na „zjednoczenie rozerwanego na trzy części narodu polskiego“.
W listopadzie 1914 r. powstał Komitet Narodowy Polski. Jego faktycznym kierownikiem politycznym został Roman Dmowski, przywódca największej siły politycznej w tej orientacji — Narodowej Demokracji. Tak więc w ślad za NKN, politycznym sztabem orientacji na mocarstwa centralne, obecnie również i orientacja przeciwna stworzyła sobie podobnego rodzaju wspólne kierownictwo (w którym obok endecji dużą rolę odgrywali też tzw. realiści z Erazmem Piltzem na czele, zdecydowani rzecznicy oparcia się na Rosji) i jednolitą reprezentację. W odezwie programowej KNP określał jako swój cel polityczny dążenia do „rozbicia złowrogiej potęgi niemieckiej i zjednoczenia Polski pod berłem monarchy rosyjskiego“. Idąc dalej w tym kierunku próbował stworzyć — podobnie jak to się stało w Galicji przeciwko Rosji — coś w rodzaju legionu polskiego u boku armii rosyjskiej, mającego walczyć przeciwko mocarstwom centralnym. Inicjatywa ta nie wywołała w społeczeństwie polskim praktycznie żadnego oddźwięku i już wkrótce zakończyła się fiaskiem.
Niewiele też owoców przyniosły inicjatywy polityczne KNP i Dmowskiego, zmierzające do uzyskania od rządu rosyjskiego jakichś konkretnych planów czy obietnic na temat urządzenia spraw polskich przez Rosję po zwycięskiej wojnie. Gdy latem 1915 r. Rosjanie zaczęli się pod naporem niemieckim wycofywać z Królestwa, dopiero wtedy premier rosyjski Goremykin zdobył się na oświadczenie, zapowiadające podjęcie pewnych bardziej zasadniczych kroków, mających zapewnić Polsce autonomię „pod berłem monarchów Rosji“. Była to przysłowiowa musztarda po obiedzie.
Z chwilą zajęcia Królestwa przez armie państw centralnych zostało ono podzielone na dwie okupacje: austriacką i niemiecką, rozgraniczone w ogólnym zarysie wzdłuż Pilicy i Wieprza.
Siedzibą władz okupacji austriackiej były początkowo Kielce, a później Lublin, gdzie rezydował generał-gubernator austriacki, początkowo gen. E. Diller, później gen. K. Kuk. Również Niemcy utworzyli na terenie swojej okupacji generał-gubernatorstwo z siedzibą w Warszawie. Generał-gubernatorem został tutaj gen. H. H. Beseler.
Zwolennicy orientacji prorosyjskiej znaleźli się po zajęciu Królestwa przez wojska niemieckie i austriackie w trudnym położeniu politycznym. Stanęli oni na stanowisku przyjęcia wobec okupantów postawy bierności, postawy pasywnej. Z tego też powodu określani byli często mianem „pasywistów“ — w przeciwieństwie do rzeczników orientacji przeciwnej, określanych mianem „aktywistów“. W rzeczywistości i pasywiści potrafili nawiązać kontakty polityczne, a szczególnie gospodarcze z okupantami. Przede wszystkim jednak dążyli do politycznego i gospodarczego zorganizowania się w nowych warunkach — tak, aby w odpowiedniej chwili wykorzystać swe ciągle duże możliwości polityczne i gospodarcze w duchu swej ogólnej orientacji. W taki sposób powstało w październiku 1915 r. tzw. Międzypartyjne Koło Polityczne, skupiające znowu — obok kilku drobniejszych partii i grupek politycznych — przedstawicieli dwóch głównych ugrupowań, reprezentujących orientację prorosyjską, mianowicie narodowych demokratów i realistów.
Również wśród aktywistów na terenie Królestwa dokonywały się pewne przegrupowania wewnętrzne. O ile w Galicji NKN, mimo kłopotów z Piłsudskim i po części z Narodową Demokracją, potrafił na ogół jeszcze utrzymać swą dominującą pozycję w życiu politycznym polskim, o tyle w Królestwie, na terenie okupacji niemieckiej, pozycja jego była znacznie słabsza. Pozostawało to zresztą w związku z wyraźnie słabszą i coraz bardziej słabnącą rolą Austro-Węgier w stosunku do potęgi partnera niemieckiego. Linię polityczną NKN w Królestwie popierało jedynie niewielkie ugrupowanie pod nazwą Liga Państwowości Polskiej. Inny odcień orientacji aktywistycznej reprezentowali skrajni germanofile. Również bardzo nieliczni i wysoce niepopularni w społeczeństwie polskim, skupiali się oni wokół przywódcy tzw. Narodowego Związku Chłopskiego, Aleksandra Zawadzkiego oraz Władysława Studnickiego, niestrudzonego autora memoriałów i petycji do szuflad władz niemieckich.
Trzeci i najważniejszy odcień orientacji aktywistycznej w Królestwie stanowiły wreszcie — jak to określa Jan Molenda — „stronnictwa niepodległościowe skupione wokół Piłsudskiego, zwane obozem niepodległościowym, obozem Piłsudskiego, a w Królestwie także lewicą aktywistyczną“. Siły te zgrupowały się z końcem 1915 r. w Centralnym Komitecie Narodowym, którego podstawę stanowiły PPS, Narodowy Związek Robotniczy, mniejsze ugrupowania niepodległościowe inteligencji, a także powstałe w tymże czasie Polskie Stronnictwo Ludowe (później zwane potocznie PSL „Wyzwolenie“). Oznaczało to poważne poszerzenie frontu oddziaływania lewicy niepodległościowej i wpływów ideologii Piłsudskiego w Królestwie. Powiązania te odzwierciedliły się w życiu politycznym polskim nie tylko w Królestwie w czasie wojny, ale także w latach późniejszych, w Polsce już niepodległej.
Ani Międzypartyjne Koło Polityczne, ani Centralny Komitet Narodowy nie były monolitami i nie oddzielały ich od siebie nieprzekraczalne linie podziałów politycznych. Nie różniąc się w sposób zasadniczy swym obliczem klasowym, obydwa te obozy znajdowały niejednokrotnie płaszczyzny wspólnych działań, zwłaszcza — jak o tym niżej będzie mowa — w instytucjach powstałych w wyniku aktu 5 listopada i w atmosferze społecznych napięć, wywołanych rewolucjami rosyjskimi.

Przeciwko orientacjom na zaborców — orientacja na rewolucję

Od obu tych orientacji, spekulujących na konflikcie między zaborcami, od biegało zasadniczo stanowisko rewolucyjnego ruchu robotniczego, SDKPiL i PPS-Lewicy. W swej agitacji i działalności politycznej odżegnywały się one zdecydowanie od haseł niepodległościowych oraz od powiązań z którymkolwiek z zaborców, SDKPiL stała zresztą na stanowisku, że w warunkach wojny imperialistycznej wszelka walka o niepodległość jest anachronizmem, a jedynie rewolucyjna walka zjednoczonego proletariatu o zniszczenie imperializmu w ogóle ma historyczny sens i cel. Pierwszym krokiem na tej drodze powinna być walka przeciwko wojnie imperialistycznej — jak to z całym naciskiem proklamowały międzynarodowe konferencje socjalistyczne w Zimmerwaldzie (1915) i Kienthalu (1916) w Szwajcarii, z udziałem Lenina i przedstawicieli polskiego rewolucyjnego ruchu robotniczego; m. in. A. Warskiego i S. Łapińskiego. Na gruncie krajowym obie polskie partie rewolucyjne prowadziły nieprzejednaną walkę zarówno z aktywistami (zwłaszcza z koncepcjami piłsudczykowskimi), jak i z pasywistami.
Z różnych względów nie była to walka łatwa. Niezależnie od „normalnych“ w czasach pokoju szykan i represji, jakim podlegał rewolucyjny ruch robotniczy w państwach zaborczych, jego działalność w warunkach reżimu wojennego została jeszcze bardziej skrępowana. Ponadto trzon tego ruchu – SDKPiL — był osłabiony na skutek trwającego od 1911 r. wewnętrznego podziału w partii na „zarządowców“, skupionych wokół Zarządu Głównego partii, i „rozłamowców“, czyli zwolenników Zarządu Krajowego.
Wielu przywódców obu partii rewolucyjnych znajdowało się w rozproszeniu i przebywało za granicą, co poważnie przeszkadzało usunięciu istniejących rozbieżności (nastąpiło to dopiero w 1916 r.), a przede wszystkim utrudniało należyte rozpoznanie i rozumienie potrzeb i dążeń narodu.
Tak np. negowanie możliwości powstania niepodległych państw na gruzach państw zaborczych prowadziło do tego, że partie rewolucyjne potępiały nie tylko obie orientacje polityczne z ich rachubami na pomoc któregoś z zaborców, lecz także nie doceniały szczerze patriotycznych dążeń niepodległościowych młodzieży i innych warstw społeczeństwa polskiego, wyrażających się m.in. w ochotniczym zaciągu do Legionów i bynajmniej nie uzależnianych od przyzwolenia ze strony rządów mocarstw zaborczych.
Miało to następstwa polityczne tym bardziej ujemne, że i w organizacjach partii rewolucyjnych, szczególnie w PPS-Lewicy, nie brakowało głosów domagających się powiązania dążeń niepodległościowych z hasłami rewolucyjnvmi.
Tymczasem partie te — a także żydowski Bund — główny swój wysiłek koncentrowały wokół organizowania tanich kuchni robotniczych, spraw pośrednictwa pracy, spółdzielczości robotniczej itp., co przy niezwykle ciężkim i wciąż pogarszającym się położeniu materialnym i żywnościowym mas pracujących miało ogromne znaczenie, ale jednak w sposób istotny zawężało pole oddziaływania politycznego na społeczeństwo.

Niby-niepodległość, czyli akt
5 listopada 1916 r.

Rok 1916 przyniósł poważne zmiany zarówno na arenie międzynarodowej, jak i w życiu politycznym narodu polskiego. Wydarzenia na frontach ostatecznie przekreśliły nadzieje Niemiec na rychłe, zwycięskie zakończenie wojny. Długotrwała i niezwykle krwawa bitwa pod Verdun (luty-czerwiec 1916) ponownie skończyła się niepowodzeniem wojsk niemieckich, przynosząc im blisko ćwierć miliona strat w samych tylko zabitych.
Bezpośrednio po tym rozpoczęła się wielka ofensywa sprzymierzonych nad Sommą. Nie przyniosła ona co prawda sukcesów, ale wykazała ich wyraźną przewagę techniczną i materiałową (pierwsze użycie czołgów). Była też świadectwem, iż inicjatywa wojenna przechodzi do rąk aliantów. W tym samym czasie rozpoczęła się na wschodzie gigantyczna ofensywa pod dowództwem gen. Brusiłowa. Nie doprowadziła ona do klęski wojsk państw centralnych, ale zmusiła je do poważnego miejscami odwrotu, a przede wszystkim przyniosła im nowe, nader ciężkie straty w ludziach, sprzęcie i materiale wojennym. Nie udało się też Niemcom w największej bitwie morskiej I wojny światowej — u brzegów Jutlandii — złamać brytyjskiej przewagi na morzu.
Inne niepowodzenie spotkało państwa centralne na Bałkanach. Rumunia zdecydowała się przystąpić do wojny po stronie koalicji, w odpowiedzi wojska niemieckie i austriackie zajęły część Rumunii z Bukaresztem. Ten wojskowy sukces nie równoważył jednak politycznej porażki, jaką stanowiło opowiedzenie się Rumunii po stronie aliantów.

