Gdzie winowajca/Tom II/Zakończenie
| <<< Dane tekstu | |
| Autor | |
| Tytuł | Gdzie winowajca |
| Wydawca | Wydawnictwa "Biblioteki najciekawszych Powieści i Romansów" |
| Data wyd. | 1870 |
| Druk | Kornel Piller |
| Miejsce wyd. | Lwów |
| Tłumacz | anonimowy |
| Tytuł orygin. | L'affaire Lerouge |
| Źródło | Skany na Commons |
| Inne | Cały tekst |
| Indeks stron | |
— Ślub, — mówiła, — odbył się w naszym majątku w Normandji, bez doboszów i trębaczy. Mój zięć chciał tego, za co go dobrze skarciłam. Jawność pogardy, której stał się był ofiarą, domagała się hucznego wesela. Takie było moje przekonanie, wcale się z niem nie taiłam. Ale chłopiec jest tak samo uparty jak ojciec... A moja wnuczka słuchając naprzód męża, sprzymierzyła się z nim przeciw biednej babce. Zresztą, mniejsza o to... Ciekawam, czy nawet za pieniądze znalazłby się dziś człowiek, któryby chciał wyznać, że kiedykolwiek wątpił o niewinności Alberta. Zostawiłam nowożeńców w najwyższem szczęściu. Niech żyją szczęśliwie i niech mają dużo dzieci. Nie potrzebują myśleć o mamkach i posagach. Bo trzeba wam wiedzieć, pierwszy raz w życiu i bez wątpienia po raz ostatni, pan de Commarin zachował się jak anioł. Cały majątek oddał synowi, słowem wszystko. Teraz będzie mieszkał na wsi. Ale nie zdaje mi się, żeby biedny starzec miał od pewnego ataku zdrową głowę... Bądź co bądź, los mojej wnuczki jest już zapewniony. Nie uwierzycie, ile mię to trwożyło i jak — oszczędnie jestem teraz żyć przymuszona... Ale ja gardzę rodzicami, którzy dla dobra dzieci cofają się przed ofiarami pieniężnemi.
Ale margrabina zapomniała dodać, że na ośm dni przed „ślubem,“ Albert oczyścił jej dosyć kłopotliwe położenie i zabezpieczył piękny dochód.
Od tego czasu pożyczyła od zięcia tylko dziewięć tysięcy franków; ale za to zbiera się wyjawić mu temi dniami, o ile jest umęczoną przez dostarczyciela mebli, swoją szwaczkę, dwóch właścicieli magazynów z sukniami i kilku innych kupców.
A jednak! zacna to kobieta; nigdy źle nie mówi o swoim zięciu.
Otrzymawszy dymisję, o którą sam prosił, pan Daburon zamieszkał w Poitou i znalazł spokój; zapomnienie przyjdzie. Sąsiedzi nie tracą nadziei, że z czasem przecież go ożenią.
Pani Julja całkiem się już pocieszyła. Ośmdziesiąt tysięcy franków, schowanych przez Noela pod poduszkę, nie zginęły, ale już nie wiele z nich zostało. Niezadługo doniosą o wyprzedaży bogatych mebli.
Sam tylko pan Tabaret dobrze pamięta.
Wierząc dawniej w nieomylność sądów, widzi teraz wszędzie same błędy sądowe.
Stary ajent policyjny wątpi o istnieniu zbrodni i utrzymuje, że dowód ze zbiegu okoliczności, nic nie znaczy. Podpisawszy prośbę względem zniesienia kary śmierci, organizuje teraz towarzystwo, mające wspierać na przyszłość biednych i niewinnie obżałowanych.