Hamlet (Shakespeare, 1909)/Akt trzeci

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor William Shakespeare
Tytuł Hamlet
Podtytuł królewicz duński
Redaktor Piotr Chmielowski
Data wydania 1909
Wydawnictwo Feliks West
Miejsce wyd. Brody
Tłumacz Józef Paszkowski
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały tekst jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Indeks stron
AKT TRZECI.




SCENA I.
Pokój w zamku.
KRÓL, KRÓLOWA, POLONIUSZ, OFELIA, ROZENKRANC i GILDENSTERN.


Król. I nie mogliście wyrozumieć żadnym
Zwrotem rozmowy, skąd to rozprzężenie,
Które mu spokój zakłóca tak dzikim
I niebezpiecznym rodzajem maniactwa?

Rozenkranc. Przyznaje, że się czuje rozstrojonym;
Lecz przez co, w żaden sposób wyznać nie chce.
Gildenstern. Nie znaleźliśmy go bynajmniej skłonnym
Do wywnętrzania się; zręcznem dziwactwem
Trzymał nas owszem zdaleka od siebie,
10 
Kiedyśmy chcieli z niego coś wyciągnąć.

Królowa. Jakże was przyjął?
Rozenkranc.Bardzo grzecznie.
Gildenstern.Ale
Nie bez przymusu.
Rozenkranc. Szczodrym był w pytaniach,
Lecz w odpowiedziach oszczędnym nad miarę.
Królowa. Nasunęliścież mu jaką rozrywkę?

15 
Rozenkranc. Traf zrządził, żeśmy spotkali na drodze
Trupę aktorów: wspomnieliśmy o tem
Księciu, i to go trochę ucieszyło.
Ci aktorowie już się tu znajdują,
I jak słyszałem, otrzymali rozkaz
Grania mu dzisiaj.
20 
Poloniusz. Tak jest w rzeczy samej,
I mnie on zlecił prosić najpokorniej
Wasze Królewskie Moście, by raczyły
Być obecnemi na tem widowisku.
Król. Z największą chęcią: serdeczniem rad, że się
25 
Do tego skłania. Wciąż go utrzymujcie,
Moi panowie, w tem usposobieniu,
I podniecajcie w nim gust do takiego
Rodzaju zabaw.

Rozenkranc i Gildenstern. Uczynim to, Panie.

(Wychodzą).
Król. Oddal się także, kochana Gertrudo.
30 
Ułożyliśmy rzecz tak, aby Hamlet
Niby przypadkiem, zszedł się tu z Ofelią.
Ja i jej ojciec (będzie to szpiegostwo
Godziwe) tak się tu ulokujemy,
Abyśmy widząc, niewidziani sami,
35 
O tem spotkaniu zblizka mogli sądzić,
I z zachowania się jego wnioskować,
Czy to miłości wpływ, czy nie miłości
Tak go udręcza.
Królowa. Jestem ci posłuszną,
Mój mężu. Dałby Bóg, luba Ofelio,
40 
Aby potęga twoich wdzięków była
Błogim powodem tej zmiany Hamleta:
Wtedy szlachetność twoja, mam nadzieję,
Na dawnąby go sprowadziła drogę,
Ku zaszczytowi was obojga.
Ofelia.Pragnę,
45 
Aby tak było, Miłościwa Pani.
(Królowa wychodzi).
Poloniusz. Ofelio, chodź tu sobie. Najjaśniejszy,
My się umieścim tam. (Do Ofelii) Czytaj tę książkę,
Aby ten pozór zajęcia ubarwił
Twoją samotność. Tak to my grzesznicy,
50 
Rzekomo świętą miną, uczynkami
Budującymi pocukrzamy nieraz
Samego dyabła.
Król (na stronie). Prawda! Jakże srodze
Bicz tych wyrazów chłoszcze mi sumienie!
Twarz nierządnicy, różem upiększona,
55 
Nie jest tak szpetną obok tej powłoki,
Jak czyn mój obok pokostu słów moich.
O, ciężkież moje brzemię!

Poloniusz.Już nadchodzi.
Śpieszmy na miejsce, Miłościwy Panie.

(Król i Poloniusz wychodzą).
(Hamlet wchodzi).
Hamlet. Być albo nie być, otóż-to pytanie,
60 
Jestli w istocie szlachetniejszą rzeczą
Znosić pociski zawistnego losu,
Czy też stawiwszy czoło morzu nędzy,
Przez opór wybrnąć z niego? — Umrzeć, — zasnąć. —
I na tem koniec. — Gdybyśmy wiedzieli,
65 
Że raz zasnąwszy, zakończym nazawsze
Boleści serca i owe tysiączne
Właściwe naszej naturze wstrząśnienia,
Kres taki byłby celem na tej ziemi
Najpożądańszym. Umrzeć, — zasnąć. — Zasnąć!
70 
Może śnić? — — w tem sęk cały; jakie bowiem
W tym śnie śmiertelnym marzenia przyjść mogą,
Kiedy zrzucimy z siebie więzy ciała,
To zastanawia nas: i toć to czyni
Tak długowieczną niedolę[1]; bo któżby
75 
Ścierpiał pogardę i zniewagi świata,
Krzywdy ciemięzcy, obelgi dumnego,
Lekceważonej miłości męczarnie,
Odwłokę prawa, butę władz i owe
Upokorzenia, które nieustannie
80 
Zasługi cichej stają się udziałem,
Gdyby od tego kawałkiem żelaza
Mógł się uwolnić? Któżby dźwigał ciężar
Nudnego życia i pocił się pod nim,
Gdyby obawa czegoś poza grobem,
85 
Obawa tego obcego nam kraju[2],
Skąd nikt nie wraca, nie wątliła woli,
I nie kazała nam pędzić dni raczej
W złem już wiadomem, niż uchodząc przed niem,
Popadać w inne, którego nie znamy.
90 
Tak to rozwaga czyni nas tchórzami;
Przedsiębiorczości hoża cera blednie
Pod wpływem wahań i zamiary, pełne
Jędrności, zbite z wytkniętej kolei,
Nazwisko czynu tracą. — Cicho teraz!
95 
Piękna Ofelia! — Nimfo, w modłach swoich
Pomnij o moich grzechach.

Ofelia.Jakże zdrowie
Waszej Książęcej Mości od dni tylu?
Hamlet. Dobre; pokornie dziękuję Waćpannie.

Ofelia. Mam jeszcze od Was, Panie, kilka drobnych
100 
 Pamiątek; dawno zwrócić, je pragnęłam:
Odbierzcie je dziś, proszę.
Hamlet.Jako żywo!
Jam nigdy w życiu nic nie dał Waćpannie.
Ofelia. Wiesz dobrze, Mości Książę, żeś to czynił,
I upominki swoje ubarwiałeś
105 
 Takiemi słowy, które wszelkiej rzeczy
Wartość podnoszą. Woń ich uleciała;
Weź je napowrót, Panie: w oczach bowiem
Każdej szlachetnie myślącej osoby,
Najdroższe dary lichymi się stają,
110 
 Gdy dawca martwi. Oto są. —

Hamlet. Ha, ha, ha! Jestżeś uczciwą?
Ofelia.Mości Książę. —
Hamlet. Jestżeś piękną?
Ofelia.Co znaczą te pytania?

Hamlet. To, że jeżeli jesteś uczciwą i piękną,
uczciwość twoja nie powinna mieć nic do czynienia
115 
 z pięknością.

Ofelia. Jakto, Panie? Możeż piękność z czemś lepszem
chodzić w parze jak z uczciwością?

Hamlet. Zapewne; tylko że potęga piękności prędzej
obróci uczciwość w sekutnicę, niż wpływ uczciwości po-
120 
 trafi piękność na swoje kopyto przerobić. Było to nie-
gdyś paradoksem, ale w nowszych czasach okazuje się
pewnikiem. — Kochałem dawniej Waćpannę.

Ofelia. W rzeczy samej, dawałeś mi to Książę do zrozumienia.

125 
Hamlet. Nie trzeba ci było tak rozumieć; bo cnota
nie daje się w stary nasz pień wszczepić tak, żebyśmy
trącić nim przestali. Nie kochałem cię wcale.

Ofelia. Tem bardziej więc zostałam zawiedzioną.

Hamlet. Idź Waćpanna do klasztoru; na co ci mno-
130 
 żyć grzeszników? Ja sam jako tako jestem uczciwy,
a przecież mógłbym sobie zarzucić takie rzeczy, że le-
piejby było, gdyby mnie była matka na świat nie wy-
dała. Jestem nadzwyczajnie dumny, mściwy, żądny wła-
dzy, więcej mam przywar, niż zdolności umysłowych do ich
135 
 poznania, niż wyobraźni do dania o nich wyobrażenia
i czasu do okazania ich w postępkach. Czego się takie
figury tłuc mają pomiędzy ziemią i niebem? Jesteśmy
arcyhultaje, wszyscy bez wyjątku; żadnemu z nas nie
ufaj. Idź prosto do klasztoru. Gdzież Waćpanny ojciec?
140 
Ofelia. W domu, Mości Książę.