2. Krajobraz po bitwie pod Verdun w 1916 r.

W połowie 1916 r. w armii niemieckiej zaszły poważne zmiany organizacyjne i personalne, będące następstwem niepowodzeń w realizacji planu Schlieffena. Na naczelne stanowiska dowódcze (szefa sztabu generalnego armii, czyli faktycznego naczelnego wodza, oraz na stanowisko pierwszego generalnego kwatermistrza) powołano faldmarszałka von Hindenburga i gen. Ludendorffa. Nowe dowództwo, a zwłaszcza Ludendorff, skupiło w swych rękach w praktyce całkowite kierownictwo nie tylko sprawami wojskowymi, lecz także politycznymi Rzeszy. Obok tego faktycznego rządu, któremu ulegał też cesarz Wilhelm II, kanclerz Bethmann-Hollweg musiał się zadowolić rolą drugoplanową.
W grudniu 1916 r. państwa centralne zwróciły się do koalicji z propozycjami pokojowymi, było bowiem coraz bardziej widoczne, że czas pracuje na korzyść aliantów. Nie chcąc jednak łatwo rezygnować z dotychczasowych zdobyczy, nie formułowały warunków ani ustępstw, do których byłyby gotowe dla osiągnięcia pokoju. W tej sytuacji Ententa, świadoma swej stopniowo rosnącej przewagi, odrzuciła ogólnikową notę pokojową państw centralnych.
Państwa centralne natomiast coraz dotkliwiej odczuwały niedostatek rezerw ludzkich, braki surowcowo-materiałowe, aprowizacyjne i w ogóle coraz większe trudności gospodarcze. Na dzień 1 sierpnia 1916 r. straty Niemiec i Austro-Węgier wynosiły: ok. 2360 tys. osób zabitych na polu walki oraz ok. 7420 tys. ciężko rannych i ciężko chorych, czyli łącznie ok. 9780 tys. ludzi. Wszystko to skłaniało niemieckie dowództwo wojskowe, jak również kierownicze czynniki polityczne do zwrócenia baczniejszej uwagi na rezerwy jeszcze nie w pełni wykorzystane. Ich zdaniem kryły się one m.in. na ziemiach okupowanych Królestwa, zwłaszcza jeśli chodzi o materiał ludzki. Uruchomienie tych rezerw wymagało jednak czegoś więcej niż zastosowania środków okupacyjnego przymusu wojskowo-administracyjnego — wymagało środków politycznych.
W przekonaniu tym umacniali władze austriackie i niemieckie niektórzy politycy polscy, jak Tytus Filipowicz, Władysław Sikorski, Władysław Studnicki i inni. Pierwsi dwaj przygotowali w grudniu 1915 r. poufny memoriał do władz austriackich, w którym dowodzili, że w Królestwie można by zmobilizować do armii jeszcze ok. 1 miliona mężczyzn zdolnych do noszenia broni. Podobnie szacował potencjał ludzki w Królestwie W. Studnicki w innym memoriale, złożonym władzom niemieckim. Równocześnie podkreślał, że jego uruchomienie musiałoby być dokonane przez „państwo polskie“, które Niemcy powinni stworzyć utrzymując je pod swoją kontrolą i nadzorem.
Na uruchomienie rezerw polskich nalegały coraz silniej naczelne dowództwo niemieckie i austriackie, które po wielkich i krwawych bitwach 1916 r. tym bardziej gorączkowo szukały nowego „mięsa armatniego“. Główny kwatermistrz armii niemieckiej, gen. Ludendorff, ujmował zagadnienie w liście do niemieckiego wiceministra spraw zagranicznych w lipcu 1916 r. bardzo jasno i treściwie: „Stwórzmy Wielkie Księstwo Polskie z Warszawy i Lubelskiego, a zaraz potem polską armię pod dowództwem niemieckim“.
Stopniowo w niemieckich kołach rządzących, politycznych i wojskowych, dojrzewały nowe koncepcje „rozwiązania sprawy polskiej“. Pozostawały one w ścisłym związku także z niemieckimi planami gospodarczej przebudowy Europy o zasięgu znacznie szerszym niż kwestia Polska sama w sobie. Przedmiotem żywego zainteresowania i dyskusji w owych latach w Niemczech była myśl stworzenia potężnego bloku gospodarczo-politycznego (i także wojskowego) w środkowej Europie pod przewodem Niemiec. Swe najpełniejsze ujęcia znalazła ta myśl w głośnej książce F. Naumanna pt. Mitteleuropa (1915 ). Wokół Niemiec (i. Austro-Węgier) miałyby się skupić mniejsze państwa i narody środkowej Europy, ściśle związane gospodarczo, wojskowo i politycznie z główną — decydującą — potęgą tego bloku, tj. Niemcami. W tej „Europie środkowej“ nie mogłoby zabraknąć i Polski, oczywiście jednak jako państewka półzależnego, całkowicie podporządkowanego niemieckiemu hegemonowi bloku.
A zatem coś takiego należało stworzyć. Wymagało to jednak uprzedniego zdjęcia z porządku dziennego jedynej w gruncie rzeczy względnie konkretnej koncepcji rozwiązania sprawy polskiej, mianowicie koncepcji austro-polskiej. Na dobrą sprawę rząd niemiecki nigdy nie odnosił się do niej z entuzjazmem, choć początkowo zdecydowanie też jej nie odrzucał. Względy natury wojskowej i gospodarczo-politycznej, o których wyżej mowa, kazały mu to uczynić obecnie i wystąpić z koncepcją własną. Sprzyjała temu okoliczność, że wydarzenia wojenne na froncie wschodnim (a także włoskim) jeszcze silniej uwypukliły rosnącą przewagę Niemiec nad ich austro-węgierskim partnerem pod każdym względem.
Wiosną 1916 r. kanclerz Bethmann-Hollweg odrzucił oficjalnie koncepcję austro-polską. Negatywne stanowisko rządu Rzeszy motywował m.in. obawą przed nadmierną koncentracją żywiołu słowiańskiego w monarchii naddunajskiej, co osłabiłoby pozycję polityczną Niemców austriackich, a ponadto sprzyjałoby wytworzeniu się wśród Polaków dążeń irredentystycznych, niebezpiecznych nie tylko dla Austrii, lecz także dla Niemiec z ich ponad 3, 5-milionową ludnością polską. Po dalszych rokowaniach, mimo wielu różnic, rządy obu państw centralnych uzgodniły swe stanowiska na konferencji w Pszczynie, w październiku 1916 r. 5 listopada 1916 r. ukazała się odpowiednia proklamacja, podpisana w imieniu i z polecenia obu cesarzy przez generalnych gubernatorów: austriackiego gen. von Kuka i niemieckiego gen. von Beselera.
Powstające na mocy tego dokumentu „samodzielne państwo“ polskie składałoby się z ziem polskich „panowaniu rosyjskiemu wydartych“, z tym że granice tego państwa byłyby sprecyzowane później. Miało ono być monarchią dziedziczną i mieć konstytucyjny ustrój. Podstawowe elementy suwerenności państwowej tego nowego tworu: granice, sprawa własnej armii, polityki za granicznej, głowy państwa, struktury najwyższych władz państwowych — wszystko to pozostało w zawieszeniu.
Proklamacja dwóch cesarzy nie wywołała szerszego oddźwięku ani tym bardziej entuzjazmu w społeczeństwie polskim, które po prostu nie miało zaufania ani do pobudek, ani do celów, które przyświecały mocarstwom centralnym. Najbliższe dni wykazały, jak dalece uzasadniona była ta nieufność. Dnia 9 listopada Beseler ogłosił ochotniczy zaciąg do armii polskiej (Polska Siła Zbrojna — Polnische Wehrmacht), która na domiar byłaby „tymczasowo przyłączona“ do wojska niemieckiego.
Bardzo trafnie te manewry oceniły obie rewolucyjne partie robotnicze SDKPiL i PPS-Lewica. Centralny Komitet Robotniczy PPS-Lewicy charakteryzował akt 5 listopada jako przede wszystkim „sposób, by zmusić ludność Polski do nowych, odtąd rzekomo dobrowolnych ofiar, by wydobyć z kraju okupowanego setki tysięcy przymusowych robotników i żołnierzy, potrzebnych rządom mocarstw centralnych“. W nie mniej ostrych i trafnych słowach wyrażała swe stanowisko SDKPiL.
Na terenie Królestwa istniały w tym czasie dwa wspomniane już bloki stronnictw i partii politycznych: aktywistyczny Centralny Komitet Narodowy, i pasywistyczne Międzypartyjne Koło Polityczne. Partie wchodzące w skład obu tych bloków były często efemerydami, a stanowisko ich ulegało fluktuacjom, w zależności od aktualnej sytuacji politycznej. W rezultacie Beseler w swych zabiegach o utworzenie „samodzielnego państwa polskiego“ nie bardzo wiedział, na kogo mógłby liczyć. Grupki i partie aktywistyczne przyjęły co prawda proklamację z 5 listopada z zadowoleniem, a niekiedy nawet z entuzjazmem (konsekwentnie w duchu germanofilstwa występował zwłaszcza W. Studnicki), ale to nie mogło wystarczyć — w proklamacji chodziło przecież o utworzenie nie tyle państwa polskiego, ile polskiej armii posiłkowej. Zresztą i w łonie ugrupowań aktywistycznych występowały coraz wyraźniej zastrzeżenia i akcenty krytyki pod adresem okupantów. Dotyczyło to zwłaszcza PPS i PSL. Akcenty te zaostrzały się w miarę przedłużającego się daremnego oczekiwania na realizację przyrzeczeń aktu 5 listopada, przy jednocześnie pogłębiającej się eksploatacji ekonomicznej Królestwa i jego ludności.
Polityka gospodarcza okupanta w Królestwie należała do najistotniejszych współczynników całokształtu sytuacji wewnątrzpolitycznej w Królestwie.

