Gościna u Iwoni

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Tomasz Padurra
Tytuł Gościna u Iwoni
Pochodzenie Z obcego Parnasu
Wydawca Księgarnia A. Gruszeckiego
Data wydania 1886
Druk Bracia Jeżyńscy
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Stanisław Budziński
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI Cała antologia
Pobierz jako: Pobierz Cała antologia jako ePub Pobierz Cała antologia jako PDF Pobierz Cała antologia jako MOBI
Indeks stron
GOŚCINA U IWONI.

Duma.



I.

Ucisz Dunaju szumnych twych fal chóry!
Już drzémią wiatry na morza głębinie;
Jak na mogile ptak miesiąc z pod chmury
Tęsknie się sunie w lazurów pustynię.

W stepie się mglistym rozbłyskami znaczy
Reszta taboru Selima w pożarze;
Nie słychać głosu, tylko cień kozaczy
Z chmurami dymu wije się w obszarze.

Z niedopalonych namiotów multańców
Wysłał Swierczowski, z krwią, dymem i pyłem,
Do hospodara bisurmańskich brańców,
Sam z kozakami pędząc za Petryłem.


II.

Na miękkim puchu Multan wojewodę
Zbudziły surmy i kozackie czaty;
Puścił się w czajce na dunajską wodę
I zdał pogaństwu Brahiłów bogaty.


Nim cichy wieczór osiadł na dolinach,
Ozwał się z baszty Siczy śpiew rodzinny;
Sen wyszedł z miasta, a w jego ruinach
W łunie zasnęły: popiół, step pustynny.

Tylko za miastem, w otwartéj przestrzeni,
We krwi zastygłéj muzułmanin tonie.
Kiedyż twych czynów śród cherubów pieni
Powstanie pamięć sławian Maratonie?


III.

Wieczór był cichy, słońce z mogił dackich
Na siedmiogrodzkich gór szczyty się toczy,
Kiedy Iwonia z okopów kozackich
Szedł w tabor pogan, łzami rosząc oczy.

Nie byłoż miłéj, szablę wziąwszy w dłonie,
Na polu sławy sławnéj śmierci żądać,
Niżli u pogan, a jeszcze w pokłonie,
Na swą śmierć czekać i na śmierć spoglądać?

Zaufał Turkom, zrzekł się wiary naszéj;
Bóg odszczepieńca w niedoli opuszcza:
Łeb swój na spisie zostawił u baszy,
Szczątki gdzieś w prochu zachowała puszcza.


IV.

Pod ciemnym lasem, w pogodne zaranie,
„Hura!” się ozwą zaporożskie czaty,
„Hura!” się z góry stoczyło w tamanie,
W turkach kozackie zagrzęzły bułaty.

Zrazu nad niemi chmurzyło się, grzmiało,
W ciemności łuny wybuchły złowieszcze,
Dym wił się, głuchło .... gasło .... bałwaniało,
Potem pył z wiatrem tylko bujał jeszcze.

Z pyłem się wieki zwiły śród pomroki,
Dzieje pokryła milczenia głębina,
Ptak rozniósł kości, a wiatr dum potoki:
Świecie tęsknoty, gdzie twoja kończyna?






Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Tomasz Padurra i tłumacza: Stanisław Budziński.