Hamlet. Zamknijże go na klucz, aby nigdzie indziej
nie grał roli błazna, jak w własnym domu. Bądź zdrowa.
Ofelia (na stronie). Panie, zmiłuj się nad nim!

Hamlet. Jeżeli za mąż pójść zechcesz, dam ci w po-
145 
 sagu tę przestrogę: Chociażbyś jak śnieg była czystą,
jak lód nieskalaną, przecież nie ujdziesz obmowy. Wstąp
do klasztoru. Adieu. Albo jeżeli koniecznie potrzebować
będziesz wyjść za mąż, to wyjdź za głupca, bo rozsądni
ludzie wiedzą bardzo dobrze, jakie z nich czynicie po-
150 
 twory. Idź czemprędzej do klasztoru. Adieu.

Ofelia (na stronie). O nieba, wesprzyjcie go swą łaską!

Hamlet. Słyszałem też o malowaniu się waszem: nie
dość wam jednej twarzy otrzymanej od Boga, dorabia-
cie sobie drugą; sztafirkujecie się, krygujecie, cedzicie
155 
 słowa, przedrzeźniacie boskie stworzenia i swawolę po-
krywacie płaszczykiem naiwności. Precz, precz! nie chcę
już patrzeć na to: to mnie we wściekłość wprawia. Wa-
ra odtąd mężczyznom żenić się; ci, co się już pożenili,
jednego wyjąwszy[3], niech żyją zdrowi, reszta pozostać
160 
 winna tak, jak jest. Do klasztoru! Do klasztoru!
(Wychodzi).
Ofelia. O, jak szlachetny duch zwichnięty został!
Dworaka, wodza, mędrca, ton, miecz, umysł;
Kwiat oczekiwań potężnego państwa,
Wzór ukształcenia, zwierciadło poloru,
165 
 Cel zwracającej się uwagi świata:
Wszystko to, wszystko w niwecz obrócone!
I ja, ze wszystkich kobiet najnędzniejsza,
Com ssała nektar słodkich jego ślubów,
Skazana-m teraz widzieć tę wspaniałą,
170 
 Wybraną duszę, jak spękany dzwonek,
Chrapliwie tylko wydającą dźwięki;
To czyste źródło bogatej młodości
Zmącone szałem. O, czemuż musiałam
Ujrzeć, co widzę, widzieć, co widziałam!
(Wchodzą: Król i Poloniusz).
175 
Król. Miłość! Nie takie są jej symptomata.
To, co on mówił, choć trochę bez związku,
Cechy szaleństwa nie nosiło wcale.
Ponura jego smętność wysiaduje
Coś złowrogiego, co wylęgłe z jajka
180 
 Mogłoby stać się zgubnem. Pragnąc przeto
Zapobiedz złemu, po świeżym namyśle,
Postanowiłem wysłać go niezwłocznie
Do Anglii, celem niby zażądania
Przynależnego nam haraczu[4]. Może
185 
 Ta podroż, widok różnych miejsc i rzeczy,
Potrafi z jego serca wyrugować
To coś, wokoło czego jego myśli
Bijąc się ciągle i skrycie nurtując,
Tak go z właściwych wyrywają karbów.
190 
 Cóż Waćpan na to?
Poloniusz.Może to być dobrem;
Rozumiem jednak zawsze, że prawdziwem
Jądrem i źródłem tej jego choroby
Jest bezwzajemna miłość. — No, Ofelio,
Nie potrzebujesz nam objawiać tego,
195 
 Coć mówił Książę Hamlet, bośmy sami
Wszystko słyszeli. — Uczyń, co chcesz, Panie:
Jeżeli jednak uznasz za stosowne,
Niech po skończonem dzisiaj widowisku
Królowa matka w poufnej rozmowie
200 
 Prosi go, aby jej zwierzył swój smutek.
Niechaj z nim mówi bez ogródki; ja zaś,
Jeśli się na to zgodzi Wasza Wielkość,
Przyłożę ucho do tego sam na sam.
Nie wydobędzie-li nic z niego, wtedy
205 
 Ślij go do Anglii, Panie, albo zamknij,
Gdzie mądrość twoja wskaże.
Król.Dobra rada.
Szalonych możnych pilnie strzedz wypada.
(Wychodzą).


SCENA II.
Wielka sala tamże.
Wchodzi HAMLET z kilkoma Aktorami.


Hamlet. Proszę cię, wyrecytuj ten kawałek tak, jak
ci go przepowiedziałem, gładko, bez wysilenia; ale
jeżeli masz wrzeszczeć, tak jak to czynią niektórzy na-
si aktorowie, to niech lepiej moje wiersze deklamuje
miejski pachołek. Nie piłuj też za bardzo ręką powie-
trza, w taki sposób; bądź raczej ruchów swoich panem:
wśród największego bowiem potoku i, że tak powiem,
wiru namiętności, trzeba ci zachować umiarkowanie, zdol-
ne nadać wewnętrznej twojej burzy pozór spokoju. Nie
10 
posiadam się z oburzenia słysząc, jak siaki taki barczy-
sty gbur, w peruce, w gałgany obraca uczucie, prawdzi-
wy z niego łach robi, by zadowolić uszy narodku, który
po największej części kocha się tylko w niezrozumiałych ge-
stach i wrzawie. Takiego jegomościa mógłbym kazać
15 
oćwiczyć za przesadę w roli Termaganta[5]; taka gra prze-
herodowywa samego Heroda. Proszę cię, chroń się tego.

Pierwszy Aktor. Zapewniam Waszą Wysokość.

Hamlet. Nie bądź też z drugiej strony za miękki;
niech własna twoja rozwaga przewodnikiem ci będzie.
20 
Zastosuj akcyę do słów a słowa do akcyi, mając prze-
dewszystkiem to na względzie, abyś nie przekroczył granic
natury; wszystko bowiem, co przesadzone, przeciwnem
jest zamiarowi teatru, którego przeznaczeniem, jak dawniej
tak i teraz, było i jest, służyć niejako za zwierciadło
25 
naturze, pokazywać cnocie własne jej rysy, złości żywy
jej obraz, a światu i duchowi wieku postać ich i piętno.
Owóż przeholowanie tego celu lub niedosięgnięcie może
wprawdzie rozśmieszyć prostaczków, ale znającym się
na rzeczy musi pójść w niesmak; nagana zaś jednego
30 
z tych właśnie, na szali waszych zasług, przeważyć
musi poklask całego tłumu pierwszych. Widziałem ja
aktorów, i znaleźli się tacy, co ich chwalili, głośno na-
wet; aktorów, którzy, bogobojnie mówiąc, ani z mowy,
ani z ruchów nie byli podobni do chrześcijan, ani do
35 
pogan, ani do ludzi, a rzucali się i ryczeli tak, iż po-
myślałem sobie, że chyba jaki najemnik natury sfabry-
kował ludzkość: tak bezecnie ją naśladowali.

Pierwszy Aktor. Pochlebiamy sobie, żeśmy się tego
pozbyli cokolwiek.

40 
Hamlet. O, pozbądźcie się tego ze szczętem. Tym zaś,
co u was grają błaznów, zakażcie jak najsurowiej pra-
wić co bądź więcej nad to, co jest w ich roli: są bo-
wiem między nimi tacy, co się namawiają do śmiechu,
aby w pewnej liczbie jałowych spektatorów także śmiech
45 
wzbudzić, i to właśnie w chwili, kiedy przypada jaki
szczegół sztuki, zasługujący na uwagę. To niegodziwość,
dowodząca politowania godnej wyniosłości w błaźnie,
który tak czyni. Idźcie i bądźcie w pogotowiu.
(Aktorowie wychodzą).
(Wchodzą: Poloniusz, Rozenkranc i Gildenstern).
No i cóż, Mości Panie? Czy Król chce spożyć ten
50 
kęs widowiska?

Poloniusz. Jego Królewska Mość przybędzie, Królowa Jej Mość także, i to zaraz.
Hamlet. Powiedzże Waćpan aktorom, niech się śpieszą.

(Poloniusz wychodzi).
A panowieżto nie dopomożecie ich znaglić do po-
55 
śpiechu?

Rozenkranc i Gildenstern. I owszem, Mości Książę.

(Wychodzą).

Hamlet. Hola, Horacy!

(Horacy wchodzi).

Horacy.Co rozkażesz, Panie?
Hamlet. Horacy, jesteś najpoczciwszym z ludzi,
Z którymi kiedykolwiek przestawałem.