Grabież dobrze zorganizowana

Decydujące znaczenie miała polityka okupanta niemieckiego, pod którego panowaniem znalazły się najważniejsze ośrodki przemysłowe Królestwa, jak Warszawa, okręg łódzki i większość Zagłębia Dąbrowskiego. Na blisko 10 mln mieszkańców Królestwa ponad 6,5 mln, czyli 66% zamieszkiwało obszar okupacji niemieckiej.
Na obszarze tym skupiało się 78% zakładów przemysłowych i 78% robotników, wytwarzających 85% wartości produkcji przedwojennej Królestwa.
Naczelną wytyczną niemieckiej polityki gospodarczej w Królestwie było maksymalne, bezwzględne wykorzystanie jego zasobów surowcowych i potencjału gospodarczego do celów wojny. W praktyce sprowadzało się to do wywożenia do Niemiec surowców, maszyn i urządzeń fabrycznych, wyciskania, co się dało, z produkcji rolnej i żywnościowej.
W ostatnich latach wojny władze niemieckie niejednokrotnie dewastowały cenne obiekty przemysłowe w celu uzyskania z nich określonych, stosunkowo drobnych elementów potrzebnego im wyposażenia, jak instalacji elektrycznych, kabli, pasów transmisyjnych itp. Z wież kościelnych zdejmowano dzwony, zrywano piorunochrony, rynny, klamki od drzwi, jeśli były z miedzi czy cyny. Niezależnie od tego, wywieźli Niemcy z Królestwa tysiące kompletnych obrabiarek, silników parowych, spalinowych i elektrycznych, kotłów różnego rodzaju, urządzeń elektrycznych itd.
Prawdziwa plaga rekwizycji dotknęła również wieś. Oprócz wyśrubowanych do maksimum świadczeń w płodach rolnych, władze rekwirowały bez przerwy konie, bydło, nierogaciznę. Według szacunkowych obliczeń liczba koni obniżyła się w czasie wojny na terenie okupacji austriackiej do 64% stanu z 1914 r., a w okupacji niemieckiej do 54%. Ocenia się, że ubytek koni na ziemiach polskich, które później weszły w skład państwa polskiego, wynosił łącznie 890 tys. sztuk. Podobnego rzędu straty i ubytki poniosło rolnictwo na ziemiach polskich w całym inwentarzu żywym, jak bydło rogate, nierogacizna, owce itp. W latach okupacji wywieźli Niemcy ogółem 12,3 mln q zbóż chlebowych i 15,5 mln q kartofli. W niektórych okolicach kraju pod koniec wojny do prac w polu używano siły pociągowej... ludzkiej. W sposób zupełnie rabunkowy trzebił okupant lasy (m. in. Puszczę Białowieską). Wyrąbano lub w inny sposób zniszczono ponad 17% wszystkich lasów na ziemiach polskich.

3. Kuchnia polowa na jednej z ulic Warszawy

Za pomocą najbardziej drakońskich środków zmuszano Polaków do „dobrowolnego” wyjazdu na roboty do Niemiec, zatrzymawszy uprzednio ok. 350 tys. polskich robotników sezonowych, przybyłych jeszcze przed wybuchem wojny. Stosowano ograniczenia aprowizacyjne w stosunku do robotników wykazujących – jak się to urzędowo nazywało – „wstręt do pracy”, tj. odmawiających wyjazdu na roboty do Niemiec. Wreszcie na miesiąc przed proklamowaniem „niepodległej Polski” aktem 5 listopada 1916 r. gen. Beseler zarządził przymusowy pobór mężczyzn do pracy. Niejednokrotnie stosowano już wówczas łapanki w tym celu, stanowiące jak gdyby pierwsze jaskółki tego, co na znacznie szerszą skalę przyniosła druga okupacja niemiecka 1939-1945.
Całokształt tej polityki odbijał się boleśnie na położeniu ludności polskiej. Racje żywnościowe w miastach były niezwykle skromne: wynosiły zaledwie 3/4, a z czasem tylko 2/3 tego, co otrzymywali mieszkańcy miast w Niemczech. Wartość kaloryczna spożycia na 1 mieszkańca w Królestwie wynosiła przed wojną przeciętnie blisko 3100 kalorii dziennie, podczas gdy na wiosnę 1918 r. sięgała ona już tylko 890 kalorii (licząc łącznie żywność na kartki oraz nabywaną w wolnym handlu). Wskaźniki kosztów utrzymania i płac robotniczych w Warszawie w latach 1914-1918 ilustruje tab. 1.

Tab. 1
Wskaźniki kosztów utrzymania płac robotniczych w Warszawie w latach 1914-1918

Okres
Wskaźnik kosztów
utrzymania
Wskaźnik płac
nominalnych
 I półrocze 1914
100
100
II półrocze 1914
125,5
101
 I półrocze 1915
143,2
102
II półrocze 1915
301,8
103
 I półrocze 1916
460,7
105
II półrocze 1916
529,3
108
 I półrocze 1917
717,8
125
II półrocze 1917
1 117,0
137
 I półrocze 1918
1 307,1
159
II półrocze 1918
1 556,3
261
Źródło: Historia Polski PAN. t. III, cz. 1, pod red. Ż. Kormanowej i W. Najdus, Warszawa 1974, s. 481

Na wsi było pod tym względem z natury rzeczy nieco lepiej, ale i tutaj sytuacja była bardzo ciężka. Stosunkowo najkorzystniej układała się ona na terenie ziem zaboru pruskiego, choć i tam zaznaczył się spadek wydajności z 1 ha, zmniejszenia się powierzchni zasiewów i inne ujemne zjawiska. Wszystko to sprzyjało rozwijaniu się spekulacji artykułami pierwszej potrzeby, dodatkowo utrudniającej życie ludności. Ceny żywności rosły znacznie szybciej niż zarobki. Na dłuższą metę prowadziło to do dotkliwego obniżenia standardu wyżywienia szerokich mas, a w konsekwencji do równie poważnego obniżenia zdrowotności publicznej. Odczuły to najsilniej warstwy najbiedniejsze w wielkich miastach, wśród których szybko podnosiła się krzywa śmiertelności i coraz częściej zaczęły gościć choroby zakaźne, przede wszystkim gruźlica, tyfus, jaglica, dyfteryt i inne. Jedną z wielu ilustracji tych niepokojących zjawisk był fakt, że podczas gdy w 1913 r. zanotowano w Warszawie niecałe 21 zachorowań na gruźlicę na 10 tys. mieszkańców, to już w pierwszym półroczu 1917 r. liczba tych zachorowań wzrosła do ponad 113.

Na drodze do umiędzynarodowienia sprawy polskiej. Rewolucja lutowa w Rosji

Niezwykle ciężkie i wciąż pogarszające się położenie ludności polskiej w okupowanym Królestwie, jak również ewolucja polityczna sprawy polskiej (zwłaszcza po akcie 5 listopada), nie pozostawały bez echa w kołach emigracji polskiej na zachodzie Europy i w Ameryce. Już od stycznia 1915 r. działał w Szwajcarii z siedzibą w Vevey Komitet Generalny Pomocy Ofiarom Wojny, na którego czele stał Henryk Sienkiewicz, wspomagany przez niestrudzonego Antoniego Osuchowskiego. Nazwisko wielkiego pisarza było podstawą nie tylko moralnej, lecz także materialnej działalności Komitetu. Spływały doń datki i ofiary z wielu krajów Europy i Ameryki, przekazywane następnie do kraju dla najbardziej potrzebujących. Ze względu na filantropijny charakter Komitetu Sienkiewicz starannie unikał wszelkiego angażowania się politycznego, choć jego zdecydowana nieufność do Niemiec była dobrze znana.
Pomoc materialna dla Komitetu Sienkiewicza, jak również dla innych organizacji i osób działających na rzecz sprawy polskiej płynęła przede wszystkim ze środków Polonii amerykańskiej. Już na krótko przed wojną istniał tam polski Komitet Obrony Narodowej, który po wybuchu wojny wspierał materialnie i politycznie przez pewien czas akcję legionową Piłsudskiego i w ogóle kierunek polityczny NKN. Nie trwało to jednak długo, gdyż najsilniejsze organizacje polonijne w składzie KON, mianowicie Związek Narodowy Polski oraz Zjednoczenie Polskie Rzymsko-Katolickie, odmówiły popierania sił zbyt jawnie związanych z orientacją na państwa centralne i na domiar niewolne od wpływów „socjalizujących”.

