[63]
FRYZJERZY
CHAPLINOWI
W pustej golarni siedzą fryzjerzy pod ścianami.
Patrzą, czekają, gości niema, wiec nudzą się.
Sami się czeszą, sami się golą, sami, sami,
Mówią co wiedzą, drzemią i chrapią i budzą się.
Idą do okna, nic niema w oknie.
Wracają do luster, w lustrach — fryzjerzy,
Gładko uczesani, ulizani żałobnie,
Upudrowani, piękni fryzjerzy.
Gazetę czytają, czoła trą i gwiżdżą.
Chodzą, czekają na rzecz obcą, rzecz inną.
A tymczasem przed lustrem kłaniają się i mizdrzą,
Ziewają, połykają senność pustynną.
Będzie burza, w miasteczku sino, koguty pieją.
Fryzjerzy się boją, chodzą prędko — już grzmi,
Fryzjerzy płaczą, fryzjerzy śpiewają, fryzjerzy szaleją,
Zwalniają kroku i nagle chodzą à ralenti.
[64]
Podnoszą ręce bardzo powoli, bardzo powoli,
Kręcą głowami bardzo powoli i chodzą z łaski.
I niemym szeptem ruszają ustami, wpatrzeni w stolik,
W niklowy przedmiot, który ich urzekł śmiertelnym blaskiem.
A teraz się wiją, włażą na ściany, ulewę słyszą.
A teraz się płaszczą przed lustrem zdumionem — «patrz! tam! tam!»
Fryzjerzy tańczą, fryzjerzy krzyczą, w powietrzu wiszą
I aniołami fruwają w głębi lustrzanych ram.