60 
Horacy. O, Panie!
Hamlet.Nie myśl, że ci chcę pochlebić.
Czegożbym mógł się spodziewać od ciebie,
Który nic nie masz, krom rzeźkości ducha,
Ku wyżywieniu się i ku okryciu?
Któżby pochlebiał biednym? Niechaj w cukrze
65 
Smażony język liże głupią pychę,
Niech się zawiasy kolan uginają,
Tam, gdzie łaszenie się zdobywa korzyść.
Słuchaj: od chwili, kiedy dusza moja
Swojego wyboru panią być mogła
70 
I ludzi jednych przenosić nad drugich.
Od owej chwili już cię ona sobie
Upodobała: boś ty, wiele cierpiąc,
Takim był zawsze, jakbyś nic nie cierpiał;
Boś ty fortunie zarówno był wdzięczny
75 
Za jej umizgi i prześladowania;
A błogosławion, w kim krew z przekonaniem
Tak są zmieszane, iż on palcom losu
Nie służy za flet do wydania dźwięków,
Wedle kaprysu. O, daj mi człowieka,
80 
Nie będącego żądz swych niewolnikiem,
A w głębi mego serca go umieszczę.
W sercu samegoż serca, tak jak ciebie. —
Za wiele tego już podobno. W sztuce,
Która niebawem ma być przedstawioną,
85 
Jest jedna scena zbliżona do tego,
Com ci o śmierci mego ojca zwierzył.
Gdy się ta scena wykonywać będzie,
Zwróć, proszę, całą potęgę uwagi
Na mego stryja. Jeśli jego wina,
90 
Podczas tej sceny sama się nie zdradzi,
Ów niby zacny duch był potępieńcem,
A wyobraźnia moja istną siostrą
Młota Wulkana. Nie spuszczaj go z oczu,
Ja mój wzrok także pilnie w twarz mu wryję,
95 
A potem zlejem nasze spostrzeżenia
W stanowczą formę wniosku.

Horacy.Dobrze, Panie:
Jeżeli skradnie co mojej baczności,
I ujdzie cały, zapłacę kradzież.

Hamlet. Już idą; muszę narwańcem znów zostać. Da-
100 
 lej na miejsce!
(Marsz. Odgłos trąb. Król, Królowa, Poloniusz, Ofelia, Rozenkranc, Gildenstern i inne osoby wchodzą).

Król. Jakże się miewa nasz syn Hamlet?
Hamlet. Wybornie; żyję jak kameleon powietrzem[6],
nadzianem obietnicami: kapłonów nie moglibyście tak
tuczyć.

105 
Król. Nie mam, Hamlecie, nic wspólnego z tą odpo-
wiedzią. Te słowa nie do mnie się stosują.

Hamlet. Ani do mnie już teraz. (Do Poloniusza). Wać-
pan grywałeś niegdyś w uniwersytecie, jeżeli się nie mylę?

Poloniusz. Tak jest, Mości Książę; i miałem sławę
110 
 dobrego aktora.

Hamlet. A cóżeś Pan przedstawiał?
Poloniusz. Przedstawiałem Juliusza Cezara i zosta-
łem zabity na Kapitolu. Brutus mnie zabił.[7]

Hamlet. Cóż to za brutalstwo było z jego strony, żeby
115 
 tak kapitalne cielę tam zabijać! — Czy aktorowie już
w pogotowiu?

Rozenkranc. Czekają, Panie, na twe rozkazy.
Królowa. Pójdź tu, kochany Hamlecie, siądź przy
mnie.

120 
Hamlet. Wybacz, kochana matko, tu jest metal
silniej pociągający.

Poloniusz (do Króla). Słyszałeś, Panie?
Hamlet (do Ofelii) Mogęż, o, Pani, ledz na twojem łonie?
Ofelia. Nie, Mości Książę.

125 
Hamlet. To jest, na twojem łonie głowę wsparłszy?

Ofelia. Możesz, Książę.
Hamlet (kładąc się u jej nóg).[8] Czy sądzisz, żem miał
w myśli co innego?
Ofelia. Ja nic nie sądzę.

130 
Hamlet. Toby był pomysł nielada!..

Ofelia. Co takiego?
Hamlet. Nic.
Ofelia. Książę dziś jesteś wesół.
Hamlet. Kto? ja?

135 
Ofelia. Nieinaczej.

Hamlet. O, jedynie na cześć twoją. Cóż zresztą
człowiek ma czynić, jeżeli nie weselić się? Oto naprzykład
moja matka, patrz pani, jak promieniejąco wygląda,
chociaż mój ojciec zmarł przed dwiema godzinami.

140 
Ofelia. Przed dwa razy dwoma miesiącami, Mości
Książę.
Hamlet. Tak to już dawno? Niechże się dyabeł
czarno nosi; ja przywdzieję sobole[9]. Dla Boga! Od dwóch
miesięcy zmarły i jeszcze nie zapomniany? Jest więc
145 
 nadzieja, że pamięć wielkich ludzi zdoła przetrwać ich
żywot przez pół roku; notabene, jeżeli ufundują kościoły;
w przeciwnym razie niech się nie skarżą, jeżeli ich
spotka los tego konika, któremu na nagrobku napisano:
„Konik zdechł[10], więc go w miech“.
(Odgłos trąb. Poczem następuje pantomima:)
(Para królewskich małżonków w czułej komitywie wchodzi na scenę. Królowa ściska króla i on ją nawzajem; klęka przed nim z wyrazem najtkliwszego przywiązania; on ją podnosi i głowę na jej piersi skłania; kładzie się potem na kwiecistej darni i zasypia. Ona widząc go uśpionego, odchodzi. Po niejakiej chwili ukazuje się jakiś człowiek, zbliża się do śpiącego, zdejmuje mu z głowy koronę, całuje ją, wlewa potem w ucho królowi truciznę i wychodzi. Królowa powraca, znajduje króla nieżywego i bardzo rozpacza. Zabójca w towarzystwie dwóch czy trzech niemych osób wchodzi znowu i niby także lamentuje. Wynoszą trupa. Zabójca składa przed królową dary i oświadcza jej swoją miłość. Ona okazuje zrazu wstręt i niechęć, w końcu jednak podaje mu rękę.
(Wychodzą).
150 
Ofelia. Co to było, mości Książę?

Hamlet. To warzenie skrytego hultajstwa, a znaczy:
zbrodnię.
Ofelia. Zapewne ta pantomima zawierała w sobie
treść sztuki?

(Wchodzi Prolog).
155 
Hamlet. Dowiemy się od tego jegomości. Aktorowie
nie umieją trzymać języka za zębami; muszą wszystko
wypaplać.

Ofelia. Czy on nam odkryje znaczenie tego?

Hamlet. Niezawodnie, tak jak wszystko, cobyś mu
160 
 pani odkryła.

Prolog. Cni panowie i cne damy,
Dla nas i dla naszej dramy
Kornie was o wzgląd błagamy.
Hamlet. Prologli to, czy dewiza na sygnet?

165 
Ofelia.To było krótkie.

Hamlet. Jak miłość kobiet.

(Wchodzą: Król aktor i Królowa aktorka).
Król Aktor. Trzydzieści razy Feba[11] rumaki obiegły
Krąg Tellusa i przestwór Neptuna rozległy,
I trzydzieścikroć razy dwanaście naprzemian
Zapłonął i zbladł miesiąc nad głowami ziemian;
170 
 Odkąd nam Amor serca, Hymen złączył dłonie
Węzłem, który się chyba rozwiąże po zgonie.
Królowa Aktorka. Obyśmy drugie tyle zmian luny i słońca
Zliczyli, nim miłości dożyjemy końca!
Lecz ach! już od pewnego czasu niezbadana
175 
 W zdrowiu, w humorze twoim, Panie, zaszła zmiana.
Lękam się... niechaj jednak te niewieście trwogi
Nie przyczyniają-ć cierpień, o! mężu mój drogi.
Obawy u płci naszej z miłością się rodzą,
Jak ta, lub nie istnieją lub w miarę przechodzą.
180 
 Czem moja miłość, tego liczneś miał objawy;
W jakim zaś stopniu miłość, w takim i obawy;
Gdzie wielka miłość, lada wątpliwość przeraża,
I z zwiększeniem się obaw miłość się pomnaża.
Król Aktor. Tak, najmilsza, opuszczę cię i to niedługo.
185 
 Coraz już siły skąpszą darzą mię posługą;
Ty zostaniesz; żyć będziesz na tym pięknym świecie
Szanowana, kochana, i może ci splecie
Wieniec drugi małżonek.
Królowa Aktorka. O, wstrzymaj te słowa!
Zbrodniąby w mojem łonie była myśl takowa,
190 
 Obym przy drugim mężu była potępioną!
Taka tylko drugiego może zostać żoną,
Co zabiła pierwszego.

Hamlet. To piołun.