4. Ignacy Paderewski

W październiku 1914 r. powstał Polski Centralny Komitet Ratunkowy, którego honorowym prezesem i najwyższym autorytetem moralno-politycznym stał się wkrótce Ignacy Paderewski. Wbrew swej nazwie PCKR był instytucją nie tylko filantropijną, lecz rozwijał także szeroką działalność polityczną. W praktyce sprowadzała się ona głównie do inicjatyw i wystąpień Ignacego Paderewskiego, którego wielka już wtedy popularność zarówno w środowisku Polonii amerykańskiej i polskich kołach politycznych zachodniej Europy, jak i szerokie kontakty z wielu wybitnymi osobistościami w Stanach Zjednoczonych i Europie otwierały mu drzwi do gabinetów czołowych polityków tych krajów.
Na terenie Europy zachodniej dużą rolę w popularyzowaniu spraw i dążeń polskich odgrywała Centralna Agencja Polska w Lozannie, powstała z końcem 1915 r. i wkrótce całkowicie opanowana politycznie przez polityków endeckich i do nich zbliżonych, jak — poza Romanem Dmowskim — Erazm Piltz, Marian Seyda, Maurycy Zamoyski i in. Zbierała ona i sporządzała różnego rodzaju materiały informacyjne i polityczne, dotyczące sprawy polskiej, rozsyłała je redakcjom gazet, starała się docierać z nimi do polityków zachodnioeuropejskich, organizowała spotkania polityków polskich, przebywających w krajach zachodniej Europy itp. W stolicach tych krajów miała swych przedstawicieli i emisariuszy, od których czerpała informacje i powierzała im określone zadania polityczne. Nie miała jednak w tej dziedzinie monopolu.
Nie zasypiali gruszek w popiele także rzecznicy koncepcji odmiennych. W tejże Szwajcarii, w Bernie, funkcjonowało związane z NKN Biuro Prasowe, prowadzone przez Karola Badera, a później Michała Rostworowskiego, czy stowarzyszenie „La Pologne et la guerre“, rozwijające dość szeroką działalność informacyjno-publicystyczną. Dużym autorytetem osobistym cieszył się w szwajcarskim środowisku polskim Gabriel Narutowicz, profesor politechniki w Zurychu, niezwykle aktywny był tam również wybitny historyk („chodząca encyklopedia“) Szymon Askenazy — obydwaj czynni w sienkiewiczowskim Komitecie Pomocy Ofiarom Wojny. W Paryżu wielką aktywnością odznaczał się lewicujący Komitet Wolnej Polski (zbliżony do orientacji aktywistycznej w kraju), którego duszą był dr Bolesław Motz (a uczestniczyła w nim m.in. Maria Skłodowska-Curie). W Londynie wielką aktywność rozwijał osobiście Roman Dmowski, a także daleki od niego politycznymi sympatiami August Zaleski. Nie zapominali politycy polscy o Włoszech, gdzie działali m.in. Konstanty Skirmunt i Maciej Loret.
Proklamowanie aktu 5 listopada pogłębiło polaryzację stanowisk w polskich kołach emigracyjnych na zachodzie. Z inicjatywy Centralnej Agencji Polskiej w Lozannie grono związanych z nią polityków, z Romanem Dmowskim na czele, ogłosiło tzw. deklarację lozańską, ostro krytykującą akt 5 listopada. Z protestem przeciwko niemu jako „nowemu podziałowi Polski“ wystąpił również Polski Centralny Komitet Ratunkowy z Paderewskim na czele. Przeciwko ogłoszeniu „deklaracji lozańskiej“ oponował zdecydowanie Sienkiewicz, który też odmówił swego pod nią podpisu. Zdaniem J. Pajewskiego przyczyn tej odmowy było kilka, wśród nich zwłaszcza troska o „zachowanie ściśle neutralnej, apolitycznej postawy, której wymagało od niego stanowisko prezesa Komitetu Pomocy Ofiarom Wojny. Niewątpliwie wyczuwał [Sienkiewicz] — pisze dalej J. Pajewski — również trafnie, że niezależnie od intencji niemieckich akt 5 listopada będzie miał dla sprawy polskiej znaczenie pozytywne“.
Natomiast z zadowoleniem powitał akt listopadowy Komitet Obrony Narodowej w Ameryce, jak również Komitet Wolnej Polski.
Z punktu widzenia położenia sprawy polskiej na arenie międzynarodowej akt 5 listopada miał pod pewnymi względami następstwa pozytywne. Padły w nim po raz pierwszy od dziesiątków lat zapowiedzi stworzenia niepodległej Polski — i to w sposób oficjalny, z ramienia rządów dwóch wielkich mocarstw. Niezależnie od rzeczywistych intencji autorów tego dokumentu, zmuszał on do zajęcia stanowiska w tej sprawie także i inne rządy — w szczególności trzecie mocarstwo zaborcze, Rosję i jej sojuszników.
O wysoce dwuznacznym i w gruncie rzeczy zdecydowanie niechętnym stanowisku rządu carskiego była już mowa wyżej. Jego sojusznicy — Francja i Wielka Brytania — zdawali sobie dobrze sprawę z drażliwości Rosji carskiej na punkcie sprawy polskiej i dlatego starannie unikali wszelkiej nie uzgodnionej z caratem wzmianki na temat Polski. Konsekwentnie przestrzegali zasady, że jest to sprawa wewnętrzna ich wielkiego i ważnego sojusznika. Stanowisko to nie uległo zasadniczej zmianie po akcie 5 listopada. Niemniej przyczynił się on do wzrostu zainteresowania opinii publicznej na Zachodzie sprawą polską. Dotyczy to zwłaszcza Francji, gdzie na ten temat coraz więcej pisywała prasa, a w Izbie Deputowanych premier Briand znalazł się pod silną presją części posłów, przede wszystkim socjalistów, domagających się odeń energicznego wystąpienia wobec rządu carskiego w sprawie niepodległości Polski. Zresztą niezależnie od tego rząd francuski obawiał się, żeby milczenie aliantów w tej kwestii nie ułatwiło państwom centralnym realizacji ich zamierzeń w Polsce, tzn. wystawienia armii polskiej i skierowania jej na front.
W Stanach Zjednoczonych odbywała się w 1916 r. kampania wyborcza, w której wyniku nowym prezydentem — w niemałej mierze dzięki głosom polskim — został Woodrow Wilson. Nieskrępowany zobowiązaniami sojuszniczymi wobec Rosji, tym łatwiej mógł podnieść sprawę polską na forum międzynarodowym. Coraz trudniej było rządowi carskiemu przechodzić nad nią do porządku dziennego. Tak zrodził się rozkaz cara Mikołaja II do armii i floty z 25 grudnia 1916 r., zapowiadający „stworzenie Polski wolnej, złożonej ze wszystkich trzech obecnie rozdzielonych części“. Oczywiście, ta „wolna Polska“ pozostawałaby — jak to miesiąc wcześniej wyjaśniał premier rządu carskiego, Aleksander Trepow — „w nierozdzielnej łączności z Rosją“. W świetle tych ograniczeń i zastrzeżeń o wiele większe znaczenie miało orędzie prezydenta Wilsona do Senatu Stanów Zjednoczonych z 22 stycznia 1917 r., w którym uznał on „za sprawę oczywistą“, że „mężowie stanu wszędzie są zgodni, iż powinna powstać zjednoczona, niepodległa i samoistna Polska“.
Orędzie Wilsona stanowiło ważny krok naprzód na drodze umiędzynarodowienia sprawy polskiej. Toteż wywołało ono w polskiej opinii publicznej szerokie echo, a nawet entuzjazm. Tylko w części był on uzasadniony. Jak to bowiem kanclerzowi Bethmann-Hollwegowi wyjaśnił nieco później ambasador amerykański w Berlinie, James Gerard, prezydent miał w orędziu na myśli Polskę w taki sposób „zjednoczoną“, jak to widział akt 5 listopada. Ale o tym opinia publiczna nie wiedziała, nie wiedział też Paderewski, który zwrot o Polsce „zjednoczonej“ Wilsonowi był podsunął.
W sposób bardzo nieśmiały i co gorsze wysoce dwuznaczny podejmował sprawę polską rząd francuski. Znalazło to odbicie w rozmowach i porozumieniach francusko-rosyjskich z końca 1916 i początku 1917 r. Dotyczyły one wzajemnego uznania celów wojennych i aspiracji terytorialnych obu państw po zwycięskiej wojnie. W zamian za poparcie Rosji dla francuskich rewindykacji terytorialnych w stosunku do Alzacji i Lotaryngii premier i minister spraw zagranicznych Francji, Briand, zapewnił rząd carski, iż Francja przyznaje mu swobodę w ustaleniu zachodnich granic Rosji. Była to innymi słowy zgoda nie tylko na utrzymanie w granicach carskiej Rosji Królestwa Polskiego, lecz także ewentualne zaokrąglenie zaboru rosyjskiego dalszymi ziemiami polskimi.
Realizacji tych zamierzeń przeszkodziły rewolucje rosyjskie. Abdykacja Mikołaja II i obalenie caratu przez rewolucję lutową w Rosji otworzyły drogę do władzy nowym siłom. społecznym i politycznym. Ich stosunek do sprawy polskiej kształtował się z gruntu odmiennie od stanowiska kolejnych, rządów carskich. Martwa na arenie międzynarodowej do schyłku 1916 r. kwestia niepodległości Polski, z rezerwą i dwuznacznie podejmowana przez rządy mocarstw w miesiącach zimowych 1916/17, weszła obecnie, po rewolucji lutowej, w nowy etap, rokujący realne nadzieje na jej rozwiązanie zgodne z autentycznymi aspiracjami narodu polskiego. Odezwa Piotrogrodzkiej Rady Delegatów Robotniczych z 27(14) marca 1917 r. stwierdzała uroczyście, że „demokracja w Rosji stoi na stanowisku uznania samookreślenia politycznego narodów i oznajmia, że Polska ma prawo do całkowitej niepodległości”. W trzy dni potem z deklaracją w sprawie Polski wystąpił także powstały w wyniku rewolucji rosyjski burżuazyjno-demokratyczny Rząd Tymczasowy księcia Lwowa. Deklaracja ta również uznawała prawo Polaków do posiadania niepodległego

5. Odezwa Piotrogrodzkiej Rady Delegatów Robotniczych i Żołnierskich
państwa polskiego, złożonego z ziem o większości polskiej. W przeciwieństwie jednak do odezwy robotników Piotrogrodu, obwarowywała to uznanie istotnymi zastrzeżeniami. I tak niepodległa Polska miałaby być złączona z Rosją „wolnym związkiem militarnym“, a zmiany terytorialne państwa rosyjskiego miały uzyskać „zgodę“ konstytuanty rosyjskiej. Ale i wówczas jeszcze mocarstwa zachodnie, mając na uwadze utrzymanie sojuszu z Rosją za wszelką cenę, nie ośmieliły się wyjść dalej niż niejasne deklaracje rosyjskiego Rządu Tymczasowego. Także przystąpienie do wojny po stronie Ententy w kwietniu 1917 r. Stanów Zjednoczonych początkowo niewiele pod tym względem zmieniło.
Wzrost aktywności politycznej społeczeństwa polskiego w 1917 r.

Tymczasem eksploatacja gospodarcza okupowanego Królestwa i jego ludności zaostrzała się z miesiąca na miesiąc, a w parze z tym rosły nastroje niezadowolenia i oporu przeciwko rządom okupantów. Usiłowali oni je złagodzić przez pewną liberalizację stosunków politycznych oraz zwiększenie swobód narodowych i kulturalnych dla Polaków na obszarach okupowanych. Dotyczyło to m.in. tworzenia organizacji oświatowo-kulturalnych polskich, organizacji zawodowych, a także partii politycznych. Pozwalano na publiczne manifestacje narodowo-polityczne, np. obchody rocznicowe ku czci uchwalenia Konstytucji 3 maja, wybuchu powstania listopadowego itp. Ze szkół zniknął oczywiście język rosyjski, wrócił język polski. Pobudziło to wydatnie aktywność społeczną na rzecz odbudowy szkolnictwa polskiego; czego owocem był m.in. znaczny wzrost liczby dzieci w szkołach elementarnych (w 1914 r. 34 na 1000 mieszkańców, w 1917 r. już 76). W listopadzie 1915 r. władze niemieckie wyraziły zgodę na otwarcie w Warszawie polskiego uniwersytetu i politechniki.
Ważną dźwignią aktywizacji politycznej społeczeństwa stały się przeprowadzone w drugiej połowie 1916 i pierwszej połowie 1917 r. wybory samorządowe do rad miejskich w Królestwie. Wyborcy, podzieleni na kilka kurii, nie mieli równego prawa wyborczego. Wskutek tego (a także niekompletności wyników) nie można na ich podstawie odtworzyć obrazu siły i wpływów poszczególnych partii politycznych w miastach. Można jednak na postawie wyników głosowania w kurii robotniczej (w której wszyscy mieli równe prawo wyborcze) zorientować się ogólnie, że w głównych ośrodkach przemysłowych Królestwa największe wpływy wśród robotników miał Narodowy Związek Robotniczy (10327 głosów) i PPS-Frakcja (9920), a w dalszej kolejności PPS-Lewica (6321), żydowski Bund (3801) i SDKPiL (3210). Niemniej i w tej kurii sporo głosów padło na listy stronnictw burżuazyjnych polskich i żydowskich (Narodowa Demokracja, Chrześcijańska Demokracja, folkiści i in.); należy jednak dodać, że do kurii tej należeli nie tylko robotnicy.
W grudniu 1916 r. władze okupacyjne wydały rozporządzenie o powołaniu do życia Tymczasowej Rady Stanu, mającej „współdziałać przy tworzeniu dalszych urządzeń państwowych” państwa polskiego utworzonego aktem 5 listopada. W skład Tymczasowej Rady Stanu wchodziło 25 członków mianowanych przez władze okupacyjne. Jej kompetencje były ograniczone do opiniowania spraw przez nie przedstawianych, wysuwania wniosków co do urządzenia stosunków wewnętrznych w Królestwie, współdziałania w zakresie tworzenia sił zbrojnych oraz podejmowania kroków regulujących życie gospodarcze. Wszystko to jednak musiało być zatwierdzone przez administrację

6. Manifestacja polska ku czci 125 rocznicy Konstytucji 3 maja w Warszawie w 1916 r.
okupacyjną. Powołanie do życia TRS zmierzało m.in. do zneutralizowania fatalnego wrażenia, jakie na społeczeństwie polskim wywarło wspomniane już zarządzenie z 9 listopada o rekrutacji ochotników polskich do wojska.

