Futurysta (Lemański, 1922)

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Jan Lemański
Tytuł Futurysta
Pochodzenie Prawo mężczyzny
Wydawca F. Gadomski
Data wydania 1922
Druk T. Jankowski
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Okładka lub karta tytułowa
Indeks stron

Firma Szpicbube, Kułak et C-ie, kiedy kurs marki polskiej stał bardzo nisko, podniosła ceny bardzo wysoko; gdy kurs się podwyższył, firma wyśrubowała ceny jeszcze wyżej. Szef tej firmy, zapytywany przez klientelę, dlaczego tak robi, odrzekł:
— Bo ja jestem futurysta.
— Co ma wspólnego futuryzm z paskarstwem?
— Wszystko. Posłuchaj pan. Marka spada. Jako dobry obywatel, logicznie biorąc, powinienem był ceny zniżyć. Zwiększyłem je. Marka idzie w górę — jako dobry obywatel powinienem był logicznie biorąc, ceny obniżyć. Go ja robię? Zwiększam je w dwójnasób. Brak logiki. Futuryzm. Nonsensy, tańczące po ulicach. Każdy może być artystą. Ja wybrałem futuryzm. Z ust mi wyjęli swoje hasła. Przekreślam logikę, jako mieszczańsko­‑burżuazyjną formę umysłu. Pluję na książkę do tego stopnia, że nie prowadzę ksiąg handlowych, a jeżeli to najwyżej w formie nut, według których ja śpiewam klientom i oni śpiewają. Potop cudowności i niespodzianek. Skóry staniały a ja sobie o dziwo, każę płacić za buty coraz drożej. Pochwalam życie, ruch, motłoch, kanalizacje, wodociągi, zwłaszcza te ostatnie, z których mam mleko. I dział mój — to miasto, wielkie miasto, większe niż Łowicz. Wsi nie lubię, chociaż muszę ją kupić, bo nie wiem, co robić z pieniędzmi. Uważaj pan, jak tu cudownie cierpi logika. Cel mój — pieniądz.

Osiągam ten cel i robię sobie podwójną przykrość: wyzbywam się pieniędzy i kupuję rzecz, której nie lubię — wieś. Jednego się jeszcze, jak dotąd, nie nauczyłem: wyrażać się możliwie bez sensu i pisać bez gramatyki. Cóż pan chcesz — stare przyzwyczajnie. Klient wziąłby mnie za wariata i przestałby u mnie kupować. Ale w gruncie rzeczy kocham absurd i ku niemu dążę. Gramatyczność i prawa, czyli komórki mózgowe coraz bardziej zmiękczam, a za to utwardniam wewnętrzną konieczność, która po tonie A (wysoka cena) domaga się tonu C (cena wyższa), a po tonie C tonu wysokiego Cis. A nigdy nie zniżę się do tonu U, który mi przypomina ul. Tak, jestem futurystą. Zaczynam pisać Boga, rzekę Bug i drzewo bukowe jednakowo — bug. Szkoda tylko, że w tym wyrazie siedzi w środku ta niemiła litera U. Muszę zaproponować moim znajomym futurystom, żeby to zreformowali. Oni tak skorzy do reform, to im będzie łatwo mówić bóg na wszystko. Bóg jest wszystkiem. A prawda, to za bardzo byłoby logiczne. Więc może być tak: na Boga będzie się pisało bók, na buk — bóg, na Bug — też wypada bóg, więc chyba gób, a w takim razie na gub od gubić jak będzie? Bodaj również bóg; bok można będzie pisać kob... No jak pan widzisz wpadam już ma właściwe tory transu futurystycznego. Tylko drukować i na słup... Znowu to U przeklęte. Niech będzie „na słóp“. Mój Boże, jakie to jeszcze można efekty wywołać na słupie, kombinując o kreskowane z tą literą U i ze spółgłoskami D i P i B... Reklama oto co jeszcze mię łączy z futuryzmem. Na jednym punkcie tylko bym się z nim posprzeczał. Mówią oni tak. „Przekreślamy zdanie, jako antypoezyjny dziwoląg“. I potem wypowiadają takie „zdanie, czyli antypoezyjny dziwoląg“: „Poezja jako sztuka, operująca wartościami akustycznemi może być oddawana jedynie słowem“. Więc całe to zdanie jest antypoezyjnym dziwolągiem. Ą prawda — brak logiki przychodzi tu na pomoc. To jest słuszne, bo nie logiczne. Credo quia absurdum. W takim razie na to zgoda, ale dlaczego powiadają „może być oddawana“. Nie należy niczego w życiu oddawać. Toujours prendre, jamais rendre encore pretendre. Stara to zasada i dobra pomimo, że logiczna. Jeżeliby nawet sfuturyzować ten aforyzm na „Toujours pretendre, jamais rendre, encore prendre“, to zawsze w środku, jako nie wzruszona zasada będzie: „jamais rendre“. Moje uszanowanie panu. Co znaczy futurystycznie: pańskie uszanowanie dla mnie.