Królowa Aktorka. Podłe tylko chucie
Kleją powtórne związki, lecz nigdy uczucie.
Zabójczyni pierwszego powtórnie go zgładza,
195 
 Gdy nowego małżonka w łoże swe wprowadza.
Król Aktor. Że myślisz tak jak mówisz, najzupełniej wierzę;
Nieraz jednak człek łamie to, co przedsiębierze.
Zamiar jest niewolnikiem wyłącznym pamięci,
Silnej budowy, ale słabej konsystencyi;
200 
 Krzepko wisi, jak owoc nieźrzały, u drzewa,
Lecz gdy zmięknie, przed czasem lada wiatr go zwiewa.
Nie dziw, że nie pomnimy wypłacać na dobie
Długu, któryśmy winni tylko samym sobie.
To, co postanawiamy w chwili uniesienia,
205 
 Z uniesieniem minionem w parę się zamienia;
Zbytnia gwałtowność, czy to radości, czy smutku,
Sama własne swe chęci wydziedzicza z skutku:
Gdzie radość pusta, smutek przechodzi w rozpacze,
Tam po chwili cieszy się smutek, radość płacze.
210 
 Świat ten nie wiekuisty, ni się kto zdumiewa,
Że z przesileniem szczęścia i miłość omdlewa:
Kwestya to bowiem jeszcze mieszcząca zawiłość,
Czy miłość jedna szczęście, czy też szczęście miłość?
Możny runął, pierzchają wraz czcicieli zgraje;
215 
 Biedny wzniósł się, aliści wróg dłoń mu podaje.
Zdaje się więc, że miłość szczęściu jest służebna,
Ma przyjaciół, komu ich miłość niepotrzebna,
A kto w potrzebie niby przyjaciela wzywa,
Gotowego w nim sobie wroga wychowywa.
220 
 Słowem, bym skończył na tem, od czego zacząłem,
Chęć i moc nasza tak są odrębnym żywiołem,
Że najczęściej upada to, co człek zamierzy;
Myśl nasza do nas, cel jej nie do nas należy.
Tak i ta myśl, że z drugim nie będziesz złączona,
225 
 Skona w tobie, gdy pierwszy twój małżonek skona.
Królowa Aktorka. Niech mi niebo odmówi światła, ziemia wody,
Noc nie da odpoczynku, dzień nie da swobody!
W rozpacz niech wszelka moja zmieni się pociecha!
Los tylko więźnia w lochu niech mi się uśmiecha!
230 
 Wszystko to, co rumieniec przeistacza w bladość,
Niech będzie mym udziałem, gdy uczuję radość!
Tu i tam niech ponoszę kaźń co chwila nową,
Jeśli żoną zostanę, raz zostawszy wdową!

Hamlet (do Ofelii). Gdyby tę przysięgę miała złamać...

235 
Król Aktor. Ślub to straszliwy. — Luba, opuść mię na chwilę:
Myśli mi się mieszają; może snem zasilę
Znękane ciało.
(Zasypia).

Królowa Aktorka. Niech cię kołysze sen błogi,
I wszelkie zło omija zdala nasze progi!

(Wychodzi).

Hamlet (do królowej). Jak ci się, Pani, podoba ta sztuka?

240 
Królowa. Zdaje mi się, że ta dama przyrzeka za
wiele.

Hamlet. O, ale dotrzyma słowa.
Król. Czy znasz Waćpan treść tej sztuki? Nie mie-
ściż ona w sobie nic zdrożnego?

245 
Hamlet. Nic zgoła; oni tylko żartują, trują żartem:
nic zdrożnego w świecie.

Król. Jakiż ta sztuka ma tytuł?

Hamlet. Łapka na myszy. Skąd zaś taki? Przez
przenośnię. Przedstawia ona morderstwo, dokonane
250 
 w Wiedniu. Zamordowany książę nazywał się Gonzago,
a jego żona Baptysta. Arcyszelmowska to sprawka, jak
zaraz obaczymy. Ale co nam do tego? Wasza Kró-
lewska mość i my wszyscy mamy spokojne sumienie,
nie może nas to dotknąć. Niech się drapie, kto ma liszaj;
255 
 nasza skóra zdrowa.
(Wchodzi Lucyan).

To jest niejaki Lucyan, synowiec Króla.
Ofelia. Objaśniasz, Mości Książę, tak dobrze, jak
chór[12].

Hamlet. Gotówem slużyć Pani za epilog nawet, by-
260 
 leby tylko było szczęśliwe rozwiązanie.

Ofelia. Kolący masz dowcip, Mości Książę.
Hamlet. Odpokutowałabyś, Pani, niejednym jękiem
stępienie mi kolca.
Ofelia. Coraz to lepiej i coraz to gorzej.

265 
Hamlet. Tak powinny-byście brać sobie mężów. —
Dalej, morderco; zrzuć twą przeklętą larwę i zaczynaj.
Już kruk krakaniem do zemsty daje hasło.
Lucyan. Myśl czarna, ręka pewna, płyn dzielny; czas sprzyja,
Nie tamuje zamiaru obecność niczyja.
270 
 Szary wyskoku, w północ z zbójczych ziół zebrany,
Po trzykroć pod Hekaty[13] klątwą gotowany,
Władzę twą czarodziejsko-straszną w swem rozwiciu
Okaż niezwłocznie na tem zdrowem jeszcze życiu.
(Wlewa truciznę w ucho śpiącemu).
Hamlet. Truje go w jego własnym ogrodzie dla za-
275 
 grabienia jego państwa. Nazwisko tamtego jest Gonzago;
rzecz autentyczna i we włoskim tekscie wybornie opisana.
Teraz zobaczymy, jakim sposobem morderca pozyskuje
miłość żony Gonzagi.

Ofelia. Król powstaje.

280 
Hamlet. Jakto? strwożony fałszywym alarmem!

Królowa. Co ci jest, Panie?
Poloniusz.Niech skończą widowisko!
Król. Światła! — Wychodźmy.
Poloniusz.Światła! światła! światła!

(Wszyscy wychodzą prócz Hamleta i Horacego).
Hamlet. Niech ryczy z bólu ranny łoś,
Zwierz zdrów przebiega knieje;
285 
 Ktoś nie śpi, aby spać mógł ktoś.
To są zwyczajne dzieje.
Powiedz mi Waćpan, czy ta komedya, z dodatkiem lasu
piór na głowie i pary prowansalskich róż u dziurawych
trzewików[14], nie powinnaby (jeżeli mi Turek reszty szczę-
290 
 ścia nie zabierze) utorować mi przyjęcia do jakiej tru-
py aktorów? Hę?

Horacy. Poniekąd.

Hamlet. Bezwarunkowo.
Wiedz bowiem, miły mój Damonie,
Że z raju dziś tu step:
295 
Gdzie wczora Jowisz był na tronie,
Tam dziś panuje — pustka.

Horacy. Mogłeś dorymować, Mości Książę.
Hamlet. O, Horacy! Słowa tego ducha warte złota.
Czy widziałeś?
Horacy. Najwyraźniej.

300 
Hamlet.Kiedy była mowa o otruciu? —

Horacy. Uważałem dobrze.
Hamlet. Ha! ha! — Nie ma tam gdzie jakiego grajka? Hej!
Bo skoro król komedyi nie lubi, pewnikiem
Król Jegomość komedyi nie jest lubownikiem.
A co, są grajkowie?

(Wchodzą: Rozenkranc i Gildenstern).
305 
Gildenstern. Mości Książę, niech nam wolno będzie
powiedzieć jedno słowo.

Hamlet. Ile ich jest w słowniku.
Gildenstern.Mości Książę, Król, —
Hamlet. Cóż Król porabia, Mości Panie?
Gildenstern. Od wyjścia stąd bardzo zaniemógł.

310 
Hamlet.Z przepicia?

Gildenstern. Z wzburzenia żółci.
Hamlet. Troskliwość pańska byłaby się była okazała
trafniejszą, udając się w takim razie do doktora; bo
gdybym ja mu zapisał na przeczyszczenie, mogłoby mu
to jeszcze bardziej żółć wzburzyć.

315 
Gildenstern. Racz, łaskawy Panie, zamknąć swą mowę
w pewne szranki i nie odskakiwać tak dziko od celu,
w jakim przychodzim.

Hamlet. Jestem już potulny: mów Waćpan.

Gildenstern. Królowa, matka Waszej Książęcej
320 
 Mości, w najgłębszem rozżaleniu przysyła nas do ciebie,
Panie.

Hamlet. Miło mi Panów powitać.

Gildenstern. Nie, Mości Książę; te grzeczności nie
w porę. Jeśli się Waszej Książęcej Mości podoba dać
nam zdrową odpowiedź, wypełnimy polecenie jego matki;
325 
 w przeciwnym razie, przebaczenie Waszej Książęcej
Mości i oddalenie się nasze będzie jedynym owocem na-
szego tu przybycia.