Ale ten nieśmiały krok naprzód na drodze „tworzenia dalszych urządzeń państwowych“ był zbyt połowiczny, aby mógł wywołać większe wrażenie w społeczeństwie polskim, a w szczególności odsunąć na dalszy plan jego troski aprowizacyjne i dolegliwości, powodowane rabunkową gospodarką okupantów. Innego rodzaju niepokój i niezadowolenie budziła ich polityka w sprawie utworzenia armii polskiej.
Już w drugiej połowie 1915 r. doszło do kilku mniejszych strajków robotników, przede wszystkim w Warszawie. W 1916 r. liczba tych wystąpień, przeważnie zresztą żywiołowych, znacznie wzrosła, obejmując swym zasięgiem poszczególne zakłady lub branże przemysłowe także w okręgu łódzkim i Zagłębiu Dąbrowskim. Wiosną 1917 r. sytuacja zaostrzyła się jeszcze bardziej. Obok strajków, ogarniających niekiedy już i większe zakłady przemysłowe (np. fabryki „Gerlach i Pulst“, „Parowóz“ w Warszawie, kopalnie w Zagłębiu Dąbrowskim) zdarzały się wypadki (w Warszawie, na Śląsku Cieszyńskim, w niektórych miejscowościach w Galicji) rozruchów głodowych. Szerzyła się wśród chłopów postawa biernego oporu przeciwko bezwzględnie ściąganym kontyngentom. Coraz częściej trzeba było posługiwać się w tych akcjach wojskiem, ponieważ niejednokrotnie chłopi stawiali opór także czynny.

Rozczarowania aktywistów

Rozczarowanie — także w kołach aktywistycznych — budził stosunek państw centralnych do sprawy utworzenia armii polskiej. Pogłębiały się rozdźwięki między Piłsudskim a szefem Departamentu Wojskowego NKN Sikorskim. Dostrzegając, że karta austriacka coraz mniej się liczy, Piłsudski i jego zwolennicy tym usilniej dążyli do większego usamodzielnienia się i uwolnienia spod kontroli NKN. Wobec bezskuteczności tych wysiłków Piłsudski zrezygnował w lipcu 1916 r. ze stanowiska komendanta I Brygady. Podniosło to jego autorytet w kołach lewicy niepodległościowej, choć nie oznaczało bynajmniej zerwania z orientacją aktywistyczną. Wydanie aktu 5 listopada zdawało się otwierać nowe możliwości przed aktywistami; w tym również na polu tworzenia polskiej „armii narodowej“. W skład Tymczasowej Rady Stanu — jako kierownik jej referatu wojskowego — wszedł także Józef Piłsudski. Jednak że prawdziwe zamiary Niemiec nie miały nic wspólnego ani z utworzeniem niepodległej Polski, ani też polskiej armii narodowej. „Mimo wyraźnej pod tym względem sytuacji — Piłsudski — jak stwierdza jego historyk-apologeta, Wacław Lipiński — od tej współpracy się nie uchyla. Podobnie jak Niemcy tylko własne interesy w tej grze z Polską mają na oku — również i Piłsudski pragnie dla interesów Polski grę tę wykorzystać“. Rychło jednak okazało się, że podjęcie kolejnej gry politycznej z wielokrotnie potężniejszym partnerem niemieckim — jeśli Piłsudski istotnie tak rozumował — było (podobnie jak w 1914 r. przy pomocy Polskiej Organizacji Narodowej) bądź błędem w kalkulacji politycznej, bądź odbiciem dążeń dalekich od „maksymalizmu”, przypisywanego Piłsudskiemu przez piłsudczykowską historiografię lat międzywojennych.
Po akcie 5 listopada władze austriackie przekazały Legiony do dyspozycji Tymczasowej Rady Stanu i władz niemieckich. Pod tą nową władzą miały się one stać podstawą Polskiej Siły Zbrojnej, tworzonej z inicjatywy Beselera. Odmawiał on jednak uporczywie wszelkich ustępstw wobec żądań TRS i Piłsudskiego, dotyczących m. in. oparcia organizacji Polnische Wehrmacht na kadrach całkowicie podporządkowanej Piłsudskiemu Polskiej Organizacji Wojskowej. Dowództwo polskiej „armii narodowej” miało spoczywać w rękach niemieckich, co miało być podkreślone odpowiednim tekstem przysięgi wojskowej żołnierzy tej armii. Również w innych dziedzinach swej działalności Tymczasowa Rada Stanu dotkliwie odczuwała swój marionetkowy charakter. Wszystko to wytwarzało kryzys polityczny w obozie aktywistycznym. Pogłębił go w sposób istotny wybuch rewolucji lutowej w Rosji. W świetle przemian, jakie tam zachodziły, i stosunku rewolucji rosyjskiej do sprawy polskiej parodia niepodległości Polski „po niemiecku” tym bardziej rzucała się w oczy i tym większe wywoływała wzburzenie.
Z chaosu i zamieszania politycznego, charakteryzującego postawy różnych ugrupowań obozu aktywistycznego w pierwszej połowie 1917 r., najwcześniej praktyczne wnioski polityczne wyciągnęła PPS oraz Piłsudski. W lutym 1917 r. zaczął się rozpadać Centralny Komitet Narodowy, m. in. wskutek faktycznego odsunięcia się odeń PPS. Na początku maja wycofała się ona oficjalnie z Tymczasowej Rady Stanu (choć jeszcze przez parę miesięcy jej przedstawiciel brał udział w pracach Rady).
Na początku lipca to samo zrobiło Polskie Stronnictwo Ludowe „Wyzwolenie” i Partia Niezawisłości Narodowej, a także Piłsudski. Równocześnie polecił on legionistom — zgodnie z powszechnie panującymi wśród nich nastrojami antyniemieckimi — aby odmówili złożenia przysięgi żołnierskiej, żądanej od nich przy włączeniu do Polskiej Siły Zbrojnej. Tak też się stało. W odpowiedzi na ten „kryzys przysięgowy” władze okupacyjne internowały ich (byli to głównie legioniści z I i III Brygady) w Szczypiornie i Benjaminowie. II Brygada, składająca się przeważnie z żołnierzy obywateli Austro-Węgier, złożyła nową przysięgę i wróciła pod komendę austriacką; brała udział w walkach 1917 i 1918 r. jako tzw. Polski Korpus Posiłkowy pod dowództwem gen. Zygmunta Zielińskiego, przy którym pozostali m.in. płk Józef Haller, ppłk Michał Żymierski, mjr Włodzimierz Zagórski. Wkrótce potem Niemcy zastosowali represje wobec Piłsudskiego: wraz z jednym ze swych najbliższych współpracowników, płk. Kazimierzem Sosnkowskim, został on 22 lipca 1917 r. aresztowany i internowany w twierdzy Magdeburg.
Z trudnej pod względem moralno-politycznym sytuacji, w jaką wmanewrował się Piłsudski przez współpracę z Tymczasową Radą Stanu i Niemcami w pracach organizacyjnych nad stworzeniem wysoce niepopularnej Polskiej Siły Zbrojnej, zdołał on raz jeszcze wyjść nie tylko obronną ręką, ale w gruncie rzeczy zyskać na autorytecie i popularności.
W raporcie politycznym austriackiego Generalnego Gubernatorstwa w Lublinie z 3 I lipca, 1917 r. o nastrojach politycznych w Królestwie podkreśla się najpierw, że początkowo „temu rewolucyjnemu prądowi w masach, który w rewolucji rosyjskiej znalazł silną pożywkę i bodźce, przywódcy polityczni lewicy [w Królestwie] nie potrafili przeciwstawić żadnych sukcesów politycznych [i] groziło im raczej, że stracą wszelki wpływ i znaczenie w masach. Odbyły się zebrania partii lewicowych, na których gwałtownie atakowano nawet Piłsudskiego za to, że uprawia on niezrozumiałą dla mas »politykę kompromisów« z władzami okupacyjnymi”. Ale po jego aresztowaniu nastroje te — stwierdza dalej raport — uległy zmianie. W wielu miastach okupacji austriackiej doszło do „poważnych manifestacji ulicznych [...] zaaranżowanych przez elementy lewicowe”. W rezultacie „autorytet Piłsudskiego po aresztowaniu poważnie wzrósł” i „można prawie na pewno stwierdzić, że dopiero teraz będzie Piłsudski wynoszony jako narodowy bohater i męczennik”. W ten sposób sami Niemcy najlepiej przyczynili się do zatarcia w pamięci publicznej nie tylko jego kilkuletniej współpracy z władzami niemieckimi i austriackimi, lecz także faktu, że jego program niepodległościowy nie wychodził w tych latach poza ramy rozwiązania kwestii polskiej w duchu koncepcji austro-polskiej czy niemiecko-polskiej.

W szeregach PPS i PSL „Wyzwolenie”. Plany „konsolidacyjne”

W rzeczywistości jednak — jak to podkreśla też wspomniany wyżej raport i inne świadectwa — kolejny manewr polityczny Piłsudskiego, tak ważny dla odnowy jego legendy, wiązał się ze zjawiskami znacznie głębszej natury, a w szczególności z ogólnie szybkim wzrostem fermentów społecznych i nastrojów antyokupacyjnych ludności, wydatnie spotęgowanych i przyśpieszonych przez lutową rewolucję rosyjską. Ich dalszą konsekwencją były wspomniane już zjawiska kryzysowe w Tymczasowej Radzie Stanu i w partiach politycznych — tak z orientacji aktywistycznej, jak i pasywistycznej. Nawet Koło Sejmowe (Koło Polskie w Wiedniu i sejm galicyjski) uchwaliło w maju 1917 r. rezolucje, głoszące dążenie narodu polskiego do odzyskania „zjednoczonej, niepodległej Polski, z dostępem do morza“.
Znacznie silniej uwydatniła się ta ewolucja w partiach lewicowych, które stosunkowo najlepiej znały prawdziwe nastroje wśród robotników, chłopów i demokratycznej inteligencji.
Jeśli chodzi np. o robotników warszawskich, to sprawozdanie OKR PPS w Warszawie z pierwszej połowy 1917 r. charakteryzowało ich nastroje następująco: „Linia polityczna ogólnonarodowa, której hołdował cały obóz aktywistyczny, a więc i nasza partia, linia polityki środkowoeuropejskiej [tj. zorientowanej na państwa centralne — H.Z.], w umysłach robotniczych dawno zbankrutowała. Egzekutywa okręgu urządziła kilka większych masówek w fabrykach, wszędzie tam mówcy nasi spotykali się z protestami przeciwko naszemu programowi politycznemu. Rewolucja rosyjska dokonała wreszcie tego dzieła: ugruntowała już zupełnie niechęć do naszego dotychczasowego stanowiska“. Na XIII Zjeździe PPS w Piotrkowie (czerwiec 1917) przyjęto uchwały ostro krytykujące politykę okupantów oraz odrzucające sojusze z partiami prawicowymi. Przede wszystkim jednak Zjazd uchwalił program walki o całkowitą niepodległość Polski, obejmującej wszystkie ziemie polskie, a więc i ziemie zaboru pruskiego (choć uchwały Zjazdu nie wymieniały ich expressis verbis). Oznaczało to zerwanie z aktywizmem. Znacznie wolniej i ostrożniej szła w tym kierunku polityka PPSD Galicji i Śląska Cieszyńskiego pod przewodem Daszyńskiego, który ciągle jeszcze nie mógł wyzwolić się spod wpływu projektów austro-pruskiego rozwiązania kwestii polskiej.
Podobna ewolucja polityczna widoczna była też w postawie innych stronnictw lewicy niepodległościowej, zwłaszcza PSL „Wyzwolenie“. Rada Naczelna tego stronnictwa wysunęła na swym zebraniu na początku lipca 1917 r. w Warszawie postulaty niepodległego państwa polskiego, składającego się z wszystkich ziem polskich, z dostępem do morza, o charakterze demokratyczno-republikańskim, którego najwyższą władzą byłby sejm, wybrany w sposób „najbardziej demokratyczny“. Także w PSL „Piast“ w Galicji pogłębiał się krytyczny stosunek do mocarstw centralnych i aktywizmu.
W parze z tymi przemianami szły próby skonsolidowania nowych porozumień i konstelacji politycznych na mniej lub bardziej zmodyfikowanych podstawach. Wobec rozpadnięcia się wspomnianego wyżej Centralnego Komitetu Narodowego, stronnictwa lewicy niepodległościowej z PPS i PSL „Wyzwolenie“ postanowiły zharmonizować swe poczynania w ramach nowego porozumienia pod nazwą Komisji Porozumiewawczej Stronnictw Demokratycznych. Znacznie dalej szły plany konsolidacyjne Piłsudskiego. Zamierzał on doprowadzić do pewnej koordynacji działań lewicy z siłami prawicowymi zarówno w obozie aktywizmu, jak i w łonie orientacji proalianckiej, tj. przede wszystkim z Międzypartyjnym Kołem Politycznym. Celowi temu miały służyć wąskie porozumienia typu mafijnego, których zadaniem byłoby ustalenie uzgodnionej linii postępowania w gronie czołowych przywódców poszczególnych grup i partii politycznych. Jedno z tych porozumień, tzw. Konwent Organizacji A, grupowałoby przywódców partii lewicowych, drugie — Konwent Organizacji B — przywódców partii prawicowych.
W praktyce udało się zrealizować jedynie — już po aresztowaniu Piłsudskiego — koncepcję Konwentu Organizacji A pod przewodnictwem jednego z najbardziej zaufanych współpracowników Piłsudskiego i działacza PPSD, Jędrzeja Moraczewskiego; pomysł z Konwentem Organizacji B spalił na panewce, gdyż różnice poglądów i ambicji okazały się zbyt duże.
Również z inicjatywy sił prawicowych podejmowano próby konsolidacyjne, skierowane ku partiom centrowym i lewicowym. Ich głównym promotorem była Liga Narodowa (organizacja o charakterze mafijnym). Próby te zakończyły się tylko częściowym powodzeniem, m. in. wciągnięto do Ligi Wincentego Witosa i Włodzimierza Tetmajera z PSL „Piast“, co niewątpliwie przyczyniło się do przejścia tego stronnictwa na pozycje proalianckie i przybliżyło PSL do Narodowej Demokracji.

