Herodyada (Mallarmé, 1899)

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Stéphane Mallarmé
Tytuł Herodyada
Pochodzenie Przekłady
z poetów obcych
Wydawca „Gazeta Polska”
Data wydania 1899
Druk J. Sikorski
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Antoni Lange
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera) Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały zbiór jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały zbiór jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Indeks stron

Herodyada.

Tak, dla siebie jedynie kwitnę ja samotna!
Wy o tem, bezgraniczne wiecie ametysty,
Ogrody, rozpłynione w otchłani przeczystej!
Klejnoty, które świateł pierwotnych strzeżecie —
Pod chmurnym snem — w odwiecznym, niewiadomym świecie!
Kamienie, zkąd me oczy ku świetlanej chwale
Pożyczają swych ogni promiennych; metale,
Co nadajecie splotom młodych mych warkoczy
Fatalny czar — i kształt ich masywny, uroczy! —
A ty niewiasto, w wiekach złośliwych zrodzona,
Tajemnic Sybilińskich jaskiń wyuczona,
Co mówisz o śmiertelnym, przed którego wzrokiem
Pochylą się me oczy — i zajdą obłokiem —
I przed którym z kielichów mej przeczystej szaty,
Okrutnemi rozkoszy słodkiej aromaty,
Wypłynie dreszcz nagości mojej śnieżno-biały,
Prorokuj, że, gdy letnich lazurów kryształy
(Ha, mamże z przyrodzenia stanąć odsłonięta!?)
Ujrzą mię — w drżącym wstydzie gwiazdy — wniebowzięta —
Ja umrę ..

Kocham grozę dziewictwa — i życzę,
Trwać w grozie tej, co dają włosy me dziewicze.
By wieczór, skryta w łożu — jako nieskalana
Żmija — czuć w ciała treści swej bezużytecznej —
Zimne miganie bladej twej jasności mlecznej.
Ty, która mrzesz i goresz czystością swej mocy,
Biała, okrutna, śnieżna, lodowata nocy!
A twa siostra samotna, siostra ma wieczysta,
Marzenie me ku tobie pójdzie. Tak przejrzysta
Potęga serca mego, które o tem roi!
Samotnam ja w ojczyźnie jednostajnej mojej.
A wszystko wokoło mnie w bałwochwalstwie żyje
Czci zwierciadła, co w sennem swojem szkle odbije
Herodyadę — o jasnem z dyamentów oku!
Czar najwyższy! Samotna jestem pośród tłoku.

NIAŃKA.

A więc pani chce umrzeć?

HERODYADA.

Nie, babuniu droga,
Uspokój się — i przebacz, że dusza ma sroga.
Lecz nim wyjdziesz, proszę cię — zamknij okiennice —
W szybach lśnią seraficzne lazuru źrenice —
A ja go nienawidzę — lazuru! Głębiny
Fal toczą się — a tam-że nie znasz-li krainy,
Gdzie by na zdradnym, chmurnym nie lśnił nieboskłonie
Wzrok Cyprydy, co wieczór w gąszczu leśnym płonie —
Chcę tam ujść... Zapal jeszcze (dziecinne to troski —
Powiadasz?) te pochodnie, w których płaczą woski
Jakimś nie swoim płaczem — pośród złota pychy...

NIAŃKA.

A teraz.

HERODYADA.

Żegnaj.
Ha, wy kłamiecie, kielichy
Nagie mych warg! Ja czekam niewiadomej rzeczy,
Okrzyków, w których dusza sama sobie przeczy
I rzuca w świat najwyższe łkanie, umęczone
Oczekiwaniem cudu, przeczute, wyśnione,
W którem nakoniec własną lodowość utraca!




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Stéphane Mallarmé i tłumacza: Antoni Lange.