Hamlet. Nie mogę, doprawdy.
Gildenstern.Czego Mości Książę?

Hamlet. Dać Panom zdrowej odpowiedzi, bom cho-
330 
 ry na głowę; na jaką wszakże będę się mógł zdobyć,
taką im służyć będę, albo raczej matce mojej. Dlatego
przystąpmy wprost do rzeczy, bez korowodów. Mówicie
więc, Panowie, że moja matka —
Rozenkranc. Nie tai tego, że postępowanie Waszej
335 
 Książęcej Mości w podziw ją i zdumienie wprawia.

Hamlet. O, dziwny synu, który tak możesz zdumiewać
matkę swoją! — Ale czy niema tam czasem jakiego do-
pisku pod tym macierzyńskim podziwem? Powiedzcie-no,
Panowie.

340 
Rozenkranc. Życzeniem jej jest, abyś się Książę
z nią widział w jej gabinecie, nim się udasz na spo-
czynek.
Hamlet. Będę jej posłuszny, choćby była dziesięć
razy moją matką. Czy macie panowie co więcej do po-
345 
 wiedzenia?

Rozenkranc. Mości Książę, był czas, żeś mię lubił.
Hamlet. Na tych dziesięciu oszustów i złodziei! [15] i te-
raz jeszcze.

Rozenkranc. Łaskawy Książę, co cię udręcza? Do-
350 
 browolnie zamykasz, Panie, drzwi swobodzie, ukrywając
troski swoje przed przyjacielem.

Hamlet. Nie mam wpływu, mój Panie.
Rozenkranc. Jakto? Kiedy sam król zapewnia Wa-
szej Książęcej Mości następstwo duńskiego tronu?

355 
Hamlet. Tak, tak, ale znasz Pan przysłowie: gdy
trawa rośnie [16], — koniec trochę niesmaczny.
(Muzykanci wchodzą).

Otóż i gędźba. Pozwól no mi, bracie, swego fletu. —
(Biorąc Rozenkranca na stronę). Dlaczego tak tropisz wkoło
mnie, jak gdybyś mię chciał w lisią jamę zapędzić?

360 
Rozenkranc. O, Panie; jeśli mnie żarliwość uczy-
niła za śmiałym, przywiązanie moje słusznie możesz na-
zwać nieokrzesanem.
365 
Hamlet. Nie rozumiem tego dobrze. Zagraj no, pro-
szę, na tym flecie.

Rozenkranc. Nie umiem, Mości Książę.
Hamlet. Proszę cię.
Rozenkranc. Nie umiem, doprawdy.

370 
Hamlet. Jak mnie kochasz.

Rozenkranc. Nie potrafię z niego wydobyć głosu,
Mości Książę.

Hamlet. To tak łatwo przecie jak kłamać. Przebieraj
po tych dziurkach palcami, włóż ten koniec w usta i za-
375 
 dmij, a wydobędziesz ton najdźwięczniejszy. Patrz, tu
są klapy.

Rozenkranc. Ale ja ich użyć nie umiem do wydania
jakiejbądź melodyi; nie znam się na tem.

Hamlet. Patrzże, teraz, za jakiego mnie masz baj-
380 
 bardzo. Chciałbyś grać na mnie: wmawiasz w siebie,
że znasz mój mechanizm; chciałbyś wyrwać ze mnie rdzeń
mej tajemnicy, wycisnąć ze mnie całą skalę tonów, od
najniższej nuty aż do dyszkantu; a w tym marnym in-
strumencie tyle jest głosu, tyle harmonii, jednakże nie
385 
 możesz go skłonić do przemówienia. Cóż u kata! czy
sądzisz, że na mnie łatwiej zagrać niż na flecie? Miej
mię za jaki chcesz instrument: przedąć, rozstroić mię
potrafisz, ale zagrać na mnie, nigdy.
(Wchodzi Poloniusz).

Witam Waćpana Dobrodzieja.

390 
Poloniusz. Mości Książę, Królowa Jejmość życzy so-
bie z Waszą Ks. Mością pomówić, i to zaraz.

Hamlet. Czy widzisz tam Waćpan tę chmurę, z kształ-
tu podobną do wielbłąda?
Poloniusz. W rzeczy samej, istny wielbłąd.

395 
Hamlet. Zdaję mi się, że jest podobniejszą do łasicy.

Poloniusz. Prawda, z boku podobniejsza do łasicy.
Hamlet. Albo raczej do wieloryba.
Poloniusz. Bardzo podobna do wieloryba,

Hamlet. No, to dobrze; zaraz pójdę do matki. —
400 
 Z tymi głupcami trzebaby zgłupieć na prawdę. — Za-
raz idę.

Poloniusz. Śpieszę to powiedzieć.
Hamlet. Zaraz, łatwo da się powiedzieć. — Zostawcie
mnie, przyjaciele.

(Wychodzą: Rozenkranc, Gildenstern i Horacy).
405 
 Teraz jest właśnie czarodziejski, straszny
Ów okres nocy, w którym się podnoszą
Groby, i same piekła wyziewają
Na świat zarazę. O, terazbym gotów
Pić krew i takie rzeczy wykonywać,
410 
 Na których widok dzieńby zbladł: lecz teraz
Mam iść do matki. O serce, nie zaprzecz
Naturze mojej! Niech nigdy w to łono
Nie znajdzie wstępu Neronowa dusza!
Niech będę srogim, ale nie wyrodnym!
415 
 Sztylety w ustach mam, ale nie w dłoni!
Niechaj mój język będzie w tem spotkaniu
Obłudny względem serca, i jakkolwiek
Słowa me będą miotać się i srożyć,
Pieczęci, duszo, nie daj doń przyłożyć!
(Wychodzi).


SCENA III.
Pokój tamże.
KRÓL, ROZENKRANC i GILDENSTERN.


Król. Nie można mu dowierzać, nie byłoby
Nawet roztropnem, gdybyśmy mu dłużej
Wodze szaleństwa puszczać dali. Bądźcie
Więc w pogotowiu: skoro odbierzecie
Zlecenie, już się przygotowujące,
Natychmiast jedźcie z nim do Anglii. Dobro
Naszego państwa nie pozwala cierpieć
Takiej blizkości hazardu, na który
Wybryki jego z każdą chwilą bardziej
Nas wystawiają.
10 
Gildenstern. Będziem w pogotowiu.
Święta i bogobojna to troskliwość
Waszej Królewskiej Mości, bo tu idzie
O zachowanie bezpieczeństwa tylu
Tysięcy ludzi, które pod jej berłem
Żyją szczęśliwie.
15 
Rozenkranc. Każdy pojedynczy,
Prywatny żywot już jest w obowiązku
Wszelaką siłą i z całą dzielnością
Chronić i bronić siebie od uszczerbku:
O ileż więcej taki byt, na którym
20 
Polega życie milionów! Nie kończy
Nigdy majestat sam jeden dni swoich;
Jak spadający potok chłonie z sobą
Wszystko, co było w poblizkości. Jest on
Niby potężnem kołem, przytwierdzonem
25 
Do szczytu góry, przy olbrzymich dzwonach
Którego wiszą krocie przyczepionych
Drobiazgów; jeśli to koło się stoczy,
Wraz każda z owych podrzędnych jednostek
Mknie chyżo w przepaść. Nigdy bez współdźwięku
30 
Jęków ogólnych, król nie wydał jęku.

Król. Śpiesznie gotujcie się do tej podróży.
Trzeba nam spętać ten postrach, co teraz
Za bardzo hula.
Gildenstern i Rozenkranc. Będziem się śpieszyli.

(Wychodzą).
(Wchodzi Poloniusz).
Poloniusz. Ma przyjść niebawem do pokoju matki;
35 
Ja za obiciem stanę i wysłucham,
Co się tam będzie działo. Pewny jestem,
Że mu królowa jejmość zmyję głowę:
Trzeba atoli, jak to bardzo mądrze
Wasza Królewska Mość zauważyła,
40 
Aby krom matki, bo matki z natury
Są stronne, jeszcze drugi jaki świadek
Był tam obecny. Idę więc i zanim
Wasza Królewska Mość pójdzie do łóżka,
Będę z powrotem, by zdać sprawę z tego,
45 
Czego się dowiem.

Król.Dziękuję-ć, mój drogi.