Ożywienie polityczne także w zaborze pruskim

Tętno życia politycznego w zaborze pruskim po rewolucji lutowej także uległo przyśpieszeniu, ale nadal pozostawało znacznie wolniejsze niż w Królestwie i Galicji. W niemałej mierze był to skutek ciągle jeszcze — mimo endeckiej większości w Kole Polskim w Berlinie — dużego wpływu na opinię publiczną kół klerykalnych i ugodowych. Wprawdzie w wystąpieniach posłów endeckich w Berlinie pojawiły się niejednokrotnie akcenty protestu przeciwko niezmiennie antypolskiej polityce rządu pruskiego, ale mimo to posłowie ci równie niezmiennie aż do roku 1918 głosowali za kredytami wojennymi, zgodnie z życzeniami rządu. Wielką, choć krótkotrwałą karierę polityczną, robił „król prasy polskiej“ na Śląsku — Adam Napieralski. Przeszedłszy całkowicie na stronę ugody i współpracy z rządem niemieckim, cieszył się jego poparciem (politycznym, wykorzystując je do rozwijania swego prasowego koncernu, teraz również na terenie okupowanego Królestwa (gdzie m. in. założył nową gazetę „Godzina Polski“, pierwszą w Polsce „gadzinówkę“).
Zapowiedź jakichś nowych inicjatyw stanowiło powstanie jesienią 1916 r. tajnego Komitetu Międzypartyjnego, w którym dominowali politycy narodowodemokratyczni, stawiającego sobie za cel organizowanie i kierowanie pracą polityczną w zaborze pruskim oraz utrzymywanie kontaktów z innymi zaborami i emigracją. Tu i ówdzie powstawały tajne organizacje niepodległościowe młodzieży. Do ożywienia dążeń niepodległościowych przyczyniły się manifestacje i obchody, związane z narodowymi rocznicami historycznymi, jak np. konstytucji majowej. Okazją do licznych manifestacji patriotycznych stała się śmierć Henryka Sienkiewicza (1916), a zwłaszcza 100 rocznica śmierci Tadeusza Kościuszki (1917).

Pogarszająca się sytuacja gospodarcza i aprowizacyjna w połączeniu z coraz cięższymi stratami ludzkimi na frontach, dotykającymi tragicznie i wiele rodzin polskich, wzmagała nastroje antywojenne. Szczególnie silnie dały one o sobie znać na Górnym Śląsku, a także w niektórych miastach przemysłowych Pomorza (zwłaszcza w Gdańsku). Fala gwałtownych strajków na Górnym Śląsku nasiliła się bardzo już latem 1917 r., by w 1918 r. przybrać jeszcze większe rozmiary. Dominowały w nich akcenty klasowe i antywojenne, ale pojawiały się też postulaty narodowe.
W kręgu Rady Regencyjnej. Komitet Narodowy Polski w Paryżu

Koła konserwatywne i wielkoobszarnicze w Królestwie, orientujące się dotychczas w dużej mierze na Rosję carską przeciwko państwom centralnym, zaczęły wykazywać w tym czasie coraz większe skłonności do współpracy z okupantami. W znacznym stopniu odnosiło się to również do Narodowej Demokracji i środowisk jej bliskich.
W sprawozdaniu z końca marca 1917 r. dla austro-węgierskiego c. i k. ministra spraw zagranicznych, hr. O. Czernina, podkreślano silnie odmienność, a nawet przeciwstawność ewolucji postaw politycznych pod wpływem rewolucji lutowej w kołach lewicowych i „mieszczańskich“ w Królestwie Polskim. Jak czytamy w tym sprawozdaniu, „nie obeszło się bez tego, żeby rewolucja rosyjska nie wywarła głębokiego wrażenia także na partiach mieszczańskich, choć w całkiem przeciwstawnym sensie [niż w kołach lewicowych — H. Z.]. Pozostają one — czytamy dalej — pod silnym wrażeniem występujących obecnie tendencji komunistycznych i obawiają się złych następstw tych tendencji dla polskich właścicieli ziemskich w Rosji i dlatego chciałby znaleźć ochronę u państw centralnych“. W tej sytuacji nie było przypadkiem, że gdy jesienią 1917 r. powołały one do życia namiastkę władzy monarszej w postaci trzyosobowej Rady Regencyjnej, w skład jej weszli arcybiskup warszawski Aleksander Kakowski, książę Zdzisław Lubomirski i wielki obszarnik Józef Ostrowski — wszyscy do niedawna związani mniej lub więcej wyraźnie z pasywizmem.
Pogłębiający się w obozie aktywistycznym kryzys polityczny, szczególnie w lewicowych odłamach tego obozu, ujawnił się z dużą ostrością w sierpniu 1917 r. Nawet Tymczasowa Rada Stanu, nie mogąc doczekać się odpowiedzi na swe postulaty, po przekazaniu oddziałów legionowych na powrót w skład armii austro-węgierskiej podała się do dymisji.
Był to jednak przejaw kryzysu nie tylko w łonie aktywizmu polskiego, lecz także w polistopadowej polityce niemieckiej w kwestii polskiej. Pogarszające się położenie wojenno-polityczne mocarstw centralnych, a przede wszystkim umiędzynarodowienie sprawy polskiej po deklaracji prezydenta Wilsona ze stycznia 1917 r. i w wyniku rewolucji lutowej, zmuszało je do uściślenia swego stanowiska. We wrześniu 1917 r. generał-gubernatorzy niemiecki i austriacki ogłosili patenty o „najwyższej władzy państwowej Królestwa Polskiego“, zapowiadające m.in. utworzenie wspomnianej już Rady Regencyjnej (mającej być „wprowadzoną w urzędowanie przez monarchów mocarstw okupacyjnych“) oraz Rady Stanu, czyli czegoś w rodzaju parlamentu. Ważniejsze, że w tymże czasie okupanci postanowili wreszcie przekazać w ręce polskie sądownictwo i szkolnictwo, które w ten sposób po blisko półwieczu rusyfikacji stało się w Królestwie całkowicie polskie. Niezależnie od tego można było obecnie przystąpić do szkolenia kadr administracji państwowej, organizowania i opracowania jej struktur, do prac nad aktami prawnymi, normującymi różne dziedziny życia publicznego itp. Niektóre z tych poczynań, jak np. wypracowanie organizacji, struktury i kompetencji ogniw władzy rządowej, ustroju szkolnictwa i sądownictwa, stały się zalążkiem systemu i aparatu administracji w niepodległej już Polsce. Również opracowane przez komisje Tymczasowej Rady Stanu i ministerstwa w rządach Rady Regencyjnej projekty niektórych przedsięwzięć gospodarczych (np. dotyczących scalenia gruntów rolnych, melioracji, służebności itp.) stały się pożytecznym punktem wyjścia późniejszych działań po odzyskaniu niepodległości.
Wszystko to działo się już w cieniu bezpośredniego zagrożenia klas posiadających przez „bolszewicką anarchię”. Tylko siła niemiecka mogła to zagrożenie odwrócić. To jednak wymagało wspomnianej reorientacji w obozie pasywistycznym, czego znamiennym przejawem był m. in. skład Rady Regencyjnej. Natomiast czołowi przywódcy polityczni orientacji prorosyjskiej i proalianckiej z zespołu KNP, działający bądź w Rosji, bądź już w krajach zachodnich (głównie w Szwajcarii), zaczęli po upadku caratu tym usilniej zabiegać o pozyskanie dla sprawy polskiej rządów mocarstw zachodnich. Zadanie mieli obecnie o tyle ułatwione, że po upadku caratu i po proklamacji Rządu Tymczasowego ks. Lwowa z 30 marca 1917 r., rządy Francji i Anglii nie były już tak skrępowane w sprawie polskiej, jak za czasów caratu. Po Rewolucji Październikowej skrępowanie to było jeszcze słabsze.
W czerwcu 1917 r. rząd francuski podjął decyzję stworzenia u boku armii francuskiej autonomicznej armii polskiej. W sierpniu tegoż roku powstał w Szwajcarii Komitet Narodowy Polski, będący w pewnym sensie kontynuacją polityczną KNP, powstałego jeszcze w 1914 r. w Warszawie. W miesiąc później został on uznany za „oficjalną organizację polską” przez rząd francuski, a nieco później także przez rządy Anglii i Włoch. Wkrótce też przeniósł swą siedzibę do Paryża, gdzie pozostawał do końca swego istnienia, tj. do 1919 r.
Były to kroki o tyle połowiczne, że podejmując je rząd francuski ciągle powoływał się na marcową proklamację rosyjskiego Rządu Tymczasowego, co oczywiście poważnie ograniczało ich polityczny sens i dalszy bieg rozwoju sprawy polskiej uzależniało niejako od aprobaty rządu rosyjskiego.