(Wychodzi Poloniusz).
O, kał mej zbrodni cuchnie aż w niebiosa!
Najstarsza klątwa na niej cięży, piętno
Bratniego mordu! Nie mogę się modlić,
Chociaż potrzeba dorównywa chęci;
50 
Moc winy mojej kruszy moc mej woli,
I jako człowiek, rozdwojon w działaniu,
Stoję wahając się, co mam wprzód zacząć,
I nic nie czynię. Jakto? choćby nawet
Ta dłoń przeklęta była od krwi bratniej
55 
Dwakroć tak brudną, czyliż miłosierne
Nieba nie mają dżdżu do jej obmycia,
Ażby zbielała jak śnieg? Na cóż Łaska,
Jeśli nie na to, by przebaczać winnym?
Czemże są modły, jeżeli nie ową
60 
Podwójną siłą, zdolną nas podeprzeć,
Gdy mamy upaść, lub podnieść na nowo,
Kiedy upadniem? Wzniosę przeto oczy;
Błąd mój już minął. Lecz ach! jakiż rodzaj
Modlitwy może być dla mnie pomocnym?
65 
Przebacz mi moje ohydne morderstwo!
To być nie może; boć jeszcze posiadam
To wszystko, co mię wiodło do morderstwa:
Koronę, władzę, żonę brata. Możeż
Być rozgrzeszonym, kto dzierży plon grzechu?
70 
W praktykach tego zepsutego świata
Zdarza się zbrodni pozłoconą ręką
Usuwać na bok sprawiedliwość; nieraz
Widziano nawet prawo przekupione
Owocem gwałtu; ale tam tak nie jest:
75 
Tam nie popłaca szalbierstwo: tam czyny
Nago się jawią i człowiek stawiony
Naprzeciw swoich przestępstw oko w oko,
Musi je wyznać. Cóż mi więc zostaje?
Sprobować, czego żal dokaże? Czegoż
80 
On nie dokaże? Lecz czegoż dokaże,
Gdy winowajca nie może żałować?
O, straszna dolo! duszo, jak śmierć czarna!
Splątana myśli, która usiłując
Być wolną, coraz okropniej się wikłasz!
85 
Przyjdźcie mi w pomoc, o wy aniołowie!
Zegnijcie się kolana! i ty, stalą
Okute serce, zmięknij, jako nerwy
Nowo narodzonego niemowlęcia!
Jeszcze się wszystko da naprawić. (Klęka).
(Wchodzi Hamlet).
90 
Hamlet. Modli się: teraz mógłbym to uczynić;
Teraz uczynię. Ale tym sposobem
Pójdzie do nieba: i toż będzie zemstą?
Trzeba się nad tem zastanowić. Nędznik
Zabija mego ojca, i ja za to,
95 
Ja, syn jedyny zamordowanego,
Posyłam tegoż nędznika do nieba.
Toby nagrodą było, a nie zemstą.
On go tyrańsko zgładził, w sennej dobie,
W stanie sytości, w maju jego grzechów;
100 
 Jak tam rachunek jego stoi, Bogu
Wiadomo; sądząc atoli po ludzku,
Źle z nim być musi. I jażbym się zemścił,
Gdybym go zabił teraz, kiedy skruchą
Oczyszcza duszę, przygotowanego,
105 
 Opatrzonego w podróż z tego świata?
Nie. Czekaj, mieczu, sposobniejszej pory.
Kiedy pijany będzie, we śnie, w gniewie,
Albo wśród uciech kazirodnych; kiedy
Grać lub kląć będzie, lub cobądź innego
110 
 Czynić, co wcale nie pachnie zbawieniem;
Wtedy go ugódź tak, żeby aż nogi
Zadarł ku niebu, aby jego dusza
Tak wtedy była przeklętą i czarną,
Jak piekło, w które pójdzie. — Matka czeka.
115 
 Ten tylko kordyał śmierć twoją odwleka.
(Wychodzi).

Król (powstając). Słowa wylatują, myśl w prochu się grzebie:
Ach! Słów bez myśli nie przyjmują w niebie.

(Wychodzi).


SCENA IV.
Inny pokój tamże.
KRÓLOWA i POLONIUSZ.


Poloniusz. Przyjdzie wnet. Mów z nim, Pani, bez ogródki.
Powiedz mu, że się już przebrała miarka
Jego wybryków; że Wasza Dostojność
Za długo stoisz jako parawan
Pomiędzy nim a ogniem; lub podobnie,
Tylko z nim ostro.
Królowa.Nie turbuj się Waćpan;
Zgromię go należycie. Wyjdź, już idzie.
(Poloniusz kryje się).
(Hamlet wchodzi).

Hamlet. Jestem więc, matko; czego żądasz?
Królowa. Hamlecie, bardzoś zmartwił twego ojca.

10 
Hamlet. Matko, zmartwiłaś bardzo mego ojca.

Królowa. Przestań; odpowiedź twoja bezrozumna.
Hamlet. Przestań; pytanie twe bezbożne.
Królowa. Cóż to znaczy, Hamlecie?
Hamlet. Czego żądasz, matko?

15 
Królowa. Czy mnie już nie znasz?

Hamlet. O znam, na krucyfiks!
Jesteś królową, żoną twego szwagra;
A przytem, — żal się Boże! — moją matką.
Królowa. Muszę więc kogo innego przywołać,
Co się rozmówi z tobą.

Hamlet.Siadaj, pani:
20 
Nie wyjdziesz stąd, na krok się stąd nie ruszysz,
Póki nie stawię przed tobą zwierciadła,
W którem się przejrzysz z gruntu.

Królowa. Co chcesz czynić?
Nie chcesz mię zabić przecie. Hej! ratunku!
Poloniusz (za obiciem). Ratunku!

25 
Hamlet (dobywając szpady). Cóż to? szczur? — Bij, zabij szczura!
Ten sztych dukata wart.
(Zadaje pchnięcie przez obicie).[17]

Poloniusz (za obiciem). Zabity jestem!

(Pada i umiera).

Królowa. Nieszczęsny, cóżeś uczynił?
Hamlet.Sam nie wiem.
Czy to król?

(Podnosi obicie i wyciąga Poloniusza).

Królowa. Co za czyn zapamiętały!

Hamlet. Zapamiętały czyn! Wistocie, matko;
30 
Tak samo prawie, jak zgładzać ze świata
Króla, a potem iść za jego brata.

Królowa. Jak zgładzać króla?

Hamlet.Tak-em wyrzekł, Pani.
(Do Poloniusza).
Bądź zdrów, usłużno-wścibski, biedny głupcze!
Wziąłem cię za lepszego; znieś twą dolę:
35 
Widzisz, że czasem źle być zbyt gorliwym. —
Nie łam rąk, Pani; siądź i ścierp, że raczej
Ja serce twoje teraz łamać będę:
I skruszę je, na Boga, jeśli nie jest
Z nieprzełomnego metalu i jeśli
40 
Przeklęty nałóg nie zrobił go wałem,
Przeciw wszelkiemu wpływowi uczucia.

Królowa. Cóżem ja popełniła, że się ważysz
Tak obelżywą mową na mnie targać?

Hamlet. Czyn, który kazi wdzięk i kwiat skromności,
45 
Cnotę w obłudę zmienia; zdziera różę
Z hożego czoła niewinnej miłości
I sadza na niem wrzody; które święte
Małżeńskie śluby czyni fałszywymi.
Jako zaklęcia gracza, a religię —
50 
Czczą grą wyrazów. Płoni się twarz nieba
I wiecznotrwały ten gmach chorobliwą
Przybiera postać wobec tego czynu,
Jak gdyby w wilię dnia sądnego.
Królowa.Przebóg!
55 
Jakiż to czyn tak grzmiący zarzut ściąga?
Hamlet. Spójrz, Pani, na ten portret i na tamten; [18]
Na ten konterfekt dwóch rodzonych braci.
Patrz, ile wdzięku mieści to oblicze:
Czoło Jowisza, Hyperjona włosy;
60 
Wzrok Marsa, groźny i rozkazujący;
Postawa godna Merkurego[19], kiedy
Na niebotyczny szczyt góry zstępuje.
Wszystko tu tak jest pełne, tak skończone,
Jakby dla dania pierwowzoru męża
65 
Każdy bóg swoją pieczęć był przyłożył
Na tym człowieku: to był małżonek. —
Patrz teraz owdzie: to twój mąż dzisiejszy;
Jak zaśniedziały kłos, zarażający
Zdrowego brata. Maszli Pani oczy,
70 
Żeś mogła rzucić to górne nazwisko,
Dla paszy na tem bagnie? Gdzie masz oczy?
Nie możesz tego tłómaczyć miłością,
Bo w twoim wieku krew nie war, pokornie
Słucha rozwagi, a jakaż rozwaga
75 
Mogłaby kazać przenieść to nad tamto?
Masz, Pani, zmysły, to pewna, boć przecie
Nie jesteś martwą; ale i to pewna,
Że zmysły te są zwichnięte: bo tuby
Nawet szalony nie zbłądził w wyborze;
80 
Bo nigdy jeszcze żadne obłąkanie
Do tego stopnia nie stępiło zmysłów,
Aby im jakiś organ nie pozostał
Do namacania tak wielkiej różnicy.
Jakiż u licha bies przy ciuciubabce
85 
Tak cię zaślepił? Wzrok bez dotykania,
Czucie bez wzroku, słuch bez rąk i oczu,
Węch bez wszystkiego innego, ba nawet
Najułomniejsza część zdrowego zmysłu
Takby nie mogła się zmylić. O, wstydzie!
90 
Gdzie twój rumieniec? Piekielny rokoszu,
Jeśli ty możesz płomień twój rozniecać
W łonie matrony, to zaiste cnocie
Wrzącej młodości stać się trzeba woskiem
I stopnieć w własnym ogniu. Niech się przeciw
95 
Atakom pokus odtąd srom nie zbroi,
Skoro lód płonie tak żywo a rozum
Żądz jest faktorem.
Królowa. O, przestań, Hamlecie!
Ty oczy moje zwracasz w głąb’ mej duszy;
Widzę w niej czarne, szpetne plamy, których
100 
 Zmyć nie potrafię.

Hamlet. Ha! tak żyć w barłogu
Kazirodnego łoża, gnić w sprosności,
Z śmietnika rozkosz chłeptać! —
Królowa.Przestań, przestań!
Każde twe słowo razi mnie jak sztylet.
Przestań, Hamlecie luby!

Hamlet.Zbój i podlec;
105 
 Nikczemnik nie wart setnej części setki
Twego pierwszego męża; rzezimieszek,
Który z wystawy ściągnął drogi dyadem
I w kieszeń schował. —

Królowa.Przestań!

(Duch wchodzi).
Hamlet.Król z postawy
Z szmat i okrawek. —
110 
 Osłońcie mię opiekuńczymi skrzydły
Święte zastępy niebios! Czego żądasz,
Szanowna maro!

Królowa. Niestety! Oszalał.

Hamlet. Co cię sprowadza? Przychodziszli zgromić
Opieszałego syna, że tak gnuśnie
115 
 Czas marnotrawi, w odwłokę puszczając
Spełnienie twego strasznego rozkazu?
O mów!
Duch. Pamiętaj na twe przyrzeczenie.
Przychodzę po to tylko, żebym wzmocnił
Zwątlone nieco przedsięwzięcie twoje.
120 
 Ale patrz, w jakim stanie twoja matka!
O, stań pomiędzy nią a jej sumieniem,
Odbywającem walkę; wyobraźnia
Najsilniej działa w słabem ciele: Przemów
Do niej, Hamlecie.

Hamlet.Co ci jest, o Pani?

125 
Królowa. Niestety, raczej ty powiedz, co tobie,
Że tak upornie oczy w próżnię wlepiasz
I z bezcielesnem rozmawiasz powietrzem?
Dziko z twych oczu strzela wnętrzny płomień;
I gładkie włosy twoje, jak żołnierze
130 
 Zbudzeni ze snu alarmem, powstają
I wyprężone stoją. O, mój synu,
Skrop tę trawiącą cię gorączkę chłodem
Zastanowienia. W co się tak wpatrujesz?
Hamlet. W niego! tam! w niego! Patrz, jaki on blady!
135 
 Ach! jego postać, jego sprawa zdolną
Byłaby wzruszyć głazy. — Nie patrz na mnie!
Bo od żałosnych tych spojrzeń rozmięknie
Tęgość mej woli i w kontr[20] zamiarowi
Nie krew pocieknie, ale łzy.
Królowa.Do kogo
140 
 Zwracasz te słowa?

Hamlet.Czy nic tam nie widzisz?
Królowa. Nic zgoła, chociaż wszystko, co jest, widzę.
Hamlet. I nic nie słyszysz?
Królowa.Nic oprócz nas dwojga.

Hamlet. Patrz! tam! Nie widzisz go? już się oddala:
Mój ojciec! On to, w tejże samej szacie,
145 
 W którą za życia lubił się przybierać.
Patrz, już jest blizko drzwi; już jest za progiem.
(Duch wychodzi).

Królowa. Płód to chorobliwego mózgu twego.
W tworzeniu tego rodzaju widziadeł
Gorączka bardzo jest biegłą.

Hamlet.Gorączka?
150 
 Puls mój spokojnie bije i do taktu,
Tak jak twój, Pani. W tem, co powiedziałem,
Nie było nic od rzeczy. Chcesz dowodu,
To ci powtórzę każde moje słowo,
A tego przecie waryat nie potrafi.
155 
 O, matko, matko, przez miłość zbawienia,
Nie kładź pochlebnej maści na twą duszę
Tą myślą, że to nie sumienie twoje,
Ale szaleństwo moje przemawiało.
Onaby tylko zaciągnęła błoną
160 
 I zabliźniła miejsca owrzodzone,
Ale zepsuta materya dlatego
Nie przestawałaby wewnątrz nurtować.
Wyspowiadaj się niebu, żałuj tego,
Co przeszło, chroń się tego, co przyjść może,
165 
 I nie pokrywaj chwastu mierzwą, aby
Rósł bujniej. Przebacz mi tę moją cnotę;
Bo w dychawicznym biegu tego świata
Przychodzi cnocie przepraszać występek,
Korzyć się przed nim i nieledwie żebrać
170 
 O pozwolenie zrobienia mu dobrze.

Królowa. Hamlecie, na pół rozdarłeś mi serce.

Hamlet. O, rzuć precz, Pani, część jego poślednią
I zacznij z drugą tem czerstwiejsze życie.
Dobranoc: tylko nie wespół z mym stryjem.
175 
 Choć pożycz cnoty, jeżeli jej nie masz.
Nałóg, ten potwór, imający zmysły
W szatańskie pęta, jest jednak aniołem
Przez to, że prawym, szlachetnym popędom
Użycza także szat, które wyciągnąwszy,
180 
 Nietrudno nosić. Wstrzymaj się dziś, Pani:
A umartwienie to uczyni-ć łatwem
Jutrzejsze, dalsze jeszcze łatwiejszemi!
Bo przywyknienie zdolne jest nieledwie
Odmienić stępel natury, i albo
185 
 Wciela szatana, albo go cudowną
Siłą wypędza. Jeszcze raz, dobranoc.
A zapragniesz być błogosławioną,
I ja poproszę-ć o błogosławieństwo. —
Co się dotyczy tego jegomości,
(wskazując na Poloniusza).
190 
 Wistocie, żal mi go: lecz, widno, nieba
Dla ukarania nas zobopólnego
Chłosty mię swojej zrobiły narzędziem.
Pogrzeb mu sprawię i odpłacę godnie
Śmierć mu zadaną. — Dobranoc tymczasem.
195 
 Miłość to moją tak zatwardza duszę;
Chcąc być powolnym, okrutnym być muszę.
A! jeszcze parę słów.

Królowa.Cóż mam uczynić?

Hamlet. Nic, Pani! wcale owszem nie masz czynić
Tego, co-ć powiem, abyś uczyniła;
200 
 Gdy cię pijany król wezwie do łoża,
Nazwie swą kotką, z pieszczot w twarz uszczypnie,
Wtedy za parę ckliwych pocałunków,
Albo łaskotek niecnych jego palców,
Odkryj mu wszystko, coś tu usłyszała:
205 
 Powiedz mu, że ja w gruncie nie szalony,
Tylko szalony przez podstęp. To byłby
Czyn budujący; bo któraż królowa
Piękna, roztropna, dobrych obyczajów,
Coś podobnego mogłaby zataić
210 
 Przed nietoperzem, żabą, koczkodanem?
Pytam się, która? Nie, wbrew rozumowi
I w kontr dyskrecyi otwórz kosz na dachu,
Wypuść zeń ptaki, jako małpa w bajce[21],
A potem sama w kosz wlazłszy, dla próby,
215 
 Ruń na złamanie karku.
Królowa. Bądź przekonany, że jeżeli słowa
Są tchnień, a tchnienia życia wynikłością,
Nie mam dość życia do wydania w słowach
Tego wszystkiego, co mi powiedziałeś.
220 
Hamlet. Muszę do Anglii jechać; czy wiesz, Pani?

Królowa. Niestety! zapomniałam; tak, podobno.

Hamlet. Już są gotowe listy, i dwóch moich
Koleżków, — którym ufam tak jak żmijom, —
Ma je wziąć. Misya ich polega na tem,
255 
 Żeby mi wskazać, gdzie raki zimują.
Życzę im szczęścia; idzie tu albowiem
O to, ażeby inżyniera własną
Jego petardą wysadzić w powietrze:
A to sęk będzie właśnie, bo ja głębiej
230 
 O parę sążni podkopię ich minę
I puszczę ich aż pod księżyc.
Bodaj to, kiedy się przy jednem dziele
Z dwóch stron przeciwnych zejdą dwa fortele. —
Dobranoc, matko. — Trzeba mi stąd sprzątnąć
235 
 Tę bryłę mięsa. Coś teraz pan radca
Cichy, poważny, on, co był przed chwilą —
Uosobioną, głośną krotochwilą.
Pójdź Waszmość, musim skończyć z sobą sprawę. —
Dobranoc, matko.
(Wychodzi, wlokąc ciało Poloniusza).



Przypisy

  1. „I toć to czyni tak długowieczną niedolę“ i t. d. Podobne myśli wypowiada Szekspir w swoich Sonetach; oto dla porównania jeden z nich urywek (w przekładzie J. I. Kraszewskiego):

    Dość życia! znękan wołam śmierci i pokoju!
    Dość patrzeć na zasługę, co się z nędzą zrosła.
    Na ubóstwo zgłodniałe we błazeńskim stroju.
    Na ufność, którą krzywa przysięga uniosła,
    Na cześć złota, sromotnie chybiającą celu,
    Cnotę dziewiczą daną w łup zwierzęcej chuci,
    Prawe czyny wzgardzone wśród bezprawi wielu,
    Siły, które w nic przemoc kulawa obróci,
    Sztukę, której niewola kaganiec nakłada,
    Głupotę, co się w togę i biret przystraja...

  2. „Obawa tego obcego nam kraju“ i t. d. Dobitniej tę obawę wyraził Szekspir w przemowie Klaudya w komedyi „Miarka za miarkę“ (akt III. sc. I, przekład J. Kasprowicza):

    ... Ale umrzeć, pójść nie wiedzieć dokąd,
    W zimnem zamknięciu leżeć, gnić, ten czuły,
    Gorący życia ruch przemienić w marną
    Garsteczkę gliny, gdy duch, wyrwan z ciała,
    Albo się kąpie w płomienistych falach,
    Lub w przenikliwych mieszka okolicach
    Wiecznego lodu; być tak uwięzionym
    Śród niewidzialnych wiatrów, z gwałtownością
    Niepowstrzymaną wirować naokół
    Wiszącej ziemi; lub być czemś nędzniejszem
    Od najnędzniejszych bytów, które wyjąc

    Wyobrażają sobie niekiełznane.
    Niepewne myśli — ach! to zbyt okropne!
    Choćby najcięższe życie na tym świecie,
    Które wiek, nędza, kaźń narzucić mogą
    Ludzkiej naturze, to raj wobec tego,
    Czem nas przeraża śmierć...

  3. jednego wyjąwszy“ tj. Króla, ojczyma Hamleta.
  4. Przed 11. stuleciem Anglia niejednokrotnie zależną była od Duńczyków i płaciła im haracz (tribute).
  5. Termagant — osobistość fantastyczna, występująca w starych sztukach angielskich; uosabia ona charakter bardzo gwałtowny, u Włochów zwała się trivigante, u Francuzów tervagant.
  6. „żyję jak kameleon powietrzem“. — Kameleon, zmieniający wciąż barwy, według wyobrażenia starożytnych, przechowanego przez bardzo długie wieki, karmił się tylko powietrzem.
  7. W r. 1582 grano w Oksfordzie tragedyę po łacinie napisaną o śmierci Juliusza Cezara, którego zabił Brutus w r. 34 przed Chrystusem. Kapitol — twierdza w Rzymie; odbywały się tam narady senatu.
  8. Hamlet kładzie się u nóg Ofelii. Należało niegdyś do dobrego tonu i galanteryi, żeby rycerz, w czasie widowisk, leżał u nóg swojej damy, opierając o nie głowę. Ograniczało się to wszakże tylko do prywatnych teatrów.
  9. „ja przywdzieję sobole“ — prawdopodobnie dla okazałości (na przekór żałobie), bo sobole były bardzo drogie, dawano za nie czasami tysiąc dukatów; w XVI. wieku nie wolno ich było nosić osobom, nie mającym przynajmniej tytułu hrabiego (earl).
  10. „Konik zdechł“. Wspomniany tu konik (hobby-horse) stanowił jedną z najulubieńszych uciech angielskiego ludu w uroczystość majową (morrisdances). Był to koń, mający głowę i tułów wyrobione z tektury, ze zwieszoną dookoła zasłoną aż do ziemi, która wystającemu po pas, przez grzbiet wydrążony, człowiekowi zakrywała nogi tak, że tenże wyglądał zupełnie jak jeździec siedzący na koniu i na nim harcujący. Żarliwość Purytanów, którym w ogólności zabawy majowe zdawały się zgorszeniem, wygnała i tego konika, jako igraszkę zdrożną i bezbżną. Do tego się odnosi to, co Hamlet mieni nagrobkiem konika, a co Teobald nazywa satyrą, czyli komiczną balladą. Zbytecznem tu jest wskazywać podobieństwo angielskiego konika do naszego konika zwierzynieckiego, który w oktawę Bożego Ciała tak wielką gra rolę w zabawach ludu krakowskiego. Każdy z czytelników będzie tem odrazu uderzony. Józef Paszkowski uczynił przypuszczenie, że tak w Anglii, gdzie tyle obyczajów i zwyczajów nanieśli Wenecyanie, jak u nas, którzyśmy z dawien dawna mieli ciągłe z Rzymem stosunki, wzór do owego konika był naleciałością z Włoch. Tam a mianowicie w Rzymie i Wenecyi, był on, w czasie karnawału, jedną z postaci masek charakterystycznych, jak tego próbę widziano i na naszej scenie w balecie Karnawał Wenecki. U nas postać ta zrosła się z obchodem pamiątki narodowej i przybrała się w turban Tatara; w Anglii zespoliła się z obchodem uroczystości majowej, i przybrała się w kwiaty.
  11. Feb, Febus = Apollo, bóg słońca. Tellus = Ziemia. Neptun = bóg morza. Amor = bożek miłości. Hymen = bożek ślubów małżeńskich.
  12. „Chór“ w tragedyach za czasów Szekspirowskich oznaczał aktora, występującego na początku sztuki, lub w międzyaktach i opowiadającego te części wątku, których na scenie nie przedstawiano. Taki Chór znajduje np. w „Romeu i Julii“ Szekspira.
  13. Hekate — opiekunka czarów; utożsamiono ją z Dyaną;
  14. prowensalskie róże u dziurawych trzewików, las piór na głowie — to zwykłe przybory aktorów z czasów królowej Elżbiety.
  15. „na tych dziesięciu oszustów i złodziei!“ (by these piskers and stealers) — trzeba się domyślić, że Hamlet przysięga na swe dziesięć palców i przypomina przykazanie, żeby nie oszukiwały i nie kradły.
  16. „gdy trawa rośnie“ — trzeba dopełnić: „lichy koń zdechnie z głodu“ (while grass doth grow, the sitly horse starwes).
  17. „Hamlet zadaje pchnięcie przez obicie“. Obicia niegdyś nie były do ścian przylepiane, tak jak teraz, ale dla zabezpieczenia od wilgoci, umieszczane w oddzielnych ramach w pewnej od ścian odległości. Miejsce więc pozostające wolne mogło służyć do ukrycia się.
  18. „Spójrz, pani, na ten portret“ i t. d. Pierwszy jakby zarys tego straszliwego przeciwstawienia znajdujemy w dramacie Szekspira „Ryszard III“ (akt I, scena 2), kiedy Gloucester (późniejszy król Ryszard III) sam zestawia się z Edwardem, zamordowanym przez siebie mężem lady Anny, którą potrafił do swoich nagiąć widoków (przekład L. Ulricha).

    ...... Ha, już zapomniała
    Swego Edwarda, trzy temu miesiące
    Tą ręką, w szale wściekłości i gniewu,
    Pod Tewkesbury zamordowanego.
    Słodszego pana przez Fortuny łaskę
    W piękniejsze dary uposażonego,
    Młodość, odwagę, mądrość króla godną,
    Świat ten szeroki nie pokaże dzisiaj;
    A przecie na mnie zniża swoje oko,
    Na mnie, com kwiat ten w złotej podciął wiośnie,
    Wdową ją zrobił; na mnie, który cały
    Jednej połowy nie wart-em Edwarda;
    Na mnie, straszydło hydne i kulawe.
    O zakład księstwo me za grosz żebraka,
    Niesprawiedliwy byłem sam dla siebie;
    Czegom nie widział, ona zobaczyła,
    Że jestem wielce urodziwym gaszkiem.

  19. Merkury — poseł bogów w mitologii starożytnej.
  20. „w kontr zamiarowi“ staropolski wyraz; zamiast: wbrew zamiarowi.
  21. „jako małpa w bajce“. Alluzya do starej bajki o małpie, która porwawszy kosz z żywemi kuropatwami, wlazła na dach i podjąwszy nakrycie, wypuściła ptaki. Chcąc potem ulecieć tak jak one, weszła w kosz sama, a wyskoczywszy z niego, spadła i kark skręciła.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: William Shakespeare i tłumacza: Józef Paszkowski.