Rewolucja Październikowa i jej następstwa. Polacy w Rosji

Tymczasem jednak wybuchła w Rosji nowa rewolucja — Rewolucja Październikowa, która położyła definitywnie kres nie tylko caratowi, ale i wszelkiej innej „białej” Rosji.
Rewolucja Październikowa, otwierając nowy rozdział w dziejach ludzkości w ogóle, szczególne i bezpośrednie znaczenie miała dla krajów środkowej Europy, a zwłaszcza krajów i narodów ujarzmionych przez carat. Olbrzymie znaczenie dla dalszego biegu wojny miał rosyjski przykład wyjścia z wojny przez rewolucję. Jednocześnie w dekrecie o pokoju z 8 listopada 1917 r. rewolucyjna Rosja Lenina proponowała światu zasady, na których miałyby się oprzeć stosunki w powojennym, pokojowym świecie. Miał to być „pokój bez aneksji i kontrybucji” — a więc z przywróceniem wolności narodom ujarzmionym i bez narzucania komukolwiek rujnujących ciężarów ekonomicznych. W innym podstawowym dokumencie Rewolucji Październikowej, w Deklaracji praw narodów Rosji z 16 listopada 1917 r., proklamowano uroczyście „prawo narodów Rosji do swobodnego samookreślenia aż do oderwania się i utworzenia samodzielnego państwa”. Miało to dla Polski szczególne znaczenie. Rewolucyjna Rosja traktowała te hasła i zasady jako jedynie odpowiadające interesom klas i narodów uciskanych. Dowiodła tego w praktyce nie tylko przez rozdział ziemi między chłopów i inne podobne kroki rewolucyjne w kraju, lecz także na arenie międzynarodowej.
Natychmiast po rewolucji Rosja wycofała się z wojny i wszczęła w Brześciu nad Bugiem rokowania o pokój z państwami centralnymi (listopad 1917 — marzec 1918). Domagała się w nich m. in. maksymalnego zagwarantowania praw narodu polskiego — we wszystkich zaborach i okupacjach — do swobodnego wypowiedzenia się o swoim losie. Jednakże Rosja zrewolucjonizowana i wyczerpana wojną była wtedy zbyt słaba, by żądania te móc przeforsować. Co więcej, sama musiała podpisać bardzo niekorzystny dla siebie traktat pokojowy, na mocy którego Niemcy i Austro-Węgry m. in. okupowały Ukrainę i znaczną część Białorusi. Natomiast nie można było zlekceważyć ogromnej siły agitacyjnej i wpływu, jaki hasła i dążenia rewolucyjnej Rosji wywierały we wszystkich krajach, które walczyły, jak Polska, od pokoleń o odzyskanie swej wolności i niepodległości.
Musiały się z tym liczyć największe mocarstwa, zwłaszcza że hasła te — odpowiednio zastosowane i realizowane — mogły przyczynić się poważnie do rozsadzenia od wewnątrz państw centralnych z ich skomplikowaną wielonarodowościową strukturą. Były to momenty, które wpłynęły w pewnej mierze na ogłoszenie również na zachodzie programu, przyświecającego państwom Ententy w ich walce. Sformułował go najpełniej prezydent Wilson w swoim orędziu z 8 stycznia 1918 r. składającym się z 14 punktów (stąd także zwanym w skrócie „14 punktów Wilsona”). W punkcie 13 m. in. opowiadał się za utworzeniem niepodległego państwa polskiego, „które winno obejmować ziemie zamieszkałe przez bezspornie polską ludność, mieć zapewniony wolny i bezpieczny dostęp do morza”.
W zestawieniu z dotychczasową milczącą ostrożnością Ententy w sprawie polskiej był to niewątpliwie ogromny postęp.
Niedaleka przyszłość miała jednak pokazać, że i te sformułowania były wysoce wieloznaczne, co też w czasie konferencji pokojowej odbiło się nader ujemnie na rewindykacjach polskich.

Dalszym krokiem naprzód na drodze przywrócenia niepodległości Polsce w płaszczyźnie stosunków międzynarodowych była deklaracja premierów Francji, Wielkiej Brytanii i Włoch z 3 czerwca 1918 r., w której oświadczyli oni, iż „utworzenie Polski zjednoczonej i niepodległej, z dostępem do morza, stanowi jeden z warunków pokoju trwałego i sprawiedliwego oraz przywrócenia panowania prawa w Europie”.
7. Prezydent Wilson ogłasza w styczniu 1918 r. w Kongresie Stanów Zjednoczonych deklarację „14 punktów”

Do spopularyzowania w krajach zachodnich dążeń niepodległościowych i rewindykacji terytorialnych Polski przyczyniała się — jak już o tym była mowa — działalność informacyjno-propagandowa oraz dyplomatyczna Komitetu Narodowego Polskiego w Paryżu. Przypomnijmy też, że przedstawiciele Komitetu, zwłaszcza Dmowski i Paderewski, docierali do rządów i czołowych przywódców mocarstw zachodnich (m. in. do prezydenta Wilsona), informując ich osobiście o postulatach polskich. Zostały one sformułowane również na piśmie w postaci szeregu memoriałów i innych dokumentów (m. in. w obszernym memoriale Dmowskiego z lipca 1917 r. pt. Zagadnienia środkowo- i wschodnio-europejskie), przekazywanych następnie zainteresowanym politykom i dyplomatom Ententy.
Dodajmy od razu, że kontakty te przynosiły nieraz dotkliwe rozczarowania co do rzeczywistego stosunku tych rządów wobec spraw polskich. Ale i te rozczarowania stanowiły swoiście ważny materiał w celu lepszego przygotowania się do zbliżającej się konferencji pokojowej.
Tymczasem wojna ciągle jeszcze trwała, choć po nadejściu wojsk amerykańskich szala zwycięstwa jeszcze wyraźniej przechyliła się na stronę aliantów. Nie przyniosła Niemcom sukcesów wojskowych bezwzględna wojna podwodna, przeciwnie — miała dla nich jak najgorsze następstwa polityczne i moralne w opinii światowej. Jedynie na wschodzie Niemcy zanotowały pewne sukcesy. Mogły tu narzucić młodej i bardzo jeszcze nieokrzepłej władzy radzieckiej warunki najbardziej uciążliwe, gdyż była ona całkowicie zajęta umacnianiem swych pozycji i zaciętą walką ze swymi wewnętrznymi wrogami, popieranymi zresztą zarówno przez państwa centralne, jak i przez zachodnie.
Wśród interwentów antyradzieckich były i korpusy polskie, organizowane przez polskich generałów z armii carskiej spośród służących w niej żołnierzy i oficerów Polaków. Ogólna koordynacja tej akcji znajdowała się w rękach powstałego w czerwcu 1917 r. w Piotrogrodzie Naczelnego Polskiego Komitetu Wojskowego (tzw. Naczpolu), którego prezesem był Władysław Raczkiewicz. Tworzenie się oddziałów polskich umożliwił postępujący szybko rozkład armii rosyjskiej. Oddziały te — jak to głosiły ich dowództwa i Naczpol — miały za zadanie obronę ludności polskiej, nie mieszając się przy tym do wewnętrznych spraw Rosji. W rzeczywistości były to najczęściej jednostki, które niejednokrotnie wspomagały rosyjskie siły kontrrewolucyjne.
Dotyczyło to w szczególności I Korpusu Polskiego, który zaczął się organizować w połowie 1917 r. na terenie Białorusi. Spośród trzech polskich korpusów (dwa pozostałe powstały nieco później na Ukrainie i w Besarabii) był to korpus najsilniejszy, liczący ponad 20 tys. oficerów i żołnierzy. Na czele korpusu stał gen. Józef Dowbór-Muśnicki. W styczniu i lutym 1918 r. korpus prowadził niemal regularne walki z oddziałami radzieckimi. Gdy Niemcy zaczęli się w tym czasie posuwać w głąb terytorium radzieckiego, korpus, na podstawie specjalnej umowy między Dowbór-Muśnickim a władzami wojskowymi niemieckimi, zamienił się w swego rodzaju wojsko pomocnicze armii niemieckiej. Nie przeszkodziło to Niemcom rozbroić je w maju 1918 r., gdy wykonało ono już swoje zadania na rzecz Niemców. Mimo wszystko obawiali się oni tolerować większą polską jednostkę zbrojną, o silnych nastrojach antyniemieckich, przede wszystkim ze względów politycznych. W rezultacie izolowany zupełnie, w otoczeniu wrogiej mu ludności białoruskiej, rozpadający się pod wpływem docierającej doń rewolucyjnej agitacji, korpus ten bez walki skapitulował przed Niemcami i przestał istnieć (maj 1918).
Podobny los spotkał pozostałe korpusy polskie na Ukrainie, gdzie zajmowały się one głównie ochroną polskich majątków ziemskich przed niebezpieczeństwem ze strony chłopów. Jedynie II Korpus, dowodzony wówczas przez gen. J. Hallera, przeciwstawił się zbrojnie pod Kaniowem (maj 1918) Niemcom. jednakże wobec przewagi niemieckiej został również rozbrojony. Generał Haller zdołał przedostać się na północ, do Murmańska, a stamtąd do Francji, gdzie — opromieniony chwałą walki z Niemcami — został z ramienia KNP powołany na stanowisko naczelnego wodza tworzonej we Francji armii polskiej.
Ale były w Rosji i takie siły polskie, które udzielały pełnego poparcia rewolucji. Rekrutowały się one także głównie z przebywających w Rosji Polaków, byłych żołnierzy armii carskiej oraz spośród robotników polskich, ewakuowanych w czasie wojny do Rosji. Organizatorami tego poparcia polskich robotników i żołnierzy były komitety SDKPiL i PPS-Lewicy, działające w skupiskach polskich w Rosji. Reprezentację tych sił stanowił powołany przez rząd radziecki Komisariat do Spraw Polskich, na którego czele stanął jeden z czołowych przywódców SDKPiL — Julian Leński-Leszczyński. Wielu Polaków wzięło udział w walce zbrojnej przeciwko oddziałom kontrrewolucyjnym bądź bezpośrednio w szeregach Armii Czerwonej, bądź też w oddziałach polskich w jej skład wchodzących. Niektórzy polscy działacze rewolucyjni odegrali poważną rolę organizatorów władzy radzieckiej na różnych szczeblach — w tym i najwyższych, jak Feliks Dzierżyński przewodniczący Wszechrosyjskiej Komisji Nadzwyczajnej do Walki z Kontrrewolucją (tzw. Czeki).

8. Julian Marchlewski w gronie słuchaczy Szkoły Czerwonych Komunardów
Chełmszczyzna odstąpiona za zboże nacjonalistom ukraińskim

W warunkach pogarszającej się szybko sytuacji wojskowej, gospodarczej i politycznej państw centralnych również pozycja Rady Regencyjnej i powoływanych przez nią rządów w Królestwie stawała się coraz trudniejsza. Autorytet ich w oczach społeczeństwa polskiego był zawsze znikomy i malał z dnia na dzień. Zresztą same mocarstwa centralne zadały mu ciężki cios polityczny, gdy w toku rokowań o pokój z Rosją Radziecką w Brześciu zawarły w lutym 1918 r. tajne porozumienie z na wpół zbankrutowanym już, nacjonalistycznym rządem Ukraińskiej Republiki Ludowej, któremu w zamian za dostawy zboża odstąpiły część Królestwa, mianowicie gubernię chełmską. Wywołało to w Polsce powszechne oburzenie nie tylko na państwa centralne, protektorów „niepodległej” Polski, ale i na działającą z ich ramienia Radę Regencyjną.
Jeszcze przed zakończeniem rokowań brzeskich sytuacja w kraju uległa dalszemu zaostrzeniu na skutek coraz bezwzględniejszej eksploatacji okupowanego kraju, mnożących się rekwizycji, bezrobocia, a nawet głodu. Potwierdził to m. in. powszechny strajk robotników Warszawy w styczniu 1918 r., a w ślad za nim podobne strajki we wszystkich większych skupiskach Królestwa. Choć nie wszędzie strajki te przybrały charakter strajków powszechnych, to jednak zamanifestowały w niespotykanej dotąd skali i masowości siłę nastrojów antywojennych, antyokupacyjnych, niepodległościowych, ogarniających klasę robotniczą Polski.
Na ten zapalny grunt padły niby iskry wiadomości o przetargach brzeskich i „odstąpieniu” przez państwa centralne ziem polskich marionetkowemu rządowi ukraińskiemu. Ruch masowego protestu ogarnął Królestwo, całą Galicję i Śląsk Cieszyński. Przybierał postacie różnorodne — poczynając od nowych wielkich strajków, poprzez masowe wiece, pochody, bojkot władz okupacyjnych, zamykanie sklepów itp., a kończąc na sabotowaniu komunikacji kolejowej i krwawych starciach z policją i wojskiem okupacyjnym. Zaostrzały się też poważnie stosunki polsko-ukraińskie w Galicji Wschodniej. Wrzenie ogarnęło w znacznym stopniu wieś. Zebrania protestacyjne odbywały się także w Wielkopolsce, gdzie ponadto zaczął się rozwijać w przyśpieszonym tempie tajny ruch, którego celem było przygotowanie wystąpienia zbrojnego. Skupiał on Polaków powstałej w lutym 1918 r. Polskiej Organizacji Wojskowej, do której napływali głównie harcerze, członkowie „Sokoła”, Polacy z armii niemieckiej. Z pewnym niepokojem patrzył na to powstały w lipcu 1918 r. z inicjatywy polityków endeckich Centralny Komitet Obywatelski nastawiający się na pokojowe przejęcie władzy. Przystąpiono do tworzenia tzw. Straży Obywatelskiej, której zadaniem miała być jednak nie walka zbrojna o niepodległość, ale zabezpieczenie istniejącego porządku.

Państwa centralne u kresu sił

W tym samym czasie Niemcy i Austro-Węgry przechodziły ciężkie wstrząsy wewnętrzne i niepowodzenia na frontach wojny. W masach ludowych tych krajów narastały fermenty i protesty przeciwko przedłużającej się wojnie, niedostatkom i głodowi. Mimo stosowania drakońskich środków mnożyły się strajki i inne akcje protestacyjne. Wielką rolę w ich organizowaniu odgrywał, powstały jeszcze w 1916 r., „Związek Spartakusa”, a w szczególności czołowy rzecznik walki z wojną i militaryzmem — Karol Liebknecht. Ruch strajkowy w Niemczech przybrał poważne rozmiary już w 1917 r., aby zaostrzyć się znacznie w 1918 r. Olbrzymi strajk w styczniu 1918 r. miał charakter wyraźnie polityczny (był w dużej mierze skierowany przeciwko pokojowi brzeskiemu) i antywojenny. Z różnym nasileniem ruch strajkowy trwał przez cały rok 1918. Także w wojsku dawały się zauważyć objawy znużenia i niechęci do walki, zwłaszcza na froncie wschodnim, gdzie dochodziło do bratania się żołnierzy niemieckich i austriackich z rosyjskimi. Rozpaczliwe ofensywy niemieckie w marcu i sierpniu 1918 r. załamały się po ciężkich stratach.
Wydarzenia na frontach przyśpieszyły bieg wydarzeń politycznych. 29 września 1918 r. Bułgaria, ogarnięta już rewolucyjnymi niepokojami, jako pierwsza wśród państw centralnych zawarła odrębny rozejm z państwami Ententy. Tego samego dnia niemieckie dowództwo wojskowe zwróciło się do Wilhelma II z żądaniem natychmiastowego podjęcia rokowań pokojowych. Nowo utworzony niemiecki „rząd ludowy” (z udziałem socjaldemokratów) i nowy kanclerz Rzeszy, ks. Max von Baden, skierowali 5 października prośbę o rozejm do prezydenta Wilsona. 30 października rozejm podpisała Turcja, a 3 listopada Austro-Węgry. 11 listopada 1918 r. delegacja niemiecka pod przewodnictwem min. Erzbergera udała się do Compiègne w północno-wschodniej Francji i podpisała tam rozejm, podyktowany przez naczelnego wodza wojsk Ententy, marszałka Focha.

W społeczeństwie polskim u progu niepodległości

Ostatnie tygodnie wojny na ziemiach polskich stały pod znakiem prób i wysiłków, podejmowanych przez siły polityczne różnych kierunków, zmierzających do przejęcia władzy w Polsce, która — w to nikt nie wątpił — już niedługo stać się miała rzeczywiście niepodległa i zjednoczona ze wszystkich trzech zaborów, nie wyłączając pruskiego. Z całą niezbędną jasnością zakomunikował to rządowi i parlamentowi Rzeszy niemieckiej w Berlinie poseł Wojciech Korfanty w swym wystąpieniu w Reichstagu 25 października 1918 r. Polacy domagają się — mówił — „zjednoczonej z wszystkich trzech zaborów Polski z bezpiecznym przystępem do morza, tzn. z wybrzeżem polskim, zamieszkałym przez bezspornie polską ludność”. „Żądamy — mówił dalej — polskich powiatów Górnego i Średniego Śląska, Poznańskiego, Prus Zachodnich i polskich powiatów Prus Wschodnich”.
Tymczasem jednak w Warszawie i Królestwie najbardziej palący był — w oczach działaczy i przywódców politycznych — problem zarysowującej się po odejściu okupantów „próżni politycznej”, problem władzy „leżącej na ulicy”.
Naród polski domagał się pełnej niepodległości — przede wszystkim wypędzenia okupantów — ale oczekiwał także większej sprawiedliwości społecznej, a więc daleko idących przemian społecznych. W jednym z raportów rządu Rady Regencyjnej z początków października 1918 r. charakteryzowano nastroje w społeczeństwie jako „przede wszystkim nienawiści do Niemców”, a wśród chłopstwa ponadto „największej pożądliwości na grunta skarbowe, donacyjne i folwarczne”. Zaspokojenie tej „pożądliwości” miałaby przynieść „rewolucja”, rozumiana zresztą najczęściej w sposób bardzo mglisty i oznaczająca — jak zauważał wspomniany raport — „wszystko: wyzbycie się znienawidzonych rządów okupacyjnych i zabezpieczenie wolnego rozwoju sprawy polskiej w myśl aspiracji maksymalnych i utrwalenie demokratycznych podwalin ustroju państwowego i natychmiastowe ustanie rekwizycji, wprowadzenie wolnego obrotu artykułami żywności, usunięcie spekulacji, zaopatrzenie miast w przedmioty koniecznej potrzeby i podniesienie zarobków i obdzielenie ziemią małorolnych i bezrolnych — cokolwiek jeszcze zamarzyć zdoła wyrobnik lub włościanin, nie wyrosły z nieszczęsnej atmosfery czasów pańszczyźnianych”. Niezależnie od tego, czy i jak rozumiały masy ludowe słowo „rewolucja” — faktem jest, że ze stanem dotychczasowym pogodzić się nie chciały.
W ostatnich tygodniach wojny, gdy władza okupantów praktycznie przestawała już funkcjonować, jedyny względnie zorganizowany aparat władzy znajdował się w rękach Rady Regencyjnej i jej rządu, któremu podlegała m. in. niewielka (ok. 5 tys. ludzi) Polska Siła Zbrojna. Jednakże marionetkowy charakter Rady Regencyjnej i jej społecznie konserwatywne oblicze pozbawiały ją szans na skuteczne działanie, zwłaszcza w czasach tak trudnych i przełomowych, jak jesienne miesiące 1918 r. Niemniej rząd Rady Regencyjnej nie rezygnował i wtedy z prób utrzymania pewnej kontroli nad biegiem wydarzeń i wypełnienia w jakiś sposób powstającej próżni politycznej. Służyły temu celowi wysiłki, zmierzające do oparcia rządu na szerszej podstawie społeczno-politycznej w postaci pozyskania doń ludzi i partii, nie skompromitowanych jawną współpracą z okupantami.
W tym właśnie celu Rada Regencyjna wydała 7 października manifest do narodu polskiego, ogłaszający, iż przyjmuje ona zasady pokojowe 14 punktów Wilsona, w szczególności punkt 13 dotyczący odbudowy niepodległej Polski, a także, że zamierza stworzyć nowy rząd „złożony z przedstawicieli najszerszych warstw narodu i kierunków politycznych”. Apel Rady Regencyjnej przyniósł tylko połowiczny efekt w postaci gotowości opanowanego przez endecję Międzypartyjnego Koła Politycznego do „wzięcia na siebie ciężaru rządów w chwili przełomowej”. Tak powstał 23 października nowy rząd pod kierownictwem przewodniczącego MKP Józefa Świeżyńskiego. Ale i ten rząd nie mógł liczyć na szersze poparcie społeczeństwa. Nie pomógł Świeżyńskiemu także swoisty zamach stanu z 3 listopada wymierzony przeciwko Radzie Regencyjnej. W kolejnym manifeście (wydanym bez porozumienia z Radą) rząd zapowiadał tworzenie „podwalin pod gmach zjednoczonej, wolnej Polski Ludowej”, przy poparciu stronnictw, reprezentujących interesy „ludu pracującego”.
Była to zarazem kolejna próba porozumienia się prawicy z siłami lewicy, zmierzająca — jak to wyjaśniano w kołach zbliżonych do rządu — do zatrzymania „anarchii w Polsce, rodzaju bolszewizmu rosyjskiego”, którego „da się uniknąć tylko przez wciągnięcie do roboty państwowej ludu pracującego”. I ta próba zakończyła się fiaskiem. Mimo to stanowiła znamienne odzwierciedlenie metod i środków, do jakich musiały uciekać się siły polityczne burżuazji w celu utrzymania swych pozycji, jak też odbicie nastrojów, dominujących w masach. W tym sensie nie pozbawiony trafności był późniejszy sąd Piłsudskiego o ludziach, którzy te próby podejmowali: „Jest charakterystyczne, że w tym czasie wszyscy, którzy byli przeciwnikami pewnych słów, nieraz bardzo surowo je sądząc — sami zaczynają te właśnie słowa wypowiadać. Więc mówią o szerokich warstwach pracujących, o konieczności udziału ludu w tym czy innym, o konieczności ludowładztwa — wszyscy przeciwnicy ludowładztwa i warstw pracujących. Dochodzą oni do tego, że nienawidząc tych określeń, spokojnie podpisują te wszystkie słowa w aktach urzędowych”.



Tekst udostępniony jest na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0.
Dodatkowe informacje o autorach i źródle znajdują się na stronie dyskusji.


Udziela się zgody na kopiowanie, dystrybucję i/lub modyfikację tego tekstu na warunkach licencji GNU Free Documentation License w wersji 1.2 lub nowszej, opublikowanej przez Free Software Foundation.
Kopia tekstu licencji umieszczona została pod hasłem GFDL. Dostepne jest również jej polskie tłumaczenie.

Informacje o pochodzeniu tekstu możesz znaleźć w dyskusji tego